Ekrany od dawna przyciągają uwagę młodych, ale dziś wiemy, że to nie przypadek — za ich siłą stoją świadomie zaprojektowane mechanizmy, wykorzystujące cechy rozwojowe nastolatków. Co zatrzymuje mózg przy ekranie? Jak sprawić, by młodzi ludzie korzystali z technologii bardziej świadomie?

Edward O. Wilson, amerykański biolog ewolucyjny i entomolog, pionier socjobiologii, zauważył: „Prawdziwy problem ludzkości polega na tym, że mamy paleolityczne emocje, średniowieczne instytucje i boską technologię”. Słowa te dobrze podsumowują paradoks, z jakim musi się mierzyć współczesny człowiek. Zwłaszcza ten młody. Oto przykład. Letni sobotni wieczór — oglądamy serial, gdy przez otwarte okno wpada osa. Bzyczenie natychmiast przykuwa naszą uwagę i odrywa od ekranu. To tylko osa — myślimy — ale przecież może użądlić. Po chwili jednak intruz znika, a my wracamy do oglądania. Ta drobna sytuacja pokazuje, jak działa pierwotny mechanizm mózgu: w obliczu zagrożenia cała uwaga kieruje się na niebezpieczeństwo. Dziś o tę samą, pełną uwagę rywalizują z nim także ekrany.

Jakie mechanizmy wykorzystują twórcy mediów społecznościowych, gier i aplikacji? By to zrozumieć, sięgnijmy do znacznie starszych zasad działania naszego mózgu. „Starszych” to zresztą niedopowiedzenie — pierwszy iPhone pojawił się w 2007 r., a nasi przodkowie żyli już 2 mln lat temu. W świecie pełnym zagrożeń uruchamiały się podstawowe reakcje: FFF — freeze, flight, fight, czyli zatrzymanie, ucieczka lub walka. Później dodano jeszcze czwarte F — fawn, oznaczające próbę udobruchania agresora. Te mechanizmy towarzyszą nam do dziś. Choć zamiast drapieżnika stresuje nas np. trudna rozmowa, mózg reaguje bardzo podobnie — uruchamiając te same, pierwotne schematy.

Noblista Daniel Kahneman wyróżnia dwa systemy myślenia: pierwszy działa jak autopilot, szybko reaguje i pomaga przetrwać, ale często upraszcza rzeczywistość. Drugi jest wolniejszy, pozwala analizować i planować, jednak wymaga więcej wysiłku i zasobów poznawczych. Jesteśmy zaprogramowani, by reagować nie tylko na zagrożenia, ale i na konkretne bodźce — nawet w hałaśliwym tłumie potrafimy wychwycić swoje imię. Podobnie działają powiadomienia: przyciągają uwagę i wywołują poczucie, że „trzeba” sprawdzić i odpowiedzieć. Chęć zobaczenia, kto pisze, co proponuje aplikacja czy jakie zdjęcie dodał znajomy, wykorzystuje naszą naturalną ciekawość — wzmocnioną antycypacją nagrody, czyli napięciem i oczekiwaniem przyjemności.

Badania z zakresu neuroobrazowania, przeprowadzone przez m.in. naukowców z uniwersytetu w Bonn, wykazały, że układ dopaminowy reaguje na przewidywanie nagrody. To oznacza, że już sama obietnica nowej treści, alertu czy wiadomości może zwiększać aktywację układu nagrody, sprzyjając nawykowemu i częstemu sprawdzaniu urządzeń. Robimy to, by otrzymać mały zastrzyk zadowolenia, ale z czasem kilka zastrzyków dziennie zamienia się w kilkanaście, a potem w kilkadziesiąt. Dlaczego tak się dzieje? Bo wpadamy w pętlę. Dopamina to neuroprzekaźnik, który aktywuje układ nagrody w mózgu. Z czasem ośrodek ten może stać się „przebodźcowany”, co skutkuje wzrostem tolerancji na impulsy — tzw. habituacją. Potrzebujemy coraz silniejszych i częstszych bodźców, aby osiągnąć ten sam poziom satysfakcji, więc sięgamy częściej po telefon, który może tej satysfakcji dostarczyć. I tak pętla się zamyka.

Wróćmy do letniego wieczoru: osa przyciągnęła wtedy naszą uwagę, ale bardzo prawdopodobne, że nie tylko ona była powodem oderwania wzroku od ulubionego serialu. Według raportu „Rynek gier mobilnych w Polsce” nawet 9 na 10 dorosłych Polek i Polaków korzysta naraz z więcej niż jednego urządzenia ekranowego, a blisko 74 proc. przyznaje się do scrollowania mediów społecznościowych podczas oglądania serialu. Swoje emocje związane z tym zjawiskiem wyraził Matt Damon. Aktor ujawnił, że podczas pracy nad nowymi filmami pojawiają się sugestie ze strony producentów, by kluczowe punkty fabuły były powtarzane w dialogach minimum trzy lub cztery razy. Dlaczego? Właśnie ze względu na jednoczesne przeglądanie telefonu przez widzów, którzy mogą ominąć przekaz za pierwszym razem. Nie lubimy się nudzić, a nawet kino akcji ma kilka spokojniejszych scen — to nie wpasowuje się w schemat znany z mediów społecznościowych, czyli nowy filmik co kilka sekund. A nasz mózg lubi nowości, ekscytuje się nimi i ich oczekuje, bo mogą oznaczać przypływ przyjemności.

Jednak nie tylko ciekawość i poszukiwanie nagrody zatrzymują nas przy ekranie. Człowiek jest istotą społeczną, a dla naszych przodków przynależność do grupy była warunkiem przetrwania. Odrzucenie oznaczało realne zagrożenie — samotność mogła się wiązać z brakiem dostępu do zasobów i ochrony. Choć dziś świat wygląda inaczej, mózg reaguje podobnie. Brak odpowiedzi na wiadomość czy niewielka liczba reakcji pod zdjęciem mogą być odbierane jako sygnał wykluczenia. Zjawisko to określane jest jako FOMO (fear of missing out) — lęk przed byciem pominiętym lub wykluczonym. Media społecznościowe wzmacniają ten mechanizm, pokazując aktywność innych i budując wrażenie, że gdzieś indziej dzieje się coś ważniejszego.

Zjawiska te dotyczą wszystkich, a szczególnie silnie działają w okresie dorastania. Badania pokazują, że u nastolatków układ nagrody rozwija się szybciej niż obszary odpowiedzialne za kontrolę, planowanie czy przewidywanie konsekwencji. W środowisku cyfrowym ta rozwojowa wrażliwość nabiera szczególnego znaczenia. Media społecznościowe są zaprojektowane tak, by dostarczały natychmiastowych nagród w postaci reakcji, komentarzy czy powiadomień. Czyli dokładnie tych bodźców, na które mózg nastolatka reaguje najsilniej. To nie młodzi są „problemem”, lecz środowisko, które w wyjątkowo precyzyjny sposób wykorzystuje ich naturalne mechanizmy rozwojowe.

Kiedyś Instagram wyświetlał posty głównie od znajomych, w kolejności chronologicznej, a po ich obejrzeniu informował, że to wszystkie nowe treści. Podobnie działał Facebook. Dziś użytkownicy trafiają na niekończący się strumień materiałów dobieranych przez algorytmy. Treści te często pochodzą od twórców i marek, które próbują sprzedać nam kolejny krem, dietę czy suplementy. W świecie cyfrowym uwaga stała się jedną z najcenniejszych walut. Twórcy platform konkurują o każdą sekundę skupienia, a algorytmy uczą się, co zatrzymuje użytkownika przy ekranie. Często są to treści silnie emocjonalne, kontrowersyjne lub budzące napięcie.

Nie są to jedynie wnioski badaczy. W 2021 r. była pracowniczka Facebooka Frances Haugen ujawniła dokumenty pokazujące, że systemy promują treści wywołujące silne reakcje, ponieważ zwiększają one czas spędzany na platformie. W oświadczeniu do Senatu stwierdziła wprost, że kierownictwo firmy znało sposoby na uczynienie Facebooka i Instagrama bezpieczniejszymi, ale ich nie wdrażało, bo „zyski oceniono wyżej niż ludzi”. Pod koniec marca 2026 r. ława przysięgłych w stanie Nowy Meksyk uznała, że Meta wprowadzała użytkowników w błąd w kwestii bezpieczeństwa swoich platform i dopuściła do poważnych szkód. Zaledwie dzień później inny amerykański sąd uznał, że Meta i Google projektowały swoje produkty w sposób uzależniający, przyczyniając się do pogorszenia zdrowia psychicznego młodych użytkowników.

W debacie publicznej często pojawia się przekaz, że wystarczy „odłożyć telefon” lub „lepiej zarządzać czasem”. Jednak niedawne wyroki pokazują, że wpływ mediów społecznościowych na zdrowie psychiczne młodych ludzi staje się kwestią zdrowia publicznego, a nie jedynie indywidualnych wyborów.

Nie oznacza to, że pozostajemy całkiem bezradni. Kluczowe staje się odzyskiwanie wpływu — nie poprzez całkowite odcięcie od technologii, lecz bardziej świadome korzystanie z niej. W przypadku młodszych użytkowników szczególne znaczenie ma relacja z dorosłymi. Dużą wartość mają rozmowa, wspólne ustalanie zasad oraz modelowanie zachowań. Sposób, w jaki dorośli korzystają z technologii, staje się dla nastolatków ważnym punktem odniesienia. Trudno oczekiwać od nich kontroli, jeśli sami widzą dorosłych z nosami w telefonach. Pomocne może być wspólne ustalanie zasad i limitów korzystania z aplikacji czy gier — oraz konsekwentne ich przestrzeganie przez wszystkich domowników. Wsparciem mogą być także gotowe narzędzia, takie jak „Domowe zasady ekranowe” opracowane przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę oraz poradnik „W sieci wyzwań” dostępny na cyberprofilaktyka.pl

Tak jak osa, która wpada do pokoju i natychmiast przyciąga uwagę, podobnie współczesne technologie skutecznie przechwytują nasze skupienie. Różnica polega na tym, że osa znika po chwili — a cyfrowe bodźce są projektowane tak, by towarzyszyć nam bez przerwy. W świecie, w którym wiele elementów walczy o naszą uwagę, jedną z najważniejszych kompetencji staje się umiejętność jej odzyskiwania — zarówno na poziomie indywidualnym, jak i społecznym.

Natalia Wójcicka — psycholożka, trenerka, specjalistka ds. bezpieczeństwa dzieci i młodzieży w internecie w NASK-PIB. Koordynuje Młodzieżowy Panel Doradczy „Cyfrowa Przyszłość Ucznia” oraz inicjatywę CYBERspot w ramach Polskiego Centrum Programu Safer Internet. Autorka scenariuszy lekcji, publikacji i materiałów edukacyjnych

Kamil Oleszkiewicz — specjalista NASK-PIB w obszarze profilaktyki cyberzagrożeń, przeciwdziałania dezinformacji oraz edukacji cyfrowej. Autor scenariuszy lekcji, publikacji i materiałów edukacyjnych dla nauczycieli, rodziców oraz osób pracujących z dziećmi i młodzieżą. Doświadczony trener, edukator i działacz społeczny

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version