To jest kompletnie niepoważne wariactwo — mówią nam przedstawiciele rządu, pytani o wstrzymanie przerzutu amerykańskich żołnierzy do Polski. Oficjalnie zapewniają, że wszystko jest w porządku. Nieoficjalnie opowiadają o niewyobrażalnym bałaganie decyzyjnym w USA. Trudno się dziwić, bo wyjaśnić sprawy nie potrafią nawet amerykańscy dowódcy.

Dowództwo sił lądowych otrzymało z Pentagonu rozkaz zredukowania liczby żołnierzy w Europie. Brygada pancerna właśnie ruszała w drogę do Polski, więc najsensowniejszą decyzją wydawało się zatrzymać ją w Stanach. Tak przed Izbą Reprezentantów tłumaczył sytuację generał Christopher LaNeve, dowódca USA Army. Najprawdopodobniej do Polski trafią teraz żołnierze „przerzuceni” z Niemiec. Amerykanie chcą zmniejszyć liczebność swoich sił w tym kraju, bo Donald Trump obraził się na kanclerza Friedricha Merza.

Generał LaNeve musiał się gęsto tłumaczyć z zatrzymania brygady przed kongresmenami. — Nie wiemy — przyznał w odpowiedzi na pytanie republikańskiego kongresmena Dona Bacona, czy strona polska wiedziała o tej decyzji. Wojskowy nie potrafił też odpowiedzieć na pytanie, czy istnieją plany zastąpienia brygady w Polsce. — Cóż, ja już znam odpowiedź, bo dzwonili do mnie wczoraj. Nie wiedzieli. Zostali zaskoczeni. To jedni z naszych najlepszych sojuszników i nie mieli pojęcia — mówił zirytowany Bacon. Całą sprawę uznał za policzek wymierzony Polsce.

— Oni mają tam niewyobrażalny bałagan, naprawdę trudno jest się zorientować, o co chodzi — słyszymy z otoczenia premiera Tuska.

Wszyscy ministrowie odpowiedzialni za wojsko i służby zapewniają, że nie będzie trwałego problemu. Polska wciąż jest tym krajem, który jest bardzo wysoko na liście sojuszników Stanów Zjednoczonych. Donald Trump przy wielu okazjach powtarzał, że do Polski może trafić jeszcze więcej amerykańskich żołnierzy. Mowy o obcięciu kontyngentu nie było nigdy.

— To jest kompletnie niepoważne wariactwo. Nie da się tak budować sojuszy — mówią nam przedstawiciele rządu.

Oficjalnie nic się nie zmienia. Wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz zapewnia, że na razie nie ma czym się denerwować.

— Wysunięte dowództwo V Korpusu w Poznaniu, dowództwo dywizji w Bolesławcu, bazy logistyczne we Wrocławiu, magazyny w Powidzu, czy bazy lotnicze w Łasku i w Powidzu, batalionowa grupa w Orzyszu, Redzikowo i tarcza antyrakietowa, to trwałe symbole obecności wojsk amerykańskich na polskiej ziemi. Nic w tej sprawie się nie zmienia — zapewnił Kosiniak-Kamysz.

Wicepremier bardzo dba o kontakty z Petem Hegsethem. Jak jednak słyszymy, sekretarz wojny USA nie poinformował naszego wicepremiera o swoich planach. Prawdopodobnie dlatego, że tego planu naprawdę nie było. Decyzja Pentagonu przekazana do dowództwa była nieprecyzyjna, a generał LaNeve razem z generałem Grynkewichem wybrali najprostsze rozwiązanie. Po co wysyłać nowych żołnierzy, jeśli trzeba będzie ich zaraz wycofywać?

— Te decyzje, które państwo obserwujecie, wynikają z decyzji prezydenta Trumpa. Jasno wskazał na zmniejszenie kontyngentu o 5 tys. w Niemczech. Żeby to wykonać, Pentagon podejmuje różnego typu działania. Czasem jedna brygada może być wstrzymana, żeby przyjechała na jej miejsce inna. One dotyczą zmniejszania nie obecności w Polsce, ale u innych partnerów europejskich — tłumaczy minister obrony.

Oczywiście pojawia się pytanie, czy to zamieszanie i decyzja Pentagonu nie ma związku ze słowami Donalda Tuska, który powiedział tydzień temu, że „sprawa jest delikatna” i „nie możemy podbierać (amerykańskich żołnierzy) sąsiadom”. Nasi rozmówcy twierdzą, że nawet jeśli jest coś na rzeczy, to nikt wprost tego nie wyartykułował.

— Może jest to jakiś sygnał, bo takie zamieszanie nie jest standardowe. Na pewno jednak Amerykanie nie będą podejmować ostatecznych decyzji dlatego, że premier coś powiedział — przekonują nasi rozmówcy.

Do tego nie dopuszczą także przedstawiciele prezydenta. Karol Nawrocki doskonale zdaje sobie sprawę, jak wyglądałaby narracyjnie historia o wycofaniu wojsk amerykańskich z Polski. Uderzyłaby głównie w niego i jego skuteczność. Dlatego możemy być pewni, że otoczenie Karola Nawrockiego pociągnęłoby za wszystkie sznurki, żeby do tego nie dopuścić.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version