Close Menu
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Modne Teraz
Włodzimierz Czarzasty pojedzie do Kopenhagi samochodem. Powodem strach przed lataniem – Wprost

Włodzimierz Czarzasty pojedzie do Kopenhagi samochodem. Powodem strach przed lataniem – Wprost

21 kwietnia, 2026
Nowe zasady rozliczania prądu w 2026 roku. Opłaty za odczyt licznika – Biznes Wprost

Nowe zasady rozliczania prądu w 2026 roku. Opłaty za odczyt licznika – Biznes Wprost

21 kwietnia, 2026
Estonia. Krytyka Wołodymyra Zełenskiego po słowach o ataku Rosji na państwa bałtyckie

Estonia. Krytyka Wołodymyra Zełenskiego po słowach o ataku Rosji na państwa bałtyckie

21 kwietnia, 2026
Spotkanie Kaczyńskiego i Morawieckiego. Bielan: Jest porozumienie

Spotkanie Kaczyńskiego i Morawieckiego. Bielan: Jest porozumienie

21 kwietnia, 2026
Decydujesz się na auto i… Sprawdzamy, w jaki sposób najlepiej sfinansować jego zakup

Decydujesz się na auto i… Sprawdzamy, w jaki sposób najlepiej sfinansować jego zakup

21 kwietnia, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Popularność
  • Włodzimierz Czarzasty pojedzie do Kopenhagi samochodem. Powodem strach przed lataniem – Wprost
  • Nowe zasady rozliczania prądu w 2026 roku. Opłaty za odczyt licznika – Biznes Wprost
  • Estonia. Krytyka Wołodymyra Zełenskiego po słowach o ataku Rosji na państwa bałtyckie
  • Spotkanie Kaczyńskiego i Morawieckiego. Bielan: Jest porozumienie
  • Decydujesz się na auto i… Sprawdzamy, w jaki sposób najlepiej sfinansować jego zakup
  • Jakie warzywa sadzić obok siebie? Idealne duety na działce
  • Finlandia mobilizuje rezerwę przez drony z Ukrainy. Wojsko w gotowości
  • Dzieci płacą wysoką cenę za spór o polską szkołę. „Coś w naszym społeczeństwie pękło”
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami
Historie Internetowe
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Biuletyn Zaloguj Sie
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Strona Główna » Dzieci płacą wysoką cenę za spór o polską szkołę. „Coś w naszym społeczeństwie pękło”
Dzieci płacą wysoką cenę za spór o polską szkołę. „Coś w naszym społeczeństwie pękło”
Aktualności

Dzieci płacą wysoką cenę za spór o polską szkołę. „Coś w naszym społeczeństwie pękło”

Pokój WiadomościPrzez Pokój Wiadomości21 kwietnia, 2026

Jako biegła sądowa pracuję przy sprawach dotyczących przemocy wobec dzieci. I wiem, że mamy ich w Polsce zdecydowanie więcej, niż mogłoby się wydawać. Ale bardzo lubimy myśleć, że jeśli zasłonimy oczy, problem przestanie istnieć — mówi psycholożka i terapeutka Justyna Żukowska-Gołębiewska.

Newsweek: Wycinanie z edukacji zdrowotnej tematów związanych z seksualnością, bo są „kontrowersyjne”, ma sens?

Justyna Żukowska-Gołębiewska: To próba kompromisu. Ja widzę jego cenę: pół miliona dzieci w Polsce, które doświadczyły przemocy seksualnej. Średnio dwoje uczniów w każdej klasie. Osiem procent dzieci doświadcza przemocy seksualnej z kontaktem fizycznym, a co czwarte — bez kontaktu fizycznego. To dane Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.

Osobiście nie jestem gotowa na taki kompromis. Nie miałabym sumienia poświęcać tych dzieci na rzecz zadowolenia większości czy dla celów politycznych.

Ministra Nowacka mówi, że warto wprowadzić choć część edukacji zdrowotnej, skoro temat seksualności budzi opór.

— To tak, jakby uczyć dzieci bezpieczeństwa w ruchu drogowym bez znaku „stop”. Bo ktoś ma z tym znakiem kłopot — uważa, że jest brzydki albo źle ustawiony — więc nie uczmy o nim, zróbmy z niego tabu. Potem wypuścimy dzieci na ulice i powiemy: zatrzymuj się na czerwonym świetle, ale znak „stop”… ja jako rodzic nie jestem do niego przekonany.

Mówi się, że edukacja seksualna to tylko 10 proc. programu, nie warto o to walczyć. Ale to znaczy, że przedkładamy nasz komfort nad bezpieczeństwo dzieci. Bo czekały dziesięciolecia, to i poczekają dwa lata lub kolejnych piętnaście.

Edukacja seksualna pomoże?

— Tak pokazują badania w Polsce i na świecie. Jeśli chcemy, żeby dzieci były bezpieczne, musimy im jasno pokazać, gdzie przebiegają granice w relacjach z dorosłymi i rówieśnikami. Sama świadomość jednak nie wystarczy, jeśli dziecko funkcjonuje w niebezpiecznym otoczeniu.

Przed przemocą seksualną dziecko chroni wiedza: o własnym ciele, o granicach i o tym, co jest przekroczeniem. Żeby mogło powiedzieć „nie”, musi rozumieć, czy druga osoba ma prawo je dotykać w określonym miejscu oraz co dzieje się z jego ciałem w okresie dojrzewania. Bez tego, kiedy się coś dzieje, zostaje samo — z lękiem, wstydem i poczuciem: „coś jest ze mną nie tak”.

W gabinecie widzę to bardzo wyraźnie. Dzieci nie rozumieją własnego dojrzewania, nie wiedzą, co jest normą, a co powinno je zaniepokoić. I często nie mają nikogo, komu mogłyby o tym bezpiecznie powiedzieć.

Wielu rodziców chce samodzielnie decydować, jak i kiedy rozmawiać z dziećmi o seksualności. Czy szkoła powinna w to wchodzić?

— Prawo rodziców do wychowania dziecka jest fundamentalne, ale nie jest absolutne. Kończy się tam, gdzie zaczyna się ryzyko krzywdy dziecka.

W tej debacie zderzają się równorzędne wartości: prawo dziecka do wiedzy i ochrony oraz prawo rodziców do decydowania o wychowaniu. Słyszę, że demokracja powinna iść za większością, a ta jest konserwatywna. To by znaczyło, że oddajemy rodzicom decyzję, czy dzieci mają wiedzę, czy nie. Nie zgadzam się z tym. Jako specjalistka powiem jasno: to jest moment, w którym argument „rodzice mają prawo decydować” przestaje być demokratyczny. Bo równa się zgodzie na to, aby dzieci pozostały bez ochrony.

Skutki zaniechania na tym polu są udokumentowane, system państwowy więc ma obowiązek reagować.

Nastolatki wcale nie chcą rozmawiać z rodzicami o seksualności. Wolą nie zapytać w ogóle, niż pytać matkę czy ojca.

— To naturalne. W pewnym okresie dzieci przestają mówić rodzicom o wszystkim. Na tym polega dojrzewanie, że dziecko buduje własną autonomię i szuka punktów odniesienia poza rodziną — wśród innych dorosłych i rówieśników.

Gonimy za wizją idealnej rodziny, w której dziecko mówi rodzicom wszystko. A to nie zawsze jest konieczne. Znam wiele rodzin, w których dzieci były „szczere” nie dlatego, że chciały, tylko dlatego, że bały się reakcji rodziców. Zdrowa relacja wygląda inaczej: dziecko ma rodziców, którym ufa, ale ma też innych dorosłych, z którymi może bezpiecznie rozmawiać.

Co to znaczy, że co czwarte dziecko ma do czynienia z przemocą seksualną bez kontaktu fizycznego?

— Chodzi np. o uwodzenie seksualne w internecie. Obraźliwe komentarze o charakterze seksualnym. Oglądanie z dzieckiem filmu pornograficznego, uprawianie seksu przy dziecku — a to się zdarza i może być przemocą seksualną.

Jako biegła sądowa pracuję przy sprawach dotyczących przemocy wobec dzieci. I wiem, że mamy ich w Polsce zdecydowanie więcej, niż mogłoby się wydawać. Ale bardzo lubimy myśleć, że jeśli zasłonimy oczy, problem przestanie istnieć.

Justyna Żukowska-Gołębiewska

Foto: Młode Głowy

Co pani widzi w gabinecie? Z czym dzieci dziś przychodzą?

— My, dorośli, żyjemy w takim przekonaniu, że jeśli w szkole nie padnie słowo „seks”, to dzieci do osiemnastki będą żyły w błogiej nieświadomości. I to daje nam poczucie bezpieczeństwa. Moja praktyka pokazuje coś zupełnie innego. Dzieci mają wiedzę — tylko że z niewłaściwych źródeł. Z internetu, z pornografii. I przychodzą zagubione, zawstydzone, czasem przestraszone tym, co zobaczyły i czego nie rozumieją.

Już od siedmiolatków słyszę: „zobaczyłem w internecie”, „kolega pokazał filmik”. Jednocześnie połowa społeczeństwa oburza się, że dziecko w czwartej klasie miałoby się uczyć o dojrzewaniu.

Nie pytam dzieci wprost: „Czy wiesz, co to jest seks?”. Same o tym zaczynają mówić. Na przykład: „Będę uprawiać seks z koleżanką” — mówi do mnie 10-latek. Pytam, co to znaczy, i słyszę: „Będziemy się przytulać”.

To dobrze czy źle?

— To ja panią zapytam: czy seks to tylko przytulanie? Mamy tu mniej więcej ten sam poziom co w przekonaniu, że dzieci znajduje się w kapuście.

Nie powinniśmy z dziećmi fantazjować i wymyślać bajek o tym, skąd się biorą dzieci, bo to niebezpieczne dla ich przyszłości. Edukacja seksualna — wbrew temu, czego boją się rodzice — nie jest o fantazjach. Tylko o faktach naukowych.

Dla części rodziców „wiedza naukowa” brzmi dziś jak zagrożenie, a nie gwarancja bezpieczeństwa.

— Też mam poczucie, że powiedzenie: „działam na podstawie wiedzy naukowej” bywa dziś odbierane jak coś podejrzanego — zapowiedź indoktrynacji, a nie troski o dobro dziecka.

Wyobrażam sobie więc rodziców, którzy przeczytają ten wywiad i pomyślą: „pracuje na podstawie wiedzy naukowej, czyli będzie seksualizować moje dziecko”. Ale moim zadaniem jako specjalistki jest nie zmieniać światopogląd rodziców, tylko zadbać o zdrowie i bezpieczeństwo dziecka.

Jaki sens ma edukacja seksualna w szkole, skoro dzieci mają dostęp do internetu?

— Właśnie dlatego ma sens. Bo dziecko, które nie wie, czym jest nieodpowiedni dotyk, nie jest dzieckiem chronionym — ani przez rodzinę, ani przez państwo, które ma wobec niego taki obowiązek.

Kilkadziesiąt lat badań nad profilaktyką krzywdzenia dzieci pokazuje, że wiedza o własnym ciele, granicach i bezpieczeństwie realnie zmniejsza ryzyko wykorzystania seksualnego. Tymczasem przez tę całą dyskusję do szkoły kierujemy absolutne minimum tej wiedzy.

Zgadzam się: nauczycieli trzeba dobrze przygotować do tych zajęć. Ale gdy słyszę, że dyrektorzy zamierzają oddelegować do nich katechetów, mam poważne wątpliwości, czy to będzie nauczanie oparte na psychologii i seksuologii, czy raczej na teologii.

Nauczyciele mówią wprost, że boją się tego przedmiotu.

— I trudno się dziwić. Znam sytuacje, gdy w programach profilaktycznych unika się słowa „seks” — w każdej formie. Zdarzają się uwagi nawet do telefonów zaufania — gdy chodzi o wsparcie dla młodych ludzi w procesie dojrzewania, nie tylko w sprawach seksualności. Ale telefon zaufania plus nazwy znanych organizacji działających na rzecz młodzieży wywołują już reakcje alergiczne. Rodzice atakują nauczycieli, że próbują wcisnąć bokiem edukację seksualną. Nauczyciele z obawy przed reakcją rodziców muszą przemycać treści o dojrzewaniu pod jakimiś ogólniejszymi sformułowaniami.

Coś w naszym społeczeństwie pękło. Polaryzacja zaszła tak daleko, że zaczyna przekraczać granice rozsądku. A bez elementarnego porozumienia dorosłych nie da się zapewnić dzieciom bezpieczeństwa.

Boją się też rozmawiać o tym ze swoimi uczniami. Co by im pani na to powiedziała?

— Że w takim razie stracili zdolność nauczania. Jednym z elementów wychowania jest autorytet i wpływ. Jeśli dorośli ten wpływ tracą — a najczęściej sami go oddają dzieciom — to źle. Trzeba się nauczyć, jak go odzyskać.

Od rodziców słyszę: kiedyś nie było edukacji seksualnej, dzieci spały z rodzicami w jednej izbie i jakoś się od nich uczyły. To było lepsze?

— W czasach, gdy rodzice uprawiali seks przy dzieciach śpiących w jednej izbie, nikt nie mówił o seksualizacji. A to jest jej klasyczny przykład. A nawet — wprost — przemocy seksualnej wobec dziecka. Czy to było lepsze? A czy lepszy był świat, w którym czternasto- i piętnastolatki rodziły dzieci?

Nie zajmujmy się historią. Dawniej osiemnastoletnie dziewczyny wychodziły za mąż, bo to był jedyny sposób na usamodzielnienie się. Dziś nawet konserwatywni rodzice tak nie myślą.

Chcemy, żeby dzieci wybierały swoją drogę świadomie. I żeby miały jakiś wybór — nie jeden narzucony scenariusz. Dlatego powinny zobaczyć świat takim, jakim jest: z różnymi ludźmi, przekonaniami i potrzebami. To nie jest zagrożeniem samo w sobie. Zagrożeniem są agresja, przemoc i dyskryminacja.

Spotyka się pani z rodzicami o bardzo różnym nastawieniu. Mają poczucie, że świat zewnętrzny za bardzo wchodzi im do domu?

— Przychodzą do mnie rodzice liberalni, centrowi, ale i konserwatywni. Jedno ich łączy: troska o dziecko. I bardzo często także zagubienie. Potrzebują wiedzieć, jak pomóc dziecku i jak się odnaleźć wobec jego problemów.

Mam na przykład rodziców dzieci w tranzycji, którzy są praktykującymi katolikami, a mimo to uznali, że miłość do dziecka jest ważniejsza niż przekonania.

Dlatego zmiany w edukacji czy prawie nie mogą zależeć od tego, czy wszyscy rodzice są na nie gotowi. Bo jak mielibyśmy to mierzyć? Jaki odsetek „gotowości” byłby wystarczający?

Zdarzyło się pani nie dogadać z rodzicami?

— To się zdarza. Rodzice mają prawo decydować o tym, co jest najlepsze dla ich dziecka, i to prawo szanuję, nawet jeśli mam inne zdanie. Większość nieporozumień udaje się więc rozwiązać w rozmowie: tłumaczę, przekonuję, szukamy kompromisu.

Są jednak sytuacje, w których to nie wystarcza. Kiedy widzę, że działania rodziców realnie i poważnie szkodzą dziecku — nie jego komfortowi czy moim oczekiwaniom, ale zdrowiu i bezpieczeństwu. Wtedy sięgam po narzędzia, które daje mi prawo. Dalsze decyzje podejmuje sąd. Ma w takich przypadkach szerokie możliwości: może zobowiązać rodziców do udziału w treningu kompetencji rodzicielskich, nakazać kontynuowanie terapii, z której dziecko zostało zabrane, albo — jeśli sytuacja jest poważna — ograniczyć władzę rodzicielską.

Jakich informacji dzieciom dziś najbardziej brakuje?

— Żeby dziecko mogło się chronić, musi rozumieć nie tylko to, czego nauczy się na biologii.

Musi wiedzieć, co się dzieje z jego ciałem i że to jest normalne. W gabinecie widzę dzieci, które się boją, że „coś jest z nimi nie tak”, bo podobają im się osoby tej samej płci albo mają fantazje, których nie rozumieją.

A to często jest po prostu etap rozwoju. Tylko że one tego nie wiedzą.

Najważniejsze, żeby nie wpadało w kryzys tylko dlatego, że nie ma żadnego dorosłego, który potrafiłby mu to bezpiecznie wyjaśnić.

Co by się musiało stać, żeby po 30 latach edukacja seksualna wróciła do szkoły?

— Nie pytamy rodziców o zgodę na to, czy możemy uczyć dziecko biologii lub geografii. Nie pozwalamy im wyprowadzać dzieci z lekcji tylko dlatego, że ktoś uważa, że szczepienia szkodzą albo że Ziemia jest płaska. Takie samo podejście powinno państwo prezentować wobec edukacji seksualnej.

Przyjęliśmy, że dziecko ma prawo do wiedzy. A wiedza o własnej seksualności realnie wpływa na jego bezpieczeństwo. To, co z nią zrobi i według jakich wartości będzie żyć, to już zupełnie inna sprawa.

Potrzebujemy odważnych osób, które potrafią podjąć decyzję na rzecz dzieci, a nie sondaży i linii partyjnej. I które będą gotowe ponieść polityczny koszt takiej decyzji.

Justyna Żukowska-Gołębiewska jest psycholożką, psychotraumatolożką, ekspertką w sprawach przemocy wobec dzieci, współautorką programu „Młode Głowy” Fundacji UNAWEZA

WIĘCEJ W NUMERZE
nr
17

19.04.2026

undefined

Udział Facebook Twitter LinkedIn Telegram WhatsApp Email

Czytaj dalej

Decydujesz się na auto i… Sprawdzamy, w jaki sposób najlepiej sfinansować jego zakup

Decydujesz się na auto i… Sprawdzamy, w jaki sposób najlepiej sfinansować jego zakup

„Od tego jesteście!”. Próbowała powiedzieć szefowi, że to, co robi, jest niesprawiedliwe, ale tylko się roześmiał

„Od tego jesteście!”. Próbowała powiedzieć szefowi, że to, co robi, jest niesprawiedliwe, ale tylko się roześmiał

Wiadomość, że dziewczyna z nim zrywa, Marek odsłuchał po kilku dniach. Bo musi pracować. Bez przerwy

Wiadomość, że dziewczyna z nim zrywa, Marek odsłuchał po kilku dniach. Bo musi pracować. Bez przerwy

Janina przepłakała wiele nocy. Zbigniew zdziwił się, gdy zażądała rozwodu

Janina przepłakała wiele nocy. Zbigniew zdziwił się, gdy zażądała rozwodu

Chińskie auto zawiodło Janusza. W salonie usłyszał „może na wsi nie umiecie jeździć hybrydami”

Chińskie auto zawiodło Janusza. W salonie usłyszał „może na wsi nie umiecie jeździć hybrydami”

PiS i KO stoczą bój o tę samą grupę wyborców. „Polska wcale nie jest aż tak spolaryzowana”

PiS i KO stoczą bój o tę samą grupę wyborców. „Polska wcale nie jest aż tak spolaryzowana”

„Nie zarabiasz kilkunastu tysięcy? Coś z tobą nie halo”. 20-latki są coraz bardziej nieszczęśliwe

„Nie zarabiasz kilkunastu tysięcy? Coś z tobą nie halo”. 20-latki są coraz bardziej nieszczęśliwe

Ten pałac przebudowano na wzór Windsoru. Otaczał go 250-hektarowy park

Ten pałac przebudowano na wzór Windsoru. Otaczał go 250-hektarowy park

W Bułgarii rośnie nowy Orban? Niepokojące wyniki dla Polski [OPINIA]

W Bułgarii rośnie nowy Orban? Niepokojące wyniki dla Polski [OPINIA]

Add A Comment

Leave A Reply Cancel Reply

Wybór Redaktora

Nowe zasady rozliczania prądu w 2026 roku. Opłaty za odczyt licznika – Biznes Wprost

Nowe zasady rozliczania prądu w 2026 roku. Opłaty za odczyt licznika – Biznes Wprost

21 kwietnia, 2026
Estonia. Krytyka Wołodymyra Zełenskiego po słowach o ataku Rosji na państwa bałtyckie

Estonia. Krytyka Wołodymyra Zełenskiego po słowach o ataku Rosji na państwa bałtyckie

21 kwietnia, 2026
Spotkanie Kaczyńskiego i Morawieckiego. Bielan: Jest porozumienie

Spotkanie Kaczyńskiego i Morawieckiego. Bielan: Jest porozumienie

21 kwietnia, 2026
Decydujesz się na auto i… Sprawdzamy, w jaki sposób najlepiej sfinansować jego zakup

Decydujesz się na auto i… Sprawdzamy, w jaki sposób najlepiej sfinansować jego zakup

21 kwietnia, 2026

Najnowsze Wiadomości

Jakie warzywa sadzić obok siebie? Idealne duety na działce

Jakie warzywa sadzić obok siebie? Idealne duety na działce

21 kwietnia, 2026
Finlandia mobilizuje rezerwę przez drony z Ukrainy. Wojsko w gotowości

Finlandia mobilizuje rezerwę przez drony z Ukrainy. Wojsko w gotowości

21 kwietnia, 2026
Dzieci płacą wysoką cenę za spór o polską szkołę. „Coś w naszym społeczeństwie pękło”

Dzieci płacą wysoką cenę za spór o polską szkołę. „Coś w naszym społeczeństwie pękło”

21 kwietnia, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
© 2026 Razy Dzisiaj. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.