Im bardziej intensywny czujemy niepokój, tym możemy mieć większą tendencję do szukania zapewnień, wielokrotnego sprawdzania, ciągłego szukania informacji, sporządzania drobiazgowych list rzeczy do zrobienia czy osobistego angażowania się we wszystko. Jak nie stać się więźniem takich zachowań?
Dlaczego nasze zastanawianie się: „A co, jeśli..?” musi zawsze kończyć się katastroficznie? Dlaczego tak rzadko zadajemy sobie pytania w stylu: „A co, jeśli będzie to jeden z piękniejszych/ważniejszych dni w moim życiu?”, „Co, jeśli przydarzy się dzisiaj coś miłego?”, „A jeśli uda mi się dzisiaj kogoś uszczęśliwić?”, „Co, jeśli uda mi się dziś spojrzeć na świat z nowej perspektywy?”?
Już w kioskach! Najnowszy Newsweek Psychologia Dziecka
Foto: Materiały prasowe
Jasne, ostrożność w życiu jest ważna, ale co z radością i zabawą? Gdy wszystko jest dokładnie przemyślane i przeanalizowane, faktycznie może działać sprawniej. Jednak gdy potrzeba kontroli staje się głównym wątkiem naszego życia, czy nie grozi to ciągłym napięciem, nudą i szarzyzną? Przewidywanie możliwych czarnych scenariuszy zazwyczaj je mnoży. Zrobienie trochę miejsca na niepewność może do naszej codzienności wnieść kolory i dodać do niej nowe smaki. Paradoksalnie może wnieść do naszego życia również więcej spokoju.
Zalety niepewności
Ci, którzy pamiętają swoje dzieciństwo, być może potrafią przywołać uczucia, jakie towarzyszyły im w grudniu, w oczekiwaniu na nadchodzące święta, na Gwiazdkę i na prezenty, jakie przyniesie im św. Mikołaj. Możliwe, że czasem kończyło się to zawodem, ale zapewne były też prezenty, których widok i obecność cieszyły całym sercem. Czy nie na tym polega urok niespodzianek?
Jeśli ktoś urodził się w latach 80. XX w. lub wcześniej, ma szansę pamiętać czasy analogowych technologii. Należy też do ostatnich pokoleń, które doświadczyły życia bez internetu w dzieciństwie i wczesnej młodości — bez dobrodziejstw łatwego dostępu do informacji — za pomocą jednego kliknięcia. Ktoś taki zapewne pamięta czekanie na listy czy na kolejny film z ulubionym aktorem albo podróże do miejsc wcześniej niezweryfikowanych opiniami innych. Tym doświadczeniom towarzyszyła często ekscytacja wynikająca z oczekiwania i niewiedzy.
Doświadczanie niepewności nie musi eliminować starań ani oznaczać zawsze zdania się na los. Można przygotowywać się do egzaminu lub organizować przyjęcie, nie wiedząc, jak nam pójdzie. Czy satysfakcja z zaliczonego egzaminu byłaby taka sama, gdyby był on jedynie formalnością? Czy nie cieszy widok zaskoczonych mile gości?
Czy uczucie ciekawości, otwartości na nowe doświadczenia nie zawiera w sobie pewnej tolerancji niepewności? Kiedy zostałyby odkryte „nowe lądy”, gdyby wszyscy ludzie w XV w. byli pewni, że świat składa się z trzech kontynentów, jest płaski i kończy się otchłanią?
Dlaczego więc tak bardzo nie lubimy niepewności i się tym stanem martwimy?
Radar na zagrożenia
Zakładamy, że w nieznanym czeka na nas niebezpieczeństwo. Chcemy przewidzieć, zaplanować przyszłość, przygotować się na trudne, a może nawet najgorsze scenariusze. Ile razy w życiu przewidywaliśmy, że coś pójdzie nie tak, a jednak los zaskoczył nas pozytywnie? A mimo to nie wyciągamy z tego wniosków. Czy trudno nam to odtworzyć, bo nasz umysł uznał dany przypadek za nieistotny wyjątek od reguły, niewart zapisywania? Bardziej prawdopodobne jest raczej to, że pamiętamy złe doświadczenia. Jesteśmy zaprogramowani, aby dostrzegać potencjalne zagrożenia, ponieważ kiedyś to sprzyjało przeżyciu. Pamiętanie o nich pomaga je przewidywać. Gdyby nasi praprzodkowie byli optymistycznymi marzycielami, bujającymi w chmurach, mogliby nie przeżyć wystarczająco długo, aby dochować się potomstwa. To dlatego psychologiczne badania wykazują, że wśród uśmiechniętych twarzy szybciej rozpoznajemy tę, na której króluje złość, niż znajdujemy zadowoloną wśród tych, które wyrażają gniew — mimo że nie jesteśmy tego świadomi. Ewolucyjną mądrością jest szybkie dostrzeganie niebezpieczeństwa. Nasz umysł potrafi także je przewidzieć, stąd jego tendencja do analizowania.
Przemyślenie spraw a martwienie się nimi dzieli cienka linia. Dlatego możemy uważać, że martwienie się pomaga rozwiązywać problemy. Że motywuje, jest przejawem odpowiedzialności, chroni przed negatywnymi konsekwencjami, bo pomaga przewidzieć przyszłość. Czasem jednak spekulowane wersje wydarzeń zyskują rangę przewidywań wysoko prawdopodobnych. Przykładowo — martwienie się o finanse i odkładanie na czarną godzinę może świadczyć o nas pozytywnie, motywować do większej pracy i/lub mniejszych wydatków oraz pomagać łatwiej przeżyć np. ewentualny okres bezrobocia, ponieważ zgromadziliśmy oszczędności. Jednak gdy zamartwiania się finansami i możliwymi problemami jest zbyt dużo, potencjalne zagrożenia mogą stać się nieodzowną czyhającą wersją przyszłości („na pewno stanie się coś złego i trzeba być przygotowanym”).
Im bardziej intensywny czujemy niepokój, tym możemy mieć większą tendencję do szukania zapewnień (konsultowanie z wieloma osobami, czy warto kupować np. nowszy samochód, kiedy ten, który mamy, jeszcze jeździ), wielokrotnego sprawdzania (np. pracy, którą wykonujemy, czy nie popełniamy błędów, abyśmy nie zostali zwolnieni), ciągłego szukania informacji (nieustanne czytanie o sytuacji gospodarczej i opinii różnych ekspertów w celu przewidzenia np. wysokiej inflacji), sporządzania drobiazgowych list rzeczy do zrobienia (aby nie zapomnieć o czymś, co może skutkować np. zwolnieniem), robienia wszystkiego samodzielnie (aby być pewnym, że praca zostanie wykonana dobrze, a jeśli jest się członkiem zespołu, można także robić rzeczy za innych w tym samym celu). W tych zachowaniach nie ma nic złego. Możemy jednak stać się ich więźniami, jeśli służą jedynie zdobyciu pewności. Dodatkowo patrzenie na świat jedynie z tej perspektywy może zniekształcić jego wizerunek.
Bo czy z poczucia pewności wynikają tylko korzyści? Czy może ono nam też coś odbierać?
Ciekawość niepewności
Psychologowie i badacze Robichaud i Dugas w książce „Zaburzenie lękowe uogólnione. Przewodnik praktyka” piszą, że różnimy się tolerancją na niepewność. Niektórzy z nas „mają na nią alergię” — już niewielka jej doza wywołuje u nich silne i nieprzyjemne reakcje. Lęk przed niepewnością prowadzi u takich osób do zbyt wielu zmartwień i nadmiernego niepokoju. Na szczęście są sposoby na odczulanie tej „alergii”.
Gdyby niepewność porównać do trzęsącego się z nerwów źrebaczka, to chcąc go oswoić, trzeba by robić to powoli i stopniowo. Mądrym zachowaniem byłoby podchodzenie do niego małymi krokami, zbliżając się ostrożnie, wyciągając rękę, dotykając, głaszcząc, aby w końcu przytulać się do niego i bawić się z nim. Zbytni pośpiech mógłby sprawić, że „zwierzątko” albo uciekłoby ze strachu, albo zaczęłoby wierzgać. Tak więc nasze oswajanie niepewności powinno odbywać się w tzw. oknie tolerancji. Oznacza to, że powinniśmy robić tylko tyle, ile jesteśmy w stanie znieść, wychodząc jednak ze swojej strefy komfortu, czyli z tego, co jest dla nas łatwe i oczywiste.
Autorzy poradnika zachęcają do eksperymentów. Jeśli należymy do osób potrzebujących wszystko planować, możemy np. zacząć od tego, że pójdziemy do pracy inną drogą lub zrezygnujemy z zaglądania do telefonu przez pół godziny, godzinę, a może nawet przez cały dzień albo weekend. Tylko ryzykując, możemy się przekonać, że nie wydarzy się katastrofa. A nawet jeśli zdarzy się coś nieprzyjemnego (np. kolega będzie miał do nas pretensje, że nie odpisaliśmy), to mamy okazję doświadczyć, że umiemy poradzić sobie z różnymi sytuacjami (np. zadzwonić i wyjaśnić, że brak odpowiedzi nie wynika z braku sympatii, ale potrzeby czasu dla siebie i wyłączenia komórki na weekend).
Może to pomóc nam zmienić postrzeganie nowych, nieprzewidywalnych sytuacji z niebezpiecznych na stwarzające nowe szanse (dostrzeżenie pięknych miejsc podczas podróży inną drogą niż dotychczas; doświadczenie, że jesteśmy nadal lubiani, mimo że nie zawsze zadowalamy innych). A ponieważ nasze życie generalnie pełne jest nieznanego, taka nauka spontanicznego reagowania na nowe sytuacje może sprawić, że stanie się ono przyjemniejsze. Po co płynąć naprzeciw falom, wydatkując energię na zmaganie się z niepewnością, kiedy można się na nich unosić i reagować spontanicznie na nowe sytuacje? Jeśli zdecydujemy się na trening mierzenia się z nieznanym, może on podnieść naszą wiarę w siebie. Doświadczanie sytuacji bez nadmiernego przygotowania potrafi pokazać nam, że jakoś sobie radzimy, a katastrofy nie nadchodzą. Ćwiczenie buduje umiejętności i sprawia, że kolejne wyzwania stają się łatwiejsze. Przede wszystkim, jednak gdy już zobaczymy, że nieprzewidywalne nie musi być zagrażające i niebezpieczne, może dostrzeżemy, że ten świat ma także dużo dobrego do zaproponowania.
Kaja Dwulat — psycholożka, psychoterapeutka poznawczo-behawioralna, superwizorka CBT. Specjalizuje się w terapii schematu (TS) oraz w terapii akceptacji i zaangażowania (ACT). Bliskie są jej nurt oparty na samowspółczuciu (self‑compassion), dialog motywacyjny, a także psychologia pozytywna. Specjalizuje się w leczeniu zaburzeń lękowych, depresji, zaburzeń odżywiania oraz zaburzeń osobowości. Związana ze szkołą psychoterapii Crescentia i Uniwersytetem SWPS

