Jako że w drugiej turze do wyboru będzie Trzaskowski i jeden z dwóch kandydatów, którzy wprost wypowiadają się przeciwko prawom kobiet, Polki zapewne znów się przy urnach pojawią – mówi Agnieszka Kwiatkowska, socjolożka i politolożka z SWPS.
Newsweek: Bardzo męska ta kampania.
Agnieszka Kwiatkowska: Zdecydowanie. Wszystkie większe partie wystawiły mężczyzn, ale tematyka również jest stereotypowo męska: dominuje bezpieczeństwo, i to militarne, a nie socjalne. Oczywiście wynika to z wojny za wschodnią granicą, która może się rozszerzyć, Donald Trump ma dziś lepsze relacje z Rosją niż z Europą, a USA przestają być gwarantem europejskiego bezpieczeństwa.
A jeszcze niemal wszyscy kandydaci przesunęli się w prawo, przez co ta kampania jest dla kobiet, przede wszystkim młodych, zniechęcająca.
Kulisy pałacu
Foto: Newsweek
Dlaczego poszli w prawo?
– Partiom centrowym opłaca się grać na prawicowych pozycjach, ponieważ są w stanie przyciągnąć część wyborców tamtej strony. I dokładnie to robi Platforma. Zwłaszcza w sytuacji, gdy PiS wystawiło słabego kandydata, można spróbować przechwycić wahających się lub niezdecydowanych wyborców. Wcześniejsze kampanie Rafała Trzaskowskiego były przecież zupełnie inne. Mówił o różnorodności, o Polsce dla wszystkich, o prawach kobiet i mniejszości. Dziś mówi prawie wyłącznie o bezpieczeństwie.
Mówił o kobietach. 8 marca.
– I w tym kontekście prawa stają się prezentem na Dzień Kobiet.
Dwa lata temu, w kampanii parlamentarnej, partie obecnej koalicji rządzącej mocno zabiegały o kobiecy elektorat. Obiecywały prawa reprodukcyjne, nakłaniały do głosowania. Dziś to tematy niemal nieobecne. Społeczeństwo nam się tak przez te dwa lata zmieniło?
– Zmiana nastąpiła wyłącznie na poziomie elit. Platforma uznała, że bardziej jej się opłaca próba przechwycenia wyborców PiS, bo na lewej stronie konkurencji nie ma żadnej. Lewica jest w rozsypce, jej wyborczynie są sfrustrowane brakiem sprawczości tej partii, zwłaszcza w kwestii praw reprodukcyjnych, i w drugiej turze – a część nawet już w pierwszej – zagłosują na Trzaskowskiego. To po co się starać?
Dlaczego za brak sprawczości karana jest Lewica, skoro większym koalicjantem jest Platforma?
– Lewica płaci wyższą cenę, bo prawa kobiet były kluczową częścią jej tożsamości politycznej. Dla PO to był tylko dodatek do programu, stanowiący ponadto dużą zmianę w stosunku do wcześniejszej linii, niezbyt progresywnej w kwestiach kobiet czy mniejszości. Część wyborców oczekiwała, że Lewica będzie umiała, jak PSL, postawić ultimatum i coś ugrać. Tymczasem objęła ministerstwa, ale jej program w koalicji jest słabiej reprezentowany niż program Trzeciej Drogi. W efekcie powstaje wrażenie, że Lewica nie ma realnej siły do realizacji swoich obietnic.
Przekonanie, że kobiety zacisną zęby i zagłosują na Trzaskowskiego, nie jest zbyt optymistyczne? Styczniowy sondaż Opinii 24 pokazał spadek poparcia Polek dla kandydata KO z 46 do 32 proc. Przeszły do obozu niezdecydowanych.
– Również przed wyborami w 2023 r. spora grupa kobiet deklarowała brak zainteresowania polityką i niezdecydowanie, na kogo zagłosować. Ostatecznie jednak, dzięki intensywnym kampaniom profrekwencyjnym i wyrazistym kwestiom praw kobiet, większość z nich zmobilizowała się i zagłosowała na ówczesną opozycję. Podobne kampanie są planowane przed tymi wyborami. A jako że w drugiej turze do wyboru będzie Trzaskowski i jeden z dwóch kandydatów, którzy wprost wypowiadają się przeciwko prawom kobiet, Polki zapewne znów się przy urnach pojawią.
Sam Trzaskowski nie budzi szczególnie negatywnych emocji wśród kobiet, ale Platforma jak najbardziej. Część wyborczyń postrzega zagłosowanie na niego już w pierwszej turze jako danie rządowi zielonej kartki. Przyznanie, że prawa kobiet nie są aż takie ważne. Nie dziwi mnie, że tak dużo Polek jest wciąż niezdecydowanych.
Z kolei w marcowym sondażu aż 54 proc. młodych wyborców zadeklarowało chęć głosowania na Konfederację. To nie są sami młodzi mężczyźni.
– Tak, ale wśród kobiet to wciąż tylko około 10 proc. Przyczyny są różne: niektóre młode Polki są konserwatywne, niektóre mają neoliberalne poglądy na gospodarkę. Na PiS głosować nie chcą – jest skrajnie niepopularne wśród najmłodszych wyborców – więc zostaje im Sławomir Mentzen.
Wreszcie, spora część wyborców, zwłaszcza najmłodszych, bo oni mają średnio najniższy poziom wiedzy politycznej, głosuje na kandydata po prostu dlatego, że im się podoba. Bo „mądrze mówi”. I wybierają go, nawet jeśli proponowane przez niego rozwiązania są sprzeczne z ich interesami. A Mentzen, zwłaszcza w porównaniu z Nawrockim, na wiecach prezentuje się dobrze i jest silnie obecny w mediach społecznościowych, które są głównym źródłem wiedzy politycznej dla młodego pokolenia.
To przyjrzyjmy się, co główni kandydaci mają Polkom do zaproponowania.
– Rafał Trzaskowski zadeklarował, że w ramach prezydenckiej inicjatywy zgłosi ustawę liberalizującą dostęp do aborcji, poza tym w jego kampanii przekazu skierowanego do kobiet jest na razie mało.
U Karola Nawrockiego znalazłam zaostrzenie prawa aborcyjnego i docenienie Polek, które walczyły o wolność kraju.
– Sprzedaje konserwatywną wizję rodziny i kobiety w tej rodzinie. Zobaczymy, jaką rolę w kampanii odegra jego żona, bo jej obecności jeszcze nie widać. Ale nawet prawica zdaje sobie sprawę, że po ośmiu latach Agaty Dudy Polacy chcieliby mieć bardziej aktywną pierwszą damę. Wśród kandydatek na pierwsze damy ma jednak szansę najmocniej wpłynąć na kampanię Małgorzata Trzaskowska, która w wyborach w 2020 r. pokazała się jako osoba niezależna, dobra mówczyni, zaangażowana społecznie.
Mentzen oferuje Polkom obronę przed imigrantami i osobami trans oraz zakaz aborcji.
– Jego poglądy są jeszcze bardziej konserwatywne niż obowiązujące prawo: opowiadał się przecież za zniesieniem możliwości usuwania ciąży z gwałtu i za tym, żeby rozwody były możliwe tylko za zgodą biskupa. Gdyby został prezydentem, temat praw reprodukcyjnych kobiet praktycznie przestałby istnieć – zwłaszcza że ewentualna koalicja PiS i Konfederacji mogłaby uzyskać w 2027 r. większość sejmową.
Ale też Mentzen na wiecach mówi, że przecież podatki, gospodarka, klimat to wcale nie są męskie tematy. Że Lewica redukuje kobiece postulaty do prawa do aborcji, a kobiety stoją przed takimi samymi wyzwaniami jak mężczyźni, chcą się rozwijać, robić karierę, awansować, mieć dzieci. Dlatego, przekonuje, to Konfederacja jako jedyna traktuje kobiety poważnie.
– W tej przewrotnej retoryce kobiety niczym się od mężczyzn nie różnią – poza kwestią prokreacji, która będzie dodatkowo regulowana, o czym już Mentzen nie wspomina. To negowanie istnienia praw specyficznych dla kobiet i jednocześnie ucieczka od wizerunku kandydata, który reprezentuje wyłącznie młodych mężczyzn.
Dobrze pokazała to rozmowa z Justyną Dobrosz-Oracz: dziennikarka pytała go o tzw. piątkę Mentzena („nie chcemy Żydów, gejów, aborcji, podatków i UE”), on jej odpowiadał, że nic nie rozumie i że zadaje niewłaściwe pytania.
A kandydatka Lewicy, Magdalena Biejat? Ona też, przynajmniej na początku, wręcz unikała tematu aborcji.
– Z tego, co wiem, doradzano jej zawalczenie o elektorat centrowy. Taka strategia nie miała jednak większego sensu, bo ten elektorat zagospodarował Trzaskowski. Tymczasem wyborca lewicowy był zdemobilizowany i czekał na jasny przekaz – kandydatkę, która nie boi się wyrazistego, progresywnego programu, a nie osobę lepiącą pierogi i chwalącą się sukcesem Lewicy w postaci Wigilii wolnej od pracy. Biejat nie miałaby szans na drugą turę, ale w ten sposób utraciła szansę na potencjalne kilkanaście procent poparcia w pierwszej turze – o ile Lewica byłaby się w stanie porozumieć i wystawiła jedną kandydatkę.
Obecnie sondaże dają Biejat około 3 proc. poparcia. To jest prezent dla rządu, który dzięki temu może powiedzieć, że tylko 3 proc. elektoratu interesuje się aborcją. Co nie jest prawdą, w wyborach 2023 r. dla młodych kobiet prawa reprodukcyjne były jedną z głównych motywacji wzięcia udziału w wyborach. I 24 proc. z nich zagłosowało na Lewicę.
Dziś jednak Lewica – rządzona przez mężczyzn i coraz słabsza politycznie – nie zachęca kobiecego elektoratu do głosowania. Biejat, która w parlamencie przecież wypadała bardzo dobrze, zbiera konsekwencje tej niechęci.
A jak to jest z polskim konserwatyzmem? W sondażach dominuje KO, ale większe poparcie mają PiS z Konfederacją, czyli populistyczna, nacjonalistyczna prawica.
– Sumarycznie wynik prawicy nie różni się aż tak bardzo od tego z 2023 r. Konfederacja, owszem, urosła, ale kosztem PiS: pożarła głównie jego spadające poparcie. Podobnie jest po stronie rządowej. KO poparcie ostatnio trochę wzrosło, ale nastąpiło całkowite rozproszenie się elektoratu Trzeciej Drogi: w wyborach dostali prawie 15 proc., dziś mają 3,5. Te przepływy są raczej wewnątrz obozów lub do niezdecydowanych niż między nimi.
Na tle Europy Polki i Polacy faktycznie są dość konserwatywni, ale – patrząc na postawy wobec aborcji czy praw osób LGBT+ – i tak bardziej liberalni niż partie, które ich reprezentują.
PiS straciło 10 pkt proc. poparcia po wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który zaostrzył prawo aborcyjne, i nigdy już ich nie odzyskało. Niewykluczone, że bez tego wyroku – i masowych protestów kobiet – wciąż by rządziło. Nie można patrzeć wyłącznie na partie polityczne i ich programy, żeby wnioskować o społeczeństwie, bo polskie społeczeństwo się z roku na rok coraz bardziej liberalizuje. Widać to po sondażach pokazujących nasz stosunek do aborcji czy praw osób LGBT+. Problem w tym, że Lewica nie potrafi skutecznie zagospodarować tego elektoratu. I bez zmiany władz partii nic się w tej sprawie nie zmieni. Dobry lider w sytuacji, gdy jego partia szoruje w sondażach po dnie, powinien mieć odwagę ustąpić, ale, jak widać, nie dotyczy to przewodniczących Lewicy.
Jaką rolę w polityce odgrywają stereotypy? Czy Polki i Polacy w ogóle widzą prezydentkę, czy to wciąż musi być prezydent?
– Niestety, w roli prezydenta na razie nie widzą. Kobiety są coraz lepiej reprezentowane na poziomie parlamentu i na wszystkich szczeblach samorządu. Dzięki ustawie kwotowej, która wymusiła na partiach wciągnięcie kobiet na listy wyborcze, systematycznie rośnie ich udział w polityce. Widzimy też, że kandydatki w kolejnych wyborach potrafią sobie wywalczyć coraz lepsze pozycje na tych listach, a wyborcy coraz chętniej na nie głosują.
To z kolei wpływa na społeczną percepcję. Jeśli ludzie widzą wiele kobiet w parlamencie, to przestają myśleć, że parlamentarzysta to wyłącznie męska rola. Jeśli kobiety zostaną liderkami partii, wyborcy zobaczą kobiety w rolach przywódczych.
Ale premierki przecież mieliśmy, nawet trzy.
– Ale też proszę zauważyć, że żadna nie była szefową rządu przez całą kadencję, raczej rok-dwa, i żadna nie była postrzegana jako faktyczna przywódczyni swojej partii.
Na czele wszystkich większych partii są mężczyźni. W rządzie też stanowią większość i odpowiadają za kluczowe resorty. To również wpływa na postrzeganie roli przywódcy politycznego jako domeny mężczyzn.
Błędne koło. Nie zobaczymy kobiety w roli prezydenta, dopóki kobieta nie zostanie prezydentką.
– Albo jeśli partie nie zaczną stawiać w wyborach prezydenckich na kobiety. Magdalena Biejat miałaby szansę odegrać większą rolę w tej kampanii właśnie poprzez pokazanie, że różni się od swoich męskich konkurentów, zamiast udowadniać, jak bardzo jest taka sama.
