Obawa polega oczywiście na tym, że w pewnym momencie te dwie wojny — w Iranie i w Ukrainie — połączą się. To wręcz oczywiste, dlaczego tak może się stać — mówi słynny francuski geopolityk Dominique Moisi.

Dominique Moisi: Izraelczycy i irański reżim mają czas, a Amerykanie niekoniecznie. Izrael ma też konkretny cel: obalenie reżimu ajatollahów. Iran natomiast chce przetrwać amerykańsko-izraelski atak. A Trump? Nie za bardzo wiemy, jaki jest jego cel. W pewnym sensie on już prawie przegrał, bo irański reżim trwa, mimo że jest osłabiony. Czujemy też wyraźnie, że Amerykanie nie chcą tej wojny, a świat nie chce globalnego kryzysu gospodarczego. I dlatego Trump zapewne chciałby natychmiastowego kompromisu. Ale nie wiadomo, jak można go osiągnąć. W dniu wybuchu wojny napisałem tekst „Trump, główny awanturnik, na dobre lub na gorsze”. Najlepszy scenariusz się nie spełnił: reżim nie upadł. I choć najgorszy jeszcze nie nastąpił to się zbliża. Istnieją duże wątpliwości co do zdolności i woli po stronie amerykańskiej.

— Po stronie amerykańsko-izraelskiej popełniono błąd, a właściwie kilka oczywistych błędów. Pierwszym było postrzeganie irańskiej władzy jako piramidy, struktury pionowej. Myślano, że wprawdzie po odcięciu głowy ciało może jeszcze przez jakiś czas funkcjonować jak zdekapitowany kurczak, ale podobnie jak ten kurczak reżim w końcu padnie martwy i że nastąpi to szybko. Jednak struktura władzy w Iranie jest znacznie bardziej horyzontalna. Składa się z szeregu sieci i została zaprojektowana tak, aby przetrwać wstrząsy. Drugim poważnym błędem było to, że nie uwzględniono od razu rozszerzenia konfliktu przez Iran na kraje Zatoki Perskiej oraz wysokiego prawdopodobieństwa zablokowania cieśniny Ormuz.

— Ten drugi błąd wynika z pierwszego: uważano, że obalenie reżimu położy kres konfliktowi i nie trzeba zadawać sobie żadnych innych pytań. Tak się jednak nie stało. Jest też inny błąd, bardzo interesujący z militarnego punktu widzenia: nie sądzę, aby Amerykanie wyciągnęli wnioski z wojny w Ukrainie. Nie dostrzegli, jak bardzo drony wyrównują szanse między silnymi a słabszymi. Zresztą w obu tych wojnach widać wielką pychę po stronie silniejszego. Trump i Putin toczą więc w pewnym sensie tę samą wojnę. Putin uważał, że może bez trudu wchłonąć Ukrainę. A Trump uważa, że może bez trudu obalić reżimu mułłów. Chęć radykalnej transformacji Iranu przypomina strategię zastosowaną przez Rosję w 2022: atakując Ukrainę, celem Moskwy było również ostateczne położenie kresu niepodległości tego kraju.

Zarówno Putin, jak i Trump się mylą. Naród ukraiński jest nadal niezależny. A naród irański nadal pozostaje pod jarzmem ajatollahów.

— Taka jest również moja opinia.

— Właśnie w tym tkwi problem. Słabością sojuszu amerykańsko-izraelskiego jest to, że wojna Izraela i wojna Ameryki to nie ta sama wojna. Dla Izraela obalenie reżimu ma znaczenie egzystencjalne. I tym razem powiedzieli sobie: „mamy amerykańskiego prezydenta w kieszeni, który będzie nas wspierał”. Prawie 100 proc. Izraelczyków popiera wojnę Netanjahu. Jednocześnie zaledwie jedna czwarta Amerykanów uważa, że wojna Trumpa jest uzasadniona. Im dłużej będzie trwała i im większe będą amerykańskie straty, tym większe ryzyko, że to marne poparcie jeszcze osłabnie. Trump mógłby powiedzieć: „poprzednia wojna trwała 12 dni. Ta skończyła się po 21 dniach. W tej drugiej operacji, dopełniłem wyniki pierwszej. Iran nie będzie już stanowił zagrożenia ani dla regionu, ani dla świata. Odchodzimy.”

Krótko mówiąc, wojna jest szansą dla „Bibiego”, a ryzykiem dla Trumpa. Izrael chce dotrzeć do końca. Ameryka Trumpa wolałaby zapewne zatrzymać się w połowie drogi.

— Irański reżim jest bardzo osłabiony i może zdecydować, że absolutnie potrzebuje rozejmu. A poza tym atakując kraje Zatoki Perskiej i zamykając cieśninę Ormuz, reżim szkodzi sobie gospodarczo i politycznie. Nadejdzie więc moment, w którym nawet Iran będzie musiał to zakończyć. I tak naprawdę głównymi przegranymi tej operacji będą sami Irańczycy. Teraz znaleźli się między kulami strażników rewolucji a bombami „wyzwolicieli”, a po zakończeniu wojny najprawdopodobniej będą dalej żyli pod ajatollahami.

— Wojna na Bliskim Wschodzie, która na razie ma na pozór najpoważniejsze konsekwencje w zakresie węglowodorów, zbiega się w czasie z inną wojną — tą w Europie. Obawa polega oczywiście na tym, że w pewnym momencie te dwie wojny — w Iranie i w Ukrainie — połączą się w procesie, którego przebieg na razie trudno sobie wyobrazić, ale nie jest to nie do pomyślenia. To wręcz oczywiste, dlaczego tak może się stać. Mamy dwa wielkie konflikty. W obu przypadkach mamy te same podziały i tych samych aktorów. W pewnym momencie może pojawić się pokusa, aby je połączyć. I dlatego niektórzy mówią, że jesteśmy u progu trzeciej wojny światowej. Nie jest to całkowicie niemożliwe, ale ten scenariusz wydaje mi się mało prawdopodobny.

— Napisałem tak pod wpływem chwili. Podkreślałem rosyjską pokusę rozszerzenia konfliktu na inne kraje Europy. Gdyby Rosja zaatakowała członków NATO, ci zareagowaliby, co prawdopodobnie doprowadziłoby do katastrofalnego scenariusza. Wydawało mi się, że Iran będzie miał dla Europy głównie konsekwencje gospodarcze. Dziś widzę inne zagrożenie — jednoczesność tych wojen może doprowadzić do ich połączenia.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version