Choć dużo się w ostatnich czasie mówiło o rozłamie w rosyjskich elitach, to Forum Ekonomiczne w Petersburgu pokazało, że rosyjski biznes woli nadal płacić haracz Kremlowi i finansować wojnę przeciwko Ukrainie, niż zaryzykować utratę przywilejów.
Forum Ekonomiczne w Petersburgu było swego czasu nazywane — nawet jeśli nieco na wyrost — rosyjskim Davos. Konferencja organizowana od 1997 r., na której spotykali się przedstawiciele biznesu, polityki i zagranicznych inwestorów miała być witryną nowej, postsowieckiej, a potem putinowskiej Rosji. Służyła budowaniu wizerunku kraju jako miejsca atrakcyjnego inwestycyjnie, technologicznie zaawansowanego z obiecującą perspektywą rozwoju.
Przez lata te cele udawało się realizować, czego potwierdzeniem był prestiż odwiedzających petersburskie forum gości. Północną stolicę Rosji odwiedzali z tej okazji m.in. dyrektorka Międzynarodowego Funduszu Walutowego Christine Lagarde, lider Chin Xi Jinping, premier Indii Narendra Modi, Anegla Merkel i Nicolas Sarkozy. Jego następca — Emmanuel Macron gościł na putinowskim forum w 2018 r. Gości tak wysokiej rangi próżno szukać w tegorocznym programie. Nawet gość specjalny, czyli Arabia Saudyjska, przysłała jedynie ministra energetyki.
Doradca Putina chwalił się przed forum, że po raz pierwszy od wielu lat na forum przyjedzie amerykańska delegacja. Okazało się, że na jej czele stoi Rodney Mims Cook, który w administracji Trumpa zajmuje się… sztuką. Cook jest kuratorem kontrowersyjnej rozbudowy Białego Domu, którą rozpoczął obecny prezydent USA. Natomiast Marco Rubio w wywiadzie dla Associated Press pytany o petersburskie forum powiedział, że nic mu nie wiadomo o udziale amerykańskiej delegacji.
Wśród gości, których udział definiuje tegoroczną edycję rosyjskiej imprezy znalazł się także Andrew Tate, mizogin ścigany z Wielkiej Brytanii i Rumunii m.in. za gwałt i handel ludźmi i Candance Owens — amerykańska konspirolożka, która zasłynęła twierdzeniem, że żona francuska pierwsza dama Brigitte Macron jest mężczyzną.
Taki zestaw na konferencji, niegdyś traktowanej jako poważne wydarzenie na przecięciu biznesu i polityki to oczywiście wynik rosyjskiego ataku na Ukrainę i międzynarodowej izolacji, która po nim nastąpiła. Zresztą na tegorocznym forum przedstawiciele rosyjskich władz usiłowali przekonywać, chyba przede wszystkich samych siebie, że zachodnie sankcje nie są spowodowane wojną, a zazdrością. Zachód zazdrościł Rosji tego, jak szybko się rozwija i dlatego postanowił włożyć jej kij w szprychy. Proste.
Jaki jest cel Forum Ekonomicznego w Petersburgu?
Od 2022 r. Forum Ekonomiczne w Petersburgu ma zupełnie inny cel niż początkowo. Podobnie jak inne wydarzenia i formaty współpracy międzynarodowej, w których uczestniczy Rosja, stało się ono dla Kremla polem bitwy. Impreza — z jej rozmachem i oprawą propagandową — ma utwierdzić przekonanych i przekonać nieprzekonanych, że Rosja jest potężna, wojna i sankcje nie szkodzą jej gospodarce, że epoka hegemonii zachodu nieuchronnie dobiega końca, a Rosja i jej sojusznicy z BRICS i globalnego Południa prędzej czy później wyjdą z tego starcia zwycięsko.
Pod tym względem tegoroczne forum nie różniłoby się szczególnie od imprez z lat poprzednich, gdyby nie to, że gości powitały w Petersburgu wstrzymany ruch na lotnisku i kłęby dymu wydostające się płonącego terminala naftowego w porcie. To wszystko efekty ukraińskiego ataku dronowego, który miał miejsce w nocy z 2 na 3 czerwca, dosłownie kilka godzin przed otwarciem konferencji. Choć ukraińskie bezzałogowce dolatywały już wcześniej nad Zatokę Fińską, to po raz pierwszy atak na Petersburg miał tak wyraźne, widoczne i odczuwalne skutki dla mieszkańców miasta. Dość powiedzieć, że kiedy inaugurowano Forum Ekonomiczne, lokalny portal Bumaga pisał o specjalnej folii, która zabezpiecza okna, gdy w pobliżu uderza dron i innych sposobach na zadbanie o własne bezpieczeństwa w przypadku ataku z powietrza.
Ukraiński atak wymierzony był w drugorzędną infrastrukturę portową, ale za to położoną tak, że trawiący ją pożar musiał zobaczyć każdy gość zmierzający do petersburskiego Ekspoforum. Nic więc dziwnego, że atak został odebrany jako kolejny gest symboliczny — po atakach na Moskwę — ewidentny afront wobec samego Putina. Nie dość, że miał miejsce w przededniu ważnej dla Kremla imprezy, to dotknął rodzinnego miasta Władimira Władimirowicza. Miejsca, gdzie on o jego koledzy ze spółdzielni „Oziero” budowali swoje majątki i wpływy, które wyniosły ich do szczytów rosyjskiej władzy. Pogląd o szczególnym sentymencie Putina do miasta, w którym się wychował jest przesadzony, jednak to właśnie ukraińskie drony stworzyły główną intrygę tegorocznego Forum — czy Putin, tak jak miał to zawsze w zwyczaju, w ogóle się na nim pojawi? Dwie doby, które minęły od ataku do planowanego wystąpienia rosyjskiego prezydenta okazały się wystarczające, by uspokoić obawy głowy państwa o bezpieczeństwo. Co prawda spóźniony półtorej godziny, w piątek Władimir Putin wyszedł jednak na scenę podczas sesji plenarnej.
Najpierw prezydent Rosji wygłosił przemówienie, potem odpowiadał na pytania z sali. Nic odkrywczego w jego wypowiedzi nie padło. Wystąpienia Putina są do bólu przewidywalne. Składają się ze standardowego pohukiwania na Zachód za to, że oszukał Rosję i przez to doprowadził do wojny, tutaj trzeba tylko zrobić poprawkę na to, że ostatnio w wypowiedziach rosyjskich oficjeli zamiast słowa Zachód częściej pojawia się słowo Europa, niejako domyślnie wyłączając z szeregu zajadłych wrogów USA, przynajmniej czasowo, dopóki Donald Trump próbuje z Rosją prowadzić dialog.
Oprócz tego jest zachwalanie kondycji rosyjskiej gospodarki, na dowód Putin zawsze znajduje odpowiednie wskaźniki makroekonomiczne. Tak było i tym razem, choć w Rosji panuje obecnie skrajny ekonomiczny pesymizm, bank centralny utrzymuje wysokie stopy procentowe — 14,5 proc., co blokuje dostęp do kredytów i wpływa na spadek inwestycji spada konsumpcja, mały i średni biznes nerwowo reaguje na coraz częstsze i powszechniejsze blokady internetu i podatkowe dokręcanie śruby, do tego dochodzi wywołane wojną i emigracją braki kadrowe. Rosyjski budżet ma rekordowy deficyt, którego nie jest w stanie załatać nawet podwyżka cen paliw kopalnych, którą spowodowała wojna w Iranie. Zdaniem Putina rosyjska gospodarka jest stabilna i w tym roku ma nawet perspektywę lekkiego wzrostu. Podobną pewność siebie prezentował w kwestiach wojennych, twierdząc, że inicjatywa na froncie jest po stronie Rosji, a Ukraina nie ma wystarczającego zaplecza do produkcji broni. Nie odniósł się ani do coraz częstszych ataków Ukrainy na terytorium Rosji, ani do blokady Krymu, gdzie trwa kryzys paliwowy.
Tło dla Putina
Ciepło Putin wyrażał się też o partnerach z BRICS, mówił o „równym partnerstwie” z Chinami i współpracy militarnej z Indiami, które mają kupić rosyjskie myśliwce SU-27.
Putin powtórzył po raz kolejny, że cele tzw. „specjalnej operacji wojskowej” nie uległy zmianie, a jednym z nich jest denazyfikacja Ukrainy. „Ciągle słyszymy: jaka denazyfikacja? A przecież niedawno w Ukrainie odbył się ponowny pochówek tych [osób], które zabijały niewinnych ludzi. Tylko Polacy zareagowali, dość słabo, ponieważ ci naziści zabijali Żydów i Polaków. Jednym z naszych celów jest denazyfikacja i będziemy dążyć do realizacji tego celu”. Putin zwrócił się ze sceny do rosyjskich żołnierzy, mówiąc, że to, co robią na froncie jest teraz szczególnie ważne i spuentował: „Pracujcie bracia!”
W momencie, kiedy występuje Putin, pozostałe wydarzenia i wystąpienia na forum stają się dla niego jedynie tłem. Warto jednak przytoczyć słowa Andrieja Bezrukowa, rosyjskiego agenta wywiadu zagranicznego, który w pierwszym dniu forum mówił, że Rosja będzie na wojnie jeszcze przez kilkadziesiąt lat, że co najmniej dwa pokolenia to będą pokolenia wojenne. Czas więc zbudować prawdziwą wojenną gospodarkę.
Z kolei Konstantin Małofiejew, oligarcha znany z prawosławnego fundamentalizmu i zagorzałego poparcia dla imperialistycznych wojen Kremla prezentował scenariuszem rozwoju sytuacji w Rosji, opracowane wspólnie z geopolitykiem Aleksandrem Duginem. Optymistyczny scenariusz zakłada użycie broni jądrowej, bo w ten sposób Rosja opanuje całą Ukrainę, rzuci na kolana Europę i zapewni sobie pozycję na arenie międzynarodowej.
Dalekim tłem tych wypowiedzi są realne zmiany, dotykające rosyjskich firm w związku z wojną. To już nie tylko wielomiliardowe publiczne zamówienia, które pompowały wzrost gospodarczy w ostatnich latach. Teraz rosyjskie firmy mierzą się z realnym zagrożeniem, wynikającym z przenoszenia działań zbrojnych na terytoriom Rosji. Największe rosyjskie firmy ubezpieczeniowe zaczęły oferować specjalne polisy, związane z „ryzykiem wynikających z działań zbrojnych”. Innym rodzajem polisy, zwłaszcza dla firm z branży paliwowej, choć nie tylko, są własne systemy obrony przeciwlotniczej. Rosyjskie władze właśnie zgodziły się na to, by firmy, w tym prywatne, mogły samodzielnie kupować systemy antyrakietowe i antydronowe, choć do tej pory handel bronią był wyłączną prerogatywą struktur państwa.
To więcej mówi o realnych uwarunkowaniach prowadzenia biznesu w dzisiejszej Rosji niż okrągłe zdania o odporności, wzroście i globalnej koniunkturze. O tym jednak ani urzędnicy, ani oligarchowie, ani szefowie państwowych spółek z putinowskiego nadania nie będą przecież dyskutować otwarcie. Choć dużo się w ostatnich czasie mówiło o rozłamie w elitach, to forum w Petersburgu pokazało, że rosyjski biznes woli nadal płacić haracz Kremlowi i finansować wojnę przeciwko Ukrainie niż zaryzykować utratę przywilejów. Nie ma już bowiem powrotu do status quo ante bellum. Wojna to jest dla Rosji pożądane status quo.




