Nadzieje, że finalne dni prezydentury Donalda Trumpa będą spokojniejsze, bo władza wymyka mu się z rąk, nie spełnią się. Napędzany wizją zemsty, zacznie podpalać, co tylko się da: w Ameryce i nie tylko.
Szaleństwa Trumpa są wyrazem jego desperacji. A zdesperowany Trump będzie gotowy na wszystko.
„Bóg spojrzał na swój raj, który planowal i rzekł: »Potrzebuję opiekuna tego raju«. I dał nam Trumpa” — głosi video zamówione przez Trumpa na konwencję Republikanów przed listopadowymi wyborami połówkowymi.
Trump chciał być nie tylko najważniejszym człowiekiem na świecie. Chciał być najważniejszym i największym człowiekiem w historii. Zmieniał Amerykę na swoje podobieństwo i całkowicie zmienił jej stosunki z całym światem. Ludzie we własnej partii okazywali mu posłuszeństwo na granicy niewolnictwa. Europa przed nim drżała, bo każdy jego kaprys mógł jej przynieść katastrofę. Wypowiadał wojny, które mogły być tylko zwycięskie. Jego władza wydawała się bez granic. Był jak Putin na sterydach — każdego dnia coraz bardziej znienawidzony przez świat za decyzje, które podejmował. A ta nienawiść dowodziła, jak bardzo jest potężny.
Tego Trumpa już nie ma. To człowiek każdego dnia coraz bardziej upokarzany przez Iran w wojnie, której nie powinien był zaczynać. Człowiek, który ma najgorsze notowania w drugiej kadencji spośród wszystkich amerykańskich prezydentów w najnowszej historii — pomijając Nixona po Watergate. Stał się tak niepopularny, że część republikańskich kandydatów w listopadowych wyborach śródokresowych uznała, że dystansowanie się od Trumpa jest jedynym sposobem na uniknięcie porażki.
— Największym obciążeniem w amerykańskiej polityce jest obecnie Donald Trump. Jest nieudolnym przywódcą, który pociąga swoją partię ku porażce — mówił Ken Martin, przewodniczący Krajowego Komitetu Partii Demokratycznej.
Trump na innej planecie
Trump nie ma żadnego wyjścia z wojny z Iranem. Wielokrotnie groził eskalacją — i za każdym razem Teheran demaskował jego blef. Z najnowszych raportów amerykańskiego wywiadu wynika, że Iran ma coraz lepsze rozeznanie swoich możliwości oraz coraz lepiej rozumie ograniczenia potęgi Stanów Zjednoczonych. Teheran zdaje sobie sprawę, że wojna jest politycznie szkodliwa dla Trumpa i Partii Republikańskiej. Trump i jego ludzie bardzo chcieliby zintensyfikować swe ataki, aby rzucić Teheran na kolana. Ale są konkretne powody, dla których boją się to zrobić.
Jednym z nich jest ryzyko rozszerzenia się konfliktu na cały region i perspektywa wielkiego kryzysu energetycznego na świecie. Trump powtarzał doradcom, że obawia się, iż mogłoby to wywołać globalną katastrofę gospodarczą i „zamienić mnie w Hoovera”. Hoover był prezydentem USA po Wielkim Krachu, w czasie najgorszego kryzysu gospodarczego w najnowszej historii.
Skoro Amerykanie nie mają żadnego dobrego rozwiązania, a reżim w Teheranie uznał, że kontynuowanie wojny jest w jego interesie, to może ona potrwać bardzo długo. Jak informował ostatnio „Wall Street Journal” czołowi doradcy Białego Domu omawiali z Trumpem możliwość, że będzie wojna będzie kontynuowana jeszcze po inauguracji nowego prezydenta w styczniu 2029.
Nie chodzi tylko o to, że amerykańscy wyborcy nie popierają tej wojny — dwie trzecie z nich stwierdziło ostatnio w sondażu Reuters/Ipsos, że powinna się ona zakończyć natychmiast. Stracili również zaufanie do zdolności Republikanów w kwestiach gospodarczych. Wojna Trumpa z Iranem powoduje wzrost kosztów życia, a wyborcy domagają się ich obniżenia. Tylko co piąty Amerykanin uważa, że gospodarka w kraju ma się dobrze. Trump wcześniej lekceważył frustrację wyborców związaną z rosnącymi cenami paliwa, mówiąc: — Nawet nie myślę o benzynie.
A kwestię przystępności cen nazywał „mistyfikacją”.
Dziś próbuje wmówić Amerykanom, że już żyją w raju na ziemi. — Mamy najlepszą gospodarkę w naszej historii. Niektórzy jeszcze tego nie dostrzegają, ale wkrótce to zobaczą — grzmiał niedawno. Wielu widzi w tym znak, że Trump utracił swoje populistyczne instynkty, które dwukrotnie pozwoliły mu przejąć władzę. Dawniej przed wszystkimi odczytywał społeczne nastroje i surfował na ich fali. Dziś po prostu zaprzecza rzeczywistości, co sprawia, że wyborcy myślą sobie: „Trump żyje na innej planecie”.
Tak wygląda koniec?
Amerykanie całkowicie stracili zaufanie do Trumpa w dziedzinach, które stanowiły o jego sile — jak właśnie gospodarka oraz imigracja. Poparcie dla prezydenta spadło do rekordowo niskiego poziomu i Republikanie muszą się liczyć z katastrofalnymi wyborami śródokresowymi, w których stracą zarówno Izbę Reprezentantów, jak i Senat. W kwartalnym sondażu dotyczącym przynależności partyjnej 49 proc. respondentów określiło się jako Demokraci lub „osoby sympatyzujące z Demokratami”, podczas gdy zaledwie 39 proc. opowiedziało się za Partią Republikańską i osobami sympatyzującymi z nią.
Ta 10-procentowa przewaga dla jednej z partii jest największa od 2008 r. Jak donosi „Axios” przez dekadę Republikanie godzili się na niemal każde żądanie i pomysł Trumpa — i uzasadniali to twierdzeniem, że jego instynkty okazały się mądrzejsze od ich własnych. Dziś wielu z nich nie ufa już tym przeczuciom. Są przekonani, że Trump błądzi. Jeszcze wiosną kandydaci popierani przez Trumpa wygrywali w prawyborach Partii Republikańskiej. Teraz trend wyraźnie się odwrócił — jego pomazańcy doznają serii dotkliwych porażek.
Jednocześnie sam Trump staje się jeszcze bardziej nieprzewidywalny: sprawia wrażenie jakby miotał się bez celu, na granicy szaleństwa. Jego wypowiedzi są coraz bardziej żenujące i coraz bardziej komiczne. Niemal pod każdym względem wygląda to jak koniec Trumpa. I to powinien być koniec Trumpa.
Niestety Trump nie jest zwykłym politykiem. Nie chodzi nawet o to, że udawało mu się podnieść po ciosach, które dla każdego innego polityka byłyby śmiertelne. — Każdy, kto uważa, że on zamierza się wycofać się w cień, jest albo głupi, albo ma kiepski instynkt polityczny. Pozostanie dominującą postacią polityczną nawet po zakończeniu swojej kadencji. I wszyscy o tym wiedzą — powiedział jeden z jego doradców.
Ludzie Trumpa zawdzięczają mu wszystko. I wierzą w niego, bo mają nadzieję, że nadal będą mogli żyć u jego boku.
Ale nie tylko zausznicy prezydenta tak uważają. Jak pisze słynny publicysta amerykański William Kristol, który z pewnością nie darzy Trumpa żadną sympatią: „Trump nie radzi sobie ze swoimi obowiązkami i stoi na czele upadającej administracji. Pozostaje jednak prezydentem bardzo niebezpiecznym — powiedziałbym, że bardziej niebezpiecznym niż kiedykolwiek. Zdesperowani ludzie robią desperackie rzeczy. Tak więc zdesperowany Trump staje się jeszcze bardziej megalomański niż kiedykolwiek. Jego administracja staje się coraz bardziej radykalna w realizacji swoich autorytarnych projektów. Kiedy »normalni« politycy tracą poparcie, to korygują kurs, próbując naprawić szkody wyrządzone swojej popularności. Nawet zwykli demagodzy dostosowują swoje przesłania. Jednak Trump nie jest już zwykłym demagogiem, a jego administracja w coraz mniejszym stopniu reaguje na normalne ograniczenia polityczne”
I choć wielu Republikanów jest przekonanych, że Trump błądzi, to jednocześnie uważają oni, że sprzeciwianie jego żądaniom jest bezcelowe. Bo on i tak jak zwykle dopnie swego. Nie potrafią go powstrzymać, a nawet nie próbują. — To 80-letni mężczyzna, który zawsze robił wszystko po swojemu — powiedział darczyńca Trumpa. — Zawsze dostaje, czego chce.
Goryl czy Putin
Trump jest samcem alfa i za nic w świecie nie zamierza się wycofywać. Ktoś porównał go do starzejącego się przywódcy stada górskich goryli, który, gdy czuje, że koniec jego władzy jest bliski, coraz częściej sięga po przemoc, aby tę władzę egzekwować. Jest też oczywiście inne podobieństwo — do Władimira Putina, przywódcy, którego Trump podziwia i pod wieloma względami naśladuje. Putin ma zawsze ten sam sposób na wyjście z sytuacji podbramkowej — eskalację.
Nadzieje, że finalne dni prezydentury Trumpa będą spokojniejsze, bo władza wymyka mu się z rąk, nie spełnią się. Napędzany wizją zemsty, zacznie podpalać, co tylko się da: w Ameryce i nie tylko.

