Już od paru dni na Nowogrodzkiej wiedziano, że poseł PiS Michał Moskal miał kontakt z Przemysławem Kralem, szefem upadłej Zondacrypto. Dla PiS to ciężki cios, bo Moskal przez lata był jednym z najbliższych współpracowników prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Sam Moskal napisał, że „miała być bomba, a jest kapiszon”.
— Posr**i byli na Nowogrodzkiej, jak się dowiedzieli, że Michał Moskal miał się spotkać z Kralem — tak poseł z otoczenia Kaczyńskiego opisywał atmosferę w PiS jeszcze przed publikacją informacji o wizycie Moskala na Ibizie.
Moskal, niegdyś jeden z bardzo zaufanych ludzi samego prezesa PIS, spotkał się na tej wyspie w sierpniu 2025 r. z szefem Zondacrypto. Na Nowogrodzkiej czekali więc jak na ścięcie i nie przejmowali się informacjami o Radosławie Piesiewiczu (szefie Polskiego Komitetu Olimpijskiego), który — wedle WP i TVN24 — miał przyjąć od Krala zegarek za 40 tys. euro. Odliczali, aż Zonda trafi w Moskala. I trafiła, gdy parę dni potem WP i TVN24 opisały jego wizytę na rozrywkowej wyspie.
Spotkanie na Ibizie
Do spotkania doszło 7 sierpnia ub.r. w hotelu na Ibizie. Moskal pojawił się na spotkaniu z Kralem razem z Arturem Chodzińskim, byłym agentem CBA, który pracował dla szefa Zondacrypto. Zdaniem Chodzińskiego, Moskal pojawił się na Ibizie, ponieważ szukał patrona i sponsora konferencji, którą organizowała jego fundacja — Obserwatorium Rozwoju Gospodarki i Demokracji (ORGiD). Z kolei Kral miał szukać kontaktu do któregoś z młodych polityków, którzy zajmują się nowymi technologiami. W rozmowie z portalami Moskal tłumaczył wyjazd bardzo podobnie: potencjalną współpracą przy konferencji. Natomiast współpracownicy Krala — na których powołują się media — twierdzą, że szef Zondacrypto nie był zainteresowany konferencją, tylko rozmową „z politykiem zajmującym się kryptowalutami”.
Moskal razem z innym posłem, Januszem Kowalskim, znajdującym się już dziś poza PiS, zaangażował się w próbę łagodzenia ustawy rządowej mającej uregulować rynek kryptoaktywów. Ostatecznie żadna ustawa nie weszła w życie — prezydent Karol Nawrocki trzy razy zawetował uchwalony rządowy projekt.
Moskal pod koniec sierpnia 2025 r. wystosował oficjalne pismo do szefa Komisji Nadzoru Finansowego (KNF), w którym protestował przeciwko jego wypowiedziom. Chodziło o twierdzenie, że kryptowaluty „nie są instrumentem służącym realizacji celów, którym służy rynek finansowy”. A we wrześniu Moskal przekazał na platformie X, że razem z Kowalskim złożyli poprawki do rządowego projektu ustawy o kryptoaktywach.
W otoczeniu prezesa PiS wściekli się na Moskala, gdy dotarło na Nowogrodzką, że były asystent prezesa w partii i w rządzie, a dziś poseł PiS, miał kontakt z Kralem. Jarosław Kaczyński w ostatnich dniach jest na urlopie.
Moskal musi radzić sobie sam w obronie. W partii nie ma chętnych, by zaciekle bronić kolegi. W Rozwoju Plus jest schadenfreude, że afera kryptowalutowa dotknęła Prawa i Sprawiedliwości.
Moskal tango down
Sam Moskal wydał oświadczenie.
Napisał: „Miała być bomba. Jest kapiszon. Z Kralem rozmawiałem raz — tak samo jak z dziesiątkami innych przedsiębiorców. Ani ja, ani żaden z moich współpracowników, ani żadna z organizacji społecznych, w których działam, nigdy nie podjęli z nim ani z podmiotami z nim związanymi żadnej współpracy. Nie przyjęliśmy od nich ani złotówki. Każdy, kto będzie próbował insynuować cokolwiek innego, spotka się z twardą odpowiedzią na drodze sądowej”.
Jak twierdzi, po spotkaniu na Ibizie „wewnętrzne procedury w fundacji, w której działam, wykazały poważne wątpliwości wobec Zondy i dlatego rozmowy zerwaliśmy”.
— Michał Moskal robi teraz dobrą minę do złej gry — słyszymy od jednego z polityków PiS.
— Moskal tango down — mówi poseł PiS, który osobiście był — tak jak prezes — za zakazem kryptowalut, ale podporządkowywał się linii partii i głosował przeciwko ustawie rządowej regulującej rynek kryptoaktywów. Dziś uznaje to za błąd.