W pierwszych miesiącach kadencji Karol Nawrocki próbował rozgrywać rząd, sugerując, że o ile współpraca z Donaldem Tuskiem będzie bardzo trudna, jeśli nie niemożliwa, to z MON pod kierownictwem lidera PSL jak najbardziej będzie się można dogadać. Ale teraz prezydent wkurzył już chyba nawet Władysława Kosiniaka-Kamysza.
We wtorek rząd przyjął uchwałę w celu podjęcia działań mających prowadzić do utworzenia w Polsce stałej amerykańskiej bazy wojskowej. Jak mówił premier Tusk: — Jeśli myślimy serio o stałej bazie, to musimy zacząć przygotowywać Polskę. Bo to jest (…) nie tylko wielka szansa na radykalne zwiększenie bezpieczeństwa Polski, ale (…) także wielki wysiłek organizacyjny.
Przypomnijmy, to ten sam rząd, który w trakcie niedzielnej rozmowy z polskimi dziennikarzami przed polonijnym kościołem w stanie Maryland prezydent Karol Nawrocki oskarżał o to, że w stosunkach z USA psuje wszystko to, co jemu udaje się osiągnąć.
Jeśli chodzi o współpracę wojskową ze Stanami, w Polsce mamy do czynienia z głęboko paradoksalną sytuacją. Zarówno rząd, jak i prawicowa opozycja zgadzają się, że sojusz ten pozostaje kluczowym filarem naszego bezpieczeństwa, obie strony politycznego podziału chcą zwiększenia obecności wojskowej Amerykanów w Polsce, najlepiej w postaci stałej bazy wojskowej. Jednocześnie stosunki z USA są przedmiotem gwałtownego politycznego konfliktu — głównie na linii prezydent-rząd. A ściślej mówiąc, to Nawrocki wykorzystuje swoje relacje z Donaldem Trumpem do tego, by okładać rząd — co może jednak na dłuższą metę okazać się dla niego taktyką ryzykowną.
Karol Nawrocki i Władysław Kosiniak-Kamysz podczas uroczystości oficjalnego przyjęcia samolotów F-35 do Sił Zbrojnych RP
Foto: Marcin Stępień / Agencja Wyborcza.pl
Nawrocki używa Trumpa
Wypowiedź prezydenta z Maryland o rządzie psującym relacje ze Stanami Zjednoczonymi nie jest bowiem pierwszą tego typu ze strony prezydenta czy jego obozu politycznego. Odkąd Trump wrócił do władzy w styczniu 2025 r., PiS nieustannie przekonuje, że Tusk to w trumpowskim Białym Domu persona non grata, że rząd nie tylko ma fatalne relacje z nową administracją, ale w dodatku świadomie je psuje, działając tu zgodnie z interesem narodowym Niemiec, dążących — przynajmniej w pisowskiej narracji — do „wypchnięcia Stanów z Europy”, by móc zbudować tu swoje „europejskie superpaństwo”.
Taka narracja nie przystoi nawet poważnej opozycji, a tym bardziej prezydentowi, który w polityce zagranicznej — także w relacji z bliskim sobie ideologicznie obecnym prezydentem USA — powinien współpracować z rządem. Jak można się spodziewać, nawet jeśli nie da się oskarżyć rządu o to, że psuje relacje z Trumpem, to Nawrocki będzie z pewnością przekonywał, że ewentualne zwiększenie amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce to wyłącznie jego zasługa, a nie Tuska, Radosława Sikorskiego czy Władysława Kosiniaka-Kamysza.
Co więcej, prezydent i jego otoczenie wydają się używać faktycznie niezłych relacji Nawrockiego z Trumpem do tego, by lewarować się w relacjach z rządem, zwłaszcza w obszarach polityki obronnej i zagranicznej, w której prezydent od początku kadencji stosuje bardzo ekspansywną, rozszerzającą interpretację swoich konstytucyjnych prerogatyw. Trudno inaczej zinterpretować niedawną konferencję prasową prezydenckiego ministra do spraw międzynarodowych Marcina Przydacza, który wypowiadał się jakby Kosiniak-Kamysz był podwładnym Nawrockiego mającym realizować politykę, jaką prezydent ustalił na najwyższym szczeblu ze swoim amerykańskim odpowiednikiem. Tymczasem, jak na razie w Polsce politykę obronną prowadzi rząd przez odpowiedniego ministra, a nie prezydent, mimo że jest zwierzchnikiem sił zbrojnych.
Prezydent chyba wkurzył nawet Kosiniaka-Kamysza
W odpowiedzi na to, co Nawrocki mówił w Maryland, szef MON napisał w serwisie X: „Relacje polskiego rządu z prezydentem Trumpem i administracją USA są tak złe, że właśnie otrzymaliśmy 4 mld dol. gwarancji w amerykańskim programie Foreign Military Financing, amerykańskim programie SAFE, a sekretarz Thomas DiNanno publicznie chwali Tarczę Wschód. Tę samą, przeciwko której PiS i Konfederacja głosowały w Parlamencie Europejskim. Fakty są nieubłagane. I niszczą PiS-owską propagandę!”.
Karol Nawrocki, Władysław Kosiniak-Kamysz i Mariusz Błaszczak podczas ceremonii oficjalnego przyjęcia samolotów F-35 do Sił Zbrojnych RP
Foto: Marian Zubrzycki / PAP
Nie jest to pierwsza podobna wymiana zmian między liderem PSL a prezydentem. Do innej doszło w piątek przy okazji uroczystości towarzyszących przylotowi do Polski kupionych przez nas w USA myśliwców F-35. Nawrocki podziękował PiS-owskiemu ministrowi obrony Mariuszowi Błaszczakowi za jego zabiegi w sprawie pozyskania samolotów i złośliwie stwierdził, że dzięki wysiłkom poprzednika dziś nowy minister obrony „może z tego dobra skorzystać”. W odpowiedzi Kosiniak-Kamysz wypomniał prezydentowi weto w sprawie ustawy o SAFE, mówiąc: „Pomimo kłód rzucanych pod nogi, pomimo czasem braku podpisu nie ulegliśmy pokusie zatrzymania procesu modernizacji polskiej armii”. Wcześniej w Sejmie Kosiniak-Kamysz nazwał weto w sprawie SAFE „zdradą munduru” oraz „uderzeniem w bezpieczeństwo Polski”.
Widać wyraźnie, że weto, a także ostatnia retoryka prezydenta w kwestii relacji z USA znacząco pogorszyły publiczne relacje między Pałacem Prezydenckim a MON. Jeszcze na początku roku to Kosiniak-Kamysz wydawał się ministrem ze względnie najlepszymi relacjami z prezydentem. Sam Nawrocki próbował w pierwszych miesiącach kadencji rozgrywać rząd, sugerując, że o ile współpraca z Tuskiem będzie bardzo trudna, jeśli nie niemożliwa, to z MON pod kierownictwem lidera PSL jak najbardziej będzie się można dogadać.
Spór o SAFE przekreślił jednak tę taktykę prezydenta i włączył także relacje z MON w logikę morderczej polaryzacji, w myśl której Nawrocki kształtuje swoje relacje z rządem.
Trzy ryzyka Nawrockiego
Ta logika jest destrukcyjna dla państwa. Polski ustrój został zaprojektowany z założeniem, że prezydent i rząd są w stanie mimo wszystkich różnic współpracować w kluczowych dla państwa sprawach. Twórcy konstytucji nie przewidzieli prezydenta, który jako swoją główną misję postrzega działanie na rzecz odebrania władzy aktualnemu rządowi, co wydaje się robić Nawrocki.
Prezydent ryzykuje, że wikłając się w spór z całym rządem, zrazi do siebie wszystkie części koalicji, w tym te, które mogą się okazać kluczowe dla tego, kto będzie rządził po wyborach. Mateusz Morawiecki nie przedłużył swoich rządów w 2023 r., bo nie miał partnerów koalicyjnych, a nie miał ich między innymi dlatego, że PiS próbował po 2015 r. zniszczyć PSL i wrogo przejąć jego elektorat, co ludowcy zapamiętali. Wdając się w konflikty z Kosiniakiem-Kamyszem, prezydent radykalnie zmniejsza prawdopodobieństwo tego, że w przyszłym Sejmie wystąpi jako patron porozumienia całej prawicy — od Konfederacji po PSL. A wbrew obecnym sondażom ludowcy mogą się jeszcze znaleźć w Sejmie XI kadencji.
Polityka lewarowania się przy pomocy Trumpa niesie dla prezydenta jeszcze dwa kolejne ryzyka. Po pierwsze, Trump jest nieprzewidywalnym sojusznikiem i może zrobić coś, co dla polskiego elektoratu będzie nie do zaakceptowania. Dlatego większość liderów radykalnej prawicy w Europie — jak Jordan Bardella we Francji — dystansuje się od Trumpa i zaznacza, że będzie prowadzić suwerenną wobec niego politykę, ograniczając w ten sposób ryzyko, jakie niosą związki z Trumpem. Nawrocki jak na razie wydaje się to ryzyko całkowicie ignorować.
Wreszcie, jeszcze przed końcem kadencji Nawrockiego do Białego Domu wprowadzi się w styczniu 2029 r. nowy amerykański prezydent. Niekoniecznie będzie to J.D. Vance, Marco Rubio czy inny republikanin. Może to być też demokrata budujący swoją politykę na radykalnym odrzuceniu dziedzictwa Trumpa i ruchu MAGA. A wtedy bardzo bliskie związki Nawrockiego z Trumpem mogą się okazać ciężarem w relacjach z Waszyngtonem. Problem ten może się pojawić zresztą już za pół roku, jeśli, jak pokazują wszystkie sondaże, demokraci przejmą kontrolę nad Kongresem — a to od tego ciała będzie zależało wiele decyzji kluczowych dla polskiego bezpieczeństwa. Czy w takiej sytuacji, zamiast atakować rząd za rzekome „psucie” relacji ze Stanami prezydent będzie zdolny pracować z przedstawicielami rządu mającymi dobre kontakty także z demokratami?

