Skoro Tobiasz Bocheński już musi szczuć na Ukraińców, to niech chociaż nie broni nas przed nimi, pchając w ramiona niemieckich żołnierzy. Ale nawet gdyby Bocheński mógł deportować Ukraińców w wieku poborowym, którzy nie pracują legalnie w Polsce, to nie bardzo miałby kogo. Ich aktywność zawodowa jest niezwykle wysoka.
Ukraińcy są na polskim garnuszku? Te wyliczenia rozwiewają wątpliwości
Wysoki, przystojny, uśmiechnięty. Z entuzjazmem mówi nawet o zamachu smoleńskim albo ekshumacjach na Wołyniu. Owszem, poseł Sasin też tak umie, ale nie wygląda, jakby był z KO, a Tobiasz Bocheński wygląda. I to bardzo. Ludzka twarz PiS ma tego dosyć. Wie, że każdy taki młody, mądry i ładny w PiS kończy tak samo, a on nie chce. Wie i postanowił: albo Tobiasz ich, albo oni Tobiasza. A drybluje, jak się zaraz przekonamy, jak nikt.
Był kiedyś taki piłkarz Ole Gunnar Solskjær, baby face killer z Manchesteru United. Wyglądał jak dzidzia, atakował jak Clint Eastwood. I nasz Tobiasz jest taki sam, a może nawet lepszy.
Najpierw przyjęcie piłki: „Przychodzi młody Polak, który chce podjąć pracę w niewykwalifikowanym zawodzie, i słyszy, że jej nie dostanie, bo jest w kolejce 20 Ukraińców”. Potem zwód: „Nie powinno się szczuć na nikogo, ale nie można nazywać szczuciem każdej emocji”. I kolejny: „Gdyby wszyscy Ukraińcy nagle zniknęli, to mielibyśmy problem”. Obrońcy zgubieni, można strzelać: „Deportujmy Ukraińców, mężczyzn w wieku poborowym, którzy nie pracują legalnie w Polsce. Będą mieli okazję walczyć o swoją ojczyznę, żeby horror tej wojny się szybko zakończył, i Polska w tym zdecydowanie, kategorycznie i bezkompromisowo pomoże”.
Nawet gdyby mógł, Tobiasz nie bardzo ma kogo deportować. Jak pokazał prof. Duszczyk, najlepszy znawca demografii w Polsce: licząc razem z pracującymi studentami, aktywność zawodowa Ukraińców w Polsce sięga 95 proc. Wynik trudny do znalezienia gdzie indziej na świecie. Tobiasz powie później, że to zmyłka była albo za bardzo w prawo się odchylił, jak strzelał. Normalnie by trafił.
Tak jak w 2020 r., gdy zapytany o słowa lokalnego kuratora o „wirusie LGBT”, uderzył bez przyjęcia: „Tak, podpisałbym się pod tą wypowiedzią. Można równie dobrze mówić o wirusie marksizmu”. Cztery lata później, grając o mistrzostwo Warszawy, kajał się z wdziękiem trampkarza: „To był błąd z mojej strony i absolutnie nie podtrzymuję tych słów”. I uspokajał: „Absolutnie nie jestem politykiem, którego określa się mianem skrajnego, raczej centrowego”.
Zapewne z tych centrowych pozycji na kongresie w Przysusze, gdzie został wiceprezesem PiS, bronił tezy Przemysława Czarnka o „odradzającej się ideologii nazistowskiej na Ukrainie”, dodając, że „to nie jest propaganda Kremla”, z czym natychmiast zgodziła się kremlowska agencja TASS.
Na tym samym wyjeździe Tobiasz wykonał swój popisowy numer, stwierdzając: „W czasie II wojny światowej niektórzy Polacy uciekali pod opiekę niemieckich żołnierzy, bo woleli to, niż konfrontować się z UPA”. Hitlerowcy szczęśliwie zaopiekowali się Polakami, ale już wobec Tobiasza nie byli tacy łaskawi. Jak Rosjanie na Nawalnego, tak Niemcy zasadzili się na Tobiasza w samolocie. Nie chował jednak urazy: „Nie jest najistotniejsze to, skąd jest masło. Akurat było niemieckie i zrobiłem prawdziwe zdjęcie tego, co było na tacce”.
Że nasi centrowi politycy muszą być prawicowi, prawicowi skrajnie prawicowi, a skrajnie prawicowi podwójnie skrajnie prawicowi — to jeszcze rozumiem. Dlaczego Tobiasz i koledzy szukają sobie zawsze najsłabszych, żeby ich napaść — jak nie kobiety, to LGBT albo Ukraińcy — to w sumie też. Nie mam wysokich oczekiwań. Ale czy w Polsce, żeby być skrajnie prawicowym, trzeba być koniecznie idiotą? Powiesić sobie fotowoltaikę na dachu, żeby w pierwszym wystąpieniu jako kandydat na premiera nazwać to „OZE-sroze”. Następnie zapowiedzieć, że się z tego wycofa, i zaraz wycofać z tego wycofania, bo przyszedł rachunek za prąd. Wyobraźcie to sobie: Czarnek po tej piętrowej żenadzie dalej mieszka z „OZE-sroze” na dachu. Skoro już porównał to z gównem, to mógłby się szarpnąć na to, żeby sobie to „gówno” zdjąć. A tak jest kandydatem na premiera z „gównem” na dachu.
Skoro Tobiasz już musi szczuć na Ukraińców, to niech chociaż nie broni nas przed nimi, pchając w ramiona hitlerowskich żołnierzy. A jeśli już musi, to niech przynajmniej nie narzeka na niemieckie masło. Chyba że przez to masło polubił hitlerowskich żołnierzy. I teraz woli ich od Ukraińców. I to jest cały Tobiasz Bocheński podany na tacce.