Close Menu
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Modne Teraz
ZIO 2026. Władimir Semirunnij medalistą olimpijskim. Ukraińcy oburzeni – Włochy 2026 – Zimowe Igrzyska Olimpijskie 2026 – Sport Wprost

ZIO 2026. Władimir Semirunnij medalistą olimpijskim. Ukraińcy oburzeni – Włochy 2026 – Zimowe Igrzyska Olimpijskie 2026 – Sport Wprost

15 lutego, 2026
Wielka akcja USA. Tankowiec przewoził nielegalną ropę, wysłano żołnierzy

Wielka akcja USA. Tankowiec przewoził nielegalną ropę, wysłano żołnierzy

15 lutego, 2026
Pogoda. Ponad 20 stopni mrozu. Alerty IMGW dla dziewięciu województw

Pogoda. Ponad 20 stopni mrozu. Alerty IMGW dla dziewięciu województw

15 lutego, 2026
Zgrzyt na linii Rosja – Azerbejdżan. Bliski sojusznik oskarża Moskwę

Zgrzyt na linii Rosja – Azerbejdżan. Bliski sojusznik oskarża Moskwę

15 lutego, 2026
Kamil Stoch o Kacprze Tomasiaku. Te słowa chwytają za gardło – Włochy 2026 – Zimowe Igrzyska Olimpijskie 2026 – Sport Wprost

Kamil Stoch o Kacprze Tomasiaku. Te słowa chwytają za gardło – Włochy 2026 – Zimowe Igrzyska Olimpijskie 2026 – Sport Wprost

15 lutego, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Popularność
  • ZIO 2026. Władimir Semirunnij medalistą olimpijskim. Ukraińcy oburzeni – Włochy 2026 – Zimowe Igrzyska Olimpijskie 2026 – Sport Wprost
  • Wielka akcja USA. Tankowiec przewoził nielegalną ropę, wysłano żołnierzy
  • Pogoda. Ponad 20 stopni mrozu. Alerty IMGW dla dziewięciu województw
  • Zgrzyt na linii Rosja – Azerbejdżan. Bliski sojusznik oskarża Moskwę
  • Kamil Stoch o Kacprze Tomasiaku. Te słowa chwytają za gardło – Włochy 2026 – Zimowe Igrzyska Olimpijskie 2026 – Sport Wprost
  • PIT 2025. Miliony Polaków popełnia ten błąd – Biznes Wprost
  • Norwegia. Awaryjne lądowanie samolotu SAS. Na pokładzie pojawił się dym
  • Karol Nawrocki wspomniał o Waldemarze Żurku. Nazwał go „prawnym terrorystą”
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami
Historie Internetowe
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Biuletyn Zaloguj Sie
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Strona Główna » Marcin i Magda wrócili z Holandii. „Tu nikt nam nie zagląda do okien ani nie nakazuje, jak żyć”
Marcin i Magda wrócili z Holandii. „Tu nikt nam nie zagląda do okien ani nie nakazuje, jak żyć”
Aktualności

Marcin i Magda wrócili z Holandii. „Tu nikt nam nie zagląda do okien ani nie nakazuje, jak żyć”

Pokój WiadomościPrzez Pokój Wiadomości7 września, 2025

Holendrzy tylko stereotypowo są otwarci i wyluzowani. Realia można streścić w dwóch najczęściej używanych tu słowach: „zabronione” i „obowiązkowe”. Jak się żyje w Niderlandach ponad 400 tys. migrantów z Polski?

Ten kraj jest jak ciemny, zagracony pokój. Coś ci przeszkadza, ale nie wiesz co. Wystarczy jednak wpuścić trochę światła, żebyś zrozumiał, że to nie jest twój dom – przekonują Marcin i Magda. Marcin mieszkał w Holandii 13 lat, Magda 20. Do niedawna byli jednymi z 250 tys. zameldowanych tu Polaków. Są z pokolenia eurosierot, których rodzice wyjechali z Polski za lepszym życiem. Tata Magdy pracował w Niderlandach na budowach. Ojciec Marcina na taśmie. Zaharowali się, stracili więzi rodzinne i zdrowie. Obaj pobierali zasiłki, ze swoimi nowymi partnerkami mieszkali w lokalach socjalnych. I mimo wielu lat w Holandii nie nauczyli się płynnie niderlandzkiego. – Kiedy tata zachorował na raka wątroby i dwunastnicy, jeździłem z nim po lekarzach i szpitalach – wspomina Marcin. – Odniosłem wrażenie, że system ochrony zdrowia bardziej niż na leczeniu skupia się tu na wyniszczeniu chorego i czekaniu na jego decyzję o eutanazji. Opiekowaliśmy się tatą aż do jego śmierci. Holenderskie pielęgniarki były zdumione, że – zrobiłaby to większość Holendrów – nie oddaliśmy go do hospicjum.

Marcin już wtedy zastanawiał się nad powrotem do Polski. Z czasem myślał o tym coraz częściej, mimo że oboje z Magdą zrealizowali holenderski sen. Zaczynali od pracy fizycznej, nauczyli się niderlandzkiego, doszli do zawodów, w których trudno znaleźć emigrantów. Marcin był mobilnym serwisantem rowerów. Magda spełniała się jako asystentka pedagoga w szkolnej świetlicy. Mieszkali w lokalu socjalnym, płacili niewielki czynsz, podróżowali po świecie. Marcin miał za sobą epizod nauczyciela angielskiego w Chinach. – Za każdym razem, wracając do Holandii, czuliśmy się przytłoczeni tutejszymi zasadami – wspominają. – Holendrzy tylko stereotypowo są otwarci i wyluzowani. Realia można streścić w dwóch najczęściej używanych tu słowach: „verboden” i „verplicht”. Czyli „zabronione” i „obowiązkowe”.

Marcin przekonuje, że ograniczenia można znaleźć na każdym kroku. Na przykład przed wejściem do parku trzeba wykupić bilet, potem poruszać się wyłącznie po wyznaczonych ścieżkach. Zbieranie grzybów, owoców jest zabronione i grozi mandatem. Karę można zapłacić też za zdjęcie koszulki i za szczekającego psa. Holendrzy – jak mówi Magda – skrupulatnie przestrzegają zasad i chętnie donoszą na tych, którzy je łamią.

Grzyb na ścianie i prusaki

– Holandia się dla Polaków skończyła – przekonuje Bartek, jeden z ponad 150 tys. polskich pracowników tymczasowych. Na stałe mieszka pod Płockiem. Pracuje w masarni. Ostatnio na wsi pod Hagą był przez trzy tygodnie. Wcześniej zjeżdżał do Holandii sześć razy, na trzy miesiące. Wracał do Polski z pieniędzmi na budowę domu. – Tym razem chciałem zarobić na wykończeniówkę – mówi. – Zaufałem pośrednikowi z Holandii. Przy obróbce wieprzowiny miałem dostać 15 euro za godzinę. Agencja obiecała dowóz do pracy i zakwaterowanie.

Tyle teoria. Bartek trafił do położonego przy autostradzie domku holenderskiego, w którym oprócz niego mieszkało kilkunastu Ukraińców. Łazienka i WC były zdewastowane, ściany porośnięte grzybem. Na blacie w kuchni łaziły prusaki. Pralka zepsuta. Do najbliższego sklepu miał osiem kilometrów. Do pracy cztery. Firma nie zapewniała obiecanego dojazdu, koordynatorka zaproponowała odpłatne wynajęcie rowerów. – Aby dotrzeć do pracy, musiałem się zrywać o czwartej nad ranem – mówi. – Na miejscu okazało się, że mam zawyżone normy krojenia, pakowania i porcjowania. Za brak wyrobionej normy groziło obcięcie dniówki. Nadgodziny wchodziły w grę, ale nikt nie gwarantował, że zostaną opłacone.

Po tygodniu Bartek nie pojechał do pracy. Zażądał 540 euro tygodniówki i oświadczył, że nikt nie zmusi go do roboty i życia w takich warunkach. Pieniędzy nie dostał. Koordynator stwierdził, że tygodniówka ledwo pokryła koszty mieszkania i dojazdów rowerem. Bartek spakował się, za ostatnie pieniądze dojechał do Hagi. Nie zna ani angielskiego, ani niderlandzkiego, dlatego szukał Polaków, którzy mogliby pomóc w znalezieniu roboty i mieszkania. Na stronie na FB dla rodaków w Holandii znalazł kilka ogłoszeń o płatnym wsparciu.

Wszystkowiedzący i pseudoksięgowe

– Wchodziłam na internetowe grupy dla Polaków. Starałam się prostować nierzetelne informacje i błędne porady dotyczące holenderskiego prawa – mówi Kamila de Jager-Andrukiewicz, absolwentka prawa w Polsce i w Holandii, autorka książki „Holandia bez tajemnic!”. W Niderlandach od 15 lat. Pracuje w Urzędzie Gminy Haga, gdzie doradza mieszkańcom, szczególnie migrantom, w sprawach prawno-socjalno-finansowych. – Kilka razy chciałam pomóc rodakom piszącym na forach internetowych – mówi. – Przyznałam, że jestem prawnikiem, ale przegrałam ze wszystkowiedzącymi Polakami. W tym kobietami reklamującymi się jako księgowe. Mieszkają kilka lat w Holandii, liznęły trochę języka i biorą pieniądze za pomoc w prozaicznych sprawach. Za telefoniczne umówienie do lekarza inkasują 35 euro. Za 100 euro pójdą z klientem do gminy.

Kamila de Jager-Andrukiewicz opowiada, jak migranci z Polski gubią się w zawiłościach prawa. Największe problemy sprawiają im zasady ubezpieczenia zdrowotnego. Wydaje im się, że – jak w Polsce – ubezpieczenie jest po stronie pracodawcy, tymczasem tu muszą to zrobić sami. I nie tylko zapłacić co miesiąc od 120 do 150 euro, ale też pokryć tzw. obowiązkowy wkład własny, czyli płatne raz na rok 385 euro. Ubezpieczenie zapewnia dostęp do lekarza pierwszego kontaktu, który kieruje chorego dalej, np. do dentysty czy ginekologa. Jednak pobranie krwi lub pobyt w szpitalu są dodatkowo płatne właśnie w ramach wkładu własnego. Brak ubezpieczenia jest karalny.

Polacy nieświadomi ryzyka szybko wpadają w spiralę długów. Źródłem ich problemów staje się też brak wpisu w rejestrze BRP (coś w rodzaju naszego numeru PESEL). Pośrednicy pracy wiozą całe autokary Polaków do gminy położonej najbliżej granicy, aby tam zarejestrować ich w RNI. Problem w tym, że ten rejestr jest przeznaczony dla migrantów, którzy pracują w Niderlandach, ale mieszkają poza nimi. I przebywają w Holandii krócej niż cztery miesiące. – Polacy żyją na tym wpisie wiele lat – mówi Kamila de Jager-Andrukiewicz. – Nie wiedzą, że gdyby zadbali o wpis do właściwego rejestru BRP, zdobyliby prawo do holenderskich świadczeń socjalnych, np. dopłaty do żłobka, czynszu czy ubezpieczenia. Już po pięciu latach przysługiwałyby im prawa rdzennych Holendrów. I w razie utraty pracy czy mieszkania przeszliby na garnuszek państwa.

Bartek, który zrezygnował z pracy w masarni pod Hagą, dwa dni, jak prawie 40 tys. bezdomnych w Holandii – co trzeci jest migrantem zarobkowym – spał na ulicy. Wreszcie schował dumę i zadzwonił do szwagra, który przyjechał po niego z Płocka. – Nigdy więcej tu nie przyjadę – powtarza.

Grawer po holendersku

Krzysztof Głogowski, od 17 lat w Holandii, zna historie Polaków wykorzystanych przez agencję i zostawionych samym sobie. Kiedy przed wyjazdem do Niderlandów ktoś dzwoni do niego po radę, proponuje, żeby najpierw sprawdzić, czy stawka godzinowa mieści się w normie tamtejszej stawki minimalnej. Warto też przejrzeć oferty pracy pod kątem zamieszkania. Polak trafiający na wieś do tzw. parku bungalów nie będzie miał dostępu do normalnego życia w Holandii. Jego życie będzie kręcić się wokół pracy np. w gospodarstwie rolnym. Zamknięty w swojej bańce nie dostanie szansy na naukę niderlandzkiego, którą dają większe miasta, programy rządowe, a nawet kursy zapewniane przez pracodawców. A bez języka – na początek choćby angielskiego – trudno w Holandii pójść na swoje, dorobić się firmy i domu.

Krzysztof i Sylwia Głogowscy są dowodem, że to możliwe. Przyjechali z Rudy Śląskiej. Najpierw jako house keeperzy pracowali w cztero— i pięciogwiazdkowych hotelach. Mieszkali w służbowych domkach w centrum Amsterdamu. Po dwóch latach urodził im się syn, postanowili zostać na stałe i założyć własny biznes. – Zaczęliśmy od nauki niderlandzkiego – mówi Krzysztof. – Kierownik, Holender, podpowiedział, że powinniśmy zainteresować się propozycją jednego ze stowarzyszeń. W ramach ich programu Holendrzy – głównie na emeryturze – poświęcali swój wolny czas na naukę języka. Udało nam się dostać do programu. Nauczycielka, przemiła starsza pani, zapraszała nas do siebie do domu, zabierała do kina, teatru. Skończyliśmy też trzy poziomy szkoły językowej. Pozostało zrealizować pomysł na firmę sprzątającą. Mieliśmy wpis do rejestru działalności gospodarczej, biznesplan, fundusze na start. I dużo szczęścia.

Holender, właściciel wynajmowanego przez nich mieszkania, miał w nadmorskim kurorcie sieć dwudziestu obiektów rekreacyjnych. Zaproponował, aby sprzątali po pobycie gości. Początkowo działali we dwójkę, z czasem zatrudnili ośmioro Polaków. Na fali sukcesu pierwszej firmy założyli kolejną, tym razem Sklep Okazje NL działający głównie wśród Polonii. Sprzedają m.in. karty okolicznościowe na ślub, urodziny czy zmianę pracy. Największą popularnością wśród Polonii cieszą się jednak skrzynki na alkohol z wygrawerowanymi specjalnie życzeniami. Firma Głogowskich wysyła je do rodaków rozsianych po krajach UE. Coraz częściej dostają zamówienia na grawer po niderlandzku – dla pokolenia Polaków urodzonych w Holandii i posługujących się tylko tym językiem.

Uprzywilejowani i podróżujący

– Moi synowie mają holenderskie, niemieckie i polskie obywatelstwo, ale mówią tylko po niderlandzku. Związałam się z Holendrem i w domu posługujemy się wyłącznie tym językiem – mówi Violetta Riedel, absolwentka socjologii, od 19 lat w Holandii. Do Rotterdamu przyjechała z wioski pod Raciborzem. Zaczynała od pracy w fabryce materacy i przy produkcji żaluzji. Potem została koordynatorką w biurze zatrudniającym Polaków, z ramienia Czerwonego Krzyża pracowała przy podawaniu migrantom szczepionek na COVID-19, a po wybuchu wojny w Ukrainie pracowała w punkcie przyjęć ukraińskich uchodźców. Ostatnio zajmuje się networkingiem dla organizacji prawniczej pomagającej migrantom, również bezdomnym. W wolnych chwilach robi zdjęcia i tworzy modę tzw. trash fashion. Wykorzystuje odpady np. osłonki na strzykawki. Butelki plastikowe przetapia i robi z nich gorsety. Męskie marynarki i krawaty przerabia na stroje dla kobiet.

Przez półtora roku studiowała w Bredzie w akademii sztuk pięknych. Musiała zrezygnować. Pracy nie udało się połączyć z nauką, ale to jej nie przeszkadza pokazywać swoje projekty podczas zbiorowych wystaw polskich artystów żyjących w Holandii. Violetta przekonuje, że migranci z jej otoczenia potrzebują takich imprez, aby poczuć, że nie są tu tylko dla pieniędzy. – Mam przyjaciółki z Polski. Wiele przyjechało tu za mężami, wysoko postawionymi menedżerami brytyjsko-holenderskiego koncernu Unilever. Kilka z nich, na stanowiskach kierowniczych, również pracuje dla firmy – mówi. – Wpadamy na siebie w klubach sportowych, na plażach Morza Północnego i kajtach na Fuerteventurze. Z grupką najbliższych przyjaciółek – mówimy o sobie lejdiski – podróżujemy po Europie. Wypożyczamy auta, próbujemy lokalnych specjałów i chodzimy potańczyć.

Violetta przyznaje, że jej znajomi ekspaci, po latach spędzonych na świetnie płatnych stanowiskach menedżerskich w Holandii często decydują się wrócić do domu. Violetta była kilka razy w Polsce, ale – jak mówi – z kraju, który opuściła prawie 20 lat temu, zostało niewiele. Jest pięknie, nowocześnie, czysto. I obco. Holandia to ich dom. Mimo wysokich kosztów życia, niedoboru mieszkań i niechęci do imigrantów.

Tylko dla Holendrów

Jeszcze do niedawna nastroje antyemigranckie w Niderlandach były skierowane przeciwko przybyszom z Afryki i Bliskiego Wschodu. O rosnącej niechęci Holendrów wobec Polaków opowiada Sylwia, masażystka. W Holandii z przerwami 12 lat. Pracowała w fabryce serów i w hotelu. Początkowo nikomu nie przeszkadzało, że mówi po angielsku. Jej znajomi Holendrzy przechodzili płynnie na ten język. Ostatnio odpowiadali po niderlandzku. Sylwia zna język, ale mówi z akcentem. Holenderscy znajomi i koledzy z pracy dawali jej to odczuć. – Czułam się obca. I wszystko w Holendrach zaczęło mnie denerwować: od ich ulubionego kapsalonu, czyli zapiekanych frytek z serem, po uzależnienie od hektolitrów kawy z mlekiem i głośne zachowanie w miejscach publicznych. Przeprowadziłam się do Hiszpanii.

Małżeństwo z Trójmiasta, od 15 lat w Holandii, przyznaje, że żyje im się dobrze. Na dowód pokazują ostatnie wpływy na konto. Oboje zarabiają około 10 tys. euro. Mają swój dom. Kiedy go kupowali, wystarczyło przedstawić trzy zeznania podatkowe, a oprocentowanie wahało się w granicach 2 proc. W ich miasteczku na 5 tys. mieszkańców tylko dwie rodziny to migranci z Europy Środkowej. – Sąsiad uważa, że przez nas jego kraj zatraca tożsamość – mówią. – Wystawił dom na sprzedaż. Sprzeda tylko Holendrom.

Magda i Marcin, którzy opisują Holandię jako ciemny, zagracony pokój, opuścili ją pięć miesięcy temu. Wrócili w rodzinne strony Marcina, do miasteczka na Dolnym Śląsku. Zamieszkali w domu z ogrodem. Zrobili remont. Zainstalowali pompę głębinową. – Odetchnęliśmy pełną piersią, bo przez ostatnie lata czuliśmy, że Holandia nas podtruwa wyziewami przemysłowymi – mówią. – Doceniliśmy polską przyrodę. Smak jabłek, śliwek i porzeczek z krzaka. I przestrzeń, której brakowało w zatłoczonej Holandii. Tu nikt nam nie zagląda do okien ani nie nakazuje, jak żyć, a mimo to Polska jest jednym z najbezpieczniejszych krajów w Europie.

Po latach eurosieroctwa odzyskali również rodzinę. Odnaleźli kuzynów, odświeżyli kontakty z dziadkami. – Optymistycznie patrzymy w przyszłość – mówi Marcin. – Na razie pracuję online – uczę angielskiego Polaków mieszkających w Holandii. Magda myśli o otworzeniu świetlicy dla dzieci. Marzy nam się fundacja, w ramach której będziemy prowadzić zajęcia dla emerytów. Znajomi, którzy zostali w Holandii, mówią, że zazdroszczą nam odwagi. Dla wielu z nich – szczególnie z pokolenia naszych rodziców – za późno na zmiany.

O Polakach, którzy raczej nie wrócą do kraju, opowiada Violetta Riedel. Pracując dla prawników zajmujących się pomocą migrantom, spotkała rodaków, którzy uciekli do Królestwa Niderlandów przed wyrokami, np. za niepłacone alimenty czy mandaty. Nie zależy im na pracy. Wyrzucili paszporty. Piją, ćpają. Jednemu z nich, Łukaszowi, działająca w Holandii polska fundacja Barka załatwiła transport do kraju i miejsce w ośrodku dla uzależnionych. Po tygodniu wrócił do picia i na ulicę.

Jest mała szansa, że do kraju wrócą też Polacy bez stałego zameldowania i ubezpieczenia w Holandii. Utknęli poza systemem, dlatego pracująca z migrantami Kamila de Jager-Andrukiewicz nie będzie mogła im pomóc. Ich holenderski sen to tułaczka po kolejnych agencjach, słaba dniówka, przeludniona lokacja. I paliwo dla rosnącej w siłę holenderskiej skrajnej prawicy walczącej o drobiazgowe kontrole graniczne, większe wymogi wobec migrantów zarobkowych. I jak najwięcej deportacji.

Udział Facebook Twitter LinkedIn Telegram WhatsApp Email

Czytaj dalej

Szadkowski: mocno poturbowany „postkomunista” stał się ulubieńcem Polaków [OPINIA]

Szadkowski: mocno poturbowany „postkomunista” stał się ulubieńcem Polaków [OPINIA]

Jaka jest Marta Nawrocka? „Przybrała pozę Świętej Matki Narodu””

Jaka jest Marta Nawrocka? „Przybrała pozę Świętej Matki Narodu””

Majmurek: Nawrocki zmienił ton.  Zadziałał nacisk Amerykanów? [OPINIA]

Majmurek: Nawrocki zmienił ton. Zadziałał nacisk Amerykanów? [OPINIA]

Arek zrozumiał, że na starość grozi mu bieda. Ma do siebie pretensje. „Straciłem 20 lat”

Arek zrozumiał, że na starość grozi mu bieda. Ma do siebie pretensje. „Straciłem 20 lat”

Mają 40 lat i orientują się, że to ostatnia chwila na oszczędzanie. „Za dużo szło na pierdoły”

Mają 40 lat i orientują się, że to ostatnia chwila na oszczędzanie. „Za dużo szło na pierdoły”

Znany ginekolog: to ja jestem pro-life, to ja ratuję kobiety, a nie Kaja Godek

Znany ginekolog: to ja jestem pro-life, to ja ratuję kobiety, a nie Kaja Godek

Żyli razem krótko i nieszczęśliwie. Trudna miłość w międzynarodowych parach

Żyli razem krótko i nieszczęśliwie. Trudna miłość w międzynarodowych parach

Tu kultura jest codziennością. Bielsko-Biała może być wzorem dla reszty Polski

Tu kultura jest codziennością. Bielsko-Biała może być wzorem dla reszty Polski

Amerykański historyk: Jelcyn chciał do NATO, Putin planował rewanż

Amerykański historyk: Jelcyn chciał do NATO, Putin planował rewanż

Add A Comment

Leave A Reply Cancel Reply

Wybór Redaktora

Wielka akcja USA. Tankowiec przewoził nielegalną ropę, wysłano żołnierzy

Wielka akcja USA. Tankowiec przewoził nielegalną ropę, wysłano żołnierzy

15 lutego, 2026
Pogoda. Ponad 20 stopni mrozu. Alerty IMGW dla dziewięciu województw

Pogoda. Ponad 20 stopni mrozu. Alerty IMGW dla dziewięciu województw

15 lutego, 2026
Zgrzyt na linii Rosja – Azerbejdżan. Bliski sojusznik oskarża Moskwę

Zgrzyt na linii Rosja – Azerbejdżan. Bliski sojusznik oskarża Moskwę

15 lutego, 2026
Kamil Stoch o Kacprze Tomasiaku. Te słowa chwytają za gardło – Włochy 2026 – Zimowe Igrzyska Olimpijskie 2026 – Sport Wprost

Kamil Stoch o Kacprze Tomasiaku. Te słowa chwytają za gardło – Włochy 2026 – Zimowe Igrzyska Olimpijskie 2026 – Sport Wprost

15 lutego, 2026

Najnowsze Wiadomości

PIT 2025. Miliony Polaków popełnia ten błąd – Biznes Wprost

PIT 2025. Miliony Polaków popełnia ten błąd – Biznes Wprost

15 lutego, 2026
Norwegia. Awaryjne lądowanie samolotu SAS. Na pokładzie pojawił się dym

Norwegia. Awaryjne lądowanie samolotu SAS. Na pokładzie pojawił się dym

15 lutego, 2026
Karol Nawrocki wspomniał o Waldemarze Żurku. Nazwał go „prawnym terrorystą”

Karol Nawrocki wspomniał o Waldemarze Żurku. Nazwał go „prawnym terrorystą”

15 lutego, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
© 2026 Razy Dzisiaj. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.