Nagła katastrofa? To wcale nie takiego scenariusza powinien obawiać się Donald Trump. Bo największe zagrożenie czai się wcale nie tam, gdzie zasugerował mu chiński przywódca, z którym spędził trzy ostatnie dni.
Odpowiedź na pytanie, które Xi Jinping zadał Donaldowi Trumpowi w Wielkiej Hali Ludowej w Pekinie, będzie mieć głębokie konsekwencje nie tylko dla Chin i USA, ale dla całego świata.
— Czy Chiny i Stany Zjednoczone mogą uniknąć pułapki Tukidydesa i stworzyć nowy model relacji między wielkimi mocarstwami? — zapytał Xi amerykańskiego prezydenta, który od środy do piątku przebywa z oficjalna wizytą w Chinach.
Xi ostrzegł również, że niewłaściwe postępowanie USA wobec Tajwanu może doprowadzić do „spięć, a nawet konfliktów”. Ważny wniosek, który możemy z tego wysnuć, jest sprzeczny z intuicją. Jasne, Tajwan stanowi oczywiste zagrożenie i nie bez powodu. Jednak bardziej prawdopodobna droga do kryzysu może być wolniejsza: załamanie się zasad, bodźców i zaufania. Xi i Trump próbują wygrać rywalizację między mocarstwami, zamiast dojść do porozumienia.
Przedstawiamy więc pięć pułapek, których muszą unikać. Uszeregowaliśmy je od najmniej do najbardziej prawdopodobnej, z jakim wpłyną na kształt kolejnej fazy relacji USA–Chiny.
5. Pułapka Tukidydesa
Zacznijmy więc od tej, która w najmniejszym stopniu wpłynie na kształt kolejnej fazy relacji USA–Chiny. „Pułapka Tukidydesa” to określenie ukute przez politologa Grahama Allisona. Opisuje ono strukturalne napięcie i wzrost ryzyka konfliktu, gdy wschodzące mocarstwo zagraża pozycji dotychczasowego lidera.
Pochodzi to z relacji Tukidydesa o niszczycielskiej wojnie peloponeskiej między Atenami a Spartą. Tukidydes napisał: „To wzrost potęgi Aten i strach, jaki wywołały u Spartan, uczyniły tę wojnę nieuniknioną”.
Obecna dynamika na linii Trump–Xi jest jednak zbyt pragmatyczna i transakcyjna, by mogła pasować do prostego schematu nieuchronności konfliktu — dominuje tu licytowanie się taryfami, surowcami ziem rzadkich, chipami, sygnałami wokół Tajwanu czy zobowiązaniami zakupowymi.
Ryzyko militarne spowodowane Tajwanem jest realne, a ostrzeżenie Xi pokazuje, dlaczego właśnie ta kwestia pozostaje najgroźniejszym punktem zapalnym w tej relacji.
Jednak celowa wojna jest najmniej prawdopodobna spośród pięciu pułapek, ponieważ arsenały nuklearne i głębokie powiązania gospodarcze sprawiają, że eskalacja byłaby katastrofalnie kosztowna dla obu rządów.
Jako skuteczne odstraszacze działają: warta ponad 500 mld dol. wymiana handlowa oraz doktryna wzajemnego gwarantowanego zniszczenia (Mutual Assured Destruction, MAD). Zgodnie z ta ostatnią użycie broni jądrowej przez obie strony prowadziłoby do całkowitego zniszczenia tak atakującego, jak i broniącego się.
Zanim sięgną po środki siłowe, Trump i Xi będą testować nacisk poprzez rynki, technologię i dyplomatyczną grę. Pokazało to porozumienie z Busan koncentrujące się na ziemiach rzadkich, prekursorach fentanylu, odwecie w branży półprzewodników i eksporcie rolnym.
Koncepcja Tukidydesa pozostaje przydatnym ostrzeżeniem, jednak może odwracać uwagę od bardziej prawdopodobnych problemów, które już kształtują wzajemne relacje.
4. Pułapka Hobsona
To wersja argumentu J.A. Hobsona z 1902 r., że imperializm wyrastał z potężnych interesów gospodarczych krajów szukających zagranicznych rynków i inwestycji, by ulokować tam towary i kapitał, których nie dało się spożytkować w kraju.
Takie naciski zmuszają przywódców do agresywnej, nacjonalistycznej ekspansji lub wojen handlowych, by odwrócić uwagę od wewnętrznych problemów strukturalnych. Współczesna pułapka Hobsona pojawia się jako przeniesienie nierównowagi wewnętrznej w nacisk na nacjonalistyczną politykę handlową.
Chiny nadal zmagają się z kryzysem na rynku nieruchomości i słabym zaufaniem konsumentów, podczas gdy program handlowy Trumpa traktuje taryfy i moc produkcyjną jako narzędzia siły narodowej. Niebezpieczeństwo polega na cyklu, w którym Pekin odpowiada na niepokój gospodarczy samowystarczalnością przemysłową i presją eksportową, a Waszyngton na gniew pracowników cłami, kontrolą inwestycji i ograniczeniami rynkowymi.
Zamiast współpracować, obaj przywódcy są więźniami swoich wewnątrznych, krajowych widowni, więc muszą działać na zewnątrz agresywnie, by utrzymać kontrolę polityczną w kraju, co prowadzi do spirali taryf i ograniczeń rynkowych.
Pułapka Hobsona sprawia, że krajowa opinia publiczna staje się niewidocznym negocjatorem, przez co kompromis na arenie międzynarodowej na własnym podwórku jawi się jako słabość.
To umiarkowane ryzyko, bo choć obaj liderzy mogą zyskać doraźnie na politycznej zaciekłości wobec zagranicy, rzeczywistość jest taka, że ich gospodarki wciąż potrzebują selektywnej współpracy, by nie zaszkodzić sobie nawzajem.
3. Pułapka Jevonsa
Ta pułapka wywodzi się z teorii ekonomisty Williama Stanleya Jevonsa, który przewidywał stopniowe wyczerpanie brytyjskich złóż węgla. Paradoks Jevonsa polegał na tym, że wzrost efektywności może zwiększyć, a nie zmniejszyć, łączne zużycie zasobu — im efektywniej wykorzystywany jest dany surowiec, tym bardziej rośnie jego zużycie.
W ujęciu geopolitycznym oznacza to pułapkę, w której wzmacnianie efektywności, bezpieczeństwa czy barier obronnych systemu — na przykład rygorystyczna cyberobrona i bariery handlowe — w praktyce przyspiesza agresywne dążenie do posiadania danego zasobu.
Obecnie geopolityczny odpowiednik tej pułapki widać na rynku półprzewodników: amerykańskie restrykcje eksportowe miały ograniczyć chińską zdolność do zdobycia i produkcji zaawansowanych chipów wykorzystywanych w AI i zastosowaniach wojskowych.
Jednak jak wskazał niedawno think tank CSIS, działania USA i sojuszników „wyraźnie przyspieszyły długofalowy chiński program samowystarczalności w branży półprzewodników”, choć na krótko ograniczyły dostęp do najnowocześniejszych narzędzi.
To pułapka o umiarkowanie wysokim ryzyku — zwłaszcza dla Trumpa — bo każda skuteczna bariera staje się zarówno ograniczeniem, jak i bodźcem do działania. Pekin jest przez to motywowany do większych inwestycji, szybszego zastępowania rozwiązań i traktowania autonomii technologicznej jako kwestii bezpieczeństwa reżimu.
2. Pułapka Tacyta
Ta pułapka nosi imię rzymskiego historyka Tacyta, który pisał, że „gdy władca raz stanie się niepopularny, wszystko, co zrobi — dobre czy złe — obraca się przeciwko niemu”. Dziś ten cytat stał się synonimem pułapki wiarygodności. Teoria głosi, że gdy rząd lub przywódca staje się skrajnie niepopularny lub nieufny, każda decyzja — dobra lub zła — będzie odbierana przez drugą stronę z wrogością i podejrzliwością.
W relacjach USA–Chiny oznacza to obustronną nieufność: sondaże Pew pokazały w 2025 r., że aż 77 proc. Amerykanów miało negatywny stosunek do Chin, mimo lekkiego złagodzenia w porównaniu z 2024 r.
Jeśli Xi ustabilizuje dostawy ziem rzadkich, politycy jastrzębie w Waszyngtonie mogą to uznać za próbę szantażu pod pozorem współpracy; jeśli Trump zawiesi taryfy, chińscy twardogłowi mogą to odczytać jako dowód, że presja działa.
To szczególnie prawdopodobna pułapka, bo polityczna nagroda za podejrzliwość jest natychmiastowa, a zaufanie wymaga lat działań, weryfikacji i cierpliwości w kraju.
Może to uniemożliwić trwałe porozumienia i utrzymywać przywódców w niekończącym się cyklu podejrzeń. Pułapka Tacyta tłumaczy też, dlaczego podczas kilkudniowego szczytu zobaczymy efektowną oprawę, ale, to, co z tego spotkania zostanie, okaże się nietrwałe.
1. Pułapka Kindlebergera
Termin ukuty przez politologa Josepha Nye’a z Harvardu na bazie prac historyka gospodarczego Charlesa Kindlebergera. Tę pułapkę umieściliśmy na pierwszym miejscu, ponieważ najprawdopodobniej wpłynie na relacje Trumpa i Xi.
Pojawia się wtedy, gdy wschodzące mocarstwo, takie jak Chiny, nie chce lub nie jest w stanie zapewniać globalnych dóbr, a dotychczasowy lider — jak USA — jest coraz mniej skłonny ponosić koszt takiego przywództwa.
Handlowa polityka Trumpa na drugą kadencję wprost głosi, że „na pierwszym miejscu stawia amerykańską gospodarkę, amerykańskiego pracownika i nasze bezpieczeństwo narodowe” — to podejście skierowane do wewnątrz, które ogranicza przestrzeń polityczną na kosztowne działania globalne. Jego podejście do NATO jest tego dobrym przykładem.
Xi podczas spotkania w Busan podkreślał odporność chińskiej gospodarki, zapewniał, że Chiny „nie zamierzają nikogo wyprzedzać ani zastępować” i mówił Trumpowi, że oba kraje „nie mogą wpaść w błędne koło wzajemnych odwetu”.
Samo porozumienie z Busan z 2025 r. miało wyraźnie transakcyjny charakter: Biały Dom ogłosił, że Chiny zawieszą kontrolę eksportu ziem rzadkich, ograniczą przepływ prekursorów fentanylu, zakończą odwet wobec amerykańskich firm z branży półprzewodników i ponownie otworzą rynki dla amerykańskiego eksportu rolnego.
Efektem tej pułapki może być świat, w którym kryzysy wokół ziem rzadkich, szlaków żeglugowych, standardów AI i finansowania klimatu pojawiają się szybciej, niż oba mocarstwa są gotowe je rozwiązać, nawet współdziałając.
Ryzyko polega na tym, że żaden z liderów nie będzie skłonny zapłacić za globalną stabilizację. Taka próżnia nie prowadzi do natychmiastowej wojny, ale do degradacji globalnych struktur gospodarczych i klimatycznych, przez co obaj przywódcy stają się zakładnikami nieprzewidywalnych kryzysów regionalnych.
Degradacja przed katastrofą
Podczas szczytu w Pekinie Xi wymienił najsłynniejszą pułapkę, choć obaj przywódcy tkwili już w mniej widowiskowych, lecz bardziej realnych.
Kolejna faza nie zależy od tego, czy Trump i Xi będą powtarzać slogany o stabilności, ale czy potrafią wypracować drobne, wykonalne ustępstwa, które przetrwają próbę podejrzliwości, presji wewnętrznej i przyspieszenia technologicznego.
Jeśli się nie uda, zagrożenie najpewniej przyjdzie nie przez nagłą katastrofę, lecz przez stopniową degradację — i dlatego to właśnie pułapka Kindlebergera powinna bardziej niepokoić Waszyngton niż antyczne rozważania Tukidydesa.

