Politycy bardziej wykorzystują już istniejące nastroje społeczne, a następnie je podsycają. Kto wymyśla te teorie? W przypadku kwestii klimatycznych sytuacja jest, moim zdaniem, stosunkowo jasna do zidentyfikowania — mówi dr Konrad Skotnicki, chemik znany jako Doktor z TikToka, twórca popularnonaukowego profilu obnażającego różne mity i głupoty w internecie.

Konrad Skotnicki: Niestety, jak wykazują najnowsze badania Eurobarometru, blisko połowa naszego społeczeństwa nie wierzy w istnienie kryzysu klimatycznego w formie opisywanej przez naukowców. Znaczna część odrzuca tezę, że zmiany klimatyczne są spowodowane emisjami dwutlenku węgla pochodzącymi z działalności człowieka. Skłaniają się ku hipotezom o naturalnych cyklach zmian klimatu lub wręcz teoriom spiskowym.

Dezinformacja klimatyczna pojawia się z każdą znaczącą zmianą pogody, zwłaszcza podczas takich okresów jak ostatnia zima — wyjątkowa w swojej surowości, pełna mrozów i obfitych opadów śniegu. Wielu ludzi nie pamięta już lub nie wie, jak powinna wyglądać typowa polska zima. Gdy w końcu jej doświadczyli, zadawali pytanie: „Gdzie jest to globalne ocieplenie, skoro spadło tyle śniegu?”. Poza tym nasze mózgi mają też swoje ograniczenia.

— Nie radzą sobie zbyt dobrze z wyobrażaniem bardzo długich okresów. Pięćdziesiąt lat to dla ludzkiego umysłu strasznie długo, podczas gdy w skali geologicznej Ziemi to zaledwie mgnienie oka. Pojęcie tego, że klimat zmienia się przez miliony lat, ale teraz w ciągu ostatnich 150-200 lat udało nam się go przekształcić szybciej niż kiedykolwiek wcześniej w dziejach planety, przekracza możliwości naszej wyobraźni. Właśnie ta nieproporcjonalność między skalą geologiczną a ludzkim postrzeganiem czasu stanowi jedną z głównych przeszkód w zrozumieniu powagi sytuacji klimatycznej.

— Oczywiście, bo walka ze zmianami klimatycznymi to sprawa polityczna. U nas politykom raczej się nie ufa, a instytucjom Unii Europejskiej tym bardziej. Tymczasem kwestie klimatyczne muszą być w jakiś sposób zarządzane politycznie, gdyż to właśnie od decyzji politycznych zależy, ile dwutlenku węgla emitujemy, czym zasilana jest nasza energetyka — a wszystko to ma bezpośrednie przełożenie na stan klimatu.

— Politycy bardziej wykorzystują już istniejące nastroje społeczne, a następnie je podsycają. Kto wymyśla te teorie? W przypadku kwestii klimatycznych sytuacja jest, moim zdaniem, stosunkowo jasna do zidentyfikowania.

Mamy liczne udokumentowane przykłady kampanii reklamowych i wizerunkowych prowadzonych przez wielkie koncerny wydobywcze oraz paliwowe, które od bardzo długiego czasu stosują określoną taktykę mającą na celu przede wszystkim rozmywanie ustaleń naukowych. Na przykład, gdy ukazuje się nowy raport IPCC przygotowany przez setki, a nawet tysiące naukowców z całego świata, firmy te publikują raport własnego instytutu — często przez siebie utworzonego — który przedstawia zupełnie odmienne wnioski.

Polityk otrzymuje raport IPCC oraz drugi dokument o niemal identycznej nazwie i wyglądzie, a lobbysta przekazuje mu informację: „Patrzcie, to dwa różne raporty naukowe, to znaczy, że debata naukowa nadal trwa, dlatego powinniśmy poczekać z wprowadzaniem regulacji i zmian w naszym systemie”. Tak wygląda jedna z kluczowych taktyk dezinformacyjnych. Kiedyś takie taktyki wykorzystywały koncerny tytoniowe, dzisiaj stosują je denialiści klimatyczni zatrudnieni przez wielkie koncerny paliwowe.

— Tak, nie pomaga również to, że szczególnie w przestrzeni internetowej brakuje „drugiej strony”, która w przystępny, łatwy i angażujący sposób tłumaczyłaby, jak rzeczywiście funkcjonują te zjawiska. Identyczny problem obserwujemy w przypadku szczepionek, różnorodnych niesprawdzonych kuracji medycznych oraz, niestety, zagadnień klimatycznych.

Ponieważ w internecie naukowcy i klimatolodzy są praktycznie nieobecni i nie opowiadają w ciekawy sposób o rzeczywistym stanie wiedzy, powstaje swoista próżnia informacyjna — nisza, którą wypełniają teorie spiskowe i osoby niemające żadnej wiedzy na dany temat. Zjawisko to można zaobserwować właściwie przy wszystkich kontrowersyjnych tematach.

W przypadku klimatu sytuację dodatkowo pogarsza fakt, że na tej problematyce można zbić kapitał polityczny — co czyni ją jeszcze bardziej podatną na manipulacje i dezinformację.

— To bardzo ciekawa kwestia, bo w badaniach zazwyczaj nie ujawniają się jakieś drastyczne różnice pokoleniowe. Można powiedzieć, że choć w każdym pokoleniu występują pewne różnice, to treści pseudonaukowe i spiskowe znajdują swoje nisze właściwie we wszystkich grupach wiekowych. A jeśli chodzi o ochronę środowiska w ogóle — nie tylko o sam klimat — to właśnie starsze pokolenia, czyli osoby po pięćdziesiątce, według badań wykazują największe zainteresowanie ochroną środowiska i wprowadzaniem zmian proekologicznych. To naprawdę wspaniała informacja.

— To również fascynująca kwestia, są liczne badania opinii społecznej publikowane przez uznane źródła, takie jak Ipsos. Zaskakujące jest to, że z jednej strony badania Eurobarometru wskazują, że połowa z nas nie wierzy w kryzys klimatyczny. Z drugiej strony jednak, gdy pytamy, czy rząd powinien robić więcej w kwestii ochrony klimatu albo czy przejmujesz się przyszłością związaną ze zmianami klimatycznymi, ogromna część respondentów — 60-70 proc. — odpowiada twierdząco. Wyrażają poparcie dla większej aktywności rządowej w tej dziedzinie.

— Tak, lata 2018-2019 były niezwykłe, bo to była powszechna mobilizacja młodych ludzi w ramach Młodzieżowego Strajku Klimatycznego. Wspierałem ten ruch, byłem klimatycznym aktywistą w różnych organizacjach pozarządowych, organizowałem protesty, chodziłem na strajki. I obserwowałem też, w jaki sposób politycy różnych opcji zareagowali na tę mobilizację. Oczywiście dostrzegli, że jest to kwestia, która może przynieść głosy młodych ludzi, dlatego złożyli wiele obietnic — zielone przeobrażenia gospodarki i realizację postulatów protestujących. Wielokrotnie wpisywali te deklaracje w swoje programy i wystąpienia, ale w rzeczywistości niewiele z tych obietnic zostało spełnionych.

— Niestety, ta energia, zaangażowanie i aktywizm młodych ludzi, którzy byli w rzeczywistości okłamywani przez polityków, powoli się wypalały, a entuzjazm społeczny wygasał. Oczywiście nie wygasł on całkowicie — ci ludzie wciąż są aktywni, działają w różnych świetnych organizacjach pozarządowych. Niemniej to masowy, społeczny ruch, jakim był Strajk Klimatyczny, mógł przynieść o wiele więcej, gdyby tylko politycy okazali się bardziej rzetelni w dotrzymywaniu swoich obietnic. Ja też się trochę wypaliłem, patrząc na to, jak wiele razy zostałem oszukany przez polityków.

— Oczywiście. Dorastałem pod Warszawą, w małej wiosce na skraju Puszczy Kampinoskiej. Dla mnie przebywanie w lesie, obserwowanie tego, jak ekosystemy działają, było czymś naturalnym — wychowywałem się w niezwykle bliskiej, emocjonalnej relacji z otaczającym mnie światem natury. I już jako uczeń podstawówki dostrzegałem problem zmian klimatu w mikroskali, na przykładzie małego strumyka, na którym dla zabawy budowałem tamy jako dziecko. Obserwowałem, jak ten strumyk z roku na rok stopniowo wysycha, aż w końcu całkowicie zniknął — odzwierciedlając postępującą suszę, z którą boryka się Polska od wielu lat. Była to dla mnie namacalna lekcja zachodzących zmian klimatycznych.

— Wykorzystuję swoją internetową platformę, żeby między innymi poruszać kwestię kryzysu klimatycznego i pokazywać, jak istotne są te problemy. W moim podejściu dokonała się pewna ewolucja — od perspektywy systemowej przeszedłem nieco w kierunku podejścia edukacyjnego. Niemniej to działania całego systemu i dążenie do systemowych zmian uważam za kluczowe, bo tylko w ten sposób możemy skutecznie przeciwdziałać kryzysowi klimatycznemu.

— To oczywiście jest ważne, ale prawda jest taka, że z punktu widzenia globalnych zmian klimatycznych to nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Co więcej, koncerny energetyczne i paliwowe robią greenwashing, przerzucając odpowiedzialność na indywidualnych ludzi, żeby pokazać, że wszyscy na planecie możemy coś zrobić i coś zmienić, jeśli tylko staniemy razem. A finalnie to nie zwykli ludzie rozlewają w Zatoce Meksykańskiej miliony litrów ropy podczas wycieku z platformy wiertniczej.

To nie ludzie tworzą ogromne kopalnie odkrywkowe w centrum Polski, które dewastują cały teren i emitują tyle dwutlenku węgla. Mam więc problem z tymi małymi zmianami, które każdy z nas może zrobić, że one się po prostu nie sumują do jakichś ogromnych zmian w kontekście kryzysu klimatycznego. Potrzebujemy, żeby nasza produkcja energii była nisko— lub zeroemisyjna, co oznacza jak najszybsze odejście od węgla, ropy i gazu na rzecz odnawialnych źródeł czy energii atomowej.

— Ależ oczywiście, że możemy. Jeżeli chcemy realnie przyczynić się do zahamowania zmian klimatycznych, możemy na pewno zrobić dwie rzeczy — po pierwsze, ograniczyć lub zrezygnować z jedzenia mięsa, którego produkcja jest ultraemisyjna i zużywa mnóstwo zasobów planety, po drugie — zrezygnować z samochodu, choćby z codziennego dojeżdżania nim do pracy wtedy, kiedy jest to możliwe i można skorzystać z komunikacji publicznej. Ja mieszkam w Warszawie i codzienne jeżdżenie samochodem po mieście jest dla mnie po prostu nie do pomyślenia.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version