Wielu z nas deklaruje marzenie o troskliwym partnerze lub partnerce. Czasami jednak u kogoś, często pod płaszczykiem troski, pojawia się silna potrzeba kontrolowania. Włączona lokalizacja w telefonie, sekretnie instalowane kamerki w domu i częste telefony w ciągu dnia: „Co robisz, gdzie jesteś?” Tyle że istnieje cienka granica między troską a nadmierną kontrolą. Kiedy nadzór bywa przemocą?

— Rodziców właściwie nigdy nie interesowało, gdzie jestem, czy coś jadłam, jak się czuję i co robię. Popijali codziennie. Nie awanturowali się, po prostu mieli wszystko gdzieś. Zasypiali w fotelach, polegiwali. W moim domu nie było rozmowy, tylko jakieś przypadkowe, urwane zdania. Dlatego Robert tak zachwycił mnie swoją troską; po raz pierwszy czułam, że komuś na mnie zależy. I że ktoś naprawdę o mnie dba — zaczyna opowieść Marta (41 l.).

Poznali się, gdy skończyła 35 lat i właściwie przestała wierzyć w miłość. To znaczy czuła, że inni mogą mieć szczęśliwe związki, ale ona widać nie zasłużyła. Troska była u niej na liście priorytetów najwyżej. — Jeśli ktoś o mnie dba, jeśli się troszczy, to znaczy, że mnie kocha. Proste? Proste — tłumaczy.

Robert od początku chciał wiedzieć, jak ona się czuje, co robi, gdzie jest? Każdego dnia zadawał pytania, zachwycał ją tym. Inni mężczyźni wiecznie mówili o sobie. Z przyjemnością dzieliła się z Robertem informacjami na swój temat. Zadawała mu podobne pytania, ale odpowiadał krótko, zdawkowo. Uznała, że widać nie potrzebuje takiej troski jak ona.

Kilka tygodni temu Marta odkryła z przerażeniem, że w jej telefonie została zainstalowana nieznana aplikacja. Kiedy wpisała w wyszukiwarkę nazwę, straciła na chwilę oddech. To była aplikacja, która przekazywała jej wiadomości także po inny numer. Robert, który często pochylał się nad smartfonem Marty, aby go „usprawnić” (jak sam mówił), wyparł się wszystkiego. Powiedział, że to na pewno serwisanci, którzy naprawiali kiedyś Marcie telefon (gdy zalała go herbatą). Osobiście usunął aplikację.

Jednak Marcie to zdarzenie nie dawało spokoju. Stała się czujna; prześledziła historię czatów z Robertem. Nagle uderzyła ją potężna ilość pytań, które brała latami za troskę. Teraz poczuła, że są kontrolujące, ostre, przekraczające. „Z kim rozmawiasz od godziny?”, „Czy nowy pracownik w twoim biurze ma żonę?”, „Dlaczego spóźniłaś się w piątek, skoro umawialiśmy się na 19?”, „Czemu stoisz pod domem, zamiast dzwonić domofonem, bo nie wzięłaś kluczy?”.

Kiedy Robert wyjechał na weekend do rodziców, powiedziała, że źle się czuje i tym razem nie dołączy. Był zirytowany. Dopytywał, co będzie robiła i czy na pewno zostanie w łóżku przez dwie doby. W sobotę zadzwonił sześć razy, w trybie video, aby sprawdzić, jak ona się czuje (Marty zdaniem upewniał się, czy rzeczywiście siedzi w domu). W niedzielę rano, przed powrotem Roberta, Marta zaprosiła brata z jego synem nastolatkiem. Chciała, aby sprawdzili jej telefon i tym razem także mieszkanie, które wynajmowała z Robertem. Telefon był „czysty”. Ale bratanek już po kwadransie odkrył, że na gzymsie szafek zainstalowano dwie minikamerki, o wielkości naparstka. Jedną w łazience, a drugą w kuchni. Marta wpadła w panikę. Cała trójka opuściła mieszkanie, naradzali się przed budynkiem, co zrobić. Brat uświadomił Marcie, że jest kontrolowana. Czuła to od dawna, ale bała się nazwać. Kiedy Robert wrócił, zadała wprost pytania o kamerki. Wyparł się wszystkiego. Powiedział, że nie ma pojęcia, o czym ona mówi. Kiedy w poniedziałek wróciła z pracy, kamerek nie było. Przestała ufać Robertowi. Coraz bardziej obawia się jego natrętnych pytań o to, co robi, gdzie jest, z kim rozmawia i o której wróci do domu.

Psycholożka, psychoterapeutka i psychotraumatolożka Maja Pisarek często analizuje w gabinecie z pacjentami cienką granicę między troską a kontrolą w relacjach. Słyszy różne historie o tym, jak pozornie niewinne pytania lub działania mogą być odbierane jako naruszanie autonomii.

— Pytanie, które jest wyrazem troski, ale bywa również nadzorem lub bywa odbierane jako kontrola, to choćby: „O której będziesz?”. Różnica leży w intencji osoby, stojącej za pytaniem, oraz w ogólnym kontekście relacji — twierdzi Pisarek. — To, w jaki sposób ktoś odbierze pytanie, wypływa z doświadczeń życiowych. Osoby pochodzące z kontrolujących domów rodzinnych są bardziej wyczulone i mogą odbierać nawet neutralne pytania jako opresyjne. Oprócz pytań o plany, nadzór może objawiać się poprzez sprawdzanie lokalizacji (GPS), instalowanie ukrytych kamer lub monitorowanie aktywności partnera. Możliwości jest dzisiaj wiele.

Nad troską i nadzorem w kontekście technologii pochyla się w badaniach socjolożka i kulturoznawczyni doktorka Sandra Frydrysiak z Uniwersytetu SWPS. Wraz z zespołem naukowym pracowała nad dużym projektem badawczym, obejmującym Polskę, Finlandię, Niemcy, Wielką Brytanię i Czechy. Skupiono się na wpływie społecznym smart technologii w domach, m.in. przeprowadzano wywiady z rodzinami, parami (głównie różnopłciowymi) o dzieleniu się obowiązkami w kontekście smart-technologii. Przy okazji pojawiły się ciekawe wątki: kto wybiera w danym domu konkretną technologię, jak ona jest używana? W jakich celach? Co to zmienia w dynamice relacji?

— Istotny staje się moment, w którym kończy się troska, a zaczyna kontrola — opowiada Sandra Frydrysiak. — Najprostsza odpowiedź to ta, że troska jest konsensualna. I kiedy osoba, która się troszczy, respektuje nasze granice, a my rzeczywiście chcemy tej opieki. Bo nadzór i kontrola przesuwają silnie granice, unieważniając je — podkreśla socjolożka.

Nowym wyzwaniem w związkach stało się codzienne używanie technologii i nadużycia „cyfrowe”. Choćby wtedy, gdy ktoś instaluje kamery i aplikacje, które mają zapewnić bezpieczeństwo domownikom, a one stają się narzędziem kontroli, czasem przemocy. Zazwyczaj technologią domową zajmuje się mężczyzna, partner, ojciec, mąż, stąd może to być nowa forma patriarchalnego nadzoru, zauważa Frydrysiak. To, że ktoś ma niepodzielną władzę nad aplikacjami i technologiami, bywa dla reszty domowników (w tym dla partnerek i partnerów) niebezpieczne. — Jeżeli ktoś steruje aplikacjami do smart-technologii w domach, np. do kamer, ma do nich jedyny dostęp, to czasem mogą się one stać narzędziem inwigilacji, choć w wywiadach badawczych są one przedstawiane jako narzędzie opieki i bezpieczeństwa — opowiada Sandra Frydrysiak. — Oczywiście, jeśli mąż się martwi, że żona nie odbiera i nie odpisuje przez wiele godzin, a mają w domu kamerę, to on może zdalnie sprawdzić, czy kobieta nie zasłabła i czy wszystko w porządku. Tyle że tutaj też pojawia się możliwość przekroczeń… Podobnie bywa z używaniem smartfonów, z podawaniem lokalizacji, ze śledzeniem kogoś za pomocą GPS — dodaje.

— Przykładami przekroczeń i przemocy z użyciem technologii, które znamy z zagranicznych badań, ale i z medialnych doniesień, jest choćby odcinanie wejścia do domu z użyciem „smart” zamka, którym można zdalnie sterować; śledzenie lokalizacji i aktywności za pomocą wielu różnych smart urządzeń czy wykorzystanie kamer domowych do podglądania — mówi badaczka. Odwołując się do szerszej literatury dotyczącej przemocy domowej, to mężczyźni nieproporcjonalnie częściej są jej sprawcami. Nierówny dostęp do aplikacji sterujących technologiami może być z kolei dodatkowym ryzykiem dla kobiet.

Z Tomka (33 l.) żartują wszyscy koledzy z siłowni. „Mamusia dzwoni do syneczka?”, dopytują. Stał się obiektem żartów, od kiedy związał się z Dagmarą (26 l.). Zakochał się w minutę, kiedy tylko ją zobaczył na Instagramie. Przyznaje, że oszalał na jej punkcie, a przez to także ona „robi z nim co chce”. Owszem, ma świadomość, że Dagmara przesadza z kontrolą i wypytywaniem, ale gdy próbuje z nią o tym pogadać, ona natychmiast zaczyna płakać. „Nigdy na nikim mi tak nie zależało, na tym polega miłość”, mówi Dagmara. Jej łzy rozmiękczają mu serce.

Ale rzeczywiście, Dagmara kontroluje Tomka tak, jakby on miał pięć lat, a ona była jego matką. Stąd żarty kolegów. Tomek trenuje pięć razy w tygodniu: biegowo i siłowo. Ma rozpisany precyzyjnie plan treningowy, bardzo się do tego przykłada. Startuje w półmaratonach, zdrowo się odżywia, nie pije alkoholu i nie pali. Na treningach spotyka zwykle zaufaną grupę kilku, kilkunastu kolegów. Nie ma szans, aby nie zadzwoniła do niego wtedy Dagmara. Czasem dzwoni nawet po dwa, trzy razy w ciągu jednego treningu (trwającego minimum godzinę, maksymalnie dwie). Wypytuje Tomka o wszystko: co robi, z kim jest, czy są obok niego inne kobiety, a także kiedy wróci (choć wraca zwykle o tej samej porze, chyba że się zagada z kumplami przy koktajlu białkowym). Koledzy są świadkami tych telefonów i tego, jak on wszystko wyjaśnia, i coraz częściej się tłumaczy. Doradzają, aby Tomek zostawiał telefon w szafce albo nie odbierał. Bez szans. Tomek się zakochał, zaś Dagmara jest z nim wiecznie na łączach, okazując zazdrość i podejrzliwość (czy on jest jej wierny, czy o niej myśli i czy na pewno nadal ją kocha).

W badaniach, nad którymi pracowała Frydrysiak z zespołem, niektórzy mężczyźni również opowiadali, że są kontrolowani przez partnerki. Jeden z respondentów relacjonował, że pracuje zdalnie w domu; partnerka często podglądała go na kamerze domowej, która miała być zainstalowana po to, aby sprawdzać, co robią zwierzaki pod nieobecność pary. On czuł się kontrolowany. — Nie mogłam skonfrontować historii mężczyzny z jego partnerką, bo się rozstali — kwituje socjolożka.

— Jeśli mówimy o technologiach cyfrowych, one nigdy nie będą jednoznacznie „opiekuńcze” lub „kontrolujące”. Najwięcej zależy od tego, kto ich używa, z jakich powodów, itd. Ale skoro dają możliwość kontrolowania bliskich, to mogą zachęcać do nadzoru — wyjaśnia Frydrysiak. W ten sposób osoby, które z natury są kontrolujące, otrzymują dzięki technologiom kolejne rodzaje narzędzi, które im w tym pomagają.

— Oczywiście, powszechna dostępność technologii, w tym lokalizatory i kamery, ułatwia kontrolę, ale nie oznacza to, że należy siebie nawzajem nadzorować i wiecznie sprawdzać. Kiedyś ludzie nie mieli do dyspozycji nawet telefonów stacjonarnych i jakoś wytrzymywali z niewiedzą oraz z lękiem o bliskich. Czasami trzeba więc zmierzyć się z frustracją, związaną z niewiedzą, tak jak w przeszłości ludzie radzili sobie bez współczesnych technologicznych narzędzi — podsumowuje Pisarek.

Bywa, że mężczyźni, którzy wciąż pozostają głównymi użytkownikami aplikacji i technologii, zaczynają zamieniać się w policjantów wobec domowników; choćby poprzez kontrolowanie zużycia prądu. Ich zdaniem chodzi o oszczędność, ale szczegółowe wyliczanie, kto i kiedy zużył jakąś ilość prądu, staje się przemocowe. Ludzie nie zawsze wiedzą o tym, że są sprawdzani. Wierzą, że kamera ma zapewnić bezpieczeństwo przed złodziejami i oczywiście często tak jest. Ale bywa, że poprzez kamery czy zainstalowany w aucie GPS najzwyczajniej w świecie są kontrolowane. Czasami próbuje się zrzucić winę na kogoś, kto nie zna technologii lub nie ma pojęcia o tym, jak jest używana. — Mnie razi podejście, w którym mówi się, że „jak się nie znasz, to twoja wina” i gdy troska staje się kontrolą. Mam wrażenie, że to obwinianie ofiar. Winny zawsze jest ten, kto stosuje przemoc — dodaje Frydrysiak.

Jak reagować na kontrolę ze strony partnera czy partnerki, szczególnie jeśli staje się coraz częstsza i bardziej opresyjna? — Najważniejszym krokiem jest otwarta rozmowa i wyrażanie sprzeciwu: „Nie godzę się na takie zachowania”, „To, co robisz, jest dla mnie trudne, przekraczające” — mówi Pisarek. — Koniecznie wydaje się też ustalenie granic. Każdy z nas ma prawo do własnych. Bycie w związku nie oznacza zgody na wzajemne przekraczanie. Jeśli jedna osoba nie ma akceptacji na śledzenie czy inne działanie, a druga i tak je realizuje (np. monitoruje, wiecznie wypytuje), jest to nadużycie, które może być formą przemocy — ostrzega psycholożka.

Przypomina, że trudności z wyznaczaniem granic często wynikają z doświadczeń z dzieciństwa, kiedy potrzeby dziecka były ignorowane na rzecz oczekiwań dorosłych (np. zmuszanie do jedzenia, by zadowolić rodzica czy dziadka). To prowadzi nieraz do utraty umiejętności stawiania granic w dorosłym życiu. W gabinecie Pisarek nieraz pracuje z lękiem osoby kontrolującej, która „nie umie inaczej”: — Warto więc porozmawiać w związku o tym, co leży u podstaw potrzeby kontroli: jaki lęk powoduje, że osoba chce wiedzieć, gdzie jest partner czy partnerka? Zamiast zaspokajać lęk poprzez zwiększanie kontroli, lepiej popracować nad nim, aby nie dominował.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version