Zakup samochodu to nie tylko wybór modelu, napędu czy wyposażenia — trzeba też się zdecydować, w jaki sposób sfinansować zakup. Tylko na jaką formę finansowania się zdecydować i ile to finalnie kosztuje?

W ostatnich latach rośnie popularność najmu długoterminowego. Po zakończeniu umowy oddajemy auto, a wszelkie wpłacone środki „przepadają”. Co prawda czasem istnieje opcja wykupu, ale standardowa umowa przewiduje zwrot auta. To bardzo wygodne rozwiązanie, cenione zarówno przez osoby prywatne, jak i przedsiębiorców. Główna zaleta to możliwość dokładnego oszacowania wydatków na samochód, jako że zazwyczaj najem oferowany jest z całym wachlarzem usług — otrzymujemy auto zarejestrowane, ubezpieczone i nie musimy się martwić o przeglądy, opony, a nawet naprawy pogwarancyjne oraz wymianę części eksploatacyjnych, takich jak klocki hamulcowe.

Po zakończeniu umowy nie trzeba się też martwić wartością rezydualną i całą procedurą odsprzedaży. Pozostaje lać paliwo (lub ładować akumulator), jeździć i… płacić. Nie ulega bowiem wątpliwości, że choć raty często wyglądają kusząco, to jednak całkowity koszt nie jest niski. Poza tym są jeszcze obwarowania: deklarujemy przebieg całkowity (za przekroczenie naliczana jest opłata „karna”, np. 30 gr/km), a zużycie eksploatacyjne powinno odpowiadać pokonanym kilometrom (firma nie będzie wymieniać opon co 10 tys. km ani płacić za naprawy, które np. gwarant odrzuci ze względu na niewłaściwą eksploatację). Po zakończeniu umowy auto przechodzi wnikliwą kontrolę, a za niedociągnięcia często trzeba dopłacić — znamy przypadki, kiedy na koncie kierowcy po zwrocie auta z rysami na felgach (niewielkimi, ale jednak) pojawiły się na przykład… cztery szkody komunikacyjne!

Bardziej tradycyjną metodą, szczególnie ulubioną przez przedsiębiorców ze względu na dość proste rozliczenie podatkowe oraz zazwyczaj nieco łatwiejsze uzyskanie środków niż w przypadku kredytu, jest leasing operacyjny. Założeniem leasingu jest wykup auta po zakończeniu umowy — zależnie od kwoty wykupu różni się oczywiście rata, istnieją również umowy pozwalające na zwrot auta po okresie użytkowania.

Wadą takiego rozwiązania jest to, że przez cały okres trwania umowy właścicielem auta pozostaje firma leasingowa, co może utrudnić np. spór z ubezpieczycielem o wysokość odszkodowania. Oczywiście pozostaje jeszcze tradycyjna forma zakupu: kredyt. Ma swoje zalety, do których zaliczymy np. fakt, że otrzymujemy fakturę za całe auto (można więc od razu rozliczyć podatek VAT) i stajemy się jego właścicielami. O finansowanie można się starać w banku powiązanym z daną firmą samochodową, ale często wygodniej może być np. w banku, w którym mamy rachunek firmowy czy też prywatny, lub w dowolnym innym banku „na mieście”. Faktem jest, że korzystając z finansowania w salonie, można liczyć na dodatkowy rabat.

Pozostaje jeszcze kwestia: ile to rzeczywiście kosztuje? Porównaliśmy wydatki potrzebne na zakup samochodu elektrycznego popularnej marki w wersji kosztującej cennikowo 130 500 zł (uwaga: porównujemy kwotę bazową, bez zniżki za firmowe finansowanie). Przyjęliśmy, że finansowaniem zainteresowana jest jednoosobowa firma (nieco lepsze warunki niż dla osób prywatnych), zobowiązanie zaciągane jest na trzy lata i dokonamy wpłaty własnej w wysokości 25 proc. (32,6 tys. zł brutto). W przypadku wynajmu (przebieg 50 tys. km) rata wyniesie 1697 zł brutto, co łącznie da 93,7 tys. zł. W przypadku leasingu mamy taką samą wpłatę, dodatkową opłatę manipulacyjną 0,5 proc. i 1-procentowy wykup. Do tego dochodzą rata 2503 netto i koszty usług dodatkowych (samochodu zastępczego i ubezpieczenia GAP do fakturowej wartości zakupu).

Łącznie miesięcznie da to wydatek 3322 zł i łączny koszt 154,2 tys. zł. Jeszcze drożej jest w przypadku kredytu. Po takiej samej wpłacie początkowej, zapłacie 2000 zł prowizji bankowej i uiszczeniu 36 rat po 3428 zł otrzymamy kwotę 158 tys. zł. Porównując jednak leasing czy kredyt z wynajmem, trzeba wziąć pod uwagę, że podczas odsprzedaży auta stracimy około 50 tys. zł (szacunkowa wartość 3-latka: 80 tys. zł). Oznacza to, że łączny koszt użytkowania samochodu w leasingu wyniesie 154 tys. zł (wydatki) minus 80 tys. zł (wartość końcowa) równa się 74 tys. zł. To o ok. 20 tys. zł mniej niż przy najmie, ale tam mamy w cenie 3-letnie ubezpieczenie, wymagane przeglądy gwarancyjne i inne świadczenia. Warto więc zaznaczyć, że leasing lub kredyt będą korzystniejsze, jeśli auto zamierzamy wykorzystywać dłużej (np. przez co najmniej 5 lat), natomiast najem jest atrakcyjniejszy w krótszym okresie użytkowania, np. 2-3 lat.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version