Close Menu
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Modne Teraz
Trump straszy Wielką Brytanię wysokimi cłami. „Niech lepiej będą ostrożni”

Trump straszy Wielką Brytanię wysokimi cłami. „Niech lepiej będą ostrożni”

24 kwietnia, 2026
Tom Rose odpowiada Donaldowi Tuskowi. „Czy nasi sojusznicy są lojalni?”

Tom Rose odpowiada Donaldowi Tuskowi. „Czy nasi sojusznicy są lojalni?”

24 kwietnia, 2026
Gdzie jest pierwszy wagon? Przestał istnieć. Zginęli niemal wszyscy, którzy do niego wsiedli

Gdzie jest pierwszy wagon? Przestał istnieć. Zginęli niemal wszyscy, którzy do niego wsiedli

24 kwietnia, 2026
Sprawa Włodzimierz Cimoszewicz umorzona. Chodzi o potrącenie rowerzystki w Hajnówce – Wprost

Sprawa Włodzimierz Cimoszewicz umorzona. Chodzi o potrącenie rowerzystki w Hajnówce – Wprost

24 kwietnia, 2026
Mistrzostwa Europy odbędą się w Polsce! Wielka impreza przyznana – Lekkoatletyka – Sport Wprost

Mistrzostwa Europy odbędą się w Polsce! Wielka impreza przyznana – Lekkoatletyka – Sport Wprost

24 kwietnia, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Popularność
  • Trump straszy Wielką Brytanię wysokimi cłami. „Niech lepiej będą ostrożni”
  • Tom Rose odpowiada Donaldowi Tuskowi. „Czy nasi sojusznicy są lojalni?”
  • Gdzie jest pierwszy wagon? Przestał istnieć. Zginęli niemal wszyscy, którzy do niego wsiedli
  • Sprawa Włodzimierz Cimoszewicz umorzona. Chodzi o potrącenie rowerzystki w Hajnówce – Wprost
  • Mistrzostwa Europy odbędą się w Polsce! Wielka impreza przyznana – Lekkoatletyka – Sport Wprost
  • Katowice i Śląsk jako symbol zmian. Co pokazuje Europejski Kongres Gospodarczy – Biznes Wprost
  • Jak wyrównać trawnik? Genialny sposób na górki i dołki
  • Tarnówka. Odnaleziono ciało 13-latka. Było przysypane ziemią
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami
Historie Internetowe
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Biuletyn Zaloguj Sie
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Strona Główna » „Wstyd przynosisz rodzinie, wszyscy się z ciebie śmieją”. Odwróciła się od niej córka, straciła znajomych. Przez uchodźców
„Wstyd przynosisz rodzinie, wszyscy się z ciebie śmieją”. Odwróciła się od niej córka, straciła znajomych. Przez uchodźców
Aktualności

„Wstyd przynosisz rodzinie, wszyscy się z ciebie śmieją”. Odwróciła się od niej córka, straciła znajomych. Przez uchodźców

Pokój WiadomościPrzez Pokój Wiadomości16 września, 2025

Zdarzają się chwile ogromnej radości. Na przykład, gdy osoba, której się pomogło zrobić okulary, zaczyna wyraźnie widzieć. Albo ktoś dostaje dowód osobisty i odzyskuje tożsamość.

  • Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”

Dziękujemy, że z nami jesteś!

Foto: Newsweek

Katarzyna dostała wiadomość od mężczyzny, który od ponad dwóch miesięcy mieszka w Strzeżonym Ośrodku dla Cudzoziemców w Przemyślu. Był chory. „Jestem odizolowany, przebywają tam tylko żołnierze, czuję się opuszczony i bezbronny” — żalił się. Prosił o interwencję gdzieś u góry, żeby jego wniosek o azyl i ochronę międzynarodową został w końcu rozpatrzony. I błagał o jedzenie, ubrania, dostęp do lekarza i telefonu.

— Dostajemy mnóstwo takich wiadomości. W Przemyślu jest bardzo ciężko. To nie ośrodek, tylko więzienie — wzdycha Katarzyna.

To jeden z sześciu w Polsce ośrodków zamkniętych, nadzorowanych przez Straż Graniczną. Trafiają do nich cudzoziemcy ubiegający się o azyl, ale także ci, którym go odmówiono i którzy czekają na wydalenie. Ośrodki są przepełnione, o czym kilka dni temu alarmował w piśmie do MSWiA zastępca rzecznika praw obywatelskich. Przed kryzysem na polsko-białoruskiej granicy przebywało w nich nie więcej niż tysiąc cudzoziemców rocznie, ale kiedy reżim Łukaszenki zaczął sprowadzać migrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki, gwałtownie ich przybyło.

Ośrodki zamknięte to nieprzyjazne miejsca: ogrodzone murem z drutem kolczastym, z kratami w oknach i wszechobecnymi kamerami. Jak wynika z raportu „Badaczki i badacze na granicy”, przypominają instytucje totalne. Panuje w nich ścisły rygor, a funkcjonariusze mają ogromną władzę: mogą migrantów rewidować, zakładać im kajdanki podczas przewożenia do szpitala, przeszukiwać paczki, jakie do nich przychodzą.

Człowiek jest numerem

— Wszystkie rzeczy, które mają przy sobie, również pieniądze, trafiają do depozytu. Nie wolno posiadać smartfonów, którymi mogliby nagrywać, co się tam dzieje. Są stacjonarne komputery z internetem, mogą więc skontaktować się z rodziną, ale czas jest wydzielony, a kolejka zawsze długa. W ośrodku zamkniętym człowiek jest numerem. Migranci wysyłają nam więc swoje ID i proszą o suchy prowiant, chleb czy chińskie zupki. Wszystko, co może uzupełnić ich znikomą rację żywieniową. Proszą też o ubrania, środki czystości i kosmetyki, często o tytoń albo papierosy. I jeszcze o doładowanie im telefonu, żeby mieli kontakt z kimś z zewnątrz, przede wszystkim z ludźmi, którzy wyślą im paczkę, pocieszą, wysłuchają — opowiada Joanna. Podobnie jak Katarzyna należy do facebookowej grupy, w której jest kilkadziesiąt osób stale pomagających migrantom.

— To niesamowita sieć składająca się głównie z kobiet. Działają w całym kraju, rzeczy, których potrzebują migranci, wyciągają z szaf, proszą o nie znajomych albo kupują w szmateksach i wystawiają na licytację w internecie. Zebrane pieniądze idą na dożywianie ludzi w ośrodkach — tłumaczy Paulina. Sama dzierga różne rzeczy szydełkiem i je potem licytuje. — No i tak to się kręci — mówi.

— Tuż przed Wielkanocą dostałyśmy zdjęcie od mieszkańca ośrodka otwartego w podwarszawskim Dębaku, a na nim: dwa jogurty, pasztecik, twaróg, trzy parówki, udko kurczaka i smażona ryba, jajko, karton mleka, chleb, kilka bułek, jabłko, pomidor i pomarańcza. To była porcja dla jednej osoby na trzy świąteczne dni — opowiada Dorota.

Dębak, jeden z dziewięciu ośrodków otwartych, do których trafiają osoby starające się o status uchodźcy, bardzo różni się od placówek zamkniętych. — Jest tam całe mnóstwo absurdów, zaniedbań systemowych i dziwnych rozwiązań, ale osoby, które tam mieszkają, nigdy nie narzekały na warunki. Dostają trzy posiłki dziennie, może zbyt małe, może o beznadziejnych porach, ale podobno smaczne. Pościel jest prana. Dzieci chodzą do szkół — tłumaczy Dorota. Działa w inicjatywie „Zupa na granicę”, która od czterech lat karmi wolontariuszy pomagających uchodźcom na Podlasiu. Wspiera też ośrodek w Dębaku, przygotowuje paczki dla dzieci.

— Przychodzę z pracy i do północy jestem na nogach. Piszę na grupie: potrzebuję informacji, prawnika, lekarza, telefonu, powerbanku, doładowania. Właśnie zrzucamy się na dentystę dla chłopaka, którego bolą zęby tak, że żadne tabletki nie pomagają — dorzuca Katarzyna.

Martwi się też o 23-letniego chłopaka z Indii, który ma gruźlicę i leży w szpitalu w Otwocku. — Szybko znalazł kolegę w Warszawie, który mu załatwił pracę w kebabie. Podobało mu się, chciał otworzyć własny lokal. No i zachorował — płacze Katarzyna. Bardzo jej żal tego chłopaka, zawsze był grzeczny i sympatyczny. Załatwiła mu już piżamę, klapki i mleko w proszku. I jeszcze suszone figi, bo miał na nie ochotę.

Każdy wolny grosz

— Nigdy nie było prośby o pieniądze. Raz wysłałam cudzoziemcowi ubrania i w kieszeni spodni znalazł 5 zł. Spytał, co ma z tymi pieniędzmi zrobić — mówi Joanna. Kiedy zaczął się kryzys na polsko-białoruskiej granicy, postanowiła, że będzie wspierać migrantów, kiedy trafią do Warszawy. Pójdzie z nimi do lekarza, pomoże w załatwieniu formalności.

— W Urzędzie do spraw Cudzoziemców na Taborowej mało kto mówi po angielsku. W przychodni lekarz jeszcze sobie poradzi, ale recepcja niekoniecznie. Zdarzają się bardzo przykre sytuacje, gdy cudzoziemiec słyszy: skoro jesteś w Polsce, to mów po polsku — opowiada Joanna. Zaczęła pomagać, gdy ktoś ogłosił na Facebooku, że organizuje pomoc dla ośrodka zamkniętego w Krośnie Odrzańskim. Wysłała paczkę i od tej pory jej numer telefonu krąży, a do niej odzywają się różni ludzie.

U Barbary pomaganie zaczęło po kryzysie w Usnarzu Górnym. To był sierpień 2021 r., kilkudziesięcioosobowa grupa Afgańczyków utknęła między patrolami polskiej Straży Granicznej a służbami białoruskimi, nie dostawali żywności ani wody. Barbara była tym wstrząśnięta, pisała komentarze na Facebooku. Ktoś je musiał zauważyć i zaczęły się prośby o pomoc. Robiła paczki i zawoziła do ośrodków w Horbowie-Kolonii i Białej Podlaskiej. — Każdy wolny grosz przeznaczałam na pomoc — opowiada. Nie pamięta już, ilu osobom pomogła, ale były ich setki. Czasem dostawała tak dużo wiadomości, że telefon jej się zawieszał. Niedawno napisało do niej dwóch braci z Turcji, że dziękują za buty i kurtki, uratowały im w zimie życie.

Śmieją się i płaczą

— Czasem migranci są wypuszczani z ośrodka zamkniętego nagle, nawet w nocy. Zdarzało się, że wychodzili zimą w półbutach i krótkich spodenkach, bo przyjechali do ośrodka latem. Są bezradni, nie wiedzą, co robić, dokąd iść, nie mają pieniędzy ani telefonu — tłumaczy Katarzyna.

— Wychodzą z ośrodka i wpadają w dziurę systemową. Gdyby nie nasza pomoc, nie wiem, jak by sobie poradzili. Mają 48 godzin na dotarcie do ośrodka recepcyjnego, więc trzeba im załatwić smartfon, na którym będzie można zainstalować mapy Google, wysłać lokalizację, elektroniczny bilet na pociąg czy autobus. Wiele razy widziałam, jak migranci dostają ten telefon i natychmiast dzwonią do bliskich. Siedzą przed ekranem, śmieją się i płaczą — opowiada Joanna. Nigdy się swoich podopiecznych nie bała, nawet gdy jechała do Dębaka w nocy z czterema mężczyznami przez gęsty las. — To oni byli przestraszeni, zdezorientowani. Pytali, dokąd ich wiozę — mówi.

Małgorzata często pomagała cudzoziemcom, którzy przyjeżdżali z któregoś z ośrodków do Warszawy i byli zupełnie zagubieni. — Musieli się dostać z Dworca Centralnego na Taborową na Służewcu, wysiąść na przystanku na żądanie. To trudne do ogarnięcia nawet dla średnio ogarniętego Polaka, a oni nie mówią po polsku. Łapała ich kontrola w metrze czy autobusie, bo wprawdzie kupili bilet, ale go nie kasowali, nie wiedzieli, że trzeba — opowiada.

Pomaga od dawna. Pierwsza była rodzina lekarzy z Białorusi, którzy uciekali po sfałszowanych przez Łukaszenkę wyborach w 2020 r. — Rok później kolega zadzwonił z prośbą o pomoc dla Afgańczyka, który został ewakuowany z kraju po przejęciu władzy przez talibów. Zaprzyjaźniliśmy się, pomogliśmy mu dostać się na studia, zrobił prawo jazdy. Ułożył sobie w Polsce życie — mówi.

Nigdy nie odmawiają

Ale zanim cudzoziemiec może zacząć układać sobie życie, miesiącami, a czasem latami tkwi w tzw. procedurze: czeka na decyzję w sprawie ochrony w Polsce. Raport „Badaczki i badacze na granicy” opisuje to tak: życie w niepewności, poczuciu tymczasowości i napięciu, bo w każdej chwili można się spodziewać decyzji negatywnej i nakazu deportacji. W ośrodkach jest duża rotacja, mnożą się konflikty między mieszkańcami, z których każdy ma nie tylko własne zwyczaje, ale także własną traumę.

Mnożą się też insekty. — W zeszłym roku był problem świerzbu, na własny koszt pomagaliśmy migrantom dotrzeć do lekarza. Tyle że efektów leczenia nie było, bo chorzy wracali do ośrodka, gdzie nie było odpowiedniej higieny. Dopiero jak są odseparowani od innych, smarują całe ciało przepisaną maścią, leczenie zaczyna działać — tłumaczy Joanna.

— Świerzb niestety panuje w całej Polsce, a migranci rozwożą go po wszystkich ośrodkach. Z powodu świądu nie śpią po nocach, cierpią, wpadają w depresję. Kiedy proszą o leczenie, dostają jakieś niebieskie tabletki. Więc załatwiam im leki, mydła, piszę na naszej grupie, po raz kolejny proszę ludzi o pomoc. Nigdy nie odmawiają — dodaje Barbara.

Problemem są też pluskwy, cudzoziemcy ciągle przysyłają zdjęcia, na których widać charakterystyczne, ustawione w rządki ślady po ukąszeniach. — Pomogłoby pranie pościeli i ubrań w wysokiej temperaturze, odkurzanie materaców. I dezynsekcja, tyle że trzeba by ją regularnie powtarzać, a w ośrodkach rzadko tego pilnują. Więc pluskwy wracają — wzdycha Barbara.

Odbudować godność

Paulina, ale nie tylko ona, ma ogromny żal do polskiego państwa o to, że wprawdzie oferuje migrantom różne świadczenia, ale są one niewystarczające, nie zaspokajają wszystkich potrzeb. — Nawet organizacje pozarządowe nie są w stanie odpowiedzieć na te potrzeby, więc organizują się zwykli ludzie, którzy pomagają miesiącami, a nawet latami. Pokazują swoje człowieczeństwo, ale nie są profesjonalistami. To powinni robić specjaliści, którzy są przygotowani do opieki nad migrantami — przekonuje.

U tych zwykłych ludzi chęć pomagania czasem przekracza zdrowe granice. — Był moment, gdy uświadomiłam sobie, że moje mieszkanie zaczyna przypominać magazyn. Ludzie przynosili mi ubrania, musiałam przeprać te, które nie były nowe. Kupowałam nową bieliznę, skarpetki, starałam się dołożyć do paczki kawę i herbatę, żeby ten człowiek, który uciekł ze strasznych warunków, poczuł się człowiekiem. Prostym gestem chciałam pomóc mu odbudować godność, która została zdeptana — mówi Joanna.

Ostatnie dwa lata były dla niej bardzo intensywne. Telefonów było coraz więcej, o pomoc prosili ludzie, o których system zapomniał. Nie mogła przejść obojętnie wobec ich dramatu. — Żyjąc w takim kraju jak Polska, mając pracę, jestem w stanie podzielić się kawałkiem chleba z człowiekiem w potrzebie. Szczególnie jeżeli matka prosi mnie o mleko dla dziecka — mówi.

Małgorzata też musi częściej niż dawniej prosić, a ludzie dziwią się, że robi to dla uchodźców. — Jeden z nauczycieli w szkole, w której pracuję, powiedział, że nie będzie pomagał komuś, kto płaci Łukaszence. Inni nie mają pojęcia, dlaczego ludzie uciekają ze swojego kraju. Udają, że ich to nie dotyczy, nie pochylają się nad ludzkim cierpieniem — mówi.

Barbara dziwi się tym, którzy uchodźców odczłowieczają. Nie rozumie ich. Sama przez to, co robi, straciła wielu krewnych i znajomych, odwróciła się od niej córka. — Cały czas mi dogaduje: jak długo jeszcze będzie trwała ta pomoc? Wstyd przynosisz rodzinie, wszyscy się z ciebie śmieją. Na szczęście syn jest inny, pomaga mi — mówi. Kiedy widzi, że jest z nią źle, przemęczyła się, robi sobie przerwę. Pisze ludziom na grupie, że przez jakiś czas jej nie będzie. Jak ktoś się zgubi, potrafi powiedzieć: niech posiedzi do rana na dworcu, poczeka, bo ona musi odpocząć.

Przypomnieć smak domu

Zdarzają się chwile ogromnej radości. Na przykład, gdy osoba, której się pomogło zrobić nowe okulary, zaczyna wyraźnie widzieć. Albo ktoś dostaje dowód osobisty i odzyskuje tożsamość. — Ostatnio kobieta poprosiła mnie, żebym znalazła okrę, warzywo, z którego w Afryce robi się zupę. Znalazłam ją i kupię, żeby mogła sobie przypomnieć smak domu. A kiedyś odbierałam kogoś z pociągu, jechaliśmy do Dębaka i okazało się, że numer, któremu wysyłałam paczki, jest człowiekiem — opowiada Joanna.

Ci, którym pomaga, są bardzo wdzięczni. Niestety musi im tłumaczyć, dlaczego ktoś nie chce ich przyjąć do pracy, a inny nie wypłacił wynagrodzenia.

— Ostatnio wracałam od lekarza z kobietą w ciąży. Jadąc do Dębaka, pokazałam jej nazwę miejscowości, z której pochodzę, i mówię, że tam mieszka moja mama. Poprosiła, żebym ją kiedyś tam zawiozła i zapytała, czy mama lubi ludzi z czarną skórą? Powiedziałam jej, że kolor skóry nie ma znaczenia. Ale niestety ma — tłumaczy Joanna.

Małgorzata ma teraz adoptowaną córkę: dziewczyna pochodzi z Afganistanu, przeżyła tam piekło. — Za punkt honoru sobie postawiłam, że ją stamtąd wyciągnę. Skończyła u siebie medycynę i nie miała żadnych szans pracować w ukochanym zawodzie, zrobić specjalizację — opowiada. — Więc musieliśmy jej pomóc.

WIĘCEJ W NUMERZE
nr
38

14.09.2025

undefined

Udział Facebook Twitter LinkedIn Telegram WhatsApp Email

Czytaj dalej

Gdzie jest pierwszy wagon? Przestał istnieć. Zginęli niemal wszyscy, którzy do niego wsiedli

Gdzie jest pierwszy wagon? Przestał istnieć. Zginęli niemal wszyscy, którzy do niego wsiedli

Garść orzechów codziennie? To jedna z najcenniejszych przekąsek. Przez lata niedoceniana

Garść orzechów codziennie? To jedna z najcenniejszych przekąsek. Przez lata niedoceniana

Opowieści, które budują wspólnotę. „Walkiria” i „Polskie Wesele” na Baltic Opera Festival

Opowieści, które budują wspólnotę. „Walkiria” i „Polskie Wesele” na Baltic Opera Festival

Hazard, polityka i wielkie pieniądze. Jak wygrywa się na predykcjach?

Hazard, polityka i wielkie pieniądze. Jak wygrywa się na predykcjach?

„Duża część lektur to nie są książki dla dzieci, a dziewiętnastowieczne utwory dla dorosłych”

„Duża część lektur to nie są książki dla dzieci, a dziewiętnastowieczne utwory dla dorosłych”

Artur rok temu wpłacił na Zondacrypto 350 tys. zł. „Od blisko trzech tygodni praktycznie nie jem, nie śpię”

Artur rok temu wpłacił na Zondacrypto 350 tys. zł. „Od blisko trzech tygodni praktycznie nie jem, nie śpię”

Varga: Prezes koniecznie musi obejrzeć ten film. Najlepiej w towarzystwie profesora Czarnka

Varga: Prezes koniecznie musi obejrzeć ten film. Najlepiej w towarzystwie profesora Czarnka

Ukraińcy paraliżują rosyjską logistykę. Front południowy niemal odcięty

Ukraińcy paraliżują rosyjską logistykę. Front południowy niemal odcięty

Świadkowie: Janusz F. „pod stołem” zbierał pieniądze na kampanię Andrzeja Dudy

Świadkowie: Janusz F. „pod stołem” zbierał pieniądze na kampanię Andrzeja Dudy

Add A Comment

Leave A Reply Cancel Reply

Wybór Redaktora

Tom Rose odpowiada Donaldowi Tuskowi. „Czy nasi sojusznicy są lojalni?”

Tom Rose odpowiada Donaldowi Tuskowi. „Czy nasi sojusznicy są lojalni?”

24 kwietnia, 2026
Gdzie jest pierwszy wagon? Przestał istnieć. Zginęli niemal wszyscy, którzy do niego wsiedli

Gdzie jest pierwszy wagon? Przestał istnieć. Zginęli niemal wszyscy, którzy do niego wsiedli

24 kwietnia, 2026
Sprawa Włodzimierz Cimoszewicz umorzona. Chodzi o potrącenie rowerzystki w Hajnówce – Wprost

Sprawa Włodzimierz Cimoszewicz umorzona. Chodzi o potrącenie rowerzystki w Hajnówce – Wprost

24 kwietnia, 2026
Mistrzostwa Europy odbędą się w Polsce! Wielka impreza przyznana – Lekkoatletyka – Sport Wprost

Mistrzostwa Europy odbędą się w Polsce! Wielka impreza przyznana – Lekkoatletyka – Sport Wprost

24 kwietnia, 2026

Najnowsze Wiadomości

Katowice i Śląsk jako symbol zmian. Co pokazuje Europejski Kongres Gospodarczy – Biznes Wprost

Katowice i Śląsk jako symbol zmian. Co pokazuje Europejski Kongres Gospodarczy – Biznes Wprost

24 kwietnia, 2026
Jak wyrównać trawnik? Genialny sposób na górki i dołki

Jak wyrównać trawnik? Genialny sposób na górki i dołki

24 kwietnia, 2026
Tarnówka. Odnaleziono ciało 13-latka. Było przysypane ziemią

Tarnówka. Odnaleziono ciało 13-latka. Było przysypane ziemią

24 kwietnia, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
© 2026 Razy Dzisiaj. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.