Jak przebiegały pierwsze dni Mateusza Morawieckiego poza Prawem i Sprawiedliwością? Na razie nie najgorzej. W zasadzie na każdym możliwym froncie — sondażowym, parlamentarnym, medialnym — Morawiecki i jego stowarzyszenie Rozwój Plus mogą mieć powody do zadowolenia.

Zacznijmy od sondaży. W ostatnim, IBRiS dla Polsatu, Rozwój Plus zajął czwarte miejsce za KO, PiS i Konfederacją z poparciem 7,8 proc., minimalnie wyprzedzając lewicę, która zanotowała 7,4 proc. poparcia. Choć tak niewielka przewaga mieści się w granicy błędu sondażowego, to fakt, że komitet Morawieckiego po niecałym tygodniu politycznej samodzielności wyprzedza Nową Lewicę, niesie ze sobą na pewno pozytywny wizerunkowy efekt.

Także pozostałe sondaże są dobre dla nowej inicjatywy. Sondażowa średnia Rozwoju Plus według wyliczeń portalu Politico wynosi 7 proc., według szacunków portalu ewybory.eu — 6,1 proc. W obu przekracza więc próg 5 proc., konieczny do tego, by wejść do Sejmu.

Z kolei najnowsza prognoza wyborcza Onetu daje ugrupowaniu byłego premiera poparcie 6,2 proc. i 19 mandatów w przyszłym Sejmie. I to dziś jest dla Morawieckiego i jego ludzi kluczowe.

Bo choć do wyborów jeszcze ponad rok, to ważne jest, by od początku istnienia nowego bytu politycznego w głowach wyborców utrwaliło się, że znajduje się powyżej progu wyborczego, w gronie przyszłych sił parlamentarnych. Wyborcy nie lubią „marnować głosu” i głosować na listę, która może po prostu nie znaleźć się w parlamencie. Dlatego, gdy w sondażach udaje się przekroczyć tę barierę, to otwierają się kolejne obszary do wzrostu.

Zapewne jakaś część deklarowanego dziś poparcia dla partii Morawieckiego to premia za nowość i za kilka miesięcy może ono być bliższe progu 5 proc. niż dziś. Ale jak pokazał niedawny sondaż Onetu, projekt byłego premiera ma potencjał wzrostu, potencjalnie głosowania na niego nie wyklucza aż jedna trzecia wyborców, głównie tych dziś popierających PiS. A partia Kaczyńskiego jest w wyjątkowym kryzysie, większym niż w 2011 r., gdy po kolejnych wyborach powstała Solidarna Polska.

Słabość PiS widać też po tym, że Kaczyńskiemu nie udało się rozebrać drużyny Morawieckiego. Prezes partii wyraźnie miał taki zamiar: dlatego na wtorkowym posiedzeniu komitetu politycznego PiS wbrew zapowiedzi Kaczyńskiego nie doszło do wykluczenia wszystkich polityków, którzy odmówili podpisania „lojalki”, a sprawę skierowano do rzecznika dyscypliny Karola Karskiego. Prezes PiS liczył na pewno, że w ten sposób uda się złamać jeszcze wielu stronników byłego premiera.

Morawiecki w odpowiedzi na tę decyzję ogłosił jednak powstanie swojego klubu parlamentarnego, liczącego aż 40 posłów. Co oznacza, że były premier był w stanie wyprowadzić z klubu parlamentarnego PiS ponad jedną piątą posłów. To oczywiście mniejszość, ale całkiem spora. Fakt, że Morawiecki przekonał tak wielu posłów PiS do pójścia z nim na polityczną samodzielność, pokazuje, że nie zmarnował ostatnich 11 lat w polityce i w przeciwieństwie do Kazimierza Marcinkiewicza czy Beaty Szydło zbudował swoje realne polityczne zaplecze.

Posiadanie trzeciego klubu w Sejmie daje Morawieckiemu konkretne narzędzia, by prowadzić parlamentarną politykę. Jest też widocznym znakiem słabnięcia PiS i hegemonii prezesa Kaczyńskiego po prawej stronie. Zwłaszcza jeśli do Rozwoju Plus zaczną dołączać nie tylko kolejni posłowie PiS, ale także działacze regionalni, radni wojewódzcy, miejscy i powiatowi.

Fakt, że za Morawieckim stoi co najmniej 40 osób, zwiększa też medialną wagę rozłamu. Mamy w dodatku coś w rodzaju politycznych wakacji, Sejm ma właśnie przerwę w swoich pracach do września i Morawiecki jest głównym politycznym tematem. Były premier dość sprawnie potrafi to wykorzystać, właściwie nie wychodząc z mediów.

Jak to często bywa, polityczny rozwód między PiS a środowiskiem Morawieckiego łączył się z publicznym praniem brudów, przybierającym, po obu stronach, dość żenujące formy. Morawiecki i jego środowisko chyba jednak szybciej wyszli z wizerunkowo szkodliwych zapasów w błocie z PiS niż ich dawna partia.

Morawiecki zawsze najlepiej sobie radził jako merytoryczna twarz PiS i w pierwszym tygodniu udało mu się przypomnieć w tej roli. Okazją do tego był słynny „grill” zorganizowany przez stowarzyszenie Rozwój Plus w ubiegły piątek. Mimo upału na grillu można było wysłuchać kilku całkiem merytorycznych paneli na takie tematy jak demografia, polityka migracyjna, solidarność społeczna czy przyszłość Polski w zmieniającym się, coraz bardziej chaotycznym otoczeniu międzynarodowym.

Ze strony PiS w ostatnich trzech latach płynął głównie przekaz o „dyktaturze Tuska”, Kamińskim, Ziobrze, a nawet Mateckim jako „ofiarach politycznych prześladowań”, deklaracje miłości do prezydenta Trumpa i propaganda antyniemiecka. Na tym tle środowisko Morawieckiego nie potrzebuje robić wiele, by pozytywnie się odróżnić i zaprezentować się jako merytoryczna alternatywa.

W piątek Stowarzyszenie Rozwój Plus skorzystało z tej okazji. I to mimo tego, że kolejne panele wcale nie prezentowały, gdy uważnie się wsłuchać w to, co na nich mówiono, jakiejś szczególnie bardziej umiarkowanej czy otwartej wersji prawicowości. Ciekawy był pod tym względem zwłaszcza „panel strategiczny”, w którym wystąpił sam Morawiecki. Były premier mówił o spadającym znaczeniu Europy i polityce najsilniejszych państw Unii, które próbują rekompensować sobie spadek swojej globalnej pozycji kosztem mniejszych europejskich partnerów. To jest ciągle bardzo eurosceptyczna wizja — nie widać w niej zupełnie myślenia o Unii Europejskiej jako narzędziu umożliwiającym Polsce odnalezienie się w nowej globalnej rzeczywistości — nawet jeśli wyrażona bardziej merytorycznym językiem niż tyrady prezesa Kaczyńskiego o Niemcach, którzy pod płaszczykiem integracji europejskiej pragną zbudować „IV Rzeszę” i odebrać Polsce jej państwowość.

Na grillu udało się Morawieckiemu zebrać różne środowiska, od Marka Jurka — a więc przedstawiciela prawicy mającej problem z Wielką Rewolucją Francuską — przez generała Rajmunda Andrzejczaka, po środowiska alternatywnej, antyliberalnej lewicy w postaci byłej posłanki Razem Pauliny Matysiak czy redaktora „Tygodnika Solidarność” Rafała Wosia. Ten ostatni, co dość zabawne, miał ze wszystkich gości byłego premiera najwięcej pozytywnego do powiedzenia o PiS.

Wszystkie te środowiska od dawna znajdowały się jednak w szeroko rozumianej komunikacyjnej bańce, którą bardzo konsekwentnie budował wokół siebie Morawiecki. Widać, że były premier ma ambicje z niej wyjść. Dlatego w piątek ma się spotkać z mieszkańcami Jagodna, wrocławskiego osiedla, które w wyborach 15 października czekało do późna w nocy, by oddać głos i stało się jednym z symboli mobilizacji społeczeństwa przeciw władzy PiS.

Czy Morawieckiemu uda się nawiązać kontakt z antypisowską Polską? Czy próbując, nie zrazi do siebie prawicowych wyborców? Odpowiedzi na te pytania poznamy w następnych tygodniach. Na pewno jednak były premier PiS nie może narzekać na pierwsze dni na swoim.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version