Rodzina jest jak gleba. Żyzna, nawodniona i zadbana daje warunki do wzrostu i rozwoju. Gdy ją zaniedbujemy, tworzy środowisko, w którym łatwo o kryzysy, choroby, brak odporności. Jak ją zasilać, aby nasze dzieci umiały się odnaleźć w trudnych warunkach, jakie przynosi życie?
W przestrzeni publicznej widujemy coraz częściej scenki rodzinne, w których interakcji rodzica z dzieckiem towarzyszy obecność tabletu czy smartfona. Technologia stała się stałym elementem życia wielu rodzin. Jaka jest perspektywa?
Najnowszy Newsweek Psychologia już w kioskach!
Foto: Materiały prasowe
Cyfrowe więzi?
Oto przykład: spacer taty z córeczką. Oboje idą po chodniku przy ruchliwej drodze. Tata prowadzi dziewczynkę, jednocześnie wpatruje się w swój telefon. Czy dostrzeże, kiedy dziecko spontanicznie odbiegnie w stronę ulicy? Czy usłyszy jego pytanie: „co to jest za znak przed nami?”, zanim zagapiony w ekran telefonu sam boleśnie odkryje jego istnienie? A gdyby tak zmienić ten scenariusz na bardziej konstruktywny i więziotwórczy? Byłoby wspaniale, gdyby ten spacer odbywał się bez ekranów: uwaga ojca pozostaje niepodzielona i niezakłócona rozproszeniami z telefonu. Skupiony na córce i drodze — w odpowiednim momencie reaguje i chroni dziecko przed przekroczeniem krawężnika, a siebie przed zderzeniem ze znakiem.
Inna sytuacja: mama z dwójką dzieci w autobusie. Młodszemu synowi, siedzącemu w wózku, podaje tablet, a starszemu smartfon, który ten scrolluje przez całą podróż. Jak mogłaby przebiegać alternatywna historia? Zamiast w tablet, dziecko wpatruje się w uśmiechniętą mamę, która utrzymuje z nim kontakt wzrokowy, pokazując „widzę cię”, „sprawdzam, czy masz wszystko, czego ci potrzeba”. Ze starszym synem rozpoczyna serię zgadywanek, np. „Złote promienie na niebie maluje, po chłodnym deszczu ciepłem nas częstuje — co to jest?”, „Nie ma rogów ani boków, toczy się wesoło. Jak się nazywa ten kształt? To oczywiście…”. Zauważmy: jak inaczej, bliżej, bezpieczniej…
Życie w iluzji
Sprawa jest jeszcze bardziej złożona, kiedy mówimy o nastolatkach. Z badań NASK z 2025 r. dotyczących cyfrowego życia nastolatków wynika, że młodzi ludzie spędzają średnio około pięciu godzin dziennie w internecie. To nie może dziwić, skoro badania potwierdzają też, że aż czworo na dziesięcioro dzieci jeszcze przed dziewiątymi urodzinami dostaje telefon z dostępem do sieci. I powiedzmy to wprost: rodzice w swoich szacunkach często zaniżają czas, jaki ich dzieci spędzają w internecie. Zbadano też, że 62 proc. dziewcząt korzysta z sieci, poszukując kontaktów (relacji, rozmowy, społeczności), a 70 proc. chłopców preferuje gry (potrzeba rywalizacji, dostęp do alternatywnego świata, którego stają się kreatorami).
Nasuwa się zatem pytanie: czy budowanie relacji w wybranej społeczności i kreowanie przez młodego człowieka rzeczywistości może nadal odbywać się także poza internetem? Czy jest to umiejętność niedostępna i poza zasięgiem najmłodszego pokolenia? Bez doświadczenia zdrowych więzi i umiejętności rozpoznawania satysfakcjonujących relacji rośnie poważne ryzyko, że nastolatki będą funkcjonować w mechanizmie iluzji i zaprzeczeń. A także wybierać do swojego grona osoby i grupy, które nie dają im poczucia bezpieczeństwa.
Ze wspomnianych badań NASK warto przytoczyć również takie dane: na podjęcie bezpośrednich kontaktów z nieznajomymi osobami dorosłymi poznanymi w internecie zdecydował się co dziewiąty nastolatek (11 proc.). Co czwarty lub czwarta zachowuje informację o spotkaniu tylko dla siebie.
Dobrze byłoby też przyjrzeć się temu, jak bardzo różnią się przekonania rodziców i dzieci — zarówno w kwestii kontroli rodzicielskiej, jak i tego, na ile zasady korzystania z nowych technologii naprawdę działają. Ponad połowa rodziców deklaruje, że ustalają zasady bezpiecznego korzystania z internetu i monitorują internetową aktywność swoich dzieci. Twierdzą również, że kontrolują dostęp do treści nieodpowiednich, jednak zaledwie co piąty nastolatek to potwierdza. Ten rozdźwięk nie podważa odbycia deklarowanych rozmów. Jednocześnie to ważne, by rodzic przyjrzał się też okolicznościom tych rozmów — czy odbywają się w pośpiechu, w rozproszeniu, podczas kłótni. Czy trzeba do nich wracać, powtarzać je? Pomaga też prośba o informację zwrotną od nastolatka: „Powiedz, jak zrozumiałeś/zrozumiałaś to, o czym rozmawialiśmy? Czy możemy uznać, że od dziś obowiązują u nas takie zasady? A może czegoś brakuje — chcesz coś dodać?”.
Rodzina to najmniejszy system społeczny, który — jeśli dobrze funkcjonuje — tworzy bezpieczne i sprzyjające warunki do rozwoju każdego z jej członków. Z właściwie pełnionymi rolami rodzicielskimi wiążą się: akceptacja, współdziałanie z dzieckiem, dawanie mu rozumnej swobody, uznawanie praw dziecka, dawanie pochwał i stawianie granic.
Natomiast dorastanie dziecka w rodzinie, w której opiekunowie nie są gwarantem bezpieczeństwa, nie zaspokajają jego podstawowych potrzeb lub je zaniedbują, to funkcjonowanie w środowisku, które nie sprzyja rozwojowi — zwiększa ryzyko zahamowania naturalnego wzrostu i utrwala życie w trybie przetrwania.
Dziecko dostosowuje się zatem do sztywno narzuconych reguł i ról, których zadaniem jest odwrócenie uwagi środowiska od źródła — niewydolności lub destruktywnych postaw dorosłych. Główne role przystosowawcze to: bohater rodzinny / złote dziecko, kozioł ofiarny / czarna owca, dziecko niewidzialne / we mgle.
Role rozdane
W zasadzie w każdej rodzinie z dysfunkcjami jedno z dzieci, przeważnie to najstarsze, przyjmuje rolę bohatera rodzinnego. Inaczej mówiąc — złotego dziecka. Wiąże się to z odwracaniem uwagi od problemów rodzinnych poprzez wybitne osiągnięcia, bycie dzieckiem na medal dosłownie i w przenośni. Bycie najlepszym, nieustanne dążenie do sukcesu i podwyższanie bez końca swoich umiejętności przynosi korzyści. Jest za to wymierna nagroda w postaci akceptacji społeczeństwa, a przede wszystkim — systemu rodzinnego. Dzięki dokonaniom złotego dziecka cała rodzina czuje się dowartościowana.
Jak może przejawiać się ten układ w przestrzeni cyfrowej? Możemy wziąć pod rozwagę sharenting rodzicielski: wszystkie posty, publikacje osiągnieć z życia dziecka (często bez jego/jej zgody) są swoistą laurką i potwierdzeniem dla świata — u nas wszystko OK, a nawet lepiej! Nie może być źle, skoro (imię dziecka) tak dobrze sobie radzi. Z zewnątrz być może tak. Co się jednak dzieje w wewnętrznym świecie tego dziecka? Wiecznie podnoszona poprzeczka staje się dla dziecka-bohatera coraz większym ciężarem. Z czasem ulega przekonaniu, że nigdy nie jest dość dobre, że musi lepiej, więcej, szybciej. To ogromnie wyczerpujące.
Z kolei drugie dziecko bierze na siebie przeważnie rolę kozła ofiarnego w rodzinie dysfunkcyjnej. Dlaczego staje się najgorsze? To proste — rola musi być „naj”, nieważne, w jakiej randze. Skoro najlepsza jest już obsadzona, do wzięcia pozostaje bycie tym najgorszym. Złoto zastępuje czerń. Czarna owca pragnie zostać zauważona wszelkimi możliwymi sposobami. W dobie internetu oznacza to, że sprowadza na siebie kłopoty — nagrywając patostreamy, rozprzestrzeniając nienawistne czy hejterskie komentarze w sieci lub też dokonując oszustw i szantaży. Poprzez łamanie zasad, agresję czy bunt de facto protestuje wobec niepisanej zasady rodziny: „Nie mów nigdy nikomu, co się dzieje w domu”. Ono staje się „winne” — to na nie kierują się złość i frustracja rodziców, pierwotna przyczyna pozostaje jednak ukryta w systemie. To na kozła ofiarnego spada większość negatywnych emocji rodziny. To dziecko może być także wtórnie wiktymizowane, np. poprzez udostępnianie przez rodziców kompromitujących rolek czy prześmiewczych zdjęć z jego udziałem.
A jaka rola będzie przeciwieństwem czy kontrastem dla tych najbardziej widocznych ról? Najmniej wyraźna, przezroczysta postać, czyli dziecko we mgle. Takie, o którym trudno coś powiedzieć, niełatwo uchwycić, jakie ono właściwie jest. Ucieka od problemów w świat wymyślony, wymarzony, wirtualny. Izolacja od ludzi jest bowiem dostępną strategią przetrwania. Ignorowane, doświadczające phubbingu rodzicielskiego, bycia pomijanym i wykluczanym w rodzinie (bo młodsze, bo nic nie wnosi, bo takie chorowite), rezygnuje z realizacji wielu zadań. Pomimo posiadanych zdolności nie wierzy w siebie. Pomijane zarówno przez rodziców, rówieśników, jak i system oświaty, dziecko niewidzialne wybiera samotność, ubocze, a tego, czego mu brak, poszukuje w środowisku internetowym. Jest nieufne, ale i spragnione uwagi. Tę zależność może wykorzystać np. osoba uwodząca małoletnich w sieci. Jest to realne zagrożenie dla bezpieczeństwa, zdrowia i życia dziecka. Staje się ono wówczas łatwym celem — wyuczone przedkładania potrzeb innych nad własne, zmagające się z trudnościami w samotności i milczeniu.
Grunty rodzinne są różne. Czasem smagają je silne wiatry, osłabiają długie sezony deszczowe, susza czy inne niesprzyjające warunki zewnętrzne. Nie na wszystko ma wpływ sama ziemia, jednak to jej treść i posiadane składniki odżywcze mogą wspomagać rośliny we wzroście i owocowaniu. Nasze dzieci potrafią odnaleźć się w trudnych warunkach. Niektóre będą się zmagały z życiem i dorastaniem mniej, inne bardziej. Ważne pozostaje, by wdrażać w życie świadomie i konsekwentnie to, na co my — dorośli, rodzice, opiekunowie — mamy wpływ. Możemy zacząć od czegoś najprostszego: od odłożenia telefonu i nawiązania kontaktu wzrokowego z dzieckiem. Bądźmy glebą żyzną.
Anna Słupska — psycholog, psychoterapeutka w procesie certyfikacji, ekspertka NASK-PIB w Dziale Profilaktyki Cyberzagrożeń. Prelegentka, autorka i realizatorka projektów cyberprofilaktycznych, w tym szkoleń, m.in. dla funkcjonariuszy policji „Spotkanie policjant — dziecko”, opiekunów dzieci ze środowisk zagrożonych wykluczeniem „CyberBaza”, kadry pedagogicznej. Współtworzy podcast „Cyfrowe wieczory dla rodziców”. Współpracuje ze Stowarzyszeniem DO-DO, prowadząc procesy psychoterapeutyczne z osobami dorosłymi dotkniętymi skutkami dziecięcej traumy relacyjnej





