Szanowni państwo, powrócił na ojczyzny łono! Książę brudnej propagandy, król hejtu, cesarz politycznego cynizmu! Jacek Kurski we własnej osobie wraca do polityki! Wypełnił już nawet deklarację członkowską PiS, którą podpisać miał sam prezes Jarosław Kaczyński, a w czerwcowych wyborach wystartuje do Parlamentu Europejskiego.
Kurski już kiedyś należał do PiS, ale został wyrzucony na zbity pysk w 2011 r. Powód był banalny. Razem ze Zbigniewem Ziobrą próbował odebrać Kaczyńskiemu partię, wykorzystując fakt, że prezes był osłabiony porażką w wyborach prezydenckich w 2010 r. i poprzedzającą je katastrofą smoleńską, w której stracił ukochanego brata bliźniaka. Kurski uznał, że to najlepszy moment, by wbić Kaczyńskiemu nóż w plecy i przejąć PiS. Twarzą rokoszu miał być Ziobro, ale nikt nie miał wątpliwości, że mózgiem przedsięwzięcia jest „Kura”, który – co tu dużo mówić – sterował Ziobrą jak marionetką.
Jednak Kaczyński jest nie w ciemię bity. Szybko się połapał, gdy dwaj młokosi zaczęli domagać się „demokratyzacji partii” i dopuszczenia do głosu różnych środowisk, że wymowa jest następująca: „Posuń się, Jarku, i zrób miejsce młodym!”. Prezes zwołał więc komitet polityczny i w jedno popołudnie wyrzucił renegatów. Tak powstała Solidarna (dziś Suwerenna) Polska, ale Kurski długo w niej nie zabawił. Kiedy w 2014 r. Sol Pol nie wszedł do Parlamentu Europejskiego, co dla liderów tej politycznej kanapy oznaczało chude lata, „Kura”, niewiele myśląc, zdradził Ziobrę i pojawił się na kongresie PiS. Pan Zbyszek do dziś mu pamięta ten rdzawy nóż wbity w plecy. Warto przypomnieć fragment wywiadu, którego „Kura” wtedy udzielił. Bez tego trudno zrozumieć Kurskiego. „To był realny test twardej polityki i formatu jego przywództwa” – mówił o klapie Solidarnej Polski i Ziobry w roli lidera. „Tego, czy będzie on sukcesorem Jarosława Kaczyńskiego i czy stanie się delfinem polskiej prawicy. Dzisiaj przeżywa dramat, bo delfin okazał się leszczem, jeśli nie leszczykiem, który pozbawiony jest wizji, pomysłu, wyposażony w charyzmę trzęsącej się galarety. I na dodatek co chwilę trzeba mu zmieniać pieluchę” – drwił z Ziobry. „Widać przepaść, jeśli chodzi o formę przywództwa między Zbigniewem Ziobrą a Jarosławem Kaczyńskim. To pokazuje, kto jest rzeczywistym liderem polskiej prawicy” – lał wazelinę na serce prezesa.
Kurski, pytany, czy nie przesadził z propagandą w TVP, przekonuje, że to nie była żadna propaganda, tylko „pluralizm”.
Tamto wyznanie z 2014 r. naznaczyło polityczną karierę Kurskiego. To był moment, gdy porzucił marzenia o samodzielnej karierze i zrozumiał, że może zrobić ją tylko u boku Kaczyńskiego. Reszta była już tylko konsekwencją tego wyboru. Kurski wie, że bez prezesa go nie ma, a na polityczny niebyt nie ma ochoty. Po wygranej PiS w 2015 r. został prezesem TVP, bo uznał, że jedyną gwarancją trwania PiS przy władzy jest zrobienie sieczki w głowach Polaków, a to można osiągnąć tylko odpowiednio skrojoną propagandą, serwowaną od rana do wieczora. W tym sensie Kurski to idealny Goebbels naszych czasów. Nie zawaha się przed niczym, by osiągnąć cel. Z Goebbelsem łączy go jeszcze jedno – świadome granie antysemityzmem.
W PiS do dziś krąży opowieść, jak Kurski przed drugą turą wyborów prezydenckich w 2015 r. przekonywał Kaczyńskiego, że trzeba „podgrzać emocje”, bo Andrzej Duda przegra z kretesem. Pomysłem na owo „podgrzanie” miał być antysemicki w swej wymowie spot z dziećmi bawiącymi się na tle bramy Auschwitz. Na szczęście dla Dudy spot nie został wyemitowany, bo Kaczyńskiemu postawił się Mastalerek, za co wyleciał zresztą z list wyborczych PiS. To jednak dowodzi prawdziwej natury Kurskiego. Cel uświęca środki – to jego religia. Jeśli trwanie PiS tego wymaga, można straszyć Żydami, szczuć na ludzi, nawet jeśli niektórzy zapłacą za to cenę życia, czy ustawiać celownik na twarzy Tuska w programach TVP. Moralność to kategoria dla pięknoduchów. Prezes rozlicza za efekty.
Dziś Kurski, pytany, czy nie przesadził z propagandą w TVP, przekonuje, że to nie była żadna propaganda, tylko „pluralizm”. Słysząc te słowa w Radiu Zet, mało nie spadłam z krzesła. Telewizja Kurskiego, zwana wymownie Kurwizją, nasączona hejtem i pisowską propagandą, była zaprzeczeniem pluralizmu. Teraz Kurski przekonuje, że idzie do Parlamentu Europejskiego walczyć o wolność i demokrację. Żeby się nie pogubić, jego deklaracje trzeba czytać wspak. Byle miliony na koncie – jego i żony – się zgadzały.