Trwa trzecia zagraniczna podróż nowego węgierskiego premiera Pétera Magyara. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że kulminacyjnym punktem całego wyjazdu będą rozmowy z przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen. To kluczowe spotkanie zaplanowano na wczesne piątkowe popołudnie.
O co toczy się gra w Brukseli? Stawką jest odblokowanie zamrożonych miliardów euro z unijnych funduszy. Mowa tu przede wszystkim o potężnych środkach z Krajowego Planu Odbudowy (KPO) – to łącznie 10,4 mld euro, na które składa się 6,5 mld euro w formie bezzwrotnych grantów oraz 3,9 mld euro w ramach preferencyjnych pożyczek.
Z tej gigantycznej puli do Budapesztu trafiło dotychczas zaledwie około 900 mln euro w formie zaliczek z programu REPowerEU. Celem tego mechanizmu miało być wsparcie transformacji energetycznej i uniezależnienie Starego Kontynentu od rosyjskich węglowodorów.
Dlaczego Węgry nie pozyskały dotąd większych środków? Odpowiedź jest prosta – gabinet Viktora Orbána nie zrealizował 27 tzw. kamieni milowych, do których sam się zobowiązał.
Węgierski plan odbudowy został zaakceptowany przez Komisję Europejską jako ostatni spośród wszystkich złożonych – w grudniu 2022 r. Obecny rząd nie zapomina również o innych zamrożonych funduszach:
-
ok. 7 mld euro pochodzących z Funduszy Spójności
-
i 16,2 mld euro z mechanizmu SAFE.
Węgry negocjują z UE. Cztery cele Magyara
Przez lata rząd w Budapeszcie symulował działania mające świadczyć o realizacji porozumienia z Unią Europejską. Kolejne rundy negocjacji prowadzili m.in. Tibor Navracsics, minister odpowiedzialny za fundusze europejskie oraz Judit Varga, ówczesna minister sprawiedliwości, a prywatnie w tamtym czasie żona Pétera Magyara, dziś premiera.
Obecnie to właśnie Magyar, wraz ze swoimi ministrami, rozmawia w Brukseli. W skład delegacji weszło czworo ministrów:
-
wicepremier, minister spraw zagranicznych Anita Orbán,
-
minister gospodarki i energii István Kapitány,
-
minister transportu i inwestycji Dávid Vitézy
-
oraz minister finansów András Kármán.
Péter Magyar publicznie zobowiązał się do realizacji czterech głównych celów.
Po pierwsze – wdrożenie skutecznego systemu antykorupcyjnego. Na nagraniu z czwartku, umieszonym w mediach społecznościowych, premier podkreślił, że rozszerzy uprawnienia Urzędu ds. Integralności, powstałego jeszcze za czasów Fideszu. Magyar zaznaczył przy tym: „nie ma żadnych rozbieżności między instytucjami europejskimi a rządem węgierskim co do tego, że należy jak najsurowiej zwalczać wszelkie formy korupcji”. Deklarował również, że niebawem złoży wniosek o przystąpienie Węgier do Prokuratury Europejskiej.
Po drugie – przywrócenie niezależności sądownictwa i organów śledczych, po trzecie – zagwarantowanie wolności prasy i zakończenie państwowego finansowania kampanii propagandowych oraz – po czwarte – przywrócenie wolności akademickiej. Ostatni z tych celów ma zostać osiągnięty poprzez likwidację systemu nadzoru fundacyjnego nad uczelniami – projekt nowelizacji konstytucji w tej sprawie trafił już do parlamentu.
Sam premier podkreślał w wywiadzie dla portalu Telex, że porozumienie z Unią Europejską musi zawierać nowe kamienie milowe. Jego zdaniem część tych, które ustalił rząd Viktora Orbána, straciła na aktualności. Jednocześnie nie podaje bliższych szczegółów dotyczących kolejnych kroków podejmowanych przez jego gabinet.
Warto odnotować, że negocjacje z Brukselą mają również być jednym z argumentów za ultimatum wystosowanym przez Magyara pod adresem prezydenta Tamása Sulyoka. Lider Tiszy domaga się jego dymisji do 31 maja.
W wywiadzie zaznacza, że prezydent mógłby niepotrzebnie wydłużać proces dochodzenia do porozumienia z UE. Chodzi tu nie tyle o weto prezydenckie – to bowiem niezwykle łatwo przełamać zwykłą większością – co o skierowanie aktu prawnego do Trybunału Konstytucyjnego, który w całości został ukształtowany przez poprzednią władzę. Magyar sugeruje, że sąd ten będzie celowo uniemożliwiał szybkie procedowanie ustaw. Zgodnie z prawem ustawodawca musi bowiem dostosować przepisy uznane za niezgodne z konstytucją do wyroku Trybunału.
Trudne negocjacje i różnica zdań
Negocjacja między węgierskim rządem a Unią Europejską idą tak naprawdę wolniej, niż zakładano.
Premier Magyar na konferencji 20 kwietnia mówił, że porozumienie zostanie wypracowane między 15 a 20 maja. Teraz mówi się, że mogłoby zostać podpisane w piątek.
Na te opóźnienia zwróciło uwagę Politico w tekście ze środy pt. „Taniec Brukseli z Węgrami”.
Jak zauważają dziennikarze Politico, Komisja Europejska i rząd w Budapeszcie różnie rozumieją termin „porozumienie polityczne”.
Od pierwszego dnia po wyborach premier sugeruje, że jednym podpisem załatwi wszystkie należne Węgrom pieniądze. Warto podkreślić, że w komunikacji rządu mowa wprost właśnie o „należnych Węgrom pieniądzach”. Stąd też kilkanaście dni temu wiceszef Tiszy, Márk Radnai, poinformował, że Unia Europejska powinna umożliwić Węgrom dostęp do całej puli unijnych środków, tj. ok. 34 mld euro.
Według Politico Komisja rozumie to pojęcie („porozumienie polityczne”) zupełnie inaczej – jako formalne przedłożenie zrewidowanego planu wydatkowania środków z KPO. Dwa źródła w KE poinformowały portal, że w innym wypadku spotkanie skończy się po prostu zrobieniem sobie zdjęć. Według portalu Komisja potrzebowałaby około 2-3 tygodni na ocenę dokumentu. Ten mógłby zostać zatwierdzony przez Kolegium Komisarzy w połowie czerwca, a następnie w połowie lipca przez ministrów finansów UE, czyli gremium, w którym zasiada sam András Kármán.
Rząd Tiszy buduje jednocześnie wrażenie, jakoby wszystkie negocjacje z Brukselą dobiegały końca. Prowadzone były przez rozmaite grupy robocze nie tylko po 12 kwietnia, kiedy TISZA wygrała wybory, ale jeszcze wcześniej, na etapie kampanii wyborczej.
Komisja Europejska rozwiewa jednak wątpliwości co do tego, na jakim etapie są negocjacje. Cytowana za Politico rzeczniczka KE, Paula Pinho, stwierdziła wprost: „rozmowy ledwie się zaczęły”.
Kiedy Węgry miałyby przedstawić zrewidowany plan? Kluczową wskazówką jest depesza Agence Europe z 26 maja. Cytowała ona innego rzecznika Komisji Europejskiej, Macieja Beresteckiego, który zadeklarował:
„Naszym celem jest jak najszybsze sfinalizowanie szczegółów technicznych w perspektywie przedłożenia przez Węgry zrewidowanego planu odbudowy pod koniec maja lub na początku czerwca”.
Konieczność rewizji planu KPO wynika z faktu, że 31 sierpnia to ostateczny termin zakończenia wszystkich projektów i inwestycji realizowanych w ramach Krajowego Planu Odbudowy.
Na przywołanym już nagraniu zamieszczonym w mediach społecznościowych 28 maja Péter Magyar stwierdził, że niezależnie od tego, jakie porozumienie zostanie zawarte w piątek z Komisją Europejską, praca na tym się nie kończy. Podkreślił też, że parlament musi przyjąć niezbędne do uwolnienia środków ustawy, wreszcie wskazał, że KE musi zatwierdzić nowy plan odbudowy. To sugeruje, że świadomość tego, jak Komisja Europejska rozumie termin „porozumienie”, dotarła do węgierskich decydentów.
Zasadnicze pytanie dotyczy tego, na ile pryncypialna w traktowaniu Węgier będzie Bruksela. Czy zwróci uwagę na tzw. lex Orbán, czyli 16. poprawkę do konstytucji wprowadzającą limit kadencji dla premiera – przepis ten ma działać wstecz od 2 maja 1990 r., uniemożliwiając Viktorowi Orbánowi powrót na ten urząd po dwóch pełnych kadencjach. To nie koniec wątpliwości. Czy UE zwróci uwagę na ewentualne kroki dotyczące usunięcia z urzędu prezydenta oraz prezesów Trybunału Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego? Uchwalenie takiej nowelizacji konstytucji w nieodległej przyszłości zapowiedział w tym tygodniu Péter Magyar.
Sam premier twierdzi, że siła jego mandatu uzyskanego w wyborach, a także poparcie społeczne w obecnych sondażach (sięgające 70 proc.), są wystarczającą gwarancją, że tego typu ruchy nie wpłyną na negocjacje z Brukselą.














