-
Jak twierdzi mąż pani Agnieszki Borkowskiej, od około miesiąca 43-letnia kobieta z nowotworem nie otrzymała koniecznego leczenia pomimo pilnego skierowania.
-
Według Pawła Borkowskiego powodem braku rozpoczęcia terapii były braki dokumentów i materiału do badań oraz trudności z ustaleniem odpowiedniego kontaktu ze szpitalami.
-
Szpital we Włocławku przekazuje sprawę do wyjaśnienia.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Sprawę opisał lokalny portal Dzień dobry Włocławek. Jak czytamy, u 43-letniej Agnieszki Borkowskiej w połowie lipca zdiagnozowano nowotwór płuca z rozsiewem do kości. Jej stan ma szybko się pogarszać.
Tymczasem, jak twierdzi jej mąż Paweł Borkowski, nie otrzymała ona jeszcze odpowiedniego leczenia. Mimo pilnego skierowania i posiadania karty DILO (Karta Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego).
O komentarz w sprawie Agnieszki Borkowskiej Interia zwróciła się do przedstawiciela Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego we Włocławku. – Jeśli chodzi o kwestie medyczne, nie udzielamy informacji. Sprawa będzie wyjaśniana – przekazał nam inspektor ds. komunikacji społecznej Bartłomiej Kucharczyk.
Wysłaliśmy również prośbę o komentarz do Centrum Onkologii w Bydgoszczy. Gdy tylko otrzymamy odpowiedź, zaktualizujemy artykuł.
Włocławek. Agnieszka Borkowska czeka na pilne leczenie?
W rozmowie z ddwloclawek.pl Paweł Borkowski mówił o tym, że jego żona miała zostać przeniesiona z oddziału neurochirurgicznego na pulmonologię. Do tego jednak nie doszło.
– Wczoraj brakowało dokumentu, który powinien być do badań dołączony, a dzisiaj nikt już o tym dokumencie nie mówił. Dzisiaj mówią o tym, że nie ma materiału do badań i nie można zacząć badań – relacjonował we wtorek.
Jak twierdzi, także we wtorek szpital we Włocławku chciał wypisać kobietę do domu. – Ona jest nieporuszająca się, sparaliżowana już jest – mówi mąż i dodaje, że sam próbuje ustalić, gdzie jest materiał do badań, pozwalające lekarzom określić dalsze leczenie onkologiczne.
– Ja wykonuję telefony tu do Bydgoszczy, do Włocławka, do szpitala. Mam jeszcze onkologów w Bydgoszczy, z którymi też rozmawiam. (…) Ja nie wiem nawet, gdzie już mam dzwonić, bo jestem tak zostawiony trochę sobie. I tak dzwonię po wszystkich – wskazuje mężczyzna w rozmowie z lokalnym portalem.
Sprawa 43-letniej Agnieszki Borkowskiej. „Zagubieni w systemie”
– Zostaliśmy zagubieni w tym systemie i teraz nie wiadomo, kto tę procedurę zagubił – mówi Borkowski lokalnemu portalowi. Jak dodaje, opóźnienie miało być na tyle duże, że z Bydgoszczy do Włocławka miał zostać skierowany lekarz, aby rozpocząć radioterapię poza pierwotnym planem.
Według relacji mężczyzny, miał otrzymać on polecenie, aby osobiście pojechać do Centrum Onkologii przy ul. Łęgskiej w Bydgoszczy, odebrać dokument wymagający zgody pacjentki, następnie zawieźć go do żony przebywającej w szpitalu, uzyskać jej podpis i ponownie odwieźć dokument na Łęgską.
Borkowski twierdzi, że lekarz z oddziału neurochirurgicznego miał wskazać, że dalsze leczenie powinno odbywać się na oddziale onkologii klinicznej i chemioterapii w Bydgoszczy.
– Bydgoszcz nie chce. Bo mówi, że nie ma łóżek – relacjonuje. – To są kolejne dni, kolejne godziny, których po prostu nie mamy – podkreśla w rozmowie z portalem.
Źródło: ddwloclawek.pl
Anna Nicz
Chcesz porozmawiać z autorką? Napisz: anna.nicz@firma.interia.pl
-
Doniesienia mediów w sprawie łódzkiego szpitala. Placówka reaguje
-
Szpital w Lubartowie pod lupą prokuratury. W tle śmierć 82-latka


