Są już dwie pierwsze wygrane w procesach, jakie studenci dawnego Collegium Humanum wytoczyli uczelni. Mają dostać zwrot kosztów studiów.

Te wyroki są w całości korzystne dla naszych klientów. Sądy zasądziły roszczenia studentów o zwrot kosztów poniesionych w związku ze studiami — mówi prof. UW Krzysztof Koźmiński z kancelarii Jabłoński Koźmiński i Wspólnicy, która reprezentowała setki studentów w sporze z Uczelnią Biznesu i Nauk Stosowanych „Varsovia”, czyli dawnym Collegium Humanum.

Dodaje, że to była długa droga. — Część osób dostała dyplomy, na które tak długo czekała, część już ich nie chciała. Niektórzy zrezygnowali z drogi sądowej, bo byli zmęczeni całą tą aferą, chcieli o niej jak najszybciej zapomnieć. A szkoda, bo ponieśli ogromne koszty nie tylko finansowe, ale też psychiczne. A jak widać, sądy wydają orzeczenia na korzyść studentów — mówi mecenas Koźmiński.

— Pierwsza ze spraw dotyczyła kierunku zarządzanie na studiach licencjackich. Druga — studiów podyplomowych MBA. W obu przypadkach sądy uznały, że Uczelnia Biznesu i Nauk Stosowanych „Varsovia” nie wywiązała się z umów o świadczenie usług edukacyjnych — mówi mecenas Patryk Grochowski z kancelarii Jabłoński Koźmiński i Wspólnicy.

— W ustnych uzasadnieniach sądy podkreślały, że to uczelnia w pełni odpowiada za niemożliwość przeprowadzenia procesu kształcenia zgodnie z zawartymi umowami oraz przepisami ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym — dodaje radca prawny Wojciech Kiełbasiński z Kancelarii dla Nauki, która też reprezentowała studentów dawnego Collegium Humanum.

Pokrzywdzeni studenci zgłosili się ponad półtora roku temu, jesienią 2024 r., prosząc o pomoc w odzyskaniu pieniędzy wydanych na studia w dawnym Collegium Humanum. Prowadzący śledztwo prokurator twierdzi, że na uczelni tej dochodziło do poważnych nieprawidłowości na masową skalę.

Kilka miesięcy wcześniej nazwę szkoły zmieniono, by odciąć ją od pełnej afer przeszłości. — My od początku mówiliśmy, że zmiana szyldu niewiele zmienia w kontekście odpowiedzialności za to, co się tam działo. W ustnym uzasadnieniu jeden z sądów przyznał nam rację. Wskazał, że fakt „rebrandingu” uczelni nie ma znaczenia — tłumaczy mecenas Grochowski.

Dla prawników z obu kancelarii od początku było to oczywiste: studenci skompromitowanej uczelni zostali na lodzie. Jedni miesiącami nie mogli odzyskać kart przebiegu studiów czy obronić dyplomów, bo działania byłego rektora uczelni doprowadziły do tego, że konieczna była weryfikacja dokumentacji studentów: każdego zaliczenia, egzaminu czy pracy dyplomowej. Inni z tego samego powodu nie otrzymywali dyplomów potwierdzających zdobyte wykształcenie. Brak tych dokumentów to był dla nich ogromny problem: ktoś stracił pracę, ktoś nie dostał podwyżki, inny nie mógł awansować. Czuli się pokrzywdzeni, bo podejmowali studia w dobrej wierze, nie mając świadomości, że na uczelni dochodzi do tak wielu nieprawidłowości. Większość z nich zrealizowała obowiązki wobec uczelni, więc oczekiwali, że ona też wywiąże się z umowy.

— Linia obrony uczelni „Varsovia” była taka, że to były niezależne od niej zewnętrzne okoliczności. Natomiast sądy jednoznacznie uznały, że to jednak uczelnia była temu winna. Sądy zwracały również uwagę na to, że to uczelnia doprowadziła do sytuacji, gdy trzeba było dodatkowo weryfikować dokumentację każdego ze studentów w związku z prowadzonym śledztwem prokuratorskim czy z nałożonym zarządem tymczasowym. I to ona ponosi za to pełną odpowiedzialność. Sądy zwracały też uwagę, że studenci byli zachęcani przez uczelnię do zawarcia umowy, w której oferowano im określone warunki i jakość nauki. Nie wywiązała się z nich. Poza tym otrzymała negatywne oceny Polskiej Komisji Akredytacyjnej dla szeregu prowadzonych przez siebie kierunków, co, w powiązaniu z praktyką rynkową i bezdyskusyjnie negatywnym odbiorem uczelni w oczach opinii publicznej, oznaczało, że nawet uzyskanie dyplomów nie miałoby dla studentów żadnej wartości — mówi mecenas Grochowski.

— Sąd stwierdził również, że biorąc pod uwagę wszystkie te okoliczności, a w szczególności działania organów uczelni, jej współpracowników i toczone śledztwo, uczelnia nie daje rękojmi spełniania tego zadania publicznego, jakim jest wychowywanie studenta. I to też wpływa na ocenę wartości dokumentu, jakim miałby być dyplom ukończenia studiów — dodaje mecenas Wojciech Kiełbasiński.

Wyroki zapadły przed sądami I instancji i nie są prawomocne. Nie wiadomo, czy Uczelnia Biznesu i Nauk Stosowanych „Varsovia” zamierza się od nich odwoływać.

Pod koniec ubiegłego roku prokurator Śląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach sporządził akt oskarżenia przeciwko 29 osobom w śledztwie dotyczącym nieprawidłowości w dawnym Collegium Humanum. Akt obejmuje łącznie 67 przestępstw, w tym przede wszystkim o charakterze korupcyjnym. Są także zarzuty poświadczenia nieprawdy w dokumentacji potwierdzającej przebieg studiów w Collegium Humanum, oszustwa oraz prania brudnych pieniędzy. Wśród oskarżonych są m.in. politycy, rektorzy wyższych uczelni, profesorowie i wykładowcy, a także funkcjonariusze Państwowej Straży Pożarnej.

Prowadzący śledztwo w sprawie afery Collegium Humanum prokurator Piotr Żak dołączył do aktu oskarżenia 7 wniosków o dobrowolne poddanie się karze.

Jak informuje Prokuratura Krajowa, ustalenia śledztwa opierają się m.in. na informacjach uzyskanych przez rzeszowską delegaturę CBA. Wynika z nich, że w Collegium Humanum mogły być wystawiane fałszywe świadectwa ukończenia studiów. Przeszukania w siedzibie uczelni potwierdziły, że dochodziło tam nie tylko do nieprawidłowości przy wydawaniu dyplomów ukończenia studiów podyplomowych MBA, ale także studiów licencjackich i magisterskich.

W śledztwie ustalono, że od sierpnia 2018 r. założyciel i rektor tej prywatnej warszawskiej uczelni Paweł Cz. wraz z innymi osobami dokonywał wielu przestępstw polegających na przyjmowaniu korzyści majątkowych i osobistych w zamian za wystawianie dokumentów poświadczających nieprawdę. Dokumentowanie fikcyjnych studiów oraz wydawanie nierzetelnych świadectw było możliwe dzięki współudziałowi pracowników uczelni oraz innych osób, w tym pełniących wysokie funkcje publiczne w instytucjach państwowych i samorządowych. Za pozyskiwanie „studentów” odpowiadali tzw. rekruterzy, ludzie dysponujący rozległymi kontaktami, o szanowanej pozycji społecznej. Było ich ok. trzydziestu.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version