Od nowego roku po Europie będziemy mogli podróżować z cyfrowym dowodem w smartfonie. A w najbliższych wyborach do Sejmu i Senatu kandydatów będzie można poprzeć elektronicznie, za pomocą mObywatela — zapowiada Dariusz Standerski, wiceminister cyfryzacji.

Dariusz Standerski: Zapowiadam jasno: mObywatel na pewno z nami zostaje. Wkraczamy w kolejne etapy jego rozwoju, a jednym z nich jest integracja z europejskim portfelem cyfrowej tożsamości. W grudniu w ramach pilotażu udostępnimy dodatkowe rozwiązanie, na kilka do kilkunastu miesięcy…

— To będzie aplikacja, w której znajdą się tylko cyfrowy dowód tożsamości, prawo jazdy i narzędzie do weryfikacji wieku.

— Dlaczego potrzebujemy tych kilku miesięcy od wejścia w życie przepisów dotyczących europejskiego portfela? Bo w tym czasie będziemy rejestrować w Komisji Europejskiej wszystkie usługi i dokumenty znane z naszego mObywatela, żebyśmy mogli korzystać z nich w całej UE.

— Możliwość rejestracji usług i dokumentów zaczyna się dopiero 24 grudnia. Mieliśmy do wyboru: albo opóźnić start podróżowania za granicę tylko z telefonem w ręku, bez papierowych dokumentów, do czasu, aż wszystko porejestrujemy w mObywatelu, albo zaproponować pilotaż nowej aplikacji. Najważniejsze, że kiedy zakończy się proces rejestracji, na ekranach „starego” mObywatela pojawi się prośba o aktualizację aplikacji i wtedy użytkownicy od razu dostaną wszystkie europejskie funkcje.

— Użytkownicy przywiązani do mObywatela będą mieli na ekranie te same dokumenty i usługi. Z tą różnicą, że będzie można z nich korzystać w całej Unii. W mObywatelu pojawią się też nowe możliwości, np. narzędzie do weryfikacji wieku.

— Tak. To będzie działało też w drugą stronę: siedząc w Warszawie, będziemy mogli wziąć kredyt w Paryżu albo kupić samochód w Hiszpanii. Choć ja bym wolał, żeby to mieszkaniec Paryża brał kredyt w Polsce czy kupił tu samochód. Bo to też będzie możliwe z europejskim portfelem tożsamości cyfrowej. Dlatego pracujemy z różnymi organizacjami, żeby polskie firmy już teraz projektowały rozwiązania, które pomogą im wykorzystać te możliwości. To będzie zupełnie inny kanał dotarcia do klienta. Nie trzeba już budować oddziału w Lizbonie, zatrudniać tam ludzi, szukać klientów tradycyjnie. Będzie można dotrzeć do nich online i przekonać: mamy np. lepsze firmy ubezpieczeniowe niż u was w Portugalii.

— Przy dzisiejszej technologii obsługa w języku obcym jest dużo mniejszą barierą. Wystarczy tłumaczenie maszynowe strony.

— Czemu nie. Naprawdę niewielkim kosztem firmy mogą dziś dotrzeć do milionów nowych klientów. Odpadają przecież koszty fizycznej obecności na miejscu.

— Podobnie będą myślały firmy finansowe czy banki, wykorzystując przewagi wynikające z kursu waluty czy różnic w oprocentowaniu. To narzędzie zbliża nas do rzeczywistego jednolitego rynku. Bo dzisiaj niby go mamy, ale nadal siedząc w domu, nie jestem w stanie wykonać wielu czynności z firmami z innych państw. Komplet usług będziemy mieli, kiedy wejdzie w życie unijny portfel biznesowy, czyli taki mObywatel dla firmy. Wtedy prezes będzie mógł zarządzać firmą z poziomu telefonu. Wystarczy, że zaloguje się na swojego mObywatela, i tam będzie miał dostęp do wszystkiego, co dotyczy jego firmy: opłacania podatków, składania sprawozdań, wtyczki do KSEF itd. Będzie mógł też przydzielać upoważnienia i dostępy swoim pracownikom. I wszystko to ma działać tak samo w całej Unii.

— Polska i Estonia od początku starały się, żeby zmienić wstępną propozycję Komisji Europejskiej, która chciała tworzyć od podstaw nową unijną aplikację. Proponowaliśmy, żeby skupić się na konkretnych funkcjach. Dzięki temu państwa nie muszą wyrzucać do kosza rozwiązań, które już mają. I udało się — Europa przyjęła nasz pomysł, dzięki czemu nasze usługi i aplikacje dalej będą świadczone i rozwijane.

— Cały europejski portfel tożsamości cyfrowej został zbudowany na wielu rozwiązaniach mObywatela. Jesteśmy liderami kilku grup roboczych w tworzeniu standardów technicznych.

— Przed najbliższymi wyborami do parlamentu kandydaci będą mogli zbierać podpisy poparcia na papierze lub elektronicznie.

— Nie będzie żadnego stolika. Obywatel zaloguje się do mObywatela, tam znajdzie funkcję „poparcie w wyborach” i od razu zobaczy, do jakiego okręgu jest przypisany. Tam rozwinie listę z nazwami komitetów wyborczych, wybierze listę kandydatów, którą chce poprzeć, kliknie „podpisz”, potwierdzi, że wszystko się zgadza i złoży elektroniczny podpis.

— To będzie zmiana jakościowa. Koniec z presją, pośpiechem. Elektroniczne poparcie da nam możliwość refleksji i dokładnego wyboru. Taki podpis będzie kierowany bezpośrednio do Państwowej Komisji Wyborczej. Zwiększy się też poziom ochrony danych osobowych; nikt nie będzie przekładał kartek z miejsca na miejsce. Naszą decyzję będzie znała tylko PKW.

— Dużo łatwiej wnuczek może sfałszować podpis babci na kartce. Jedno i drugie oczywiście jest nielegalne. Ale w elektronicznym systemie trzeba uwierzytelnić podpis elektroniczny.

— W europejskim portfelu tych podpisów będziemy mieli nieograniczoną liczbę. Wracając do pańskiego przykładu babci i wnuczka, w portalu poparcia prowadzonym przez PKW przez pięć lat będzie można sprawdzić, który komitet poparliśmy, zarówno elektronicznie, jak i papierowo. Więc babcia może zweryfikować, czy wnuczek nie użył jej smartfonu w niecnym celu. Jeśli tak, powinna to zgłosić na policję, bo to jest oszustwo.

— Raczej z nadzieją, bo ustawa przeszła przez Sejm z bardzo szerokim poparciem. Wszyscy męczyli się z tymi papierowymi listami poparcia. Teraz przedstawiciel komitetu na bieżąco będzie miał wgląd w stan zbiórki podpisów i będzie mógł decydować, czy w ogóle jest sens chodzenia za ludźmi z kartkami.

— PKW będzie je weryfikowała tak jak do tej pory. Ale jeśli komitet czy kandydat uzyskają wcześniej odpowiednią liczbę elektronicznych podpisów, to nie będzie liczyła tych papierowych. Oczywiście wiele zależy od danego okręgu. Może się zdarzyć, że tu i ówdzie elektronicznych podpisów będzie za mało.

— Najwięcej jest osób w grupie 30-50 lat, a wśród najmłodszych dorosłych wykorzystanie mObywatela jest na poziomie 70-80 proc. Ale osoby starsze coraz częściej dostrzegają w mObywatelu przydatne funkcje, takie jak e-recepty czy legitymację emeryta.

— Jedną mogę zdradzić już dziś, a nawet pokazać panu, jak działa: w prawym górnym rogu ekranu pojawi się taka mała koperta, czyli wejście do skrzynki z doręczeniami elektronicznymi. Wygląda jak zwykła skrzynka mailowa, tyle że służy do oficjalnej korespondencji z urzędami. Kontakt obywatela z urzędem wchodzi na poziom tak prosty jak obsługa skrzynki mailowej. Proszę bardzo: mogę wyszukać sobie ministerstwa i inne urzędy. Wszędzie mogę napisać i urząd ma obowiązek mi odpowiedzieć.

— Wszystkie samorządy w Polsce mają skrzynki doręczeń, więc możemy z nimi korespondować. Co więcej, w tej skrzynce zapisane są także wszystkie sprawy, które kiedyś załatwialiśmy przez platformę ePUAP. Ja np. w 2020 r. wnioskowałem o jednorazowe dopisanie do spisu wyborców w Warszawie i proszę — mam tę informację w skrzynce e-doręczeń.

— Zaczęliśmy od 10 proc. użytkowników w czerwcu, ale kiedy to wydanie „Newsweeka” będzie w rękach czytelników, to wszyscy użytkownicy mObywatela będą mieć taką skrzynkę. Wystarczy zaktualizować swojego mObywatela.

— To jest zmiana, której jeszcze nie doceniamy, ale uwolni nas ona od papierowych kopert, pism, awizo. Pismo z urzędu pojawi się od razu w skrzynce na naszym smartfonie.

— Dyplomy uczelni wyższych.

— Nie wiem, nie studiowałem tam. Dla części polityków taki łatwy dostęp do kopii dyplomu z takiej uczelni może być powodem do zakłopotania. Startujemy stopniowo: nowym systemem objęci będą studenci, którzy teraz kończą studia. Z czasem wszyscy nie będziemy musieli pamiętać, gdzie wcisnęliśmy dyplom ukończenia studiów. Jego cyfrową kopię z Centralnego Repozytorium będzie można ściągnąć na smartfon. W mObywatelu mamy już ponad 90 usług i dokumentów. Naszym celem jest, by każdy dokument i usługa były scyfryzowane w takim stopniu, jak to fizycznie możliwe.

— Największe problemy mamy w ochronie zdrowia. Jest tam bardzo dużo rejestrów, które często się ze sobą nie komunikują. To jest wciąż największe wyzwanie.

— Nie tylko to. Od miesięcy próbujemy przekonać Ministerstwo Zdrowia do wspólnej pracy nad monitoringiem wyników badań. Nie ma sensu dublować w mObywatelu wszystkich funkcji aplikacji IKP (Internetowe Konto Pacjenta), ale podstawowe wyniki badań powinny się tam znaleźć, zwłaszcza jeśli może wynikać z nich coś złego. Powiedzmy, że w badaniu krwi wyjdzie nam za wysoki cholesterol — w mObywatelu dostalibyśmy informację, że warto zapisać się do kardiologa: kliknij, żeby przejrzeć listę dostępnych wizyt u specjalisty.

— Możliwość integracji istnieje: czemu prywatna firma nie mogłaby przekazywać do mObywatela wyników badań, nawet z własnym logo?

— Tylko że prywatne przychodnie mają elektroniczną rejestrację już od dawna. Mają też aplikacje, które monitorują wyniki badań i w razie czego wysyłają powiadomienia do pacjentów. Czas, żeby w publicznej ochronie zdrowia pojawiło się to samo.

— Uważam, że wiele z tych wskaźników uda się zrealizować nawet wcześniej, niż zapisaliśmy w dokumencie. Technologia jeszcze nieraz nas zaskoczy. Na początku lat 2000. nikt nie przypuszczał, że w 2026 r. w Polsce będzie więcej smartfonów niż ludzi. Dlatego np. wskaźnik użytkowników mObywatela na poziomie 20 mln uważam za nisko ustawiony. Przeskoczymy ten poziom szybciej. Kiedy przychodziłem do ministerstwa w 2023 r., mObywatel miał ponad 5 mln użytkowników. Dziś — ponad 12 mln.

— Za to największym wyzwaniem będzie zwiększenie kompetencji cyfrowych obywateli.

— Robiąc coroczną ankietę na podstawie metodologii Komisji Europejskiej. W dziale dotyczącym podstawowych kompetencji cyfrowych pyta się ankietowanych, czy w ostatnim roku wysłali e-mail albo robili zdjęcie telefonem. W dziale o zaawansowanych kompetencjach padają pytania: czy w ostatnim roku sam składałeś sprawę w formie elektronicznej, czy wysyłałeś e-mail z załącznikiem zip itd. Tak mierzony poziom kompetencji cyfrowych wynosi dziś w Polsce 50 proc. w zakresie podstawowym i ok. 20 proc. w zakresie zaawansowanym. Nasz cel to 85 proc. na poziomie podstawowym do 2035 r.

— W całej Polsce rusza program klubów rozwoju cyfrowego, na który przeznaczymy 975 mln zł. W każdym powiecie będzie miejsce, gdzie znajdziemy warsztaty i szkolenia z usług cyfrowych, a osoby mające problem ze zrobieniem czegoś przez internet dostaną tam wsparcie.

— Tak jest. Mamy już za sobą pierwsze pilotaże. Na przykład w Swarzędzu z klubu przy Urzędzie Miasta skorzystało 1900 osób.

— Oczywiście. Sfera satelitarna akurat rozwija się błyskawicznie. Od kilku miesięcy Polska dysponuje własną konstelacją satelitów radarowych polsko-fińskiej firmy ICEYE. I one już działają, choć jeszcze kilka lat temu nikomu się to nie śniło. Nasz własny satelita telekomunikacyjny pojawi się szybciej, niż zakładaliśmy.

— Chcemy zbudować spójny, bezpieczny i suwerenny system łączności. On się składa z różnych elementów. Np. jakiś czas temu powstała aplikacja do bezpiecznej łączności państwowej o nazwie m-Szyfr, nad którą pracował minister Paweł Olszewski. Wygląda jak większość internetowych komunikatorów, ale zapewnia szyfrowaną łączność między najważniejszymi osobami i instytucjami w państwie.

— To plan dopiero na kolejną dekadę. Kto wie, jaka będzie wtedy technologia. Na pewno system bezpiecznej łączności między instytucjami, zwłaszcza w sytuacjach kryzysowych, zwiększy odporność państwa.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version