Najważniejszym celem Adama Bielana jest utrącenie Przemysława Czarnka. Idę po popcorn.
Na zdjęciu z pojednawczej kolacji Jarosława Kaczyńskiego z Mateuszem Morawieckim ten jeden element jest zaskakujący: Adam Bielan, gospodarz tej siedmiogodzinnej biesiady.
To pokazuje, że rola Bielana jest znacznie ważniejsza niż formalne stanowiska — bo nie ma go w żadnych z kluczowych organów PiS. Najważniejsze są bowiem kolacje, które organizuje. Wcześniej ważną rolę odegrał w kampanii prezydenckiej Karola Nawrockiego. To on wciągnął w grę przeciwko Rafałowi Trzaskowskiemu innego kandydata koalicji — Szymona Hołownię. Doradcą Hołowni był Michał Kamiński, teoretycznie senator koalicji. W praktyce już wówczas skrycie współdziałał z Bielanem. Omotali biednego Hołownię i potraktowali go jak maczugę na Trzaskowskiego. Ostatnim akordem było zwabienie na kolację z Kaczyńskim w domu Bielana, gdzie w zamian za pozory uznania złożył im solenne śluby, że jako marszałek Sejmu zorganizuje zaprzysiężenie Nawrockiego na prezydenta. Dziś już nie jest im potrzebny.
Tandem
W latach 2001-2010 Bielan i Kamiński byli w PiS nierozłącznym tandemem. Prezentowali się jako główni autorzy sukcesów kampanijnych partii — w tym podwójnego zwycięstwa w 2005 r., gdy Lech Kaczyński niespodziewanie pokonał Donalda Tuska w wyborach prezydenckich, PiS zaś zwyciężyło z PO w wyborach parlamentarnych. Nawet jeśli przypisywali sobie dużą część cudzych sukcesów, to robili to skutecznie. Na pewno ówczesny premier Kazimierz Marcinkiewicz był ich pomysłem i pod dużym ich wpływem.
Odeszli obaj w 2010 r. po porażce Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich. W tamtej dziwnej kampanii po tragedii w Smoleńsku promowali go jako kandydata środka, przebrali w beżowe sweterki i zaprowadzili do kolorowych gazet. W wywiadzie dla „Newsweeka” prezes PiS tłumaczył później, że podali mu leki, co miało tłumaczyć zgodę na łagodną kampanię. Po porażce najwyraźniej leki odstawił, bo dokonał radykalnego, zamachowego zwrotu i przystąpił do rozprawy z twórcami kampanii — w tym z panami B&K.
Wyszli z PiS w szerszej grupie — m.in. z Joanną Kluzik-Rostkowską i Pawłem Kowalem. Ale Bielan szybko zdradził także Kamińskiego. Gwizdnął kody do strony internetowej oraz listę sympatyków partii Polska Jest Najważniejsza, którą tworzyli. Już wówczas było jasne, że rozwalając od środka szalupę uciekinierów, gra na powrót do PiS. Nie ma się co dziwić — nigdy normalnie nie pracował, jest politykiem od czasów studiów, więc wszystko odda za mandat, którego PJN mu nie gwarantowała.
Żuczek gnojowniczek
Przed powrotem do PiS dostał od Kaczyńskiego dodatkową pokutę — musiał odegrać rolę żuczka gnojowniczka, który innych nurza w łajnie. To nie jest — wbrew famie — moje autorskie określenie działań pana Adama. Tak nazwali go koledzy z partii Porozumienie Jarosława Gowina, do której zapisał się, czekając na łaskę prezesa. Gowinowcy razem z ziobrystami zawarli w 2014 r. koalicję z PiS i rok później jako Zjednoczona Prawica zdobyli samodzielną większość. Bielan został senatorem i na nowo znalazł się blisko Kaczyńskiego.
Cel miał jasny — chciał wrócić do Parlamentu Europejskiego, z którego za swego członkostwa w PiS czerpał kasę pełnymi garściami. A jeśli cokolwiek pan Adam lubi, to lubi nade wszystko kasę.
W pandemii zaczęły się kłopoty Kaczyńskiego z Gowinem, który odmówił poparcia dla wyborów kopertowych. Kaczyński ustąpił, ale jednocześnie wydał wyrok na Gowina, rolę Judasza powierzając Bielanowi. To właśnie Bielan na początku 2021 r. dokonał rozłamu w partii, który zakończył los Porozumienia, a Gowina zaprowadził na leczenie. Nagrodą był wymarzony powrót do PiS i mandat europosła.
Tak jak ograł Gowina, tak ograł Hołownię. Był już wówczas na nowo w tandemie z Kamińskim — o czym wiedział tylko Kaczyński. Kamiński od odejścia z PiS latami publicznie wyzywał prezesa. Ale na początku kampanii prezydenckiej po cichu przeprosił się z Bielanem i wspomagał PiS. Z opóźnieniem podążył tą samą gnojową ścieżką.
Dziś Bielan ma kolejną misję w stylu żuczka gnojowniczka — zablokować premierostwo Przemysława Czarnka. Działa z pełnym rozmachem — dziennikarzom opowiada, że Czarnek pije i jest na niego cała szafa haków. Jest stronnikiem Morawieckiego, ale bez przesady — nie będzie za niego ginął, bo osierociłby lukratywny mandat w Brukseli. Wrodzy Morawieckiemu „maślarze” twierdzą nawet, że Bielan opowiada Amerykanom, że Czarnek jest antysemitą.
Czarnek ma wiele defektów, ale z punktu widzenia Bielana jeden zasadniczy — będzie pierwszym premierem z nadania PiS, który nie będzie się go słuchał tak jak Marcinkiewicz, Kaczyński, Szydło i Morawiecki. A więc na pewno chla i jest antysemitą.

