Na początku wystąpienia Nawrockiego mogło się wydawać, że tym razem prezydent, wyjątkowo jak na swoje standardy, faktycznie będzie próbował szukać jednoczącej retoryki. Pod koniec jednak zaostrzył kurs, uderzając w rząd Tuska i program SAFE.
Rok temu w trakcie obchodów Święta Wojska Polskiego świeżo zaprzysiężony Karol Nawrocki wysyłał sygnał, że mimo wszystkich politycznych różnic, jakie dzielą go z rządem Donalda Tuska, jest z nim gotów współpracować w kwestiach bezpieczeństwa. Dziś po wecie prezydenta do ustawy o SAFE konsensus w sprawie bezpieczeństwa staje się coraz bardziej wspomnieniem, a relacje pomiędzy prezydentem jako zwierzchnikiem sił zbrojnych a odpowiedzialnym za armię i obronność szefem MON są chyba najgorsze od czasów prezydentury Lecha Wałęsy.
Widać to było w trakcie tegorocznych obchodów Święta Wojska Polskiego, w trakcie których przemawiali po sobie prezydent Karol Nawrocki oraz minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. Dwa wystąpienia zmieniły się faktycznie w polemikę wokół programu SAFE. Niezależnie od tego co sądzimy o tym programie taki spór nie powinien mieć miejsca w trakcie święta oddającego cześć polskim żołnierzom, mającego demonstrować całemu światu, że Polska jest państwem w razie czego gotowym i potrafiącym się bronić.
Małostkowy atak prezydenta
Polemikę rozpoczął prezydent, który w pewnym momencie zaczął grzmieć, że klucz do bezpieczeństwa Polski powinien pozostawać w kraju, a nie w sejfach europejskich rządów, nawet najbardziej nam przyjaznych. By nikt nie miał wątpliwości o czym mówił, podkreślił, że to pieniądze polskiego podatnika finansują i finansować powinny polskie zbrojenia, a polskie wojsko, które od zawsze miało wypisane na sztandarach „Bóg, honor i ojczyzna” nie potrzebuje na nich obcojęzycznych słów.
Taki atak prezydenta na czołowy program zbrojeniowy rządu brzmiał w kontekście tego święta po prostu niestosownie i małostkowo. Nawet jeśli uznamy, że rząd też próbował zbić polityczny kapitał, urządzając tegoroczne obchody pod hasłem Polska SAFE, to prezydent nie powinien wchodzić w polemikę, tylko wygłosić przemówienie przynajmniej próbujące jednoczyć społeczeństwo wokół kwestii obronności.
Na początku wystąpienia Nawrockiego mogło się wydawać, że tym razem prezydent, wyjątkowo jak na swoje standardy, faktycznie będzie próbował szukać jednoczącej retoryki. Mówił między innymi, że II RP była jeszcze bardziej podzielona polityczna niż współczesna Polska, niemniej spór kończył się tam, gdzie chodziło o bezpieczeństwo i o żołnierza – sugerując, że powinniśmy czerpać z tego przykład. Bo także dziś rakieta spadająca na terytorium Polski nie pyta na kogo głosowali mieszkańcy budynku, w który uderza. Cierpią tak samo wyborcy prawicy i lewicy, rządu i opozycji. Zapewniał też, że będzie dbać o to, by programy obronne zaczęte przez ten rząd nie padły ofiarą zmian politycznych po wyborach w roku 2027.
Niestety, ostatnia część przemówienia zupełnie przekreśliła wszystkie pojednawcze sformułowania z pierwszej części wystąpienia prezydenta. Choć nawet bez jego ataku na SAFE trudno byłoby traktować je wiarygodnie, mając w pamięci to jak głęboko polaryzująca i konfrontacyjna – także w wymiarze bezpieczeństwa – była jego prezydentura w ostatnim roku.
Co znaczy SAFE?
Tuż po prezydencie przemawiał szef MON. Całe jego wystąpienie było rozwinięciem i wyjaśnieniem tego, co skrót SAFE tak naprawdę znaczy do polskiego bezpieczeństwa. Zdaniem Kosiniaka-Kamysza reprezentuje on cztery podstawowe filary bezpieczeństwa kraju: sojusze, armię, fabryki i Europę.
Lider PSL wygłosił mądre, dobrze przygotowane wystąpienie, zwracające uwagę na kluczowe dla polskiego bezpieczeństwa kwestie, niemal zupełnie nieobecne w wystąpieniu prezydenta. Np. znaczenie polskiego przemysłu dla polskiej obronności – bo bezpieczeństwo, które dzięki naszym własnym możliwościom przemysłowym jesteśmy w stanie zbudować na miejscu daje nam więcej niż to, które kupujemy nawet u najbliższych sojuszników. Prezydent dużo mówił o suwerenności finansowej, atakując SAFE, nie wspomniał w zasadzie o tej przemysłowej. Zamiast tego zapewniał, że zawsze będzie dbał o to, by na polskim niebie latało jak najwięcej samolotów F-35. To dobrze, że kupiliśmy te samoloty, ale prezydent niekoniecznie powinien robić reklamę konkretnemu produktowi zbrojeniowemu – nawet jeśli nie ma on konkurencji w swojej klasie i jest częścią pakietów naszych bliskich relacji ze Stanami.
W wystąpieniu prezydenta prawie nie pojawiła się też Europa jako część polskiej architektury bezpieczeństwa i partner w jego budowie. Zachodnie stolice w kontekście SAFE przedstawione zostały przez prezydenta wręcz jako ryzyko z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski.
Na tle małostkowej polemiki prezydenta z SAFE wystąpienie Kosiniaka-Kamysza zabrzmiało bardzo godnie, przypominając jak w takim momencie powinni zachowywać się najwyżsi urzędnicy państwowi. Niestety, w kontekście wcześniejszego wystąpienia prezydenta zmieniło się w polityczną polemikę wokół nie tylko SAFE, ale także polskiego bezpieczeństwa.
Nie taki komunikat powinniśmy wysyłać to w święto
Prezydent w trakcie swojego wystąpienia powiedział jedną mądrą rzecz, słynne słowa Lecha Kaczyńskiego z Tbilisi trzeba dziś uaktualnić: kiedyś Gruzja, dziś Ukraina, jutro być może kraje bałtyckie i moja ojczyzna. W tej sytuacji, mówił bardzo słusznie prezydent, musimy zrobić wszystko, by wygrać nową bitwę warszawską, tym razem bez wojny. Przynajmniej, dodajmy, nie kinetycznej, bo hybrydowa trwa z Rosją od dawna.
Jak wygrać taką wojnę? Na pewno nie pomaga w tym ostra polityczna polaryzacja, brak konsensusu w kluczowych kwestiach bezpieczeństwa, instrumentalizowanie ich do tego, by nabić sobie kilka punktów procentowych w sondażach. Święto Wojska Polskiego powinno być okazją, by zademonstrować, że jak byśmy się na co dzień w kraju nie spierali, to w kwestiach strategicznych panuje u nas konsensus i nie damy nikomu rozgrywać naszych wewnętrznych politycznych sporów. Niestety, dzięki nieprzemyślanej antyrządowej szarży prezydenta, tegoroczne obchody zupełnie wysłały światu wręcz przeciwny komunikat.




