Sławomir Mentzen podejrzewa, że Krzysztof Bosak dokona rozłamu w Konfederacji. Dlatego postanowił przeciwdziałać. Tak napiętej sytuacji w Konfederacji nie było od momentu jej powstania.
Wbrew pozorom nie są politycznym tandemem. Sławomir Mentzen i Krzysztof Bosak to dwaj bossowie Konfederacji, którzy żyją w odrębnych, często konkurencyjnych światach. Pierwszy wyrósł z partii libertariańskich Janusza Korwin-Mikkego, które notorycznie miały kłopot z przekroczeniem progu wyborczego. Drugi to wierny syn Ruchu Narodowego, który nawiązuje do nacjonalistycznych partii XX-lecia międzywojennego. Narodowcy mieli latami ten sam problem — nie byli w stanie zdobyć poparcia przekraczającego 5 proc., aby wejść do Sejmu.
W 2019 r. Mentzen zaproponował Bosakowi pakt. Z analizy wyników tych wszystkich wyborów, w których obie partie znalazły się pod progiem, wynikało, że nie są dla siebie konkurencją. Tam gdzie mentzenowcy osiągali dobre rezultaty, Ruch Narodowy był słaby — i na odwrót.
Co więcej, z badań wyszło Mentzenowi, że na jego partię głosowali głównie ludzie o narodowo-radykalnych poglądach, co wskazywało na to, że pakt z Ruchem Narodowym zostanie dobrze przyjęty przez elektorat. I był to strzał w dziesiątkę. Szkopuł w tym, że za rozpoznawalnym dziś dla wszystkich wyborców szyldem Konfederacja nadal stoją dwie różne partie, a interesy ich liderów właśnie przestają się sumować.
Bosak chce rządzić. Za wszelką cenę. Mimo wizerunku prawicowego cherubinka ma już 44 lata, jest starszy choćby od prezydenta. Po cichu buduje kompetencje w obszarze obronności, zdając sobie sprawę, że w obecnych, niepewnych czasach to jedna z najskuteczniejszych metod na zyskanie przychylności wyborców. Tak, Bosak chce po wyborach zostać szefem MON, choć nie odmówiłby nominacji do MSZ ani — choć to mniej władzy — fotela marszałka Sejmu. Ma gigantyczne parcie na stanowiska, nie chce kolejnej kadencji spędzić w ławach opozycji, licząc, że na władzę załapie się w okolicach pięćdziesiątki.
Niespełna 40-letni Mentzen też chce rządzić — ale nie za wszelką cenę. Chciałby wejść do rządu jako silny partner i zyskać realny wpływ na jego działania. Jest mniej ideologiczny i bardziej pragmatyczny — w odróżnieniu od Bosaka nie odżegnuje się choćby od koalicji z Platformą.
Pierwsze zniknęło zaufanie. Mentzen podejrzewa, że Bosak dokona rozłamu w Konfederacji, jeśli Kaczyński rzuci mu na stół ministerialną ofertę. Dlatego postanowił przeciwdziałać. Ruszył w objazd po Polsce i lansuje własnych kandydatów w konkretnych okręgach wyborczych, aby to jego ludzie, nie zaś narodowcy Bosaka, zdobyli jak najwięcej mandatów z list Konfederacji. Gra o to, aby mieć zdecydowaną większość w klubie parlamentarnym po wyborach. Im mniej posłów Ruchu Narodowego, tym mniejsza szansa, że Kaczyńskiemu wystarczy do rządzenia pakt z Bosakiem. A jeśli nie wystarczy mu bosakowców, to będzie się musiał dogadać z całą Konfederacją, czyli na warunkach Mentzena.
Tak napiętej sytuacji w Konfederacji nie było od momentu jej powstania. Kilka ostatnich przykładów. Lansowana na gwiazdę formacji europosłanka Ewa Zajączkowska-Hernik po konflikcie z Mentzenem przeszła do formacji Bosaka, sugerując jednocześnie, że w partii pana Sławka dzieją się złe rzeczy. Potem Bosak zaatakował mentzenowca Przemysława Wiplera, który wciągał kasę od Zondacrypto — oświadczył, że w sumie nie ma z gościem nic wspólnego. I najbardziej wyrazisty przykład: atak Mentzena na Bosaka w kluczowych dla niego sprawach obronności.
Teoretycznie Mentzen skrytykował szefa sztabu generalnego gen. Wiesława Kukułę, który karierę zrobił w czasach PiS. „Ten człowiek jest nienormalny, w sensie on nie ma kompetencji, żeby być kapralem. On nigdy niczym tak naprawdę nie dowodził”. Mentzen jednak doskonale wie, że Bosak buduje sobie kontakty wśród generalicji, więc takie dictum musiało go wywołać do odpowiedzi. I odpowiedź nadeszła: „Wypowiedź Sławomira Mentzena nie tylko jest obraźliwa, ale jest niezgodna z prawdą”.
Mentzen tylko na to czekał — walnął w generała mocniej. Nazwał go idiotą, czyli w praktyce za idiotę uznał Bosaka, który broni niekompetentnego szefa sztabu. „Gen. Kukuła potrafi oczarować polityków. Nie wiem, jak to robi, niektórzy mają tego rodzaju moce, np. Nikodem Dyzma” — stwierdził, wyraźnie pijąc do Bosaka, który chce pielęgnować relacje z Kukułą na wypadek nominacji na ministra obrony.
Widać wyraźnie, że na progu kampanii różnice w politycznych planach między Mentzenem a Bosakiem zaczynają od środka rozsadzać Konfederację. Dla jasności — do wyborów nie będzie żadnego rozłamu. Zgodnie z doktryną z 2019 r. nikt nie ma w tym interesu, bo ani mentzenowcy, ani narodowcy samodzielnie nie wejdą do Sejmu. Gra się toczy o to, co będzie już po wyborach.

