-
Estońska Służba Wywiadu Zagranicznego oceniła, że Rosja nie planuje ataku na Estonię ani żadne państwo NATO w najbliższych dwunastu miesiącach.
-
Raport analizuje również użycie negocjacji przez Rosję jako taktyki opóźniającej, bez rzeczywistej chęci zakończenia wojny w Ukrainie.
-
Próby wzmocnienia pozycji Rosji w regionie bałtycko-skandynawskim poprzez współpracę akademicką zakończyły się fiaskiem.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Estońska Służba Wywiadu Zagranicznego (EFIS) we wtorek opublikowała swój doroczny raport – niemal w całości poświęcony analizie działań i planów Rosji, a także ocenie, jak duże zagrożenie stanowi reżim Putina dla Europy i NATO. Ta jest stosunkowo optymistyczna.
„Rosja nie zamierza w nadchodzących dwunastu miesiącach zaatakować Estonii ani żadnego innego członka NATO. Podobna ocena prawdopodobnie powtórzy się także w przyszłym roku, ponieważ podjęliśmy kroki, które zmuszają Rosjan do starannej oceny, na co, jeśli w ogóle, mogą sobie pozwolić” – podkreślają autorzy.
Rosja nie zaatakuje NATO? Wywiad Estonii nie ma wątpliwości
Jak zauważają estońscy analitycy, cztery lata wojny przyniosły Rosjanom niewiele dobrego. Z jednej strony muszą radzić sobie z rosnącą w siłę militarną Europą i niezmiennie opierającą się Ukrainą. Z drugiej – z problemami gospodarczymi, pogłębiającymi się represjami i setkami tysięcy okaleczonych i ztraumatyzowanych obywateli.
Mimo to, Rosja nie wydaje się zainteresowana rozmowami pokojowymi, które miałyby zakończyć wojnę w Ukrainie.
„Rosja wyznaczyła sobie długoterminowe cele. Niedawne wzmożenie w negocjacjach pokojowych to tylko taktyka, która ma jeden wyraźny cel – kupić trochę czasu. Moskwa nie ma zamiaru kończyć wojny, dopóki nie osiągnie tego, co chce osiągnąć” – stwierdzono w raporcie.
Rosjanie traktują negocjacje z Ukrainą i Zachodem jako narzędzie manipulacji, które ma pozwolić na normalizację ich relacji z USA. W 2025 roku narracja Kremla wobec Zachodu przeszła wyraźną zmianę – głównym wrogiem stała się Europa, nie rządzone przez Donalda Trumpa Stany Zjednoczone.
Bałtyk. Rosja chce odbudować potęgę w regionie
„Mimo pozornego ocieplenia cel Rosji się nie zmienia – Moskwa chce marginalizacji roli USA i Europy i przekształcenia architektury bezpieczeństwa w Europie” – podkreślają autorzy raportu.
Jedną z przyczyn zmiany nastawienia Moskwy jest oczywiście dojście do władzy prezydenta Trumpa. Inną – znaczące osłabienie pozycji Rosji w obszarze Morza Bałtyckiego, z jednej strony wywołane dołączaniem Finlandii i Szwecji do NATO, z drugiej wykluczeniem Rosjan z kluczowych regionalnych formatów współpracy.
W tych okolicznościach jednym z celów Moskwy stało się wzmocnienie w obejmującym także Polskę „makroregionie bałtycko-skandynawskim” (BSM), jak określa się ten region na Kremlu. Aby to zadanie zrealizować, Rosja sięga po… współpracę akademicką.
Uniwersytety narzędziem Moskwy. „Rosja sama odpowiedziała na własne działania”
Jednym z efektów tej polityk jest tzw. Platforma Bałtycka, za pośrednictwem której Kreml próbował nawiązać kontakt z naukowcami, politykami i władzami lokalnymi państw bałtyckich. Dialog rozpoczynał się od tematów apolitycznych, takich jak sytuacja środowiskowa, i stopniowo przechodził w politykę.
Wysiłki te skończyły się jednak fiaskiem. Moskwie nie udało się zapoczątkować aktywnej wymiany, a rosyjscy naukowcy pozostali pariasami na arenie międzynarodowej. Nie pomogło wprowadzenie do formatu akademików z Białorusi czy Chin.
„Jak na ironię, Rosja nieświadomie sama odpowiedziała na własne działania – wypowiadając wojnę Ukrainie, odizolowała się i utraciła większość powiązań z Zachodem. W rezultacie metaforyczny 'statek badawczy BSM’, utknął na mieliźnie na Morzu Bałtyckim, które stało się obszarem zdominowanym przez NATO” – podsumowano w raporcie.


