Z programu SAFE finansowany będzie zakup europejskiej, w tym polskiej broni, co nie podoba się patronowi Karola Nawrockiego znad Potomacu. A to tylko jeden z powodów, dla których prezydent zawetował ustawę o SAFE.
Nikt, kto rozważa rozwód, nie zwiąże się z małżonkiem wspólnym kredytem na niemal pół wieku.
Podpisze czy nie podpisze ustawę o SAFE — zapytał mnie ostatnio miły pan na kasie w hipermarkecie. Nigdy nie lubiłem gier hazardowych, ale z przekonaniem odparłem, żeby postawił na weto. I jest weto. Prezydent nie zgadza się na pożyczenie od Unii pieniędzy na uzbrojenie polskiej armii, a jednocześnie zatrudnia prezesa NBP do wykreowania własnego „sejfu Nawrockiego”.
Prezydent nie chce unijnego SAFE z dwóch powodów. Po pierwsze, z tego programu finansowany będzie zakup europejskiej, w tym polskiej broni. A to nie podoba się jego patronowi znad Potomacu, który chce nadal zarabiać miliardy na sprzedaży Polsce amerykańskiej broni — także takiej, której bez jego zgody nie można użyć. A po drugie — w całej historii Polski Nawrocki jest najbardziej antyunijnym politykiem na kluczowym państwowym stanowisku. I po prostu nie chce się wiązać z Unią wieloletnim kredytem, który znacząco utrudniłby łatwy i szybki polexit, na który żywi nadzieję.
Polityczną inicjację odebrał podczas studiów, gdy działał w Samoobronie. Jej lider Andrzej Lepper był wtedy najbardziej antyunijnym politykiem w Sejmie, a przed referendum w czerwcu 2003 r. Samoobrona wzywała do głosowania przeciwko przystąpieniu Polski do UE — dla porównania: PiS wsparło wówczas integrację europejską.
Na studiach Nawrocki obnosił się z sympatią do „Opcji na Prawo”. To nacjonalistyczne czasopismo było siedliskiem wrogów Unii, z których część, podobnie jak Samoobrona, życzliwiej spoglądała na Wschód. Publikowali tam m.in. Wojciech Cejrowski, Janusz Korwin-Mikke, Grzegorz Braun i Stanisław Michalkiewicz. Nawrocki się od tego czasu wcale nie zmienił — to nie jest eurorealista ani eurosceptyk, to jest zwolennik wyjścia Polski z Unii. A nie mówi tego otwarcie tylko dlatego, że to nie jest jeszcze ten moment.
Politycznym ojcem polexitowców jest Jarosław Kaczyński. To on wykreował agendę, która jest dziś ich programem, i to on postawił na Nawrockiego, znając doskonale jego profil polityczny. To konsekwentny proces. Za rządów PiS Kaczyński wdał się w niezliczoną ilość wojen z Brukselą, próbując umocnić swą władzę bez oglądania się na europejskie reguły. Gdy coś go w Unii uwierało, gdy coś go ograniczało, gdy ktoś wzywał do wycofania — to wyzywał i kąsał.
I dawał na to przyzwolenie swym ludziom. Dla prezydenta Andrzeja Dudy Unia była „wyimaginowaną wspólnotą, z której dla nas niewiele wynika”. Przemysław Czarnek opowiadał, że „w Unii mamy do czynienia z rządami autorytarnymi”. A dla Marka Suskiego Unia to „okupant”.
Walce PiS z Brukselą towarzyszyła propagandowa operacja zohydzania Unii. Nigdy żadna władza nie mówiła tak źle o żadnej organizacji międzynarodowej, w której jest Polska, jak PiS mówiło i mówi o UE.
Rzecz jasna Unia sama dała prawicy wiele argumentów. Nadmiernie regulowała gospodarkę, wprowadzając zbyt wiele nakazów. Za szybko, często utopijnie, próbowała zmienić świat — czego przykładami są Zielony Ład, pakt imigracyjny czy przepisy klimatyczne. Ale — bądźmy szczerzy — Kaczyński wykorzystał te programy jako łatwy pretekst do plucia na Brukselę. On nie cierpi Unii głównie dlatego, że wiąże ręce zbyt napalonym na jedynowładztwo politykom, oczekując od nich „praworządności”. No i dlatego, że są w niej Niemcy.
Kaczyński doprowadził do zmiany świadomości Polaków o poglądach prawicowych. To widać w badaniach. Dla przykładu — według pracowni OGB w 2019 r. za pozostaniem w Unii Europejskiej opowiadało się prawie 90 proc. wyborców PiS. Dziś to pół na pół. W całym elektoracie prawicy zwolenników polexitu jest już więcej od jego przeciwników — 50 proc. wobec 40 proc.
Za tą zmianą nastrojów — która jest efektem polityki i retoryki Kaczyńskiego — poszło przemeblowanie sceny politycznej. I tego akurat prezes nie docenił. Zasiał antyunijne ziarno, z którego wyrosły formacje znacznie bardziej radykalne — antyunijna Konfederacja i polexitowa partia Grzegorza Brauna. Dziś PiS zajmuje mniej więcej połowę prawicowej sceny politycznej. Narodowcy, korwinowcy i brauniści latami tułali się na marginesie polityki. Teraz są silni jak nigdy — za 1,5 roku mogą sięgnąć po władzę. A zatem Kaczyński stracił na wojnie z Unią, którą sam wywołał.
Dla tych, którzy do członkostwa w Unii podchodzą z niechęcią — jak Nawrocki — otwiera się niebywała szansa. Można realistycznie myśleć o polexicie, i to w perspektywie kilku lat. Po co zatem brać kredyt na 45 lat żyrowany przez niechcianą unijną partnerkę? O tym właśnie jest to weto.

