Jaka jest cena sukcesu? „Diabeł ubiera się u Prady 2” i powieść Lauren Weisberger „Jedno małe kłamstwo” próbują na to stare pytanie dać nowe odpowiedzi.
Za nami premiera sequela filmu, który do dziś wraca w memach i cytatach. „Diabeł ubiera się u Prady” z 2006 r. — nakręcony na podstawie bestsellerowej powieści Lauren Weisberger — nie był tylko historią o modzie. Pokazywał mechanizm dobrze nam znany: pracę, która daje prestiż, ale zabiera wszystko inne. Ambicję, która łatwo zamienia się w zgodę na przekraczanie własnych granic. I kobiety uczące się, że aby przetrwać, trzeba się dopasować.
„Diabeł ubiera się u Prady” to opowieść o sukcesie
Dziś pierwszy film ogląda się inaczej. Trudno nie zauważyć, że Andy Sachs (Anne Hathaway), nosząca rozmiar 38, funkcjonuje w tej historii jako „za duża”. Albo przypomnieć sobie słynne zdanie Nigela o zupie kukurydzianej, której — według niego — głównym składnikiem jest cellulit. Po 20 latach twórcy filmu „Diabeł ubiera się u Prady 2” próbują z tym dyskutować — puszczają do widza oko i pokazują, że w świecie mody i mediów coś się zmieniło, choć nie wszystko.
„Diabeł ubiera się u Prady 2”
Foto: Photo by Macall Polay, Century Studios. All Rights Reserved.
Równolegle dostajemy nową powieść Weisberger „Jedno małe kłamstwo”. I choć zmienia się tu sceneria, problemy pozostają zaskakująco podobne. Zamiast magazynu mody mamy telewizję śniadaniową, zamiast jednej bohaterki — dwie siostry. Peyton Marcus to twarz porannego programu, kobieta sukcesu, która budzi Nowy Jork każdego dnia. Skye Marcus żyje na przedmieściach, w świecie uporządkowanym, pełnym rytuałów i obowiązków, poświęcając się pracy jako wolontariuszka. Ich życie płynie przewidywalnym nurtem, zgodnym z ich pozycjami klasowymi. Problem zaczyna się wtedy, gdy na antenie wybucha afera dotycząca przyjmowania dzieci na prestiżowe uczelnie — fałszowania dokumentów, kupowania miejsc, manipulowania systemem. Peyton relacjonuje tę historię jako dziennikarka. Czytelnik szybko dowiaduje się, że jest z nią związana bardziej, niż chciałaby przyznać.
Jednym z najmocniejszych wątków książki, podobnie jak w filmie „Diabeł ubiera się u Prady” i jego sequelu, jest obsesja na punkcie wyglądu. Nie jako kaprys, ale warunek utrzymania pozycji. Jej codziennością są zabiegi, botoks, diety przypominające głodówki, treningi. I poczucie, że to nigdy nie wystarcza, zwłaszcza gdy przechodzi się perimenopauzę. „Żadne trujące zastrzyki czy brzuszki ani żadna ilość gotówki nie były w stanie naprawić zniszczeń, jakie przynosiły czterdzieste urodziny” — czytamy. To napięcie przenosi się na córkę Peyton — Max. Dziewczyna widzi więcej, niż matka chciałaby przyznać. Słyszy komunikaty o zdrowiu i dbaniu o siebie, ale rozumie ich prawdziwe znaczenie. „Ćwiczenia karmią duszę” w jej tłumaczeniu brzmi: „Nie roztyj się”. Max próbuje się temu sprzeciwić — chce iść własną drogą, związać swoje życie z branżą filmową, żyć poza schematem, który widzi w domu. Relacja kontrolującej matki i zbuntowanej córki nadaje książce największą siłę.
Skye jest z kolei kontrapunktem. Jej życie nie toczy się przed kamerami, ale wcale nie jest mniej wymagające. Lista rzeczy, które robi jako zaangażowana matka, brzmi jak pełnoetatowa praca bez wynagrodzenia: wolontariat, organizacja wydarzeń, szkolenia, zbiórki. „Jestem zawodową wolontariuszką” — mówi ironicznie. Szuka czegoś prawdziwego, sensu, który nie sprowadza się do odhaczania kolejnych obowiązków.
„Jedno małe kłamstwo” nie daje łatwych odpowiedzi
„Jedno małe kłamstwo” to powieść obyczajowa, którą czyta się szybko. Ale pod lekką formą kryje się dobrze znany niepokój. Weisberger wraca do tematów, które eksploruje od lat: pracy jako centrum życia, presji wyglądu i relacji, które zaczynają się kruszyć.
Dlatego książka dobrze rezonuje z powrotem „Diabła…”. Filmowy sequel przenosi akcję do świata mediów w kryzysie — „Runway” funkcjonuje już głównie w cyfrowej rzeczywistości, a prestiż nie gwarantuje stabilności. Bohaterki próbują odnaleźć się w systemie, który zmienia reguły, ale nie zmienia oczekiwań.
Weisberger nie daje prostych odpowiedzi. Pokazuje raczej, jak łatwo wpaść w schematy, które wydają się naturalne: potrzebę kontroli, obsesję sukcesu, lęk przed utratą pozycji. Można czytać tę książkę jako lekką historię o dwóch siostrach. Ale można też zobaczyć w niej coś znacznie mniej wygodnego — opowieść o świecie, w którym sukces ma swoją cenę. I rzadko płaci się ją tylko raz.
Interesujesz się kulturą? Więcej tekstów „Newsweeka” na ten temat przeczytasz TUTAJ.
Okładka książki „Jedno Małe Kłamstwo”
Foto: Wydawnictwo Albatros

