-
Szef MSZ Radosław Sikorski ponownie zaapelował do prezydenta o podpisanie nominacji ambasadorskich.
-
Prezydencki minister Marcin Przydacz odparł, że to Sikorski odpowiada za powstały kryzys i zarzucił mu brak niezależności od decyzji premiera.
-
Spór o powoływanie ambasadorów między MSZ a Pałacem Prezydenckim trwa od ponad dwóch lat.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Radosław Sikorski opublikował nagranie na platformie X w trakcie swojej wizyty w Kijowie. W materiale wypowiedział się Piotr Łukasiewicz – od ponad dwóch lat kierujący polską ambasadą w Ukrainie jako charge d’affaires.
Sikorski zwrócił się do Nawrockiego. „Apeluję o podpis nominacji ambasadorskich”
– Służba w Kijowie faktycznie jest dla nas wyzwaniem, ale też zaszczytem i honorem. Zwłaszcza tutaj – jesteśmy tą pierwszą linią styku również z Rosjanami i z rosyjskimi rakietami. Mamy wsparcie ze strony Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Chcielibyśmy, żeby wszyscy Polacy wierzyli w to, że mają dobrą reprezentację dyplomatyczną tutaj, w Kijowie – mówił Łukasiewicz.
Na nagraniu pojawił się także sam wicepremier i minister spraw zagranicznych, który określił ambasadę Polski w Kijowie „wojenną placówką”. Sikorski zwrócił się wprost do Karola Nawrockiego.
„Po raz kolejny apeluję do Pana Prezydenta o podpis nominacji ambasadorskich” – napisał Sikorski na platformie X.
Przydacz odpowiedział Sikorskiemu. Stanowcza reakcja z Kancelarii Prezydenta
Na apel ministra spraw zagranicznych odpowiedział szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz.
Według Przydacza to Sikorski wywołał kryzys w sprawie nominacji ambasadorskich, „łamiąc wszelkie zasady funkcjonujące dotychczas w sprawach obsady placówek”. „Mówiąc wprost, że liczy pan na zwycięstwo Rafała Trzaskowskiego, który miał usankcjonować swoim podpisem pańskie działania. Tak się nie stało” – napisał na platformie X.
„Mimo braku konstruktywnej postawy pana ministra – prezydent Karol Nawrocki podjął działania mające na celu wypracowanie porozumienia ze stroną rządową w tej sprawie. Negocjacje współpracowników pana ministra i pana prezydenta trwały wiele miesięcy i zakończyły się wypracowaniem porozumienia dobrego dla Polski. Z zachowaniem zgodności przepisów prawa i dotychczasowej wieloletniej praktyki” – podkreślił prezydencki minister.
„Pan minister zgodził się na to porozumienie wobec prezydenta RP. Po czym po kilku dniach Kancelaria Prezydenta otrzymała z MSZ informację, że na żadne porozumienie z prezydentem nie godzi się premier” – dodał Przydacz.
„Okazał się pan niewłaściwym podmiotem negocjacji, bez mandatu, bez uprawnienia, bez podmiotowości. Mimo ewidentnych uprawnień przysługujących ministrowi spraw zagranicznych. Po prostu za pana decyduje ktoś inny. Trudno prowadzić jest rozmowy z kimś, kto nie jest władny samodzielnie podejmować decyzji. Cała reszta jest pańską nieczystą grą polityczną” – oświadczył.
Przydacz zaapelował do ministra Sikorskiego „o podmiotowość i powrót do praktyki funkcjonującej przez całe dekady”.
Spór o nominacje ambasadorskie. Napięcia między prezydentem a MSZ
Sikorski poinformował w ubiegłym tygodniu, że na biurku prezydenta jest 46 kandydatur na polskich ambasadorów i w zdecydowanej większości to zawodowi dyplomaci. Według ministra spraw zagranicznych Nawrocki „wynajduje preteksty”, by nie zgadzać się na te nominacje.
Spór między MSZ a Pałacem Prezydenckim w sprawie nominacji ambasadorskich trwa od przeszło dwóch lat. W marcu 2024 r. minister Sikorski zdecydował, że ponad 50 dotychczasowych ambasadorów zakończy misję dyplomatyczną, a kilkanaście kandydatur – zgłoszonych do akceptacji przez poprzednie kierownictwo resortu – zostanie wycofanych.
Ówczesny prezydent Andrzej Duda podkreślał, że „nie da się żadnego ambasadora polskiego powołać ani odwołać bez podpisu prezydenta„.
W miejsce ambasadorów, którzy opuścili placówki, ale nie zostali wówczas formalnie odwołani przez prezydenta, trafili wskazani przez MSZ charge d’affaires – dyplomaci niemający statusu ambasadorów.
Po objęciu prezydentury przez Nawrockiego spór dotyczący nominacji ambasadorskich wciąż trwa. Prezydent sprzeciwia się w szczególności nominowaniu na ambasadorów obecnego szefa placówki w Waszyngtonie Bogdana Klicha oraz Ryszarda Schnepfa, charge d’affaires we Włoszech.
Nawrocki tłumaczył się z odmowy nominacji ambasadorów
Pod koniec sierpnia, podczas pierwszego dnia wydarzenia „Przyszłość.pl” w Juracie, prezydent wyjaśniał, z czego wynika jego odmowa. Nawrocki stwierdził m.in., że sytuacja konstytucyjnie jest prosta: rząd wskazuje kandydatów na urząd ambasadora, a głowa państwa składa stosowny podpis w celach akceptacji. Podkreślał jednak, że proces wymaga dialogu między prezydentem a rządem.
– Ja nie zostawałem prezydentem Polski po to, aby być notariuszem jakiegokolwiek rządu, tego dzisiejszego czy tego, który może przyjdzie po nim – mówił prezydent.
Nawrocki wyznał, że dyskusja o obsadzeniu stanowisk ambasadorskich była niemal zakończona, ale rozmowy zostały przerwane. W ubiegły piątek, podczas konferencji prasowej, Radosław Sikorski odpierał te uwagi.
– Nie ma potrzeby żadnego porozumienia, ustawa mówi, że prezydent powołuje ambasadora na wniosek ministra spraw zagranicznych. Prawidłowo przygotowany wniosek zawiera zgodę kandydata, opinię kontrwywiadu, zgodę sejmowej komisji (spraw zagranicznych) i zgodę państwa przyjmującego – zaznaczył szef MSZ. Jak dodał, przyjęcie nominacji to „prerogatywa, ale i obowiązek” prezydenta.
Zgodnie z art. 39 ustawy o służbie zagranicznej ambasadorzy są powoływani i odwoływani przez prezydenta na wniosek ministra spraw zagranicznych zaakceptowany przez szefa rządu.
-
Lider traci, premier zyskuje. Najnowszy ranking zaufania do polityków
-
Premiera filmu „1939 r. – list do Putina”. Sikorski: Szczególnie wymowne dzisiaj














