— Upał jest nie do zniesienia. Ludzie są zrozpaczeni i sfrustrowani — opisuje w rozmowie z „Newsweekiem” sytuację na pogłębionej w kryzysie Kubie jeden z jej mieszkańców. Sekretarz stanu USA Marco Rubio proponuje Kubańczykom pomoc wartą 100 mln dol., a Stany Zjednoczone stawiają zarzuty Raúlowi Castro.
Postawione w środę przez USA zarzuty karne byłemu prezydentowi Kuby Raúlowi Castro dotyczą dawnej już sprawy zestrzelenia dwóch cywilnych samolotów w 1996 r., w wyniku czego zginęły cztery osoby.
94-letni Castro, który rządził Kubą od 2008 do 2018 r., do dziś pozostaje jedną z najbardziej wpływowych postaci na wyspie. Choć USA formalnie postawiły mu zarzuty, Amerykanie nie mają możliwości jurysdykcyjnych, by aresztować go na Kubie.
Jak poinformowali przedstawiciele Departamentu Sprawiedliwości USA, Castro, będąc wówczas ministrem obrony, miał rzekomo wydać rozkaz ataku na Brothers to the Rescue — grupę kubańskich emigrantów z Miami, która prowadziła humanitarne akcje ratunkowe. Prokuratorzy federalni z Miami po raz pierwszy przygotowali akt oskarżenia już w latach 90. — tuż po incydencie, który nadwyrężył relacje na linii USA–Kuba i skłonił Kongres do zaostrzenia embarga.
Administracja Trumpa nasila obecnie presję na rząd wyspy, stosując blokadę gospodarczą i groźby wojskowe, a sekretarz stanu Marco Rubio proponuje Kubańczykom pomoc wartą 100 mln dol. z okazji Dnia Niepodległości Kuby.
Raúl Castro — czego dotyczą zarzuty?
24 lutego 1996 r. kubańskie myśliwce MiG zestrzeliły dwa małe samoloty Cessna należące do grupy Brothers to the Rescue. Załoga prowadziła misję humanitarną, poszukując Kubańczyków uciekających z wyspy na tratwach. W wyniku ataku zginęły cztery osoby: trzech obywateli USA i jeden Kubańczyk z amerykańskim obywatelstwem.
Kuba argumentowała, że zestrzelenie samolotów było uzasadnione. Według nich samoloty wielokrotnie — ponad 25 razy między 1994 a 1996 r. — naruszały kubańską przestrzeń powietrzną, a każde takie naruszenie było formalnie zgłaszane Departamentowi Stanu USA, Federalnej Administracji Lotnictwa oraz Międzynarodowej Organizacji Lotnictwa Cywilnego. Stany Zjednoczone utrzymywały, że samoloty prowadziły legalną akcję ratunkową na wodach międzynarodowych.
Wydarzenie to doprowadziło do eskalacji napięć między Waszyngtonem a Hawaną i skłoniło Kongres do zaostrzenia embarga nałożonego na wyspę. Raúl Castro, ówczesny minister obrony, został po latach oskarżony o wydanie rozkazu ataku.
Ambasada Kuby zakwestionowała postawienie zarzutów, twierdząc, że zestrzelenie z 1996 r. nie było niesprowokowanym działaniem, lecz stanowiło odpowiedź na powtarzające się naruszenia kubańskiej przestrzeni powietrznej. „Czy wyczerpano drogi dyplomatyczne i instytucjonalne, zanim doszło do eskalacji napięć w powietrzu? Tak, dokładnie i wielokrotnie. Każde z ponad 25 naruszeń terytorialnych między 1994 a 1996 r. zostało formalnie zgłoszone na piśmie. Nikt nie może więc powołać się na niewiedzę” — oświadczyła ambasada w mediach społecznościowych.
Kuba grozi „rozlewem krwi”
„Ameryka nie będzie tolerować państwa zbójeckiego, które daje schronienie wrogim operacjom wojskowym, wywiadowczym i terrorystycznym zaledwie dziewięćdziesiąt mil od amerykańskiego wybrzeża” — stwierdził Donald Trump w oświadczeniu wydanym w środę.
W ostatnich miesiącach Trump nie wykluczył użycia siły militarnej, by „przejąć kontrolę” nad wyspą, a Marco Rubio wzywał do głębokich zmian systemowych Kuby. Od marca USA sugerowały, że mogą zaatakować „osłabioną” Kubę. Wcześniej, w styczniu Amerykanie przejęli kontrolę nad eksportem ropy z Wenezueli — surowcem, od którego wyspa była uzależniona. Braki te wywołały lawinowy kryzys — zamknięto firmy, szkoły i transport publiczny, a większość podstawowych usług przestała funkcjonować.
Szpitale działają obecnie na agregatach prądotwórczych. W Hawanie większość mieszkańców ma dostęp do prądu przez mniej niż godzinę dziennie, obowiązują ogólnokrajowe przerwy w dostawie energii.
Rząd kubański ostrzegł, że na każdą akcję militarną USA odpowie zbrojnie. W rozmowie z „Newsweekiem” z zeszłego miesiąca, prezydent Miguel Diaz-Canel powiedział, że kraj jest przygotowany na wojnę. W poniedziałek ponownie ostrzegł, że każda inwazja USA doprowadzi do „rozlewu krwi”. Jak poinformował portal Axios, powołując się na informacje amerykańskich służb wywiadowczych, w ostatnich miesiącach Kuba zakupiła co najmniej 300 dronów bojowych od Rosji i Chin.
W środę sekretarz stanu Marco Rubio zamieścił wideo skierowane do Kubańczyków, proponując im „nowe otwarcie” z pomocą USA oraz 100 mln dol. Stwierdził, że kraj nie cierpi z powodu „22-godzinnych przerw w dostawie prądu” wywołanych przez blokadę amerykańską, lecz wskutek wieloletniego złego zarządzania i korupcji ze strony kubańskich władz.
Rubio, syn kubańskich emigrantów, którzy przenieśli się do USA jeszcze przed rewolucją komunistyczną, wygłosił pięciominutowe przemówienie po hiszpańsku, w którym ostro krytykował państwową korporację GAESA zarządzającą wieloma przedsiębiorstwami na wyspie.
„Kuba będzie następna”. Trump nie odpuszcza
Raúl Castro to jeden z kluczowych przywódców kubańskiej rewolucji, który wraz z bratem Fidelem odsunął od władzy popieranego przez USA dyktatora Fulgencio Batistę podczas partyzanckiej wojny w 1959 r. Po zwycięskiej rewolucji przez wiele dekad był ministrem obrony oraz czołową postacią rządu w czasach, gdy nowe władze komunistyczne renacjonalizowały instytucje i wprowadzały powszechną opiekę zdrowotną, edukację oraz zapewniały dotowane mieszkania i pracę.
Gdy Fidel ustąpił ze stanowiska przywódcy w 2011 r., Raúl przejął funkcję prezydenta, a po śmierci brata podjął negocjacje z administracją Baracka Obamy, które przyniosły ocieplenie relacji i częściowe reformy. W tym okresie Kuba wyszła z izolacji dyplomatycznej, a USA wznowiły komercyjne loty na wyspę po raz pierwszy od pięćdziesięciu lat.
Gospodarka Kuby jest obecnie pogrążona w głębokim kryzysie. W niektórych regionach wyspy prąd dostępny jest tylko przez dwie godziny dziennie. Brakuje także żywności, a administracja Trumpa skutecznie wprowadziła blokadę, grożąc sankcjami krajom dostarczającym paliwo, co wywołało masowe przerwy w dostawie energii i pogłębiło już i tak trudną sytuację.
Trump otwarcie dążył do zmiany reżimu na Kubie, gdzie komuniści rządzą nieprzerwanie od zwycięstwa rewolucji pod wodzą Fidela Castro w 1959 r. W marcu Trump, odnosząc się do schwytania wenezuelskiego prezydenta Nicolása Maduro, zapowiedział, że „Kuba będzie następna” i wielokrotnie podkreślał, że upadek kubańskiego rządu to cel możliwy do osiągnięcia.
Kubańczycy w kryzysie
Od początku roku Kubańczycy zmagają się z codziennymi przerwami w dostawie prądu — to następstwo decyzji Trumpa, który odciął import ropy z Wenezueli i zagroził sankcjami krajom, które wcześniej dostarczały wyspie paliwo, w tym Meksykowi. W ubiegłym miesiącu rosyjski tankowiec z dostawą ropy dotarł na wyspę po raz pierwszy od kilku miesięcy, przynosząc tymczasową ulgę. Kubańczycy zyskali wtedy kilka dodatkowych godzin prądu dziennie — w niektórych rejonach Hawany nawet do sześciu godzin.
Trump określił to mianem gestu humanitarnego, a ONZ skrytykowała amerykańską blokadę, wskazując, że powoduje ona kryzys humanitarny na wyspie. Gdy w ubiegłym tygodniu zapas ropy wyczerpał się, Kubańczycy zaczęli wychodzić nocą na pogrążone w ciemności ulice, stukając w garnki i rozpoczynając falę pokojowych protestów znanych jako cacerolazos.
Jak powiedział „Newsweekowi” jeden z mieszkańców Hawany, protesty znacznie przybrały na sile, szczególnie wśród rodzin i kobiet z dziećmi. Przerwy w dostawie prądu trwają obecnie od 24 do 48 godzin, co uniemożliwia doładowanie urządzeń elektronicznych czy przechowywanie żywności. Bardziej zamożne rodziny radzą sobie, instalując lampy solarne, wentylatory i urządzenia na baterie. Jednak większość Kubańczyków żyje pod ogromną presją, choć panika jeszcze nie wybuchła. Jednak wzrastające temperatury i wilgotność dodatkowo pogłębiły kryzys. Klimatyzatory pozostają niemożliwe do użycia, a upał potęguje codzienną udrękę.
— Przerwy w dostawie prądu są równie dotkliwe, jak na początku roku — mówi jeden z mieszkańców Hawany w rozmowie z „Newsweekiem”. — Awaria sieci jest nam doskonale znana. Ale upał to coś innego. Jest nie do zniesienia. Ludzie są zrozpaczeni i sfrustrowani, każdy szuka winnego, byleby tylko w końcu ktoś włączył wentylator.
Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.





