-
Przed objęciem stanowiska kanclerza Friedrich Merz był postrzegany jako konkretny i dobrze przygotowany do rządzenia polityk. Rok później notuje spadek poparcia i zmaga się z rozczarowaniem społecznym.
-
Rząd Merza nie radzi sobie z problemami gospodarczymi, napięciami w koalicji i presją rosnącej w siłę AfD. Tymczasem z obietnicy reform niewiele zostało.
-
W polityce zagranicznej Merz stara się odbudowywać pozycję Niemiec i podejmuje działania na rzecz relacji z Polską, lecz krajowe problemy gospodarcze i społeczne pozostają kluczowym wyzwaniem.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Rok po zaprzysiężeniu na urząd kanclerza Friedrich Merz nie ma powodów do świętowania. Nastroje społeczne są nienajlepsze, notowania koalicji niskie, a sam kanclerz mierzy się z rozczarowaniem tych, którzy mieli być jego naturalnym zapleczem politycznym – przedsiębiorców i części wyborców chadecji.
Merz obejmował urząd, obiecując porządek, ożywienie gospodarcze i silniejszą pozycję Niemiec w Europie. Dotychczasowy bilans nie wygląda jednak imponująco, a rząd zamiast śmiałych reform zajmuje się głównie gaszeniem kolejnych pożarów. Za niskimi sondażami stoją konkretne obawy, dotyczące stanu gospodarki, reform społecznych i rosnącej pozycji AfD. Nie bez znaczenia są też tarcia w samej koalicji
Kanclerz miał uspokoić centrowy elektorat, ale samo zwycięstwo wyborcze nie wystarczyło, by odzyskać zaufanie wyborców.
Z ofensywnego gracza trzeba było zrobić szefa rządu
Daniel Goffart, dziennikarz, autor książek i biograf Friedricha Merza, w rozmowie z Interią zwraca uwagę na cechę, która przez lata była jego największą siłą: Merz jest politykiem ofensywy.
– W opozycji czuł się jak napastnik. Atakował ostro, mówił celnie. Dobrze wypadał w debatach i potrafił narzucać ton. Problem zaczął się wtedy, gdy z tej roli trzeba było przejść do rządzenia – mówi nasz rozmówca. – Kanclerz nie może jedynie wygrać w tej czy innej debacie. Musi budować większość, rozmawiać z koalicjantami, uprzedzać opór własnych posłów i przygotowywać grunt pod decyzje, zanim ogłosi je publicznie – dodaje.
Według Goffarta Merz potrzebował kilku miesięcy, by naprawdę zrozumieć tę zmianę. – Na początku zbyt często działał tak, jakby nadal był liderem opozycji. Miał pomysł, formułował go mocno i ruszał do przodu. Tyle że w urzędzie kanclerskim taki styl szybko zderzył się ze ścianą – przekonuje Goffart.
– To jeden z powodów, dla których pierwszy rok wyglądał tak nierówno. Merz potrafił wywołać debatę, ale nie zawsze potrafił doprowadzić ją do końca. Potrafił mocno nazwać problem, ale nie zawsze miał gotową większość, by przeforsować jego rozwiązanie – podsumowuje.
Koalicja bez wielkiej miłości
W niemieckich ocenach kanclerza często powraca zarzut, że Merz już na początku za dużo pola oddał SPD. Chadecja wygrała wybory wyraźniej niż socjaldemokraci, ale układ koalicyjny sprawia wrażenie, jakby słabszy partner miał nieproporcjonalnie duży wpływ na tempo i zakres reform.
SPD – sama osłabiona i nerwowa – boi się dalszego spadku poparcia i blokuje wiele rządowych projektów.
Goffart opisuje ten układ jako relację partnerów, którzy są na siebie skazani, ale nie zawsze sobie ufają. – SPD walczy o własną tożsamość, CDU/CSU o wiarygodność wśród wyborców centrum i prawicy, a Markus Söder, premier Bawarii, regularnie przypomina, że chadecki obóz nie jest monolitem. To, co cementuje koalicję, to głównie obawa przed tym, że przedterminowe wybory mogłyby wzmocnić AfD. Z kolei rząd mniejszościowy to ogromne ryzyko polityczne – tłumaczy ekspert.
Gospodarka: Największa obietnica, największe rozczarowanie
Największe oczekiwania wobec Merza dotyczyły gospodarki. Miał być kanclerzem, który rozumie biznes, przemysł i ludzi zmęczonych niemiecką biurokracją. Miał odblokować inwestycje, uprościć procedury i dać impuls gospodarce, która od lat nie może złapać mocnego oddechu.
Po roku właśnie tu rozczarowanie jest najbardziej widoczne. Przemysł nadal zmaga się z wysokimi kosztami energii, słabym popytem i globalną niepewnością. Firmy słyszą dobre diagnozy, ale czekają na decyzje, które realnie zmienią ich codzienne warunki działania.
Dla zwykłych Niemców to nie jest abstrakcyjny spór o wskaźniki ekonomiczne. Chodzi o miejsca pracy, ceny, stabilność zakładów przemysłowych i poczucie, że Niemcy nadal potrafią zarabiać na swoim modelu gospodarczym. Goffart podkreśla, że kanclerz nie kontroluje wszystkiego.
– Nie może sam ustalać cen energii, nie zatrzyma globalnych wojen handlowych i jedną decyzją nie rozwiąże kryzysu sektora przemysłowego. To, co może jednak zrobić, to przyspieszyć choćby wydawanie pozwoleń czy zmniejszać obciążenia. W rękach rządu leży też reforma systemu socjalnego. Wreszcie kanclerz może pokazać jasny kierunek zmian. Tego wciąż jednak jest za mało – analizuje Goffart.
Pierwszy rok Merza. Co się udało?
Bilans rządów Merza nie jest wyłącznie negatywny. Pokazał choćby większą aktywność w polityce zagranicznej niż Olaf Scholz. W Brukseli chce być obecny, a nie tylko reprezentowany. Stara się też odbudować znaczenie Niemiec w Europie, choć szybko przekonał się, że sama gotowość do przywództwa nie wystarczy. Relacje z Francją pozostają trudne, bo Berlin i Paryż różnią się w sprawach handlu, przemysłu obronnego i finansowania europejskich projektów.
Za swój sukces Merz może uznać twardszą politykę migracyjną: kontrole graniczne, większą presję na ograniczenie nielegalnej migracji i ostrzejszy język w sprawach bezpieczeństwa. Dla części wyborców to dowód, że niemieckie państwo odzyskuje kontrolę w tym obszarze. Nie brakuje jednak krytyków, którzy uważają, że demonstracja siły zastępuje długofalową politykę integracyjną.
Merzowi udało się też wzmocnić pozycję Niemiec w dyskusji o Ukrainie i bezpieczeństwie Europy. Tu jego doświadczenie międzynarodowe, kontakty transatlantyckie i znajomość Brukseli są realnym atutem. Problem w tym, że wyborcy rzadko nagradzają kanclerza za aktywność dyplomatyczną, jeśli w kraju nie widzą poprawy.
Niemcy Merza szukają porozumienia z Polską
Z punktu widzenia Polski ważnym elementem polityki Merza jest zmiana tonu wobec naszego kraju. Berlin coraz rzadziej patrzy na Warszawę jak na trudnego partnera z Europy Środkowej, a coraz częściej jak na państwo, bez którego nie da się poważnie myśleć o bezpieczeństwie kontynentu. To efekt wojny w Ukrainie, rosnącej roli wschodniej flanki NATO i skali polskich wydatków na obronność.
W Warszawie pozytywnie może być odbierane to, że nowy kanclerz szuka wspólnych polsko-niemieckich interesów. Dotyczy to obronności, infrastruktury, energetyki i wsparcia Ukrainy. Niemcy potrzebują Polski jako partnera przy ochronie wschodniej granicy Unii i NATO. Polska zaś potrzebuje Niemiec jako największej gospodarki Europy i państwa, które ma realny wpływ na decyzje w Brukseli.
Nie znaczy to jednak, że relacje są wolne od napięć. Najbardziej widocznym problemem pozostają niemieckie kontrole graniczne. Jak wspomnieliśmy, dla rządu Merza są elementem polityki bezpieczeństwa i odpowiedzią na presję migracyjną. Dla Polski oznaczają jednak utrudnienia dla ludzi i firm oraz podają w wątpliwość przyszłość swobody podróżowania w strefie Schengen.
W tle pozostaje historia. Merz nie otwiera drzwi do formalnych reparacji, ale Berlin próbuje przesuwać akcent w stronę pamięci, symbolicznych gestów i pomocy dla żyjących ofiar niemieckich zbrodni.
Merz z bliska: rozmowny, ale czasem zbyt pewny siebie
Z moich rozmów z Friedrichem Merzem jeszcze sprzed czasów, gdy został kanclerzem, wyłaniał się polityk znacznie bardziej komunikatywny, niż wynikałoby to z jego publicznego, często chłodnego, wizerunku.
W kontaktach z dziennikarzami potrafił być otwarty, zainteresowany rozmową i wyraźnie bardziej dostępny niż Scholz, który słynął z powściągliwości i kontrolowania każdego słowa.
Było to widać także w kampanii wyborczej. Merz był wtedy skoncentrowany przede wszystkim na niemieckich mediach. Mimo że biegał z jednego występu na drugi, potrafił zatrzymać się na chwilę, podać rękę, zapytać, czy wszystko w porządku. Albo po prostu przywitać się i pobiec dalej.
Dobrze czuł się zwłaszcza wtedy, gdy rozmowa schodziła na gospodarkę i relacje transatlantyckie. W tych tematach nie sprawiał wrażenia polityka ograniczającego się do ogólnych formułek, lecz człowieka, który zna mechanizmy biznesu, rozumie Amerykę i potrafi łączyć interesy firm oraz państwa. To był ten Merz, który wielu ludziom w niemieckiej gospodarce dawał nadzieję – konkretny, szybki, dobrze przygotowany.
Jest jednak druga strona tej pewności siebie. Podczas jednej z ostatnich rozmów zapytałem go, czy nie obawia się rosnącej w siłę AfD. Merz bagatelizował wtedy problem. Przekonywał, że to efekt przejściowy, że Niemcy już podobne zjawiska widziały i że ten wzrost da się zatrzymać.
Dziś widać, że to nie była tylko chwilowa zmiana nastrojów. AfD stała się trwałym wyzwaniem dla niemieckiej polityki, a dla Merza – jednym z najpoważniejszych testów jego przywództwa.
Czas wymówek się kończy
Merz nie jest politykiem gryzącym się w język. Mówi ostro, czasem prowokacyjnie, nie ucieka od tematów migracji, bezpieczeństwa czy problemów w szkołach. Dla jednych to powiem świeżego powietrza. Dla innych – styl chłodny, twardy i zbyt mało empatyczny.
Goffart zwraca uwagę, że kanclerz ma szczególny problem z kobietami. Nie chodzi tylko o jego pojedyncze wypowiedzi, ale o całokształt – jako polityk konserwatywny, pewny siebie, zdyscyplinowany, kojarzony przez część wyborczyń z dawnym modelem władzy. Tego nie da się łatwo zmienić, bo Merz ma 70 lat i jest politykiem ukształtowanym przez poprzednie dekady.
Po roku Friedrich Merz nie jest politykiem przegranym, ale nie jest też kanclerzem spełnionej obietnicy. Jego największą słabością nie jest brak wiedzy ani brak energii, lecz trudność w przekuciu politycznego temperamentu w stabilne rządzenie. W opozycji wystarczyło mocno uderzyć. W urzędzie kanclerskim trzeba jeszcze doprowadzić sprawę do końca.
Jeśli gospodarka nie ruszy z miejsca, reformy utkną, a koalicja dalej będzie wyglądała jak związek ludzi skazanych na siebie, rocznicowe rozczarowanie może zamienić się w coś groźniejszego: przekonanie, że centrum niemieckiej polityki nie potrafi już skutecznie rządzić.
Z Berlina dla Interii Tomasz Lejman













