-
Szef Instytutu Pileckiego był podejrzewany o planowanie seminarium, dotyczącego zwrotu dóbr kultury Niemcom, czemu instytut stanowczo zaprzecza.
-
Publikacja medialna wywołała burzę polityczną i ostrą krytykę ze strony polityków PiS, którzy oskarżają władze organizacji o działanie na szkodę polskiej racji stanu.
-
Instytut tłumaczy, że planowane seminaria dotyczą wyłącznie badań nad pochodzeniem dóbr kultury i nie mają na celu restytucji ani przekazywania dzieł innym państwom.
-
Prof. Krzysztof Ruchniewicz został odwołany z funkcji pełnomocnika MSZ do spraw polsko-niemieckiej współpracy społecznej i przygranicznej, a stanowisko zlikwidowano. Interia poznała kulisy tej decyzji.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Wtorkowa publikacja „Rzeczpospolitej” wywołała polityczną burzę. Czytamy w niej, że szef Instytutu Pileckiego prof. Krzysztof Ruchniewicz chciał zorganizować seminarium na temat „zwrotu dóbr kultury” Niemcom.
Dziennik dotarł do pisma, które kierowniczka oddziału Instytutu Pileckiego w Berlinie – Hanna Radziejowska – wysłała do nowej minister kultury Marty Cienkowskiej (cykl seminariów miał być przygotowany pod egidą resortu – red.) oraz ambasadora Jana Tombińskiego. Napisała w nim, że dyrektor Ruchniewicz „oczekiwał przygotowania cyklu seminariów i zaproponował m.in. organizację seminarium, poświęconego zwrotom dóbr kultury przez Polskę na rzecz Niemiec, Ukrainy, Białorusi, Litwy oraz mienia prywatnego należącego do osób pochodzenia żydowskiego”.
Instytut Pileckiego zaprzecza. W tle spór o zwrot dóbr Niemcom
Sprawa jest poważna, bo to pierwszy raz, kiedy publicznie mówi się o potrzebie zwrotu dóbr kultury Niemcom za czasy II wojny światowej. Po raz pierwszy odwrócony jest kierunek – to nie agresor, który barbarzyńskim atakiem zniszczył ówczesną Polskę, ma odpowiadać za okrucieństwa II wojny światowej, a ofiara, czyli nasz kraj.
Instytut Pileckiego jednoznacznie odcina się od tego tekstu. We wtorek na jego stronie internetowej pojawiło się specjalne oświadczenie. Władze instytutu podtrzymują, że seminaria są planowane, ale ich cel jest zupełnie inny, niż sugerowałby artykuł. Wskazują, że nieprawdziwe są sugestie Radziejowskiej, która została zacytowana w tekście. „Instytut (…) nie planował nigdy organizacji spotkań mających prowadzić do przekazania jakichkolwiek znajdujących się w Polsce dóbr kultury jakimkolwiek osobom prawnym lub fizycznym” – czytamy w oświadczeniu.
„Instytut Pileckiego odrzuca wszelkie kłamliwe sugestie, jakoby prowadził działania niezgodne z polityką i racją stanu Polski, w szczególności by pod jego auspicjami były prowadzone jakiekolwiek rozmowy o zwrocie dóbr kultury przez Polskę” – czytamy w innym fragmencie oświadczenia.
Instytut Pileckiego a zwrot dóbr Niemcom. „Kompletny wymysł”
Chcieliśmy porozmawiać z prof. Ruchniewiczem o tej sprawie, ale w Instytucie Pileckiego usłyszeliśmy, że dyrektor od 1 sierpnia przebywa na urlopie. Na rozmowę z Interią zgodził się natomiast prof. Przemysław Waszewski, zastępca dyrektora ds. naukowych Instytutu Pileckiego.
– Prawdą jest, że będziemy organizować seminaria poświęcone tzw. badaniom proweniencyjnym, czyli badaniom naukowym, dotyczącym pochodzenia dóbr kultury i ich losów. Nieprawdą jest, że robimy jakiekolwiek działania związane z restytucją, czyli pozyskiwaniem dóbr kultury przez jakąkolwiek instytucję, bo to nie jest nasze zadanie. Instytut Pileckiego jest jednostką naukową, badawczą, szukamy odpowiedzi na pytania naukowe – tłumaczy prof. Waszewski.
Gdy cytujemy fragment z pisma Radziejowskiej, prof. Waszewski jednoznacznie zaprzecza. – To element nieprawdziwy. Wiem to od pana dyrektora i logicznie wynika to z programu seminariów. Wszystkie one skupiały się wokół badań proweniencji, czyli pochodzenia dóbr kultury. Polskie dobra kultury to te, które znajdują się na terenie Polski, ale też te, które są poza Polską, a które wiążemy pochodzeniem z polską kulturą – mówi nam Waszewski.
To kompletny wymysł. Nie jestem w stanie powiedzieć, dlaczego coś takiego komuś w głowie się urodziło. Nigdy Instytut Pileckiego nie planował takich działań
Prof. Waszewski podaje też, z czego może wynikać „nieporozumienie”. – Rozumiem, że jedno z tych seminariów mogłoby dotyczyć dóbr kultury, które w obecnym kształcie państwa polskiego, ze Śląskiem czy Pomorzem, ze względu na pochodzenie geograficzne powinny należeć do Polski, ale ze względu na moment powstania przed 1945 rokiem mogłyby być uznane za „niepolskie”. Wyobraźmy sobie sytuację, że mamy coś ze Szczecina, Gdańska czy Wrocławia i znajduje się to na terenie Francji czy Ukrainy, jest traktowane przez tamte władze jako „niepolskie” dobro kultury, ale jest to dobro, które my uważamy ze względów proweniencyjnych, że warto, by zostało z Polską powiązane. Rozumiem, że pan dyrektor w tym kontekście mógł poruszyć kwestię „niepolskich” dóbr kultury. Ale w żadnym wypadku nie dotyczyło to przekazywania dóbr kultury, znajdujących się w Polsce, jakimkolwiek państwom trzecim, bo nie jesteśmy od tego, ani nie taki był cel tych seminariów – tłumaczy prof. Waszewski.
Czy wobec tego instytut w żaden sposób nie planował, nie sugerował ani nie poczynił kroków, by Polska przekazywała nasze dobra kultury innym krajom, w tym Niemcom? – To kompletny wymysł. Nie jestem w stanie powiedzieć, dlaczego coś takiego komuś w głowie się urodziło. Nigdy Instytut Pileckiego nie planował takich działań. My się nawet nie możemy tym zajmować, to nie nasze kompetencje. Pan dyrektor też przekazał mi jednoznacznie, że on też nigdy o czymś takim nie mówił – podtrzymuje prof. Waszewski.
Burza wokół Instytutu Pileckiego. „Pomysł sprzeczny z racją stanu”
Tymczasem sprawa zirytowała polityków Prawa i Sprawiedliwości. W rozmowie z Interią poseł Arkadiusz Mularczyk nie jest jednak szczególnie zaskoczony.
– Niemcy mają rozpracowaną Polskę. Niemieckie MSZ bardzo uważnie śledzi nasze instytucje i działania, które od lat pokazywały martyrologię państwa polskiego i sprawę strat podczas II wojny światowej. Niemcy bardzo uważnie śledzą te działania. Dokładnie rozpracowali państwo polskie i realizują swoją agendę rękami takich ludzi jak Ruchniewicz. Nie jest to tylko on, ale spora grupa innych ludzi, których celem jest relatywizowanie historii – uważa Mularczyk.
– Ta polityka została uruchomiona w sposób brutalny i bezczelny w wyniku działań naszego rządu, kiedy przygotowaliśmy raport o stratach wojennych, domagamy się reparacji – przypomina.
– Dzisiaj Niemcy rękami Ruchniewicza i Tuska próbują relatywizować historię II wojny światowej. To cały proces. To też osłabianie IPN-u, Muzeum II Wojny Światowej, ale też dywersja, którą robi Ruchniewicz w Instytucie Pileckiego. To także konferencje Tuska z Scholzem czy Merzem, gdzie mówi on, że Polska nie będzie domagać się reparacji. To szerszy element bierności państwa polskiego i podporządkowania pod interesy niemieckie – nie ma wątpliwości poseł PiS.
W podobnym tonie wypowiada się partyjna koleżanka Mularczyka posłanka Olga Semeniuk-Patkowska. – Pomysł zorganizowania seminarium, dotyczącego zwrotu dóbr kultury przez Polskę na rzecz Niemiec, a także innych państw, jest nie tylko niezrozumiały, ale wręcz haniebny i sprzeczny z polską racją stanu. Instytut Pileckiego, nazwany na cześć wielkiego polskiego patrioty, powinien służyć upamiętnianiu polskich bohaterów i badaniu tragicznych losów Polski w XX wieku, w tym strat poniesionych w wyniku niemieckiej okupacji – podkreśla.
– Działania Ruchniewicza kompromitują przede wszystkim Polskę. Państwo zasługuje na ludzi, którzy z dumą i odwagą bronią naszej historii, a nie prowadzą działania szkodzące narodowym interesom. Propozycja Ruchniewicza, by dyskutować o zwracaniu Niemcom dóbr kultury, w tym tzw. Berlinki, podczas gdy Polska wciąż nie odzyskała wielu zrabowanych przez Niemców dzieł, takich jak „Portret młodzieńca” Rafaela, jest szokująca i godzi w misję Instytutu – dodaje posłanka Semeniuk-Patkowska.
Dymisja prof. Ruchniewicza w MSZ. Znamy kulisy
Pytanie jednak, co dalej z prof. Ruchniewiczem.
– Ruchniewicz, będący pełnomocnikiem MSZ ds. współpracy polsko-niemieckiej, zdaje się działać wbrew polityce państwa polskiego, co podważa jego wiarygodność na tak odpowiedzialnym stanowisku. Jego wcześniejsze wypowiedzi, w których kwestionował zasadność reparacji od Niemiec, oraz decyzje, takie jak odwołanie konferencji o zrabowanych przez Niemców dziełach sztuki, by nie „drażnić” strony niemieckiej, wskazują na tendencję do promowania narracji korzystnej dla Niemiec kosztem polskiej pamięci historycznej. Tego rodzaju działania nie tylko kompromitują Instytut Pileckiego, ale przede wszystkim rzucają cień na rząd Donalda Tuska – mówiła nam posłanka Olga Semeniuk-Patkowska z PiS, nim pojawiła się informacja o dymisji Ruchniewicza z tego stanowiska.
– Ruchniewicz nigdy nie powinien był pełnić swojej obecnej funkcji. Decyzja o jego powołaniu pokazuje tok myślenia obecnej władzy, wiernopoddańczy wobec Niemiec. Decyzje i pomysły pana Ruchniewicza są nie do pogodzenia z patriotyczną misją instytutu. Brak reakcji ze strony rządu to przyzwolenie na działania, które Polacy odbierają jako hańbienie pamięci patrona instytutu Witolda Pileckiego i ofiar niemieckich zbrodni – dodawała Semeniuk-Patkowska.
We wtorek Ministerstwo Spraw Zagranicznych wydało komunikat, w którym czytamy, że prof. Krzysztof Ruchniewicz został odwołany z funkcji pełnomocnika rządu ds. współpracy polsko-niemieckiej. Opinia publiczna dostała jasny sygnał – rząd reaguje i nie godzi się z polityką prowadzoną przez szefa Instytutu Pileckiego. Jak się jednak dowiedzieliśmy, nie sprawa rzeczonych seminariów i tekstu w „Rzeczpospolitej” była powodem jego odwołania.
Ruchniewicz nigdy nie powinien był pełnić swojej obecnej funkcji. Decyzja o jego powołaniu pokazuje tok myślenia obecnej władzy, wiernopoddańczy wobec Niemiec
– Dziennikarze mieli otrzymać wiadomość, że jest to związane z odchudzaniem rządu. Elementem tego miało być zlikwidowanie stanowiska pełnomocnika – zdradza prof. Waszewski.
Czy wobec tego rząd przyjmuje tłumaczenia pracowników instytutu a publikacja w „Rzeczpospolitej” nie zrobiła na nim wrażenia?
– Niech Ruchniewicz trwa na stanowisku jak najdłużej. Dzięki temu Polacy będą widzieć kim jest Tusk. Ruchniewicz jest przecież elementem polityki Tuska. Im więcej Ruchniewiczów, tym szybciej do Polaków dotrze, z kim mamy do czynienia w Polsce. Niemcy prowadzą brutalną, arogancką politykę wobec Polski. Polacy muszą zrozumieć, kto nami rządzi i w czyim interesie. Ruchniewicz musi odejść wraz z odejściem rządu Tuska, bo to Tusk jest tu graczem, a Ruchniewicz jest po prostu dziełem Tuska i nie prowadziłby takiej polityki bez akceptacji przełożonego – uważa poseł Mularczyk.
Jak też słyszymy od prof. Waszewskiego, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego powinno podtrzymać patronat dla cyklu seminariów, organizowanych przez Instytut Pileckiego.
– Jesteśmy jednostką nadzorowaną przez MKiDN i siłą rzeczy to, co robimy, jest powiązane z tym ministerstwem. Resort współpracował z nami w zakresie zainicjowania takich badań w instytucie i będzie im patronować – przekazał nam prof. Waszewski.
– To spotkania stricte specjalistyczne, nie są to konferencje otwarte. Specjaliści, z Polski i zagranicy, będą się zastanawiać, jak lepiej prowadzić badania naukowe. Planowaliśmy zacząć 3 września od studium przypadku rodu Sierakowskich z Waplewa. Koniec planowany był na 2027 rok – uściśla rozmówca Interii.
- „Nieprawdopodobny skandal”. Poseł PiS oburzony decyzją Sikorskiego
- Nagranie Tuska tuż przed uroczystością. „Zwracam się do wszystkich Polaków”













