Polityczny moment na rozliczanie afery w Szpitalu Południowym minął. Może powrócić, jeśli poznamy nazwiska polityków Koalicji Obywatelskiej, którzy korzystali ze słynnego saloniku VIP. Na razie jednak Donald Tusk nie wyciągnie konsekwencji wobec osób wiązanych z tą sprawą. Bo z punktu widzenia polityki nie ma to sensu. Premier nauczył się tego od Jarosława Kaczyńskiego.
Sprawa Szpitala Południowego — wyłącznie z politycznego punktu widzenia — utknęła w martwym punkcie. Donald Tusk już ponad tydzień temu zapowiedział odpowiedzialność polityczną zamieszanych w nią osób, a jednak wciąż żaden polityk „nie poleciał”. Dlaczego? Z politycznego punktu widzenia to dość logiczne, chociaż zapewne nie zaspokaja ani głodu opozycji, ani wyborców.
W tej historii pojawiają się dwa nazwiska polityków z pierwszych stron gazet: Marcina Kierwińskiego i Rafała Trzaskowskiego. Na razie nie mamy żadnego dowodu, że któryś z nich odwiedzał Szpital Południowy na preferencyjnych zasadach. Ich odpowiedzialność ma charakter wyłącznie polityczny. Kierwiński nadzoruje warszawskie struktury partii, a do obowiązków Trzaskowskiego należy nadzorowanie warszawskich szpitali. Czy Donald Tusk powinien wyrzucić któregoś z nich na tym etapie sprawy? Jeśli kierować się społecznymi emocjami, to tak. Ale z punktu widzenia polityki — nie.
Dlaczego Donald Tusk nie zrzuci z sań Marcina Kierwińskiego
Marcin Kierwiński jest szefem MSWiA i sekretarzem generalnym partii odpowiedzialnym za struktury Koalicji Obywatelskiej w całej Polsce. W Warszawie szczególnie, bo jest szefem partii w mieście. Czy to oznacza, że musi wiedzieć, ile i gdzie zarabia radny z Ursusa? Nie dajmy się zwariować. Partię oczywiście w naturalny sposób obciąża obecność na listach kogoś takiego jak Dawid Kacprzyk, który bezpardonowo wykorzystuje system i z państwowej służby zdrowia potrafi wyciągnąć ponad 1,5 mln zł w rok.
Każda partia ma na listach ludzi, którzy od początku zwiastują kłopoty, a jednak się ich trzyma. W dodatku Dawid Kacprzyk był bardzo aktywny w młodzieżówce i znała go spora część „dorosłych” polityków KO. I nie chcę brzmieć jak osoba, która ich usprawiedliwia, bo odpowiedzialność w polityce jest kluczowa, ale uwierzcie mi państwo, że zdjęcia z rozdawania ulotek po prostu o niczym nie świadczą. To jest wydarzenie na godzinę albo dwie, zaplanowane w każdej kampanii: „dorośli” wspierają partyjną młodzież swoimi twarzami, a partyjna młodzież dorosłych rękami, rozwieszając plakaty i stojąc na deszczu z ulotkami. Wielkich znajomości z tego nie ma, a Dawid Kacprzyk na pewno starał się sprawiać wrażenie, że zna wszystkich i dużo może.
Jednak zwolnienie szefa MSWiA tylko dlatego, że nie sprawdzał grafika młodego lekarza i nie kontrolował, ile ten zarabia, jest pewną polityczną przesadą. Donald Tusk raz już poszedł za daleko w swojej chęci zaspokojenia żądań wyborców, by coś zrobić. Zwolnił z pracy ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego, bo w więzieniu zginął Robert Pazik, oskarżony o uprowadzenie i zabójstwo Krzysztofa Olewnika. Trudno oczekiwać, by minister pilnował każdej celi, a jednak Donald Tusk uznał, że powinien. Miał także oczywiście powody polityczne, bo Ćwiąkalski był bardziej adwokatem niż politykiem, a jego pozycja polityczna była bardzo słaba. Po nim powołał Andrzeja Czumę, który utrzymał się tylko rok, bo kompletnie nie spełniał oczekiwań premiera. Potem nastąpiła istna karuzela, łącznie z ministrami Gowinem, Biernackim i Grabarczykiem, których z tym akurat stanowiskiem nikt nie kojarzy.
Także dlatego Tusk nie popełni po raz kolejny takiego błędu. Nie ulegnie naciskowi, póki nie będzie to ostateczność. Tym bardziej że Kierwiński jest jednym z najwierniejszych żołnierzy Tuska, a premier z wiekiem coraz bardziej ceni lojalność. Oczywiście można podać przykład historyczny, kiedy to Donald Tusk pozbył się Grzegorza Schetyny, bo jego nazwisko padło w rozmowie przestępców. A jednak sytuacja jest o tyle inna, że Schetynę Tusk podejrzewał o knucie przeciwko niemu. Premier był wówczas innym człowiekiem. Uważał, że Schetyna wyrasta za bardzo, jest za silnym sekretarzem generalnym i zaczyna mu zagrażać. Kierwińskiego o to nie podejrzewa, a poza tym jest niemal 20 lat starszy i już zagrażające mu młodsze (nie mylić z młodymi) wilczki nie przerażają go tak bardzo. Wie natomiast, że będzie miał problem ze znalezieniem następcy Kierwińskiego i że zwolnienie ministra odpowiedzialnego za policję, straż graniczną i spory kawałek bezpieczeństwa kraju, bo jakiś radny z odległej dzielnicy Warszawy naciął system, to słaby sygnał. Dlatego, o ile nazwisko Kierwińskiego nie padnie jako klienta saloniku VIP, to reakcji nie będzie.
Donald Tusk nie może rozliczyć Rafała Trzaskowskiego. Z dwóch powodów
Z kolei Rafał Trzaskowski jest po prostu nie do zwolnienia. Premier nie może powiedzieć „od dzisiaj nie jesteś prezydentem miasta”. Tylko Trzaskowski sam może zrzec się mandatu i oddać Warszawę. Nie zrobi tego. Zeszłoroczna porażka w wyborach prezydenckich po prostu mu na to nie pozwala, nawet gdyby chciał. Nie można jednocześnie dwa razy przegrać wyborów prezydenckich i poddać stolicy, przyznając się do błędu. Trzaskowski jest w złej sytuacji, ta afera jej nie poprawia. Jednak rozłożenie rąk i powiedzenie „no, zawaliłem”, zrobiłoby z niego przegrywa na zawsze. Na razie ani on, ani jego frakcja nie są na to gotowi.
Premier musiał powiedzieć: „macie wszystko, możecie robić porządek w szpitalu”. Z zewnątrz wygląda to tak, jakby prezydent miasta wcale nie miał ochoty zwolnić władz szpitala. Dopiero kierownik musiał wyraźnie mu powiedzieć, że ma to zrobić. Pewnie będzie musiał poświęcić któregoś ze swoich zastępców. Nie mam pewności, czy będzie to odpowiedzialna za miejskie szpitale Renata Kaznowska. Być może skończy się na Aldonie Machnowskiej-Górze, która zasiadała w Radzie Nadzorczej. Trzaskowski mógłby przestać być wiceszefem KO, ale czy to coś znaczy dla wyborców? Zupełnie nic. Wiceprzewodniczących jest piętnaścioro i naprawdę nikt nie wie, kto do tego grona należy. Zresztą stanowisko to nie ma żadnego politycznego znaczenia. Można też rozpuścić plotkę, że „oj, przyszłość prezydenta stolicy wisi na włosku. Nie wiadomo, czy będzie startował do Parlamentu Europejskiego w 2029 r.”. Tyle że wybory są za trzy lata, a kara z takim odroczeniem to żadna kara. Z Trzaskowskim Tusk nie ma więc szczególnych możliwości działania.
Co poza tym? Można oczywiście zwolnić ministrę zdrowia, bo jednak sytuacja, w której w jednym tylko szpitalu znajduje się dwóch lekarzy, którzy „nacięli” szpital na milion, jest bulwersująca. Mówimy nie o ich legalnych zarobkach, ale o tych spornych. Dawid Kacprzyk skorygował 33 faktury i oddał pół miliona (zresztą szpital mu to zwrócił, bo z przyczyn formalnych nie mógł przyjąć przelewu). Z kolei chirurg Emil Jędrzejewski się o pół miliona ze szpitalem procesuje (miał dopisywać się do zabiegów, których nie wykonywał). Ale czy kogokolwiek to obejdzie? Donald Tusk postanowił przy ostatniej dużej rekonstrukcji rządu zamienić w resorcie zdrowia polityczkę Izabelę Leszczynę na bezpartyjną ekspertkę Jolantę Sobierańską-Grendę. I znowu podobna sprawa jak z Kierwińskim. Publiczna ochrona zdrowia jest niewydolna — to oczywiste. Ministra nie została jednak zwolniona, gdy odwoływano zabiegi, zamykano szpitale czy porodówki. Premier uznał, że to po prostu są działania konieczne. A przecież wywoływały większe oburzenie niż sprawa Kacprzyka. Czy ministrę można odwołać za jednego drobnego oszusta? Teoretycznie można. Tylko znowu — czy to premierowi przyniesie polityczną korzyść? Raczej niewielką, bo pani minister kompletnie nikt nie zna. Nie tylko wyborcy, nawet koledzy z rządu. Zwolnić można zawsze. Jeśli nie będzie innego wyjścia, Tuskowi ręka nie zadrży. Natomiast nie będzie się spieszył z dymisjonowaniem, zwłaszcza że polityczne momentum już minęło.
Donald Tusk nie będzie się śpieszył
Teraz jest jednocześnie za późno i za wcześnie (być może w ciągu dwóch-trzech dni sytuacja się zmieni). Za późno, bo jeśli zmiany miały nastąpić, powinny nastąpić zaraz po ujawnieniu sprawy. Za wcześnie, bo skoro nie od razu, to teraz trzeba czekać na prawdziwą bombę, czyli publikację listy gości saloniku VIP. Nie wiadomo zresztą, czy ona istnieje, bo kto mógł być gościem saloniku radnego Kacprzyka? Z całym szacunkiem dla warszawskich radnych KO, ale to, czy oni stali w kolejce, czy szli od razu do saloniku VIP, nie ma za bardzo znaczenia z punktu widzenia polityki centralnej. Bo kto poza Warszawą zna szefową rady miasta Ewę Malinowską-Grupińską? Jej mąż, senator Rafał Grupiński, był przez lata pierwszoplanowym politykiem PO, ale to już też zostało tylko w pamięci koneserów.
Dlatego Tusk czeka z polityczną decyzją. Poza tym przez lata nauczył się od Jarosława Kaczyńskiego jednego — nie warto się spieszyć ze zrzucaniem z sań. Ludzie może zajmą się czymś innym, może zapomną, może sprawa przyschnie. A działając pochopnie, można więcej stracić niż zarobić. Prezes Kaczyński latami potrafił czekać mimo poważnych zarzutów wobec swoich polityków (przykład posła Mejzy aż ciśnie się na klawiaturę), więc Kierownik może poczekać tydzień.

