Piętnaście lat po katastrofie w Fukushimie Japonia wraca do energii jądrowej. Kraj, który po awarii z 2011 r. wyłączył wszystkie reaktory i przez lata prowadził gorący spór o przyszłość atomu, dziś ponownie uruchamia kolejne jednostki. W tym tygodniu ma ruszyć 16. reaktor od czasu katastrofy, a za jego wznowienie odpowiada ta sama firma, która zarządzała elektrownią Fukushima Daiichi w chwili awarii.
Zmiana kursu wynika z kilku czynników. Japonia wciąż w dużym stopniu opiera produkcję energii na imporcie, a około 30 proc. energii elektrycznej pozyskuje z gazu ziemnego. Rosyjska inwazja na Ukrainę oraz napięcia wokół cieśniny Ormuz pokazały, jak bardzo kraj jest podatny na zewnętrzne wstrząsy. Do tego dochodzi rosnące zużycie energii, napędzane przez centra danych i fabryki półprzewodników.
Japonia wraca do energii jądrowej po kryzysach energetycznych
Jak podkreśla były szef japońskiego regulatora atomowego Toyoshi Fuketa, jednym z przełomowych momentów była wojna w Ukrainie, która uświadomiła skalę uzależnienia kraju od importowanego gazu. Dodatkowym problemem stał się konflikt z Iranem i ryzyko ograniczenia dostaw LNG przez cieśninę Ormuz. To właśnie bezpieczeństwo energetyczne stało się jednym z głównych argumentów za przyspieszeniem powrotu do atomu.
Premier Sanae Takaichi zakłada, że do 2040 r. produkcja energii jądrowej w Japonii ma się podwoić. Nie oznacza to jednak pełnej zgody społecznej. Badania pokazują, że tylko 37 proc. Japończyków popiera ponowne uruchamianie elektrowni, 23 proc. jest temu przeciwnych, a aż 40 proc. pozostaje niezdecydowanych. Jeszcze mniejsze poparcie dotyczy budowy nowych reaktorów.
Japonia wraca do energii jądrowej mimo pamięci o Fukushimie
Powrót atomu szczególnie wyraźnie widać przy wznowieniu pracy reaktora numer 6 w elektrowni Kashiwazaki-Kariwa. To pierwszy powrót Tokyo Electric Power Company do energetyki jądrowej od czasu katastrofy. Protestują przeciw temu organizacje ekologiczne i część mieszkańców, przypominając błędy Tepco w Fukushimie, kwestie bezpieczeństwa oraz wcześniejsze problemy techniczne w nowej elektrowni.
Jednocześnie wciąż żywa jest pamięć o skutkach katastrofy z marca 2011 r. Trzęsienie ziemi i tsunami doprowadziły wtedy do uszkodzenia Fukushimy Daiichi, eksplozji wodoru i uwolnienia promieniowania. Z terenów wokół elektrowni ewakuowano tysiące ludzi, a wiele miejsc do dziś nie wróciło do dawnego życia. W Tomioce populacja pozostaje o 90 proc. niższa niż przed katastrofą, a do Futaby wróciła jedynie niewielka część dawnych mieszkańców.
Japonia wraca do energii jądrowej, ale stawia na nowe zasady
Po Fukushimie Japonia uznała, że najważniejszą zmianą musi być niezależny nadzór nad sektorem. Parlament powołał nowy Urząd Regulacji Energetyki Jądrowej, odseparowany od instytucji promujących atom. Dziś to właśnie bezpieczeństwo i silniejszy nadzór mają przekonywać opinię publiczną, że kraj wyciągnął wnioski z tragedii sprzed 15 lat.
Rząd liczy też na konkretne efekty gospodarcze. Według amerykańskiej administracji energetycznej samo ponowne uruchomienie bloku 6 w Kashiwazaki-Kariwa może zastąpić około 1,3 mln ton LNG. Atom ma pomóc Japonii nie tylko ustabilizować dostawy prądu i ograniczyć wpływ kryzysów zewnętrznych, ale także realizować cele klimatyczne. Wszystko wskazuje więc na to, że Japonia wraca do energii jądrowej na serio, choć polityczne i społeczne spory wokół tej decyzji jeszcze długo nie wygasną.













