Wiele dziewczynek nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji przesyłania intymnych zdjęć, bo zostały one w pewnym stopniu wśród nastolatków znormalizowane. Z drugiej strony chłopcy proszą, a czasem wręcz naciskają na przesyłanie takich materiałów. Rodzice zbyt często nie wierzą, że ich dziecko może brać w tym udział. Mówię o tym, bo jako psycholog spotykam się z tym zjawiskiem, które ma destrukcyjne konsekwencje. Rozmawiajmy o tym z dziećmi — mówi psycholożka Joanna Rawecka.
Newsweek Psychologia: Kim jest współczesna nastolatka i z jakimi wyzwaniami mierzy się w świecie, który coraz częściej wymyka się dorosłym?
Joanna Rawecka: Z perspektywy rozwojowej współczesna nastolatka nadal jest osobą, która dąży do coraz większej niezależności, intensywnie poszukuje odpowiedzi na pytania: „Kim jestem?” i „Jaką osobą chcę być?”. Odpowiedzi szuka poprzez bunt, eksperymentowanie, testowanie, wszystko po to, aby określić swoją drogę. To potrzebny etap, aby nastolatka się uniezależniła i stała się autonomiczna. Współczesne nastolatki mierzą się z wyzwaniami, których ich rówieśniczki sprzed 20, 50, 100 lat nie znały, ale podstawowe zadania rozwojowe pozostały takie same.
Diametralnie zmieniły się jednak okoliczności, w których dorastają. To, czego nigdy wcześniej nie było — to równoległy świat, który toczy się w mediach społecznościowych. Jedną z największych trudności jest to, że ten świat rozwija się tak szybko, że dorośli często za nim nie nadążają.
Wyniki badań pokazują, że dorośli nie tylko nie mają pojęcia, co się w tym świecie równoległym dzieje, ale też nie chcą wiedzieć. Pisze o tym Justin Coulson, autor książki „Połącz-ONA. Budowanie więzi z dorastającą córką”. Doprecyzujmy, jakie są te doświadczenia, do których dorośli nie mają dziś dostępu. Z jakimi treściami i problemami dziewczynki mierzą się poza ich świadomością?
— To jest wiele różnych zjawisk. Z jednej strony mamy całe spektrum treści, które mogą być niezwykle rujnujące i niebezpieczne. Dostęp do materiałów nieprzeznaczonych dla dzieci, a często nawet dla nastolatków, jest dziś bardzo łatwy. Algorytmy podsuwają informacje, które przyciągają uwagę i generują zaangażowanie. Bardzo często oznacza to, że młodzi ludzie trafiają na materiały, których wcale nie szukali, ale które z czasem wciągają ich i stopniowo kształtują sposób myślenia o świecie, o sobie i o innych.
Najnowszy Newsweek Psychologia już w sprzedaży!
Foto: Materiały prasowe
Z drugiej strony mamy zjawisko dotyczące języka i komunikacji, które pozostaje poza świadomością większości dorosłych. Kody, którymi porozumiewają się młodzi ludzie, zmieniają się niezwykle dynamicznie. Pracując z młodzieżą, sama staram się za tym nadążać i często uczę się od osób, które przychodzą do mojego gabinetu. Dorośli nie mają do tego dostępu, dlatego trudno im zrozumieć, z czym właściwie ich nastolatki się stykają.
Z czym nastolatka się konfrontuje?
— Z wizją tożsamości, kobiecości i życia, jakich wcześniej nie było. Dotyczy to ideału piękna, co za tym idzie, obrazu własnego ciała. Oczywiście wygląd zawsze był ważnym tematem w okresie dorastania, a kanony piękna się zmieniały. Dziś jednak nastolatki funkcjonują w świecie, w którym bardzo wiele z tego, co widzą, jest fikcją. Pokazuje się im nieosiągalne wzorce wyglądu. Do tego wyidealizowany obraz życia, nieustannej przyjemności, sukcesu i luksusu. Codzienność często przedstawiana jest jako nieustanne wakacje klasy premium. Wiele nastolatek na poziomie intelektualnym wie, że to nie jest prawda, ale emocjonalnie nadal ulega tej iluzji.
O czym rodzice powinni wiedzieć, a co trudno przyjąć do wiadomości, bo jest wstydliwe i bywa wypierane ze świadomości?
— Młodzi ludzie zalewani się przekazami, które seksualizują dziewczynki, wypaczają podejście do ciała, używek czy zabawy i normalizują zachowania, o których wiemy, że są szkodliwe dla rozwoju. Dotyczy to na przykład łatwego dostępu do pornografii. Jednym z problemów, z którymi spotykają się dziś młodzi ludzie, jest przesyłanie intymnych zdjęć. Z jednej strony wiele dziewczynek nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji takich zachowań, bo zostały one w pewnym stopniu wśród nastolatków znormalizowane. Z drugiej strony coraz częściej obserwujemy presję rówieśniczą, w której to chłopcy proszą, a czasem wręcz naciskają na przesyłanie takich materiałów. Rodzice zbyt często nie dopuszczają do siebie możliwości, że ich dziecko może brać w tym udział. Mówię o tym, bo jako psycholog spotykam się z tym zjawiskiem, które ma destrukcyjne konsekwencje. Rozmawiajmy o tym z dziećmi, zanim dojdzie do problemowej sytuacji.
To ważne, aby mówić głośno o rzeczach trudnych. Jak nauczyć córkę umiejętności poradzenia sobie z presją otoczenia i odporności na manipulację? Zaczęłyśmy rozmowę od wyzwań dzisiejszego świata, stawiam tezę, że powyższe kompetencje to bardzo istotne umiejętności, w które trzeba młodego człowieka wyposażyć.
— Budowanie odporności to proces. Zacznijmy od siebie: zwróćmy uwagę, w jaki sposób my komunikujemy się między sobą i z naszymi córkami. Ważne jest także, aby w domu stwarzać okazję do mówienia „nie” — to potrzebna nauka. I pozwalajmy na samodzielne zbieranie doświadczeń i wyciąganie wniosków. Jednym z ważniejszych zadań okresu dorastania jest nauka odmawiania i przeciwstawiania się presji. We wczesnej adolescencji rówieśnicy stają się najważniejszym środowiskiem odniesienia, dlatego to, że dzieci są skłonne zrobić wiele, by utrzymać dobre relacje z grupą, jest zupełnie naturalne. Tego raczej nie zmienimy, bo jest to wpisane w rozwój. Ale możemy uczyć dziecko, aby cena, jaką płaci za przynależność do grupy, nie była zbyt wysoka.
Dzieci muszą mieć przestrzeń do popełniania błędów.
— Tak, dzięki błędom nastolatki będą miały większą szansę powiedzieć „nie” i wybrać siebie oraz własne bezpieczeństwo, gdy pojawią się znacznie trudniejsze wyzwania — na przykład presja związana z używkami, zachowaniami seksualnymi czy innymi ryzykownymi zachowaniami. Dobrze, by dziecko wiedziało, że czasami warto zaryzykować chwilową niezgodę z grupą, aby pozostać w zgodzie ze sobą. Warto wykorzystać takie momenty, aby otwarcie rozmawiać o różnych trudnych sytuacjach, w jakich nasza nastolatka może się znaleźć. Nie narzucać jej jednak odpowiedzi, ale zachęcać, by sama proponowała rozwiązania czy wyciągała wnioski.
Często rodzice, chcąc chronić swoje córki, próbują je kontrolować, szansa na samodzielne podejmowanie decyzji i ponoszenie za nie konsekwencji spada.
— Na poziomie deklaracji niemal każdy rodzic mówi, że chce wychować córkę na niezależną i autonomiczną osobę. To samo słyszymy w szkołach. Paradoks polega jednak na tym, że zarówno system edukacji, jak i często nasze wychowanie opierają się przede wszystkim na kontroli. Jeśli przyjrzymy się temu, jak funkcjonuje szkoła, zobaczymy, że cały system jest zorganizowany hierarchicznie. Na każdym poziomie dominuje kontrola, a nie zaufanie. W efekcie dziecko ma bardzo precyzyjnie określone, co ma robić, kiedy i w jaki sposób. Przestrzeni na samodzielność i autonomię jest niewiele. Przekaz jest prosty: albo zrobisz to tak, jak oczekujemy, albo poniesiesz konsekwencje, na przykład w postaci złej oceny czy nagany.
Szkoła to środowisko, w którym dzieci spędzają ogromną część swojego życia. Do tego dochodzą rodzice, którzy często — zupełnie nieświadomie — powielają ten sam model. Kontrolują, nie oddają dziecku odpowiedzialności i nie wierzą, że jest ono zdolne podejmować własne decyzje. Najczęściej wynika to z rodzicielskiego lęku. Boimy się, że coś przeoczymy, dziecko popełni błąd albo stanie mu się krzywda, więc próbujemy chronić je poprzez kontrolę.
I właśnie tu pojawia się paradoks.
— Chcemy wychować autonomiczne nastolatki, ale jednocześnie tworzymy im środowisko, które tej autonomii nie sprzyja — zarówno w domu, jak i w szkole. Wspieranie autonomii dziecka zaczyna się od świadomej pracy rodziców nad własną potrzebą kontrolowania i stopniowego budowania relacji opartej bardziej na zaufaniu niż na nadzorze.
Autor książki, o której rozmawiamy, stawia tezę, że do około 13. roku życia mamy czas, aby przekazać córkom najważniejsze wartości i przygotować je do późniejszego funkcjonowania w świecie. Czy pani również uważa, że po tym okresie największy wpływ zaczynają mieć już rówieśnicy?
— To, jak żyją rodzice i dorośli w otoczeniu dziecka oraz w jaki sposób sami postępują, ma na nie ogromny wpływ. I to nie kończy się w momencie, kiedy zaczyna się ono buntować. To, że nastolatka mówi: „nic nie wiecie” albo „nie gadaj mi”, wcale nie oznacza, że przestała obserwować swoich rodziców i się od nich uczyć. Nadal to robi. Dużo większe znaczenie ma to, jacy są dorośli, jak budują relację z dzieckiem i jak żyją, niż to, jakie wykłady mu wygłaszają. Bo dobrze rozwijający się nastolatek będzie się takim wykładom opierał.
Jak mądrze towarzyszyć córce w okresie, gdy kształtuje swoją tożsamość, poszukuje odpowiedzi na pytanie, kim jest, i eksperymentuje z różnymi rolami społecznymi? W jakie umiejętności ją wyposażyć?
— Relacja, relacja i jeszcze raz relacja. Za jej jakość zawsze odpowiada dorosły. Buduje się ją od pierwszych lat życia, ale chciałabym też podkreślić, że nigdy nie jest za późno. Jeżeli rodzice mają poczucie, że coś zaniedbali, a dziecko właśnie wchodzi w okres dojrzewania, to rzeczywiście jest to trudniejszy moment na odbudowywanie więzi, ale nie jest on stracony. Nastolatki, nawet jeśli sprawiają wrażenie, że rodzice przestali być im potrzebni, w rzeczywistości bardzo tej relacji potrzebują. Najlepsze, co mogą zrobić rodzice, to budować więź opartą nie na kontroli, karach i autorytarnym stylu wychowania, ale na wzajemnym szacunku. Towarzyszenie dziecku nie oznacza wyręczania go ani podejmowania za nie decyzji. Oznacza bycie obok, uważne słuchanie, ciekawość jego świata i gotowość do rozmowy również wtedy, gdy rodzice nie zgadzają się z jego wyborami.
Taka relacja staje się dla nastolatki bezpieczną bazą. Oczywiście w okresie dorastania kontakt z dzieckiem się zmienia — ono potrzebuje więcej niezależności, więcej prywatności i coraz częściej zwraca się w stronę rówieśników. Nie oznacza to jednak, że rodzice przestają być ważni. Nadal pozostają dla dziecka bezpiecznym punktem odniesienia, do którego może wracać w trudnych momentach. Co więcej, pokazują to zarówno badania, jak i moje doświadczenie w pracy z rodzinami — im głębsza, dojrzalsza i bardziej oparta na zaufaniu jest relacja między rodzicem a dzieckiem, tym okres adolescencji przebiega spokojniej. Nie dlatego, że nastolatek przestaje się buntować, ale dlatego, że nawet w czasie buntu nie traci poczucia, że ma obok siebie dorosłego, który go szanuje, rozumie i jest po jego stronie.
To wystarczy, aby poradzić sobie z przekazami z mediów, które wypaczają obraz np. kobiecości?
— Pewnie nigdy nie uda się całkowicie uchronić córki przed wpływem internetowych przekazów. Kluczowe jest jednak to, aby była na nie gotowa. Media społecznościowe wymagają dojrzałości, której młodsze dzieci jeszcze nie mają, dlatego warto opóźniać moment korzystania z nich i rozmawiać o tym, jak odróżniać rzeczywistość od kreowanych obrazów. Równie ważne jest, aby rodzice sami rozumieli świat, w którym porusza się ich córka, do tego potrzebna jest zarówno relacja, jak i rodzicielskie kompetencje. Warto zdobywać wiedzę z zakresu cyberbezpieczeństwa i psychologii, bo trudno uczyć krytycznego myślenia o treściach, których samemu się nie zna. Najlepszą ochroną nie jest jednak sama kontrola, ale rozmowa, wspólne analizowanie tego, co córka ogląda, i pokazywanie, że internet nie jest wiernym odbiciem rzeczywistości.
A jakie kompetencje pomogą córce radzić sobie ze stresem, z presją, przekazami, które są niszczące?
— To, co w największym stopniu pomaga nam radzić sobie z kryzysami, które są w życiu nieuniknione, to tak zwana rezyliencja, czyli swojego rodzaju odporność psychiczna. Składa się na nią umiejętność elastycznego adaptowania się do zmieniających się warunków i powracania do równowagi emocjonalnej, aktywne radzenie sobie z przeciwnościami i wyciąganie wniosków z doświadczeń. Choć w pewnym stopniu jest ona uwarunkowana biologicznie, jest swojego rodzaju kompetencją, którą można rozwijać i którą buduje się przez doświadczenie. Nie służy jej chronienie dziecka przed każdą trudnością, ale pokazywanie, że porażka nie jest końcem świata. To doświadczenie, z którego można wyciągnąć wnioski, nauczyć się czegoś i spróbować jeszcze raz. W ten sposób dziecko zyskuje przekonanie, że nawet jeśli życie przynosi trudności, ono jest w stanie sobie z nimi poradzić.
Joanna Rawecka — psycholożka, certyfikowana psychoterapeutka w nurcie poznawczo‑behawioralnym. Na co dzień prowadzi w Poznaniu ośrodek psychoterapii Dobre Myśli, w którym pracuje z dziećmi i młodzieżą oraz osobami dorosłymi. Wykładowczyni w Szkole Psychoterapii Crescentia. Od lat zainteresowana problemami współczesnej edukacji z perspektywy rozwojowej i zmian społeczno‑cywilizacyjnych. Autorka artykułów z zakresu psychologii rozwojowej, bajek dla dzieci i książki dla rodziców




