Jaki kraj, taka polityka zagraniczna. Ukraina ma drony, Rosja rakiety, Ameryka lotniskowce, Arabowie ropę, Chiny metale rzadkie, a Polska wojuje medalami.
Za skądinąd szkodliwą i niepotrzebną, decyzją prezydenta Zełenskiego nadania jednemu z prestiżowych oddziałów imienia Bohaterów UPA poszły jeszcze bardziej szkodliwe i niepotrzebne decyzje Polaków: prezydent Nawrocki wniósł o odebranie Orderu Orła Białego Zełenskiemu. Były ambasador Polski w Kijowie Bartosz Cichocki oddał swój medal. Przemyśl i Chełm postanowiły zapytać mieszkańców, czy nie oddać swoich medali Miasta Ratownika, które dostały od Ukrainy.
Kiedyś Ryszard Kapuściński napisał książkę „Wojna futbolowa”, której tytuł stał się metaforą zastępowania polityki zagranicznej walką na symbole. Kapuściński najczęściej opisywał osobliwości państw egzotycznych. My takim przestaliśmy być gospodarczo, ale politycznie jesteśmy egzotyką. Prezydentem może być u nas człowiek kojarzony ze stręczycielstwem i kibolskimi ustawkami. Półświatek bardziej nowoczesny, kryptowalutowowy finansował u nas dwie największe partie prawicowe i największy związek sportowy (w sumie też mamy więc swoją małą wojnę futbolową, ale domową).
Ogłoszono już, że zbierze się Kapituła Orderu Orła Białego i będzie debatować nad decyzją, czy Zełenskiemu zabierać order wręczony przez poprzednika z tej samej strony — Andrzeja Dudę. Kreml drży. Sztab Generalny Federacji Rosyjskiej zapewne przerwał odprawę. Ławrow zakrztusił się setką wódki. Na froncie pod Pokrowskiem rosyjscy żołnierze lamentują: „I po nas. Polacy zaczęli odsyłać odznaczenia”.
Polakom oczywiście nie chodzi o Ukraińców, tylko o Polaków. A najbardziej o Tuska. Pod tym względem prawicą wciąż rządzi Kaczyński. Emancypujący się Nawrocki czy Morawiecki, nawet gdy śpią, śnią tylko o Tusku. Prezydent odbierze medal, broniąc nas przed demonami UPA. Decyzja prezydenta wymaga kontrasygnaty premiera. Tusk będzie musiał zdecydować, po której jest stronie. Czy tam, gdzie stoją patrioci, czy tam, gdzie stała UPA. Czyli po polsku: nawet gdy prawica zrobi w Polsce coś historycznie przyzwoitego, geopolitycznie rozsądnego, zaraz sprawdza, czy da się to cofnąć z powodu jakiegoś symbolu.
Cywilizowanych i niepsujących strategicznego sojuszu metod nie brakuje. Można wezwać ambasadora. Można wystosować notę. Można się domagać konkretnych decyzji w sprawie ekshumacji, edukacji, upamiętnień, podręczników, wspólnych komisji historycznych. Można powiedzieć: nie przejdziemy nad tym do porządku dziennego, ale nie będziemy też demolować aliansu, który jest jednym z fundamentów naszego bezpieczeństwa.
Ale dlaczego nie właściwie? Ktokolwiek by tu na końcu przyszedł, będzie potrzebował jakichś Polaków do rządzenia krajem. Tych z prawej strony, z Bolesławem Piaseckim, Paxem, Grunwaldem, Moczarem, ZBOWiD, nawet w komunie nie brakowało. Jeśli medale, symbole religijne i historyczne wydarzenia będą dla nas ważniejsze niż sojusze, to nie zwalajmy później na zaborców. Nasze medale masowego rażenia raczej nie pomogą nam wygrać z Rosją, która ma broń atomową masowego rażenia. Pomoże nam za to sojusz z Ukrainą. Właśnie go zaprzepaszczamy.
W tle jest jeszcze jedna, głębsza słabość: kicz patriotyczny. W tej estetyce patriotyzm nie jest działaniem na rzecz bezpieczeństwa, silnej pozycji kraju i sprawczości państwa. Jest odpowiednim ruszaniem ustami przy hymnie i właściwym ustawieniem do kamery. To dlatego odebranie medalu wydaje się politykom aktem odwagi. Nie dlatego, że coś zmienia, ale dlatego, że świetnie wygląda w kadrze. Patriotyzm zredukowany do rekwizytów zawsze kończy się tak samo: rekwizyty zaczynają przesłaniać politykę. A na końcu przychodzi Rosja, pobite narody tracą niepodległość, ale zyskują bohaterów i wrogów. I kółko się zamyka.
Być może kiedyś historycy opiszą ten moment jako kolejną w historii odsłonę naszej politycznej niedojrzałości: czas, w którym Polska miała realny wpływ na kształt powojennego ładu w regionie, mogła zapewnić sobie na trwałe niepodległość, ale postanowiła się skupić na symbolach. Każda partia ma swoją politykę zagraniczną, której celem jest pokonanie wroga wewnętrznego, a nie zewnętrznego. Co tam Rosja, jeśli jest szansa Tuska skompromitować! Rozegraliśmy kilkanaście sezonów ligi smoleńskiej. Rozegramy kilka także ligi wołyńskiej. Wojna futbolowa, wojna medalowa, a wojna z Rosją poczeka.

