-
Zdaniem eksperta zmiana nazwy Platformy Obywatelskiej na Koalicję Obywatelską nie jest przełomem, ale porządkuje sytuację polityczną ugrupowania.
-
Donald Tusk i Jarosław Kaczyński podczas konwencji partyjnych prezentowali strategie skierowane do swoich kluczowych elektoratów.
-
Wielkie konwencje partyjne na dwa lata przed wyborami służą głównie efektowi medialnemu i konsolidacji poparcia wewnątrz ugrupowań.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Premier w swoim przemówieniu mówił o „prawdzie zagłuszanej przez negatywne emocje, krzyki i wrzaski”.
Zmiana nazwy. Jaki cel miał Donald Tusk?
– Sprzeciwiajmy się złu – właśnie po to tutaj jesteśmy. Nie pozwólmy, aby Polskę znowu ogarnęła fala pogardy i nienawiści – apelował lider PO.
– Ludzie zjednoczeni są nie do pokonania. Nie chodzi o romantyczny idealizm, kochamy słowa naszego papieża: „zło dobrem zwyciężaj” – ale polityka to praktyka codziennej walki (…). W polityce dla słabych nie ma litości, a ludzie dobrzy muszą być zjednoczeni (…). Jeśli Polacy są zjednoczeni to stać ich na rzeczy wielkie – mówił.
-
Tusk skomentował słowa Kaczyńskiego. Powołał się na „sąsiadkę”
-
Padło pytanie o sondaż, premier zaproponował zakład. „Nie lubię tego”
Zapytaliśmy prof. Bartłomieja Biskupa, politologa z Uniwersytetu Warszawskiego, jak ocenia przemówienie Donalda Tuska i czy zmiana nazwy przysłuży się politycznie partii rządzącej?
– Jeśli chodzi o zmianę nazwy, to wielkiego przełomu z tego nie będzie. Ta zmiana to logiczna konsekwencja tego, co i tak funkcjonowało, bo te trzy partie były w jednym klubie i coraz mocniej się ze sobą sklejały. Nie ma tu nic zaskakującego – przyznaje. – Nie ma tu nowej jakości, ale raczej zmiana kosmetyczna, co oczywiście ma swoje plusy, bo porządkuje sytuację. I tak przecież nazwy PO i KO były stosowane wymiennie – dodaje.
Czy można mówić o nowym otwarciu? – Nie jest to wielkie nowe polityczne otwarcie, ale być może będzie to jakiś impuls dla działaczy, że partia idzie do przodu, że jest jakaś aktywność – zastanawia się ekspert.
Konwencje KO i PiS, dwa przemówienia liderów. Do kogo mówili Tusk i Kaczyński?
Prof. Biskup przyznaje, że konfrontacyjny i polaryzacyjny ton Donalda Tuska zupełnie go nie zaskoczył. Szef rządu mówił m.in., że „życie i polityka to są proste wybory”. – Tak naprawdę z reguły mamy do czynienia z wyborami czarno-białymi i nie ma co komplikować tych oczywistych i takich najprostszych wyborów – stwierdził premier.
– Premier skupił się na konsolidacji własnego obozu, przypominając te emocje, które dały mu możliwość przejęcia władzy w 2023 roku. Stąd te sformułowania o walce dobra ze złem. Premier wie, że część jego elektoratu jest rozczarowana działaniami rządu, więc próbuje tłumaczyć, że to nie jest tak istotne, bo najważniejsza jest walka ze złem, czyli w jego rozumieniu z PiS – wyjaśnia strategię premiera prof. Biskup.
Nieco inaczej skrojone, zdaniem naszego rozmówcy, było wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego, który otwierając konwencję programową PiS w Katowicach mówił w piątek, że „Niemcy chcą nam zabrać państwo, Francuzi razem z nimi”.
-
„My o Polsce, oni o sobie”. Kaczyński reaguje na decyzję Platformy
-
Kaczyński o zagrożeniu istnienia kraju. Wskazał na Brukselę i Berlin
Prezes PiS przestrzegał też, że wszystko, co zaczęło się po II wojnie światowej, ma zostać sfinalizowane jako „wielkie zwycięstwo Niemiec i powstanie czegoś w rodzaju nowego imperium”. Dodał, że „biurokracja europejska pali się aż do tego”.
Zdaniem prof. Biskupa o ile Tusk odnosił się w swoim wystąpieniu głównie do PiS i Kaczyńskiego, o tyle przemówienie Kaczyńskiego bardziej odnosiło się do konkurencji po prawej stronie, czyli Konfederacji, a także ugrupowania Grzegorza Brauna. Partia Brauna w ostatnim sondażu CBOS zbliża się do granicy 10 proc. poparcia, w wielu innych przekracza próg wyborczy.
– Prezes Kaczyński celowo skupiał się na tematach, które są bliskie wyborcom Konfederacji i Brauna, aby pokazać, że PiS też trzyma tu rękę na pulsie. To ewidentne pójście na zderzenie z tymi, co odbierają PiS elektorat z prawej strony – uważa ekspert.
Po co partiom wielkie konwencje dwa lata przed wyborami
Zapytany, kto wygrywa weekendową bitwę na konwencje, prof. Biskup odpowiada, że każda z partii osiągnęła swój cel. – Oba wydarzenia były nastawione głównie na efekt medialny. Chodziło o to, aby cały weekend nie był zdominowany przez wydarzenie jednej tylko partii. PiS i KO mają dziś bardzo podobne sondaże, więc pilnują, aby przeciwnik nie zyskiwał zbyt mocno – wyjaśnia.
– W reklamie jest taka zasada, że idzie się tam, gdzie wszyscy, żeby nie oddawać pola. I tutaj było tak samo. Konwencje, organizowane na dwa lata przed wyborami mogą mieć wyłącznie efekt medialny i konsolidujący ugrupowania od środka – konkluduje prof. Bartłomiej Biskup.
-
Oszustwo, które niezmiennie zbiera żniwo. Nawet kilka tysięcy osób rocznie
-
Rewolucja przy okienku. Poczta Polska wprowadza przełomowe zmiany














