Prezydent Karol Nawrocki zawetuje zmiany w podatkach zaproponowane przez premiera Donalda Tuska i ministra finansów Andrzeja Domańskiego. Taki wniosek płynie z sygnałów z Pałacu Prezydenckiego.

Jeszcze w wakacje, ale już w czasie przygotowań do rozpoczęcia nowego roku szkolnego premier i jego najbardziej zaufany człowiek w rządzie — minister finansów — ogłosili propozycję zmian w podatkach.

W Pałacu Prezydenckim od razu zebrali się ekonomiści prezydenta. — Na bieżąco eksperci przy prezydencie analizują to, jak oferta rządu ma się do projektu prezydenckiego — mówi człowiek z Pałacu Prezydenckiego. Ludzie od ekonomii w otoczeniu prezydenta to głównie Paweł Gruza i Leszek Skiba.

Propozycja rządu to podniesienie progu podatkowego z 120 tys. zł do 130 tys. zł. A także wprowadzenie 24 proc. podatku dla tych, którzy osiągną zarobek między 130 a 150 tys. zł. Wedle rządu skorzystać na tym miałoby 3,5 mln podatników. Proponowane przez rząd zmiany podatkowe mają być w ogólnym rozrachunku neutralne dla budżetu, bo rząd chce też równolegle zwiększyć dochody poprzez podniesienie CIT-u z 19 do 22 proc. dla podmiotów osiągających roczne przychody przekraczające 50 mln euro oraz podwyższenie o punkt proc. do 5 proc. daniny solidarnościowej od tych, którzy zarabiają ponad 1 mln zł rocznie. Ponadto rząd chce, aby od 2027 r. limit przychodów dla ryczałtu dla firm wynosił 250 tys. euro — obecnie limit ryczałtu wynosi 2 mln euro.

W Pałacu Prezydenckim i Prawie i Sprawiedliwości spodziewano się, że szef rządu ogłosi propozycje zmian w podatkach. Ale nie wiedziano, jakie to miałyby być zmiany. Gdy już padły, to w pałacu mówią: — Dużo szumu, ale niczego wielkiego w środku nie ma.

W pałacu propozycja rządu w sprawie podatków jest wyśmiewana. — Była i tyle. Nie emocjonujemy się — mówi współpracownik Nawrockiego. A rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz pozwolił sobie na żarty, stwierdzając — powołując się na ekonomistów i nie podając ich nazwisk — że oferta rządu to „ściema, bujda na resorach”.

Linię pałacu wyznaczają trzy punkty: Tusk nie dotrzymał słowa w sprawie podniesienia kwoty wolnej od podatku do 60 tys. zł, propozycja rządu podnosi podatki dla firm, niech Sejm w końcu zajmie się projektem prezydenckim złożonym rok temu.

Także publiczne sygnały wskazują na przyszłe weto. Paweł Szefernaker, szef gabinetu prezydenta, od razu pospieszył z krytyką propozycji rządu Tuska. „Mamy skomplikowane podatki? Rząd chce je jeszcze bardziej skomplikować, zamiast podnieść kwotę wolną tak, jak obiecywali w kampanii wyborczej. Nowa stawka PIT: 24 proc. i do tego wyższy CIT dla firm i niższy limit dla ryczałtowców. Krótko mówiąc: więcej liczenia, więcej zasad, więcej zamieszania. A można prościej. Projekt Prezydenta Karola Nawrockiego »PIT Zero. Rodzina na plus« złożony 8 sierpnia 2025 r. do Sejmu zakłada: podniesienie progu podatkowego do 140 tys. zł dla wszystkich, brak PIT dla rodziców z co najmniej dwojgiem dzieci do 140 tys. zł na osobę” — napisał.

Ze strony Konfederacji jest presja na weto. Sławomir Mentzen w czasie grilla w Krakowie powiedział: — Mam wielką nadzieję, że deklaracja toruńska wytrzyma tę propozycję i zostanie ona zawetowana, jeżeli przejdzie przez Sejm.

Deklaracja toruńska to osiem punktów, pod którymi w kampanii prezydenckiej podpisał się Karol Nawrocki. Wedle Mentzena podpis pod propozycją rządu byłby jej złamaniem przez prezydenta. W deklaracji czytamy bowiem w punkcie nr 1: „Nie podpiszę żadnej ustawy, która podnosi Polakom istniejące podatki, składki i opłaty lub wprowadza nowe obciążenia fiskalne dla Polaków”.

Ponadto ten sam Mentzen napisał na X: „Symboliczne podwyższenie progu podatkowego, ale w zamian potężne uderzenie w polskie małe firmy. Dopiero co rząd PiS wyrzucał setki tysięcy przedsiębiorstw z podatku liniowego na ryczałt, a teraz rząd KO obniża limit ryczałtu prawie dziesięciokrotnie. To jest kolejna negatywna rewolucja podatkowa dla mnóstwa polskich małych firm!”.

Nawrocki 8 sierpnia 2025 r. w Kolbuszowej (woj. podkarpackie) podpisał inicjatywę ustawodawczą „PIT Zero. Rodzina na plus” i wysłał ją do Sejmu. Propozycje prezydenta dotyczą zerowego PIT dla rodzin, które mają dwoje lub więcej dzieci i zakładają też podwyższenie drugiego progu podatkowego ze 120 tys. zł do 140 tys. zł. Koszty wprowadzenia tej ustawy szacowano różnie: od 14 mld zł (wedle Kancelarii Prezydenta) po 30 mld zł wedle rządu.

Linia prezydenta i PiS są zbieżne. Ludzie głowy państwa sugerują przyszłe weto. Prezes PiS co prawda wyjechał na urlop, ale napisał na X (rękami współpracowników): „Miały być poważne zmiany podatkowe, a jest kosmetyka! 80 proc. osób pracujących pominięto, a dodatkowe podatki, nawet dla dużych firm, które tworzą miejsca pracy dla naszych obywateli, mogą spowodować obniżenie konkurencyjności polskiej gospodarki. Panowie Tusk i Domański, uszczelnijcie system podatkowy, ukróćcie złodziejstwo, a pieniędzy wystarczy na podniesienie kwoty wolnej i wprowadzenie jednego wyższego progu na poziomie 180 tys. zł dla wszystkich. Weźcie się do pracy!”.

Dla PiS sprawa podniesienia limitu dla drugiego progu podatkowego to najważniejszy spośród ujawnionych punktów „planu Czarnka” — PiS chciałoby go podnieść do 180 tys. zł, co mogłoby kosztować 25-30 mld zł.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version