Konstytucję można porównać do systemu operacyjnego państwa. Gdybyśmy nawet na najlepszym komputerze pracowali dalej na Windowsie ’98, to będziemy mieć problem — mówi dr hab. Bartłomiej Biga, postulujący zmianę konstytucji RP.

Bartłomiej Biga: Tak mi się wydaje. Jako społeczeństwo i państwo mamy dziś zupełnie inne cele, niż mieliśmy w 1997 r., gdy powstawała obecna konstytucja. Nie jest to zarzut do jej twórców, po prostu nie mogli nawet przewidzieć wielu kwestii, które dziś stanowią fundamentalne wyzwania dla państwa, np. problemu monopoli cyfrowych.

Konstytucję można porównać do systemu operacyjnego państwa. Gdybyśmy nawet na najlepszym komputerze pracowali dalej na Windowsie 98, to mielibyśmy problem, zbyt wielu aplikacji byśmy nie uruchomili.

— Mają jednak do niego tyle poprawek, że trudno powiedzieć, by była to konstytucja sprzed prawie 240 lat.

— To, jak konstytucja definiuje podział władz, jest oczywiście kluczowe, a w Polsce faktycznie mamy przedziwną pod tym względem konstrukcję władzy wykonawczej. Konstytucje jednak określają nie tylko kompetencje poszczególnych władz w państwie, ale też jego ogólny porządek społeczny i gospodarczy oraz wskazują wartości, na których powinien się on opierać.

— Na przykład w ogóle nie widzi pracy, która nie generuje PKB — przede wszystkim pracy opiekuńczej. Nie chodzi oczywiście o to, by wpisać do konstytucji stawkę godzinową za opiekę nad dziećmi albo osobami starszymi, ale o to, by dostrzec, że taka praca istnieje i ma fundamentalne znaczenie dla funkcjonowania społeczeństwa. Co być może powinno otworzyć dyskusję o jakiejś formie ubezpieczenia społecznego dla wykonujących tę pracę osób.

Kiedy powstawała obecna konstytucja, postrzegaliśmy zagraniczny kapitał jako siłę jednoznacznie pozytywną, dostarczającą nam potrzebnego know-how, inwestycji i miejsc pracy ratujących kraj przed plagą bezrobocia. Dziś zaczynamy słusznie stawiać zagranicznemu kapitałowi, który tu robi interesy, pewne warunki, domagać się bezpieczników dla jego działalności.

— Na największym poziomie ogólności. Weźmy kwestię praw własności. Długo rozumieliśmy ją jako własność ruchomości i nieruchomości, tymczasem coraz bardziej kluczową kwestią staje się prawo do własności danych. Wszystkie skrawki informacji, jakie zostawiamy o sobie, używając internetu, mają wielką wartość rynkową i powinniśmy się zastanowić, na jakich warunkach pozwalamy wielkim firmom technologicznym z nich korzystać.

— Mierzymy się z gigantami o finansowych możliwościach zbliżonych do państwa, Polska jest jednak częścią struktur unijnych i zmiany w naszej ustawie zasadniczej mogłyby być głosem w dyskusji nad wspólnotowymi regulacjami.

Można np. zapisać prawo każdego obywatela do własności danych, które są gromadzone, przetwarzane i monetyzowane — oczywiście konkretne regulacje i sankcje za ich łamanie wprowadzałyby albo polskie ustawy, albo przepisy unijne.

— Zapisów antymonopolowych w związku z ekspansją wielkich platform cyfrowych, które za sprawą efektów skali łatwo mogą tworzyć faktyczne monopole.

Konstytucja powinna uwzględniać, jak podział własności w społeczeństwie jest istotny nie tylko dla sprawiedliwości społecznej, ale także jakości życia obywatelskiego. Dlatego ma nie tylko przeciwdziałać monopolom, ale także chronić drobną własność przed wywłaszczeniem (np. przez konfiskacyjne podatki) oraz chronić przed prywatyzacją dobra wspólne, takie jak woda czy lasy.

— Nie chodzi o to, by zakazać progresji albo nawet podatków majątkowych, tylko by ustrzec obywateli przed sytuacją, gdy podatek dochodowy — np. przez wprowadzenie stawki na poziomie 90 proc., jak czasem postuluje część lewicowych środowisk — ma charakter konfiskacyjny. Albo gdy podatek katastralny zmusza wdowę do sprzedaży domu o wysokiej wartości, w którym spędziła całe dorosłe życie.

To ważne, bo rozproszona własność prywatna jest siłą państwa. Ludzie, którzy mają własność, są bardziej gotowi do obrony państwa, nie czują się wyłącznie jego petentami czy klientami. Taka własność jest dziś podmywana przez nową ekonomię, w której coraz częściej jesteśmy tylko użytkownikami, a nie właścicielami różnych dóbr. To ma swoje liczne zalety, ale niesie też ryzyka, których państwo powinno być świadome i nie powinno ich zwiększać, np. przez wywłaszczające podatki.

— Po pierwsze dlatego, że mamy wspaniałe dziedzictwo Solidarności, które mogłoby być podstawą polskiego soft power w polityce międzynarodowej. Po drugie, pojęcie „społecznej gospodarki rynkowej”, choć ma dość jasne osadzenie w tradycji powojennej gospodarki niemieckiej, to w polskich warunkach funkcjonowało jako wydmuszka, którą każdy mógł wypełnić swoją treścią.

Dziś konstytucja w ogóle nie definiuje tego, czym jest państwo, jakim właściwie celom ma ono służyć, jak ma służyć obywatelom i ich dobremu życiu.

— Polaryzacja jest wielkim problemem, ale wszyscy możemy się zgodzić co do tego, że państwo powinno nam zapewnić wielowymiarowe bezpieczeństwo, nie tylko od rakiet, ale rozumiane jako odporność całego społeczeństwa. Wszyscy jesteśmy też chyba zgodni, że potrzebujemy w państwie jakiejś zasady sprawiedliwości. Po trzecie, potrzebujemy ochrony mechanizmu rynkowego — to znów coś, na co zgodzi się nawet lewica. Wreszcie po czwarte, każdy zgodzi się z tym, że państwo powinno wspierać obywateli w podnoszeniu jakości ich życia i w rozwoju.

Co oznacza, że państwo powinno dbać nie tylko o równość szans, ale też o to, by na różnych etapach życia obywatel miał szansę, by się podnieść po złych wyborach, jakich mógłby dokonać. Czyli że powinniśmy inaczej zacząć myśleć o polityce społecznej, np. redefiniując prawo do edukacji, tak by obejmowało ono edukację przez całe życie.

— To jest pewna tradycja myślenia o konstytucji jako najbardziej podstawowej instrukcji obsługi państwa, zostawiająca rządzącym swobodę co do tego, w jakich celach używać opisanych w niej mechanizmów.

Spójrzmy jednak na często przywoływany przez zwolenników takiego myślenia przykład amerykański. To początkowo była bardzo mocno ustrojowa konstytucja. Okazało się jednak, że jej zapisy wymagają uzupełnień. Bardzo szybko przyjęto poprawki gwarantujące prawo do wolności słowa i sumienia, posiadania broni, procesu przed ławą przysięgłych. Na poziomie konstytucyjnym zniesiono niewolnictwo i zagwarantowano obywatelstwo wszystkim Afroamerykanom urodzonym na terytorium Stanów.

— Każdy prawnik panu powie, że argument odwołujący się wyłącznie do zapisu konstytucji nie jest szczególnie mocną podstawą prawną. Sądy na ogół kwestionują takie roszczenia, domagając się konkretnych ustawowych zapisów. Takie zapisy jednak mogą się stać podstawą dla dobrego ustawodawstwa wspierającego dostępną cenowo edukację dla dorosłych — czy to w postaci studiów podyplomowych, czy uniwersytetów trzeciego wieku.

Artykuły 2 — „Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej” — i 20 — mówiący o „społecznej gospodarce rynkowej” — w obecnej konstytucji działały jednak jako ograniczenie dla najbardziej wolnorynkowych pomysłów. Społeczne zapisy obecnej konstytucji wymuszały czasem na władzach działania, do których różne rządy niekoniecznie miały ochotę. Na przykład zapisy nakładające na władzę prowadzenie polityki „sprzyjającej zaspokojeniu potrzeb mieszkaniowych” z art. 75 ograniczały możliwości wprowadzenia łatwej eksmisji na bruk. Podobnie jak zapisy z art. 70 o bezpłatnej nauce w szkołach publicznych uniemożliwiały wprowadzenie pełnej odpłatności za studia wyższe, mimo takich pomysłów.

— Bez efektywnego systemu kontroli — czy to przez odrębny trybunał, czy przez orzecznictwo sądów powszechnych — konstytucja zmienia się w dokument, o którym sobie możemy co najwyżej porozmawiać na seminarium. Każda konstytucja potrzebuje strażnika, dziś w polskim systemie go nie ma, bo tej funkcji nie pełni ani sparaliżowany Trybunał, ani prezydent. Nie mówię tego w tonie zarzutu, tylko stwierdzam fakt, że praktyka czyni z prezydenta nie strażnika konstytucji, ale jednego z uczestników politycznego sporu.

Moim zdaniem z obecnego klinczu wokół Trybunału nie wyjdziemy bez jakiejś formy resetu konstytucyjnego i politycy w końcu będą musieli się zmierzyć z tym problemem. My dystansujemy się trochę od tych czysto ustrojowych kwestii, wskazujemy za to na inne obszary, nad którymi warto się zastanowić, projektując nowy „system operacyjny” dla państwa.

— Nie, nasz projekt jest efektem namysłu szerszego środowiska eksperckiego. Zależy nam, by inicjując dyskusję o wartościach, na jakich mogłaby się opierać nowa konstytucja, czy o ustroju społeczno-gospodarczym, jaki powinna wspierać, podnieść na wyższy poziom debatę o politykach publicznych w Polsce. Tak by istniały w niej inne propozycje na problem wykluczenia transportowego niż obniżenie wieku, w którym można zrobić prawo jazdy. Albo byśmy się zastanowili nad tym, czy w odpowiedzi na niż demograficzny powinniśmy zamykać klasy, czy raczej zmienić rozumienie szkoły — tak by stała się ona centrum lokalnej społeczności, z którego korzystać by mogły po lekcjach także osoby dorosłe.

Demografia i rewolucje technologiczne — od ekonomii platform po sztuczną inteligencję, która może zlikwidować wiele miejsc pracy — tworzą zupełnie nowe wyzwania dla państwa, o których nie mogli mieć pojęcia twórcy ustawy zasadniczej z 1997 r. Warto więc pomyśleć nad tym, jakie konstytucyjne zapisy pozwolą nam się mierzyć z tą nową rzeczywistością.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version