– Zabrali mi wszystko, co kochałem. Na podstawie jednego pomówienia. Właściwie brakuje mi słów, żeby to wszystko komentować – mówi Paweł.
Przez 13 lat Paweł służył w policji, w ostatnim czasie pracował w elitarnej jednostce „łowców głów” w Poznaniu. W dwa lata zatrzymał razem z zespołem 400 poszukiwanych przestępców. W sierpniu 2024 r. został wyrzucony z policji po tym, jak diler oskarżył go o kradzież narkotyków.
Miłosz S. opowiedział prokuratorowi, że Paweł wraz z trzema innymi policjantami przyjechali do domu jego matki, aby zabrać m.in. pół kilograma marihuany. Funkcjonariusze mieli działać na polecenie narkotykowej konkurencji. Opowieść Miłosza S. zmieniała się kilkukrotnie.
Przeczytaj także: „Gdy usłyszałem słowa sędziego, poleciały mi łzy”. Salim Touahri po 7 latach udowodnił, że jest niewinny
Prokuratura Okręgowa w Poznaniu postawiła zarzuty Pawłowi, choć już pobieżna weryfikacja zeznań Miłosza wskazywała na jego konfabulacje. Policjanci pojawili się bowiem w mieszkaniu matki Miłosza, ponieważ na numer alarmowy zadzwoniła sąsiadka zaniepokojona domową awanturą, a nie, jak twierdził diler, z powodu działań narkotykowej konkurencji.
W sierpniu 2025 r., rok po wyrzuceniu Pawła z policji, Sąd Okręgowy w Poznaniu uniewinnił mężczyznę. Sędziowie wytknęli fundamentalną dziurę w całym oskarżeniu. Prokurator domagał się więzienia za kradzież narkotyków, których… nigdy nie znaleziono. W aktach nie ma żadnej ekspertyzy chemicznej czy dowodu rzeczowego, a całe oskarżenie oparto w głównej mierze na opowieści dilera.
Dlaczego diler wskazał Pawła? Sędziowie Sądu Okręgowego którzy go uniewinnili, widzieli to tak: skuteczny policjant odnajduje w krótkim czasie 400 poszukiwanych przestępców, zatem zemsta jest najbardziej logicznym motywem działania Miłosza S. Być może, zastanawiali się sędziowie, działał on na czyjeś zlecenie. Choć, jak sami dodali, są to tylko rozważania, bo dowodów na taką tezę nie ma.
Policja zasłania się biurokracją
Historię Pawła opisaliśmy w Interii pod koniec stycznia w reportażu „Ósme przykazanie”. Wtedy brak przywrócenia do służby policja tłumaczyła biurokracją i brakiem odpowiednich procedur. W skrócie Paweł nie może wrócić do pracy, bo został wyrzucony z powodu „ważnego interesu służby” (artykuł 41. Ustawy o policji), a ta procedura nie przewiduje ponownego zatrudnienia, nawet jeśli policjant jest niewinny.
Tymczasem zgodnie z przepisami kodeksu postępowania administracyjnego (art. 154) decyzja może być w każdej chwili zmieniona przez osobę, która ją podjęła. Swój rozkaz o zwolnieniu Pawła mógłby zmienić nadkomisarz Tomasz Olczyk, Komendant Wojewódzki Policji w Poznaniu. Lub insp. Marek Boroń, Komendant Główny Policji, który podtrzymał decyzję nadkomisarza Olczyka.
W styczniu rzecznik Komendy Wojewódzkiej w Poznaniu tłumaczył, że „występują przeszkody formalne”. Perspektywa policji była następująca: ponieważ obrońca Pawła zaskarżył w 2024 r. decyzję komendanta Olczyka do Sądu Administracyjnego, sprawa nie jest zakończona, więc komendant nie może odwołać swojej decyzji.
Wyrok uniewinniający to za mało
Kilka tygodni temu Sąd Administracyjny zakończył postępowanie. Decydował on jednak wyłącznie o tym, czy policja mogła zwolnić Pawła jeszcze przed końcem procesu karnego. Sędziowie uznali, że komendant Olczyk miał do tego prawo, ale w żaden sposób nie oceniali, czy ta decyzja była słuszna.
W teorii nic nie stoi już na przeszkodzie, aby cofnąć rozkaz i przywrócić policjanta do formacji. W praktyce nie wiadomo, kiedy i czy w ogóle były „łowca głów” założy jeszcze mundur.
Przeczytaj także: Śmierć pod kołami. Prowadziła prokurator. „Ona śmieje się nam w twarz”
Policyjna centrala uważa bowiem, że prawomocne uniewinnienie nie daje Pawłowi automatycznego prawa do powrotu. Wyrzucono go za utratę „nieposzlakowanej opinii”, a zdaniem Komendy Głównej Policji pojęcie to nie oznacza wyłącznie „niekaralności”. Powołując się na definicję ze Słownika Języka Polskiego, przedstawiciele KGP argumentują, że „poszlaka” to podejrzenie – sam fakt postawienia zarzutów wystarczył więc, by policjant stracił nieskazitelny wizerunek. I nie zmienia tego nawet wyrok uniewinniający.
Dodatkowo prokuratura złożyła kasację od wyroku do Sądu Najwyższego. Sama policja – jak piszą przedstawiciele biura prasowego KGP – stawia tzw. interes służby ponad dobro funkcjonariusza, wymagając, by w jej szeregach służyły wyłącznie osoby niebudzące absolutnie żadnych wątpliwości.
– Nic złego nie zrobiłem, ale to ja ponoszę konsekwencje fałszywego oskarżenia – mówi Paweł. – Do policji chcę wrócić, ale nie chcę na to czekać latami – dodaje.
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: [email protected]













