Pod Beresteczkiem w 1651 r. przeciwko armii Jana Kazimierza stanęło ponad 100 tys. wojsk kozacko-tatarskich. Bitwa zakończyła się wielogodzinną rzezią rozproszonych po lasach oddziałów. Mogło zginąć nawet 30 tys. Kozaków. Ciąg dalszy jest tyleż smutny, co pouczający.
Jedź do diabła, suk******!” — wrzasnął król do swojego dworzanina Śladkowskiego. Służący w straży przybocznej Jana Kazimierza szlachcic usiłował nakłonić monarchę, by zszedł z pierwszej linii ostrzału. Tkwili pod wielką turkusową flagą i przed chwilą w ziemię tuż obok nich wbiło się kilka kul z tatarskich działek polowych. Król zamierzał osobiście kontrolować atak ustawionych w szachownicę jeźdźców i piechurów chroniących szeroką linię artylerii. Rankiem tego dnia przysiągł żołnierzom: „Albo razem z wami zwycięzcą z pola powrócę, albo razem z wami zginę”.
Działo się to 375 lat temu, w piątek 30 czerwca 1651 r., trzeciego i decydującego dnia bitwy pod Beresteczkiem. Przeciwko 80-tysięcznej armii koronnej stanęło ponad 100 tys. sprzymierzonych wojsk kozacko-tatarskich.
Powstanie Chmielnickiego
Bitwa w zamierzeniach króla miała stłamsić trwające od 1648 r. powstanie Kozaków dowodzonych przez Bohdana Chmielnickiego. Przywódca Zaporożców w ciągu ostatnich trzech lat kilkakrotnie — nad Żółtymi Wodami, pod Korsuniem czy Piławcami — upokorzył Rzeczpospolitą, rozbijając wysyłane przeciw niemu armie. Teraz na szali leżał już nie tylko mocarstwowy status państwa polsko-litewskiego, ale sama jego egzystencja. Chmielnicki rozmawiał bowiem z Turcją, Siedmiogrodem, Szwecją i Rosją o… rozbiorze Rzeczypospolitej.
Powstanie Chmielnickiego było owocem dziesięcioleci ślepoty politycznej polskich elit. Na Kozaków królowie polscy patrzyli jedynie przez pryzmat ich niebagatelnych zdolności militarnych. Od czasów Stefana Batorego przed kampaniami wojennymi tworzono tzw. rejestr, czyli grupę Kozaków wziętych na żołd królewski, dysponujących przywilejami porównywalnymi do szlacheckich. Tylko że kiedy działa milkły, rejestr ograniczano, a potężni magnaci kresowi robili wszystko, by Kozaków obrócić w chłopów pańszczyźnianych.
Na to nakładały się problemy narodowościowe (rodziła się tożsamość ukraińska) i religijne (prawosławie nie tolerowało katolicyzmu, a tym bardziej Cerkwi unickiej). Rozsądne pomysły reformy ustrojowej Rzeczypospolitej, w myśl której państwo miałyby tworzyć trzy równorzędne człony: Korona, Litwa i Księstwo Ruskie — pozostały w sferze utopijnej (kiedy w 1658 r. próbowano je wcielić w życie w ramach tzw. unii hadziackiej, było już co najmniej o dwie dekady za późno).
Po serii krwawo stłumionych powstań kozackich Sejm wydał w 1638 r. przepisy radykalnie przycinające rejestr i odbierające Kozakom wszelkie przywileje. „Był to ostatni moment ku temu, by w sposób rozsądny, zgodnie z polską racją stanu, uregulować kwestię kozacką — ocenił klasyk polskiej historiografii prof. Zbigniew Wójcik. — Nasi przodkowie popełnili poważny błąd, usiłując zamienić większość Kozaków w chłopów”.
Po dziesięciu latach pokoju ukraińska beczka z prochem wybuchła z taką siłą, że wstrząsnęła posadami Rzeczypospolitej.
Na szachownicy
Jan Kazimierz rozumiał, że zwycięstwa Chmielnickiego wynikały ze współdziałania hetmana kozackiego z Tatarami. „Taka jest potęga Chmielnickiego z hordą tatarską, że się jej żaden monarcha nie może oprzeć” — mawiał wojewoda Adam Kisiel, przywódca stronnictwa pokojowego. Staropolska sztuka wojenna znała metodę walki z lekką, znakomicie manewrująca jazdą tatarską oraz sposoby zmierzenia się z piechotą kozacką specjalizującą się w walce taborowej, czyli z wykorzystaniem powiązanych łańcuchami wozów. Polscy hetmani okazywali się jednak bezradni, kiedy stawali ze sprzymierzonymi wojskami kozacko-tatarskimi, a więc wyborową jazdą i świetną piechotą naraz.
Portret króla Jana II Kazimierza pędzla Daniela Schultza, ok. 1660 r.
Foto: Musée de Cambrai
Król starannie wybrał pole bitwy. Tyły umocnionego polskiego obozu pod Beresteczkiem — miasteczka na Wołyniu, położonego 150 km na północny wschód od Lwowa — zabezpieczała rzeka Styr. Z boków wojsk chroniły jej dopływy — Plaszówka i Sytenka, wzdłuż których rozciągały się gęste lasy i błota. Konnica tatarska nie miała więc możliwości oskrzydlenia Polaków. Wojska koronne czekały na wroga na szerokim placu, mając przed sobą sporą powierzchnię potrzebną do rozstawienia oddziałów i manewrowania. Chmielnicki i Tatarzy musieli natomiast operować w „lejku”: na pozostawionym im terenie rzeki płynęły bliżej siebie. Nie pozwalało to sojusznikom wykorzystać przewagi liczebnej: nie mieli jak w pełni rozwinąć szyków.
Starcia kawaleryjskie
Pierwszy dzień bitwy, środę 28 czerwca, wypełniły starcia konnicy polskiej i tatarskiej — w większości zwycięskie dla tej pierwszej, operującej karnie, w zwartych szeregach. Niezadowolony chan Islam Girej III wyładował wściekłość na Chmielnickim: kozacki hetman przekonywał go wcześniej, że armia koronna jest tchórzliwa i łatwo pójdzie w rozsypkę.
Drugi dzień o mało nie skończył się porażką wojsk polskich. W obozie zapanował nadmierny optymizm, hetman Mikołaj Potocki zamierzał zmieść przeciwnika silnym atakiem kawalerii, bez wsparcia artylerii i piechoty. Tymczasem jazda tatarska wspierana przez kozacką przeprowadziła nagły atak, przełamując polskie szyki i docierając do szańców obozowych. Na szczęście piechota i artyleria nie wpadły w panikę i odparły wroga. Polscy jeźdźcy zapędzili się zbyt daleko i zostali otoczeni; uratowała ich odsiecz z obozu. Po południu walki ustały, ale był to dzień, w którym inicjatywę przejęli Tatarzy. Dały o sobie znać mierne zdolności militarne hetmana Potockiego: brakowało planu przeprowadzenia bitwy, a wielu dowódców średniego szczebla działało na własną rękę.
Król przejmuje dowodzenie
Podczas wieczornej narady hetmani forsowali na kolejny dzień obronę w szyku taborowym. Jan Kazimierz przekonywał, że to grozi klęską, a przeciwnika trzeba zaskoczyć. Postanowił osobiście przejąć dowodzenie.
W powszechnej świadomości największym wojownikiem spośród naszych króli był Jan III Sobieski. Tymczasem na niemniejszą sławę zasługuje ostatni z Wazów. Doświadczenia zdobywał na polach bitew wojny trzydziestoletniej — konfliktu na tle religijnym, który pustoszył Europę Zachodnią w latach 1618-1648. W randze pułkownika wojsk cesarskich dowodził oddziałem kirasjerów — ciężkozbrojnych jeźdźców. Napatrzył się na sztukę wojenną generałów szwedzkich i francuskich — a przede wszystkim nauczył metod współpracy różnych formacji: kawalerii, piechoty i artylerii.
Dał temu wyraz, kiedy oddalił plany hetmanów, niepotrafiących wyjść poza podstawowe schematy bitewne (atak kawalerią lub obrona w warownym obozie). Króla wsparli młodsi rangą dowódcy, a wśród nich generał gwardii królewskiej Bogusław Radziwiłł i porucznik husarii Stefan Czarniecki. Obu znamy dobrze z późniejszych o kilka lat wydarzeń „Potopu”: pierwszy zdradzi, drugi stanie się opoką Królestwa.
Szyk holenderski
Trąbki i piszczałki postawiły żołnierzy na nogi już o świcie. Pola beresteckie spowijała gęsta mgła. Jan Kazimierz miał pod rozkazami 35-40 tys. żołnierzy zaciężnych (czyli zawodowych rębajłów przemierzających Europę w poszukiwaniu wojaczki i najmujących się temu, kto zapłaci więcej) oraz ok. 40 tys. pospolitego ruszenia szlacheckiego. To były z kolei oddziały niepewne, potrafiące co najwyżej zaatakować „na hurra!”, ale niezdolne do manewrowania i łatwo poddające się panice.
Na skrzydłach armii król rozmieścił po sześć linii konnicy, przede wszystkim husarii, mającej dokonać przełamującego ataku. W centrum natomiast postawił tzw. szyk holenderski: pułki ustawiono w szachownicę, w kolejnych kwadratach stały na przemian oddziały jazdy uzbrojonej w broń palną (rajtarów, husarzy i dragonów) oraz piechoty. W pierwszej linii ustawiono armaty. Szyk ten stanowił ruchomą twierdzę o olbrzymiej sile ognia, a wszystkie formacje wspierały się w nim wzajemnie: kawaleria broniła piechoty i artylerii w razie ataku jazdy przeciwnika. W rezerwie pozostawiono chorągwie pospolitego ruszenia.
Około godziny 10 wiatr rozwiał mgłę. Kiedy chan zobaczył wyłaniające się z niej szyki armii koronnej, podobno powiedział do towarzyszących mu Kozaków: „Ruszajcie do Chmielnickiego, niechaj idzie przodem wybierać miód u tych pszczół, a niech odpędzi taką ilość żądeł”. Wcześniej bowiem hetman kozacki, zachęcając Tatarów do sojuszu, pisał do Islam Gireja, by „z gołą ręką przyszli brać miód, podczas gdy Kozacy, zakurzywszy pod nos Polakom, jak pszczoły z ulów, z domów wypędzą”.
Ucieczka Tatarów
Pojedynczy tatarscy jeźdźcy poczęli galopować tam i z powrotem przed królewskimi szeregami, wyzywając polskich kawalerzystów na pojedynki (były to tzw. harce). Inaczej niż w poprzednich dniach, żaden z Polaków nawet nie drgnął: Jan Kazimierz surowo tego zakazał. W końcu kilka salw armatnich przegoniło Tatarów.
Król czekał na ruch nieprzyjaciela. Wojska stały naprzeciwko siebie aż do godziny 15. W końcu Jan Kazimierz uległ namowom księcia Jeremiego Wiśniowieckiego i pozwolił mu na atak. Dwa tysiące ciężko uzbrojonych husarzy wbiło się klinem w formacje Kozaków, rozpoczęła się zażarta batalia kawaleryjska.
W końcu król wydał rozkaz, by do przodu ruszyło centrum jego wojsk, czyli holenderska twierdza ogniowa. Chan Islam Girej wysłał naprzeciw niej większość swoich sił. Siła ognia armat i strzelających muszkieterów oraz jeźdźców okazała się dla stepowych jeźdźców barierą nie do przebycia. Kilkakrotnie ponawiali szturm, a ich trupy gęsto zaścieliły beresteckie pola. Chan wydał rozkaz odwrotu. Za nim popędził na koniu Bohdan Chmielnicki, próbując odwieść sojusznika od decyzji odwrotu. Islam Girej kazał otoczyć i uwięzić kozackiego hetmana. Mimowolnie uratował mu w ten sposób życie.
Rzeź Kozaków
Na polu bitwy pozostały oddziały kozackie, które tymczasem schroniły się za mur wozów. Tabor raz za razem szturmowała polska konnica, zbliżał się też doń szyk holenderski, spychając Kozaków w kierunku bagien rzeki Plaszówki. Ataki Polaków przerwał nadchodzący wieczór i rzęsisty deszcz. Przez całą noc Kozacy umacniali tabor, tworząc ciężką do zdobycia fortecę gęsto naszpikowaną rusznicami i armatami.
Wojska królewskie otoczyły tabor, ale Jan Kazimierz czekał kilka dni z rozkazem szturmu, aż do przybycia armat oblężniczych. Walki były zażarte, Kozacy przeprowadzali wycieczki, zadając Polakom straty, ale nie zdołali zmienić swojej sytuacji. Podczas rozpaczliwej próby przerwania linii oblężenia i wycofania się na wschód w ich szeregach wybuchła panika, wywołana fałszywą pogłoską o ucieczce starszyzny. Atak wojsk królewskich przerwał linię taboru. Rozpoczęła się wielogodzinna rzeź: rozproszone po lasach i bagnach oddziały kozackie były otaczane i wyrzynane do nogi. Według niektórych szacunków mogło wtedy zginąć nawet 30 tys. Kozaków. Wojska koronne pod Beresteczkiem straciły siedmiuset ludzi.
Gdzie dwóch się bije, tam Moskwa korzysta
Znakomicie dowodzone wojska odniosły pod Beresteczkiem zwycięstwo. Sukcesu taktycznego nie udało się jednak Janowi Kazimierzowi przekuć w strategiczny ani tym bardziej polityczny. Potężna armia niebawem stopniała: dziesiątki tysięcy szlachty z pospolitego ruszenia odmówiło dalszej służby i ruszyło do domów, „chciało się kwapić do żonek i pierzyn”, jak zapisał świadek. Zniechęcony król, być może pogrążony w jednym z przydarzających mu się stanów depresyjnych, wrócił do Warszawy.
Reszta wojsk pod dowództwem hetmanów ruszyła na wschód z zadaniem wygaszenia resztek powstania. Tymczasem niestrudzony Chmielnicki odbudowywał siły: niebawem doszło do nierozstrzygniętej bitwy pod Białą Cerkwią, a rok później nieudolny hetman Marcin Kalinowski poniósł klęskę pod Batohem. Chmielnicki kazał po bitwie poderżnąć gardła kilku tysiącom polskich jeńców, biorąc odwet za Beresteczko.
Korzyści z konfliktu polsko-ukraińskiego postanowiła wyciągnąć Moskwa: w 1653 r. sobór ziemski, czyli rosyjskie zgromadzenie stanów, podjął decyzję o przyłączeniu Ukrainy. Tymczasem wśród starszyzny kozackiej przeważyła opcja prorosyjska i w styczniu 1654 r. zawarto ugodę w Perejasławiu, zapraszając cara do wzięcia w opiekę Ukrainy. Historycy uważają ten moment za pierwszy krok Rosji w kierunku mocarstwowości.
Dla Rzeczypospolitej oznaczało to, że wojna z powstaniem kozackim zmieniła się w wieloletnią krwawą wojnę z Rosją. W 1667 r. rozejm w Andruszowie usankcjonował władzę rosyjską nad lewobrzeżną Ukrainą i Kijowem. Zwycięstwo Jana Kazimierza w jednej z największych bitew XVII-wiecznej Europy zostało całkowicie zmarnowane.
Korzystałem m.in. z książek: Romuald Romański, „Beresteczko 1651”; Władysław Serczyk, „Na dalekiej Ukrainie: dzieje kozaczyzny do 1648 roku”; Władysław Serczyk, „Na płonącej Ukrainie: dzieje Kozaczyzny 1648-1651”; Zbigniew Wójcik, „Wojny kozackie w dawnej Polsce”.




