— Złość pełni ważną funkcję ochronną. Wyrażamy ją wobec partnera, a pod spodem ukrywamy dużo bardziej wrażliwych uczuć, poczucie odrzucenia, zagrożenia, nieważności. Łatwiej jest powiedzieć z pełną złości pretensją: „nigdy cię nie ma”, niż wyznać: „tęsknię za tobą”. O tym, jak deeskalować gniew i konflikty i nauczyć się wyrażać te delikatniejsze uczucia — mówi psychoterapeutka Katarzyna Moneta-Spyra.

  • Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”

Katarzyna Moneta-Spyra: W związku miłosnym jest miejsce na wszystkie emocje, niezależnie od tego, czy jest on udany, czy niesatysfakcjonujący. W relacji romantycznej jest miejsce na gniew, na nudę, na frustrację, zniechęcenie, rozczarowanie, na miłość, nadzieję, na cały wachlarz uczuć. Oczywiście jedne są bardziej przyjemne, inne trudniejsze do odczuwania.

— Gniew to emocja pierwotna. Może pojawiać się jako reakcja na zagrożenie rozpadem związku albo utratą siebie w relacji. Wejście w związek może kojarzyć się niektórym z utratą niezależności lub tożsamości. O tym mówi teoria przywiązania.

W polskiej literaturze psychoterapeutycznej rozróżnia się gniew i złość, natomiast w angielskiej mówimy o „anger” i „primary anger” — złości i złości pierwotnej. Pracując z parami w nurcie skoncentrowanym na emocjach, skupiam się właśnie na tym, czy złość jest reaktywna i ochronna (tak bywa najczęściej), czy pierwotna, wynikająca z naruszenia granic.

— To ważne pytanie. Z perspektywy neurobiologii wiemy, że terapie, które koncentrują się na pracy z emocjami, są jednymi z najskuteczniejszych — wpływają nie tylko na sposób myślenia i przeżywania, ale również na procesy zachodzące w mózgu. Dla mnie kluczowe jest, jak partnerzy przeżywają emocje, jak je wyrażają i przede wszystkim, jak je regulują.

Wracając do pani pytania — są dwie odpowiedzi. Po pierwsze, czy ludzie zazwyczaj umieją wyrażać emocje? Niektórzy umieją, mają kontakt z własnymi procesami wewnętrznymi, a inni nie wiedzą, jakie emocje przeżywają, albo nie umieją ich nazwać.

Większość par przychodzących do terapeuty nie czuje się bezpiecznie w swojej relacji. Utknęli w cyklu negatywnych sprzężeń zwrotnych, które zaburzają komunikację. Komunikaty nie są odbierane zgodnie z intencją. Jakby partnerzy nadawali na innych częstotliwościach. To prowadzi do nieporozumień i raniących zachowań.

— Tak, ponieważ nawet jeśli ktoś umie wyrażać emocje, to w swojej relacji romantycznej mógł się nauczyć, że to nie jest bezpieczne. A żeby wyrażać to, co mamy w środku, czyli pokazywać się bezbronnym przed drugą osobą, musi być poczucie bezpieczeństwa. Terapia par stwarza warunki do tego, aby to bezpieczeństwo przywrócić i w konsekwencji swobodnie mówić o uczuciach, potrzebach, nadziejach. Najpierw na sesjach, a później poza gabinetem.

— Więź partnerska jest często najważniejszą więzią przywiązaniową w dorosłości. Gdy jest zagrożona, pojawia się lęk. I stosujemy różne strategie radzenia sobie: jedni eskalują — krzyczą, krytykują, inni deeskalują — wycofują się, przerywają rozmowę.

Niektóre osoby zaczynają nagłaśniać komunikaty, podkręcać emocje: krytykować, domagać się czegoś, unosić głos, wyrażać pretensje. Inne osoby, dokładnie w tej samej sytuacji i z tego samego powodu — lęku przed utratą więzi — emocje będą wyciszać, przykręcać i odłączać się, aby zdezaktywować lęk.

— Tak, będą mówić: „mam dość tej rozmowy”, „przestań krzyczeć, jak się nie uspokoisz, to wychodzę”.

— Każda ze stron okopuje się w swojej strategii. Jedna nagłaśnia komunikaty, aby uzyskać reakcję, a druga coraz bardziej unika konfrontacji, czując się kontrolowana, przytłoczona, zagoniona w kozi róg. Wszystko trwa do momentu, aż ta sytuacja się nie wyczerpie i nie dojdzie do wybuchu, czyli kłótni. Z tego powstaje negatywny cykl sprzężeń zwrotnych, o którym powiedziałam na początku. I zazwyczaj w tym momencie spotykam się z parami w gabinecie. Partnerzy mówią, że czują się w relacji nieważni, niewspierani, niekochani, nieakceptowani, że się nie dogadują.

— Bodziec może być minimalny: przewrócenie oczami, spóźnienie, brak odpowiedzi na telefon.

— Tak, często głębiej kryją się poczucie bycia nieważnym, osamotnienie, brak poczucia bycia docenianym.

Częściej, być może z powodów socjokulturowych, u mężczyzn zabieganie o bliskość jest możliwe jedynie poprzez zabieganie o kontakt fizyczny. Bo trudniej jest im powiedzieć o potrzebach delikatniejszych, np.: chcę być ważny, chcę być doceniony, zależy mi na tobie. I to zabieganie o poczucie bycia kochanym wyraża się poprzez fizyczność. Kiedy tego nie ma, osoba w różny sposób próbuje to otrzymać.

Druga strona może czuć się potraktowana instrumentalnie. Bez rozmowy partnerka nie ma szansy zobaczyć, że ta potrzeba fizycznego kontaktu to wołanie o bliskość. To jest równoważne z powiedzeniem: kocham cię, potrzebuję cię. W terapii tłumaczymy te potrzeby.

— Ta wtórna złość faktycznie ma nas chronić. To jest zbroja. Ona jest okazywana na powierzchni, ale pod spodem człowiek czuje coś innego. Bo łatwiej jest powiedzieć z pełną złości pretensją: „nigdy cię nie ma”, niż wyznać: „tęsknię za tobą”.

Wyrażamy złość, a pod spodem czujemy się zagrożeni, nieważni, odrzuceni. Pod spodem płynie rzeka przywiązania, potrzeb, miłości. Chcemy w terapii pomóc pacjentom zrozumieć tę ochronną, ważną funkcję złości, aby dokopać się do tych bardziej wrażliwych uczuć i je wyrazić w relacji. I co ważne, samą rozmową nic nie zmienimy. Trzeba sobie spojrzeć w oczy i zacząć mówić o delikatniejszych uczuciach. A przedtem zatrzymać wir wzajemnych oskarżeń i deeskalować gniew i konflikty.

— Dlatego, żeby zdeeskalować cykl napędzany złością, pierwszym krokiem jest uświadomienie sobie, że para wpada w pewien automatyczny schemat. Zaczyna się od bodźca — na przykład partnerka przewraca oczami. Druga strona reaguje napięciem w gardle, myśli: „znowu coś jej nie pasuje”, „znowu zrobiłem coś źle”, „nigdy nie jestem wystarczający”. Pojawiają się bezradność i frustracja. Ale zamiast o tym mówić, wycofuje się, żeby nie zaogniać sytuacji. Partnerka zostaje z poczuciem: „znowu jestem sama”, „nie da się z nim porozmawiać”, „co za emocjonalny analfabeta”. Złoszcząc się, idzie za nim z pretensjami — i cykl się zamyka.

Pierwszy ważny krok to zauważyć: „to nas porywa, tańczymy razem ten taniec”. Wtedy staje się jaśniejsze, że emocje obu stron mają sens — w kontekście, w którym się pojawiają. Jedna strona interpretuje sytuację: „wszystko robię źle, nigdy nie jest ze mnie zadowolona”, a druga: „zawsze jestem sama”, „nie mogę się z nim porozumieć”.

Dopiero potem, krok po kroku, zaczynają się odsłaniać głębsze, bardziej wrażliwe uczucia, które leżą pod gniewem: bezradność, lęk przed odrzuceniem, poczucie samotności, pragnienie bycia zaakceptowanym. To właśnie ten proces — rozbrajanie negatywnego cyklu/zatrzymywanie negatywnego cyklu — zajmuje większość czasu w terapii par. Szacuje się, że nawet ok. 60 proc.

— Nie chodzi o perfekcyjne nazwanie emocji, tylko o próbę opowiedzenia, co się dzieje wewnątrz. Często zaczyna się od sygnałów z ciała: ściśnięte gardło, przyspieszone tętno, wypieki na twarzy.

Emocja to proces. Ciało rejestruje doświadczenie jako bezpieczne albo zagrażające, a umysł natychmiast nadaje temu znaczenie. To błyskawiczny mechanizm przetrwania, który działa tak szybko, że trudno czasem go uchwycić. A jednak każda emocja ma sens — robię to, co robię, bo czuję to, co czuję, w konkretnym kontekście.

Dla niektórych osób ciało jest jedyną bramą do emocji. Często to osoby bardzo racjonalne, które nie rozwinęły języka emocji, bo nie było na to przestrzeni w dzieciństwie. Czują gulę w gardle, ale nie wiedzą, że to lęk, smutek czy potrzeba bliskości. Nauczyli się odcinać od emocji, zamiast je rozpoznawać i wyrażać.

— Nie zawsze, ale złość/kłótnia w relacji pokazuje, że ludzie walczą o coś ważnego, że między nimi jest więź. Choć zachowania, które partnerzy prezentują, są trudne, z mojej perspektywy jest nad czym pracować. Złość może być reakcją na mniej jawny lęk o przyszłość relacji. O to, że przestało się być dla kogoś ważnym.

— Ten przykład dotyczy przede wszystkim granic między partnerem a jego rodzicami. Jak dalece człowiek ufa sobie i swoim decyzjom, a na ile pozostaje pod wpływem rodziny i jej opinii? W jakim stopniu jest autonomiczny?

W relację dwojga ludzi różne osoby mogą próbować „ingerować”. W tym przypadku tematem są granice zewnętrzne pary i samodzielność osób ją tworzących.

Ponieważ przywiązanie ma charakter hierarchiczny, pojawia się pytanie: gdzie w tej hierarchii znajduje się partner, a gdzie rodzic? To, kto jest naszym najważniejszym obiektem przywiązania, zmienia się na przestrzeni życia — najpierw są to rodzice, później grupa rówieśnicza, a następnie zazwyczaj partner romantyczny. Przykład, który pani przytoczyła, może sugerować, że w takim przypadku pierwotna więź z rodzicami nadal pozostaje najważniejsza.

— To dobrze, gdy czujemy złość i gniew. Pytanie, czy podejmujemy kroki w kierunku postawienia granic i powiedzenia: to mój wybór, zaufajcie mi, ja też chcę dla siebie dobrze. Jeśli chcecie mnie widywać częściej, to zaakceptujcie to.

— Z pierwszą częścią się zgadzam. Złość jest żywa i więziotwórcza, ale trzeba ją zatrzymać, aby dostać się do tych miłosnych uczuć. Patrząc na parę przez soczewkę przywiązania, kiedy widzę złość, traktuję to jak znak, że ludzie walczą o siebie, o coś ważnego. Jeszcze tego nie widzą i nie wiedzą do końca. O wiele trudniej jest, kiedy para nie reaguje na siebie, nie kłóci się od 10 lat, są cisza, obojętność i rezygnacja. A to jest o krok od odłączenia się. Czyli sytuacji, gdy jedna z osób „odwiązuje” się i partner nie jest już dla niej tą najważniejszą, niezastępowalną osobą. Wówczas terapia par nastawiona na ubezpiecznienie więzi między partnerami nie ma sensu. To jest moment, kiedy może być za późno na ratowanie relacji.

— Zgadza się, obojętności, rezygnacji, braku nadziei.

— Pogarda to jeden z czterech jeźdźców apokalipsy według teorii dr. Johna Gottmana — obok obojętności, krytycyzmu i obronności. To mocna metafora, która do dziś budzi niepokój u pacjentów i terapeutów.

Pogarda, według tego badacza, zwiastuje koniec związku. Osobiście uważam, że sprawa jest o wiele bardziej złożona. Trzeba się przyjrzeć temu uczuciu i sprawdzić, co ono oznacza dla danej osoby. Często pod płaszczykiem pogardy może kryć się na przykład poczucie odrzucenia — tak jak pod złością może być ukryte wołanie o bliskość, miłość i zrozumienie.

Katarzyna Moneta-Spyra — psychoterapeutka, certyfikowana przez ICEEFT superwizorka i trenerka EFT (psychoterapii skoncentrowanej na emocjach). Szkoli i superwizuje psychoterapeutów. Jest autorką publikacji z zakresu EFT. Pracuje z parami, z pacjentami indywidualnymi i rodzinami oraz grupami. Prowadzi Polskie Centrum EFT. Jest współzałożycielką warszawskiego Ośrodka Psychoterapii Spotkanie, gdzie praktykuje klinicznie, oraz sekcji EFT przy Polskim Stowarzyszeniu Integracji Psychoterapii

Anna Podlaska — dziennikarka, absolwentka psychologii (specjalność kliniczna) na Uniwersytecie SWPS w Warszawie. W trakcie drogi zawodowej współpracowała z TVN24, Polsat News, Wirtualną Polską, obecnie związana z „Newsweekiem”

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version