Polskie startupy pozyskały w pierwszym półroczu 2026 roku 4,6 mld zł. To rekordowy wynik, ale za liczbami kryje się problem: większość transakcji dotyczy najwcześniejszego etapu rozwoju firm. Młodzi founderzy mają pomysły, coraz lepsze narzędzia i dostęp do kapitału. Nadal potrzebują jednak wiedzy, kontaktów i ludzi, którzy pomogą im przejść od pomysłu do pierwszego klienta. PARP Future Camp w Rynie został zaprojektowany właśnie wokół tego problemu.

Jeszcze kilka lat temu, żeby zacząć budować startup technologiczny, trzeba było przede wszystkim mieć pieniądze i zespół programistów.

Dzisiaj sytuacja wygląda zupełnie inaczej.

Sztuczna inteligencja pozwala szybko stworzyć prototyp. Narzędzia dostępne dla początkujących przedsiębiorców są znacznie tańsze i łatwiejsze w obsłudze. Coraz więcej jest też funduszy i programów, które mają finansować młode firmy.

Co zrobić, kiedy ma się pomysł, ale nie wiadomo jeszcze, jak zamienić go w biznes? To właśnie na tym etapie wiele projektów zatrzymuje się, zanim na dobre wystartuje.

Rekordowe pieniądze na polskim rynku

Liczby pokazują, że polski rynek startupowy jest dziś w zupełnie innym miejscu niż kilka lat temu.

W pierwszym półroczu 2026 roku startupy z Polski pozyskały 4,6 mld zł. To więcej niż w dotychczasowych rekordowych całych latach. Dużą część tej kwoty wygenerowały dwie ogromne rundy, ICEYE i ElevenLabs, które łącznie pozyskały 3,7 mld zł.

Ale jest też druga liczba.

77 proc. transakcji w drugim kwartale stanowiły rundy seed i pre-seed. Oznacza to, że ogromna część aktywności rynku nadal koncentruje się na firmach, które dopiero zaczynają. Największe wyzwanie nie polega więc wyłącznie na znalezieniu pieniędzy.

Chodzi o to, żeby przejść kolejne etapy: znaleźć klienta, zbudować zespół, przygotować produkt, zdobyć inwestora i zacząć skalować biznes.

Z badań PARP wynika, że 72 proc. przedsiębiorców wskazuje finansowanie jako główną potrzebę, a 53 proc. potrzebuje wsparcia w relacjach z inwestorami.

Przedsiębiorca musi nie tylko mieć pomysł, ale również wiedzieć, do kogo z nim pójść.

Zamiast kolejnej konferencji: camp

Na ten problem odpowiedzią ma być PARP Future Camp. Wydarzenie odbyło się 24 i 25 sierpnia w Rynie. Uczestnikami były osoby w wieku 18–30 lat – studenci, początkujący founderzy i innowatorzy.

Organizatorzy świadomie zrezygnowali z klasycznego modelu konferencji.

„To nie jest konferencja. Konferencja ma scenę i widownię. My przez dwa dni robimy wszystko, żeby tej granicy nie było” – brzmi jedna z głównych zasad Future Campu.

Dlatego zamiast kilku godzin prezentacji uczestnicy dostali dwa dni pracy, spotkań i eksperymentowania. W Rynie spotkali się z founderami, inwestorami i ekspertami. Mogli pracować nad własnymi pomysłami, budować prototypy, ćwiczyć prezentacje i poznawać ludzi, którzy mogą pomóc im w kolejnych etapach rozwoju.

Najpierw człowiek, potem inwestor

Jedną z najważniejszych kompetencji, nad którymi pracowali uczestnicy, był pitching. Brzmi prosto: trzeba opowiedzieć o swoim startupie. W praktyce właśnie na tym etapie wiele projektów ma problem.

Na początku działalności inwestor często nie ma jeszcze do dyspozycji wieloletnich wyników firmy. Nie ma stabilnych przychodów ani setek tysięcy klientów. Ma przede wszystkim foundera i jego pomysł. Dlatego liczy się sposób myślenia, umiejętność odpowiadania na pytania i przekonania innych, że warto dać projektowi szansę.

„Pomysł, którego nie umiesz opowiedzieć, nie istnieje. Inwestor nie kupuje technologii, tylko przekonanie, że ty ją dowieziesz” – podkreślają twórcy programu.

Był jedną z jego podstaw. Uczestnicy pracowali także nad modelem biznesowym, definiowaniem odbiorcy, lean startupem, wystąpieniami publicznymi, marką osobistą i pozyskiwaniem kapitału.

Co ciekawe, umiejętność prezentowania pomysłu sprawdzano już podczas rekrutacji. Kandydaci musieli przygotować krótkie nagranie wideo. Liczyła się motywacja i autentyczność, a nie imponujące CV.

AI pozwala budować szybciej

Drugim filarem wydarzenia była sztuczna inteligencja. Nie chodziło jednak o kolejne wykłady o tym, że „AI zmieni świat”. Uczestnicy mieli sprawdzić, co mogą zrobić z AI już teraz.

We Future_Lab zespoły pracowały nad prototypami odpowiadającymi na realne problemy. Nie trzeba było być programistą. Liczył się pomysł i umiejętność pracy w interdyscyplinarnym zespole.

To istotna zmiana w porównaniu z sytuacją sprzed kilku lat. Bariera technologiczna jest niższa. Jedna osoba albo niewielki zespół może dzisiaj sprawdzić pomysł znacznie szybciej i taniej. Ale właśnie dlatego rośnie znaczenie innych umiejętności. Jeśli każdy może szybko zbudować prototyp, przewagą nie będzie już samo jego posiadanie.

Trzeba wiedzieć:

  • jaki problem rozwiązać,
  • dla kogo,
  • dlaczego ktoś miałby za to zapłacić,
  • jak zbudować zespół,
  • jak zdobyć finansowanie,
  • jak wyjść poza polski rynek.

AI skraca drogę od pomysłu do prototypu. Nie skraca jednak drogi do klienta.

Trzy sceny, trzy rodzaje nauki

Program Future Campu został podzielony na trzy części.

Scena Inspiracji to spotkania z founderami i inwestorami. Rozmawiano o sprzedaży, wejściu na rynek, finansowaniu i wykorzystaniu AI. W tej części odbywał się także konkurs PARP Future Challenge, oceniany przez fundusze VC.

Scena Kompetencji była nastawiona na praktyczne umiejętności. Model biznesowy, design thinking, definiowanie odbiorcy, AI, lean startup, pitching, wystąpienia publiczne, marka osobista czy możliwości korzystania z Funduszy Europejskich.

Future_Lab był miejscem eksperymentowania. Zespoły budowały prototypy, a następnie prezentowały efekty swojej pracy.

Wiedza. Umiejętności. Praktyka.

Kontakty.

Najcenniejszy może być numer telefonu

Dla początkującego foundera kontakt do właściwej osoby może być wart więcej niż kolejny kurs. Dlatego networking w Rynie został potraktowany jako część programu, a nie zwykła przerwa na kawę.

W Polsce istnieją wszystkie elementy potrzebne do budowy silnego rynku startupowego: fundusze VC, akceleratory, korporacje, uczelnie, regionalne ośrodki, doświadczeni przedsiębiorcy i młodzi ludzie z pomysłami.

Problem w tym, że nie zawsze się spotykają.

„Polski ekosystem ma wszystko, czego potrzeba, tylko poszczególne części nie znają się nawzajem. Naszą robotą jest posadzić je przy jednym stole” – brzmi jedna z kluczowych idei Future Campu.

Dlatego Ryn też nie był przypadkowy.

Talent jest rozproszony po całej Polsce. Kapitał i kontakty znacznie częściej koncentrują się w kilku największych miastach. Wyjazd poza Warszawę miał tę różnicę zmniejszyć. Przez dwa dni inwestor, founder i student mogli znaleźć się w dokładnie tej samej sytuacji.

Bez własnego biura, bez codziennych obowiązków i bez kolejki maili pomiędzy nimi.

PARP chce być wcześniej

Future Camp jest również elementem szerszej zmiany w sposobie, w jaki PARP chce wspierać przedsiębiorców. Tradycyjny model wyglądał mniej więcej tak: najpierw trzeba było mieć firmę, biznesplan i konkretny projekt, a dopiero później można było szukać wsparcia.

Teraz punkt ciężkości przesuwa się wcześniej.

„Chcemy być dla tych ludzi przewodnikiem, a nie urzędem” – deklarują organizatorzy.

Nowa struktura PARP i filar PARP4startups mają wspierać przedsiębiorców już na etapie pomysłu, z finansowaniem do 2 mln zł. Celem jest skrócenie drogi od pomysłu do pierwszego klienta.

To ważne, bo młody przedsiębiorca nie zawsze potrzebuje na początku wielkiej dotacji. Czasem potrzebuje odpowiedzi na jedno pytanie, czasem właściwego kontaktu, a czasem informacji, że jego pomysł można zrealizować inaczej. Bywa też, że najbardziej potrzebuje po prostukogoś, kto pomoże mu wykonać pierwszy krok.

Z Polski do świata

Największym wyzwaniem dla polskich startupów nie jest już udowodnienie, że mogą powstać.

Powstają. Coraz ważniejsze staje się pytanie, czy potrafią rosnąć. Polskie firmy takie jak ICEYE czy ElevenLabs pokazują, że można budować biznesy o globalnej skali. Ale żeby takie historie zaczęły się powtarzać, potrzebny jest większy obieg doświadczenia i kapitału.

Dobrym przykładem jest Estonia. Sukces Skype’a nie zakończył się na jednej firmie. Ludzie, którzy zdobyli tam doświadczenie, zakładali kolejne startupy i fundusze. W ten sposób jedna historia sukcesu zaczęła generować następne.

Polska dopiero buduje taki mechanizm. Future Camp ma być jednym z miejsc, gdzie można go zacząć tworzyć.

Nie chodzi tylko o dwa dni

Największy test wydarzenia rozpoczyna się po jego zakończeniu.

Uczestnicy mają w ciągu 30 dni wykonać jeden konkretny ruch w swoim projekcie. Nie chodzi o kolejne szkolenie, ale o działanie.

„Wyjdźcie stąd z trzema kontaktami, nie z notatkami” – brzmi jedno z zaleceń dla uczestników.

To dobry sposób, żeby sprawdzić, czy taka formuła ma sens. Bo sukcesu nie da się zmierzyć tylko liczbą uczestników. Ważniejsze będzie, ilu z nich: znajdzie pierwszego klienta, porozmawia z inwestorem, zbuduje zespół, uruchomi prototyp albo po prostu przestanie odkładać swój pomysł na później.

Polska ma dziś dobrą pozycję startową

Rekordowe 4,6 mld zł pokazuje, że kapitału na polskim rynku jest coraz więcej. AI sprawia, że wejście do świata technologii jest łatwiejsze. Coraz więcej młodych ludzi chce budować własne firmy.

PARP próbuje z kolei stworzyć system, który połączy te elementy, od pomysłu, przez kompetencje i finansowanie, po pierwszego klienta i ekspansję zagraniczną. To nie oznacza, że każdy uczestnik Future Campu zostanie kolejnym założycielem globalnej firmy.

I dobrze.

Celem nie jest wyprodukowanie setek startupów za wszelką cenę.

Celem jest stworzenie warunków, w których dobry pomysł ma większą szansę dostać swoją pierwszą prawdziwą szansę.

Bo dzisiaj stworzenie prototypu może zająć jedno popołudnie.

Znalezienie właściwego człowieka, czasem rok. A właśnie tę różnicę Future Camp próbuje skrócić.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version