Lepienie z gliny, rzeźbienie czy malowanie wpływają na regulację emocji, poczucie własnej wartości i sprawczości. Nie trzeba być artystą, żeby odczuć ich dobroczynne działanie. O tym, jak leczy sztuka — mówi arteterapeutka Aleksandra Chmielnicka-Plaskota.

  • Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”

Aleksandra Chmielnicka-Plaskota: Ubóstwiam ceramikę za jej sensoryczny charakter: zobacz, dotknij, poczuj, powąchaj. Jest wiele sposobów, w jaki możemy pracować z gliną.

— Proces twórczy ma właściwości prozdrowotne. Angażuje wszystkie zmysły, naszą wyobraźnię, pamięć, refleksję, myślenie symboliczne. To podstawa arteterapii. Tym, co pomaga osiągnąć pewien poziom szczęścia, jest autoeksploracja, czyli doświadczanie siebie w obrębie sztuki. Zrozumienie siebie i swoich trudności bądź zmiana pewnych mechanizmów funkcjonowania.

— Tak, uczymy się też nowych sposobów interpretacji rzeczywistości. Działania bazujące na dotyku i stymulowaniu zmysłów umożliwiają wyciszenie i doświadczenie siebie w bezpiecznej przestrzeni, w przyjaznym otoczeniu. Pozwalają na autentyczne spotkanie z samym sobą, bez oceny i bez obciążeń związanych z innymi doświadczeniami osobowymi. Wchodzimy w proces twórczy i obcujemy z tym, czego doświadczamy w danym momencie, tu i teraz. Kreatywny proces twórczy, angażując autoekspresję, wpływa na poczucie własnej wartości i samoświadomości.

— Według teorii Grahama Wallasa, brytyjskiego psychologa, który w 1926 r. stworzył model procesu twórczego, przeżycie twórcze składa się z kilku etapów i jest złożonym procesem wewnętrznym, niezależnym od celów terapeutycznych. Pierwszy etap obejmuje przygotowania, czyli gromadzenie informacji i materiałów. Po nim następuje faza inkubacji, czyli podświadome przetwarzanie zgromadzonych danych. Później jest moment tak zwanego olśnienia czy iluminacji — pojawienie się nowego pomysłu, a ostatnim etapem jest weryfikacja, czyli ocena i doprecyzowanie tego pomysłu. Istotą tego procesu jest osobowe doświadczenie jednostki w kontakcie z materią sztuki.

— Oficjalnie termin „arteterapia” został wprowadzony w Wielkiej Brytanii w 1945 r., a pierwszą osobą, która go użyła, był artysta Adrian Hill. Przechodził długotrwałą rekonwalescencję i w trakcie hospitalizacji zauważył, że rysowanie pomaga mu odzyskać poczucie sensu życia. Możemy przywołać też Arystotelesa, filozofa starożytnej Grecji, który wprowadził pojęcie katharsis, odnoszące się do wzbudzania silnych emocji w trakcie widowiska teatralnego. Stwierdził, że utożsamianie się widza z przekazem pozwala na rozładowanie emocji i osiągnięcie wewnętrznego spokoju. Arteterapia jest formą terapii kreatywnych, a jej podstawy naukowe łączą sztukę z psychologią, pedagogiką, psychoterapią i psychiatrią. W procesie arteterapeutycznym kluczowe jest nawiązanie relacji pomiędzy terapeutą a uczestnikiem. W relacji tej chodzi o towarzyszenie przy procesie twórczym bez udziału oceny, budowanie klimatu bezpieczeństwa i zaufania. Relacja terapeutyczna umożliwia swobodną ekspresję i eksplorację osobistych treści. Jedna z definicji podaje, że arteterapia to forma psychoterapii, w której proces twórczy staje się środkiem komunikacji wewnętrznych przeżyć.

— Sztuka aktywizuje obszary mózgu, które wpływają na emocje, pamięć, percepcję i myślenie. Amerykański naukowiec Eric Jensen, badający funkcjonowanie mózgu w kontekście uczenia się, wykazał, że działania artystyczne aktywizują korę przedczołową, co poprawia koncentrację i wspiera regulację emocji. Louis Cozolino zaś, zajmujący się neurobiologią psychoterapii, opisał wpływ twórczości na układ limbiczny. Aktywność twórcza pobudza hipokamp, wspierając procesy pamięciowe, proces twórczy pobudza nowe połączenia neuronalne w mózgu. Jest to szczególnie cenne przy wspieraniu leczenia traumy, depresji i chorób neurodegeneracyjnych.

— Technika jest tylko narzędziem. Nie można powiedzieć, że jedna jest lepsza, inna gorsza. Celem działania arteterapeutycznego jest osiągnięcie określonej zmiany, uświadomienie sobie i dotarcie do podkładów własnych zasobów dotychczas nieuświadomionych. Proces arteterapeutyczny rozpoczynam od rozmowy. Muszę mieć pełną świadomość, z jakimi myślami, z jakimi potrzebami, w jakim stanie psychofizycznym jest dana osoba, aby zaproponować jej działanie. Większość osób uczestniczących w procesach arteterapeutycznych boi się sztuki. Pierwsza reakcja jest taka: „Nie mam zdolności plastycznych”, „Nie umiem rysować”. Nie mogę od razu zaproponować uczestnikom terapii zadania, używając sformułowań artystycznych, zaczynamy od podejścia multimodalnego. Dostosowuję proces twórczy do potrzeb grupy.

— W trakcie sesji grupowej proszę, aby każdy wypowiedział swoje imię w takim nastroju, w jakim jest tu i teraz. Pozostali uczestnicy powtarzają je dokładnie w ten sam sposób. Następnie pytam tę osobę, co poczuła w tym doświadczeniu i czy grupa odzwierciedliła jej nastrój. Ćwiczeniem sprawdzającym percepcję dźwięku jest praca z natężeniem głosu. Pierwsza osoba wypowiada swoje imię bardzo cicho, a każda kolejna mówi je z coraz większą mocą. Dzięki temu można zaobserwować wrażliwość grupy na dźwięk — czy głośność narasta stopniowo, czy utrzymuje się na podobnym poziomie i gdzie znajduje się granica natężenia głosu adekwatna dla grupy.

Kolejnym etapem jest oddanie kolorem emocji, które pojawiają się, gdy uczestnik sam wypowiada swoje imię oraz gdy słyszy je w ustach innych osób z grupy. Zastanawiamy się, czy te dwa doświadczenia budzą te same emocje, czy może pojawiają się inne odcienie uczuć. Czy kolory związane z własnym głosem i z głosem grupy są tożsame, czy zupełnie różne? Nakładamy na siebie te kolory, tworząc instalację przestrzenną, kalejdoskop emocji. Zadajemy pytanie, czy to są te same emocje, których doświadczamy w życiu codziennym, czy odczuwamy je w taki sam sposób. Dochodzimy do pytania, jak postrzegamy siebie i grupę. Dajemy przestrzeń do tworzenia, a grupa daje uczestnikom odpowiedzi, czego doświadczyli w tym procesie. To prowadzi do zmiany. Żeby efekt był trwały, potrzebujemy powtarzalności. Ten warsztat arteterapeutyczny działa wsparciowo, czyli krótkoterminowo. Mierzalne efekty przynoszą procesy dłuższe. Można z całą pewnością stwierdzić, że arteterapia wpływa na podniesienie nastroju i samooceny, pomaga w nawiązywaniu relacji i budowaniu tożsamości. Ostatnio podczas pracy z pacjentami zrealizowaliśmy projekt „Moc drzewa”, w którym drzewo stało się metaforą życia — wzrostu, trudności i relacji z innymi. Po trzech miesiącach po zakończeniu projektu uczestnicy podkreślali, że arteterapia pomogła im podjąć trudne życiowe decyzje.

— Zdarza. Niedawno mieliśmy przykład osoby, która unikała arteterapii i uczestniczyła tylko w innych formach wsparcia, ale obserwowała naszą grupę z boku. Tworzyliśmy wtedy animację poklatkową — znów, jak w przypadku drzewa, dotyczącą naszego codziennego życia, ale tym razem z punktu widzenia pająka. Jak by wyglądało moje życie, gdybym był/była pająkiem? Jak wyglądałoby życie pająka, gdyby był człowiekiem? Ta osoba najpierw przyglądała nam się przez okno, bo pracowaliśmy na zewnątrz. Później weszła do sali i spytała, czy może być obserwatorem. Na kolejnych warsztatach zaproponowała, że przeredaguje nam trochę scenariusz. W końcu została główną osobą prowadzącą ten projekt. W pewnym momencie, kiedy zaproponowałam swój pomysł, powiedziała do mnie: „Pani Olu, pani mi przeszkadza”. To była najcudowniejsza rzecz, jaką mogłam usłyszeć. Wejście w grupę to jest podążanie za tym, jakie oczekiwania ma grupa, a nie to, co ja bym chciała z nią zrobić.

— Nigdy nie powinniśmy podchodzić do własnego zdrowia psychicznego na zasadzie „sam sobie z tym poradzę”. Złe samopoczucie może wynikać z wielu różnych czynników. Może to być efekt kryzysu relacji, możemy odczuwać osamotnienie, może mieć na to wpływ gwałtowność życia, przebodźcowanie czy też zatarcie granic między światem zewnętrznym a światem cyfrowym. W zależności od tego, czego dotyczy nasze złe samopoczucie, dostosowujemy działania terapeutyczne. Dla osób dorosłych możliwą do stosowania na co dzień formą aktywności twórczej jest prowadzenie dzienników emocji.

— Wstaję rano i zastanawiam się, jak bym określiła nastrój, w którym jestem tu i teraz. Robię zdjęcie dowolnego obiektu, dowolnej przestrzeni, dowolnej kompozycji, która odzwierciedla mój obecny stan. Takie zdjęcie robię codziennie o określonej godzinie, przez określony czas. Następnie zestawiam ze sobą te zdjęcia. Analizuję środki wyrazu artystycznego w powstałych fotografiach, zwracając uwagę na ich charakter, dynamikę i nastrój. Jest to forma autoterapii, podobnie jak malarstwo ekspresyjne.

— Malarstwo ekspresyjne bazuje na emocjach, których doświadczamy tu i teraz. Zaczynamy od pytania: co czuję w danym momencie? Następnie wybieram kolor, który najlepiej oddaje moje emocje. Nakładam farbę na płótno intuicyjnie, bez wcześniejszego planu, w dynamiczny sposób, na przykład rozpryskując ją, i obserwuję, jak to wpływa na mój nastrój. Czasem, po chwili, kolor i emocja się zmieniają, wtedy obraz staje się zapisem moich przeżyć. Z takich prac również można tworzyć osobisty dziennik emocji.

— To zależy — staramy się nie generalizować. Istnieje teoria koła emocji, w której poszczególnym emocjom przypisuje się konkretne kolory, na przykład złość często przedstawiana jest w czerwieni, a smutek w odcieniach niebieskiego. Trzeba jednak pamiętać, że dla każdej osoby kolor może mieć zupełnie inne, osobiste znaczenia i skojarzenia. Dlatego podczas pracy ważne jest, aby uczestnik sam nazwał swoją emocję i wybrał dla niej kolor. Staje się to punktem wyjścia do rozmowy w grupie. Należy zwrócić uwagę nie tylko na sam kolor, ale także na jego walor i sposób nakładania farby, które oddadzą znak emocji, jej natężenie i treść.

— Chodzi o zrozumienie siebie i własnych relacji, zauważenie siebie w rozumieniu subiektywnym, ale też siebie w społeczeństwie. Zaobserwowanie swoich potrzeb, ale też zwrócenie uwagi i zaobserwowanie własnych trudności, przyznanie się do tych trudności i — co również jest bardzo ważne — zwrócenie się do innej osoby o pomoc. Osoba uczestnicząca w procesie arteterapeutycznym często uświadamia sobie to, co wcześniej wypierała, np. w postrzeganiu siebie, wizerunku własnej osoby, nieumiejętność stawiania siebie w innym obrazie, w innych relacjach, dopuszczania do siebie pewnych informacji, blokowanie ich.

Andrzej Kowal, nieżyjący już psychiatra, pisał, że arteterapię od psychoterapii różni aspekt transcendencji, czyli przekraczania granic własnej psychofizyczności.

— Bardzo dużo inspiracji otrzymuję od osób, z którymi pracuję. Zauważam wzrost własnej kreatywności i uważności. Uczestnicząc w procesie twórczym, na podstawie odpowiedzi i zachowań uczestników jestem w stanie wprowadzić nowe techniki, otwierające obszary swobodnej ekspresji, rozwijające także dla mnie. Po każdym procesie arteterapeutycznym mam poczucie spełnienia i satysfakcji. Widzę sens mojej pracy. Z doświadczenia wiem, że studenci Akademii Pedagogiki Specjalnej kierunku edukacja artystyczna, którzy odbywają praktyki zawodowe w Mazowieckim Specjalistycznym Centrum Zdrowia i prowadzą warsztaty arteterapeutyczne z pacjentami, czują tak samo. Efektem praktyk są istotne zmiany w obszarze funkcjonowania poznawczego, emocjonalnego i behawioralnego również wśród studentów. Arteterapia wspiera samorozwój nie tylko uczestników, ale też osób ją prowadzących, jest coraz częściej docenianym i stosowanym narzędziem w rozwoju osobowym człowieka. Sztuka uczy i pomaga.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version