Close Menu
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Modne Teraz
Co ukrywa Tomek? Tę książkę powinien przeczytać każdy rodzic. Opowiada o dziecięcym bólu

Co ukrywa Tomek? Tę książkę powinien przeczytać każdy rodzic. Opowiada o dziecięcym bólu

25 czerwca, 2026
Trzaskowski do dymisji? Nowy sondaż. Polacy wydali werdykt – Wprost

Trzaskowski do dymisji? Nowy sondaż. Polacy wydali werdykt – Wprost

25 czerwca, 2026
Promocja na kawę w Aldi. Lavazza i Jacobs 60 proc. taniej – Biznes Wprost

Promocja na kawę w Aldi. Lavazza i Jacobs 60 proc. taniej – Biznes Wprost

25 czerwca, 2026
Wenezuela. Potężne trzęsienie ziemi. Wielu poszkodowanych

Wenezuela. Potężne trzęsienie ziemi. Wielu poszkodowanych

25 czerwca, 2026
Polska i Tajwan zacieśniają współpracę. Chiny mogą się wściec

Polska i Tajwan zacieśniają współpracę. Chiny mogą się wściec

25 czerwca, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Popularność
  • Co ukrywa Tomek? Tę książkę powinien przeczytać każdy rodzic. Opowiada o dziecięcym bólu
  • Trzaskowski do dymisji? Nowy sondaż. Polacy wydali werdykt – Wprost
  • Promocja na kawę w Aldi. Lavazza i Jacobs 60 proc. taniej – Biznes Wprost
  • Wenezuela. Potężne trzęsienie ziemi. Wielu poszkodowanych
  • Polska i Tajwan zacieśniają współpracę. Chiny mogą się wściec
  • Ruch Białorusi po ultimatum Ukrainy. „Przestały działać”
  • Spotkanie liderów E5 w Berlinie. Donald Tusk zaapelował o „więcej wysiłku”
  • Upały w Polsce zmierzają w kierunku apogeum. Alert IMGW w 10 województwach
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami
Historie Internetowe
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Biuletyn Zaloguj Sie
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Strona Główna » Wszechpotężne Lasy Państwowe. „Nie mamy żadnego wpływu na to, co, gdzie i kiedy wytną”
Wszechpotężne Lasy Państwowe. „Nie mamy żadnego wpływu na to, co, gdzie i kiedy wytną”
Aktualności

Wszechpotężne Lasy Państwowe. „Nie mamy żadnego wpływu na to, co, gdzie i kiedy wytną”

Pokój WiadomościPrzez Pokój Wiadomości28 października, 2025

Masowe wycinki, blokowanie tworzenia parków narodowych, trwonienie pieniędzy. O tym, jak drzewostan przesłania leśnikom las — opowiada Marek Józefiak, autor książki „Polska Rzeczpospolita Leśna”.

Newsweek: Gdy z kimś rozmawiam i pojawia się hasło „las”, ludzie narzekają: „niedaleko mnie ciągle tną”, „było pięknie, różnorodnie, a teraz tylko sosny posadzone, jak od linijki”. Rzeczywiście jest się czym martwić?

Marek Józefiak: Jest. Lasy Państwowe tłumaczą, że zwiększone wycinki, które obserwujemy od kilkunastu lat, mają swoje uzasadnienie: że to drzewostany, które zostały zasadzone po wojnie i teraz osiągają optymalny wiek z punktu widzenia gospodarczego.

Można więc z nich zrobić drewno, które dobrze się sprzedaje i wykorzystuje w meblarstwie czy przemyśle. To, czego LP nam nie mówią, to to, że ustawiły cały system „pod siebie” i nie ma w nim bezpieczników. Że jako obywatele nie mamy żadnego wpływu na to, co, gdzie i kiedy wytną. Zablokowały rozwój leśnych parków narodowych i to nie przypadek, że od ćwierć wieku żaden nie powstał. W 2000 r. LP przeforsowały przyrodnicze liberum veto i park może być zablokowany na każdym szczeblu samorządu terytorialnego. Tworzenie parków utknęło na 1 proc. powierzchni Polski, mamy ich trzy razy mniej niż średnio w Europie, a do większości bardziej pasowałaby nazwa „skwery narodowe”.

Jak do tego doszło, że Lasy Państwowe robią, co chcą?

— Leśnicy sami sobie napisali ustawę o lasach na początku transformacji ustrojowej w 1991 r. W PRL leśnicy czuli się niedowartościowani, pomiatani, byli słabo opłacani. Chcieli to zmienić i tak dali zaczyn do współczesnej konstrukcji Lasów Państwowych. Jej podstawą jest zasada samofinansowania, czyli niby nie biorą nic z budżetu — mówię niby, bo leśnicy i tak pozyskują stamtąd pieniądze — a jednocześnie niewiele do budżetu wnoszą. LP płacą kilka razy niższe podatki niż podobne publiczne gospodarstwa leśne w Europie.

Samofinansowanie sprowadza się tu de facto do tego, że trwonią pieniądze. Generują przychód rzędu kilkunastu miliardów rocznie i raportują zysk na poziomie kilkuset milionów. Przepaść między tymi kwotami wypełniają kosztami — wypasionych biurowców, leśniczówek, ośrodków wypoczynkowych czy wysokich pensji. Średnia pensja w Lasach Państwowych wynosi 11,5 tys. zł brutto. Dopłacają też do rzeczy tak absurdalnych, jak wycinki w Bieszczadach czy sprzątanie lasu po huraganie. Mimo że to nie ma żadnego sensu ekonomicznego, nie wspominając o ­ekologicznym.

Co poza finansami podtrzymuje to państwo w państwie?

— Władza polityczna: dopłaty do działalności nadleśnictw bywają większe niż budżety gmin, więc LP rządzą i dzielą w terenie, budując klientelizm. Lokalni politycy i część społeczności zawdzięczają coś LP, więc rzadziej je krytykują i łatwiej akceptują ich decyzje. To osłabia kontrolę społeczną i przejrzystość działania instytucji. Podobnie dzieje się w Warszawie: gdy ustawa dotycząca Lasów Państwowych trafia do Sejmu, nagle zaczynają się dziać cuda i dochodzi od sojuszy ponad podziałami partyjnymi. Mają też władzę narracyjną — ogromne budżety na propagandę (Centrum Informacyjne LP dysponowało nawet ok. 100 mln zł rocznie). Przez wiele lat kształtowały wyobrażenia Polaków o tym, czym jest „dobry las”. Większość z nas zna las równy, posprzątany, od linijki — a nie naturalny, w którym pełno jest martwych drzew, tak ważnych dla bogactwa przyrody, gdzie dożywają one kilkuset lat, a sosna może mieć kilka metrów w obwodzie.

LP utrudniają też powstawanie obszarów chronionych — z takich terenów nie czerpałyby zysków, a co więcej, straciłyby część władzy. Do tego mało który leśnik chciałby pracować na takim obszarze — to niechybnie oznacza degradację finansową.

Bieda panująca w instytucjach ochrony przyrody to obok liberum veto główna przyczyna, dla której mamy zapaść w tworzeniu parków narodowych. Jeśli już ma powstać jakiś rezerwat, to zdarza się, że leśnicy wycinają z tego miejsca najbardziej dorodne drzewa. Żeby przypadkiem surowiec się nie zmarnował. Liczy się poczucie władzy i ich wizja lasu, w którym wszystko dzieje się wedle woli leśnika.

Zaraz ktoś powie, że jak będzie za dużo obszarów chronionych, to można zapomnieć o wejściu do lasu i korzystaniu z tego dobra.

— LP skrzętnie podtrzymują tę narrację. Straszą, że nie będzie można zbierać grzybów. A przecież istnieją rezerwaty, w których jest to dozwolone. Do większości parków wstęp dla turystów jest dalej bez opłat, a miejscowi wchodzą za darmo. Na szczęście ta propaganda działa coraz słabiej.

Kiedyś leśnicy pod petycjami „w obronie lasów” potrafili zebrać ponad 2 mln podpisów. Ostatnio zebrali 500 tys. Ludzie nie dają się już tak łatwo nabierać. Ale LP wciąż mają dużą przewagę w nadawaniu narracji — to ponad 25 tys. osób, które są zdeterminowane, żeby bronić swoich przywilejów. Utrzymują, że są w stanie dbać jednocześnie, na tym samym obszarze, o wszystkie funkcje lasu — przyrodnicze, społeczne i gospodarcze. Ale to utopia, wycinki w dużej mierze wykluczają funkcje przyrodnicze i społeczne. Oczywiście są leśnicy, którzy chcieliby lepiej chronić przyrodę i których ta narracja kłuje w oczy. Ale to margines. Boją się też zabrać głos, by nie stracić pracy.

Niektóre historie opisane w książce „Polska Rzeczpospolita Leśna” pokazujące, jak bardzo LP nie chcą oddać lasu, są absurdalne. Przytacza pan doświadczenia aktywistów, którzy chcieli stworzyć strefy ochronne wokół drzew, na których gniazdowały chronione sowy czy orły.

— Na wizjach lokalnych spotykali się w tym celu z przedstawicielami Lasów Państwowych i urzędnikami. Pokazywali „tu jest gniazdo, widać orlika krzykliwego, tu są jego odchody”. W odpowiedzi słyszeli od leśników, że to może maskotka, a nie prawdziwy ptak, a odchody sami pewnie rozbryzgali. Podobnie to działa w przypadku niedźwiedzi. Żyją u nas tylko w Karpatach, głównie w Bieszczadach. Jest ich niewiele, łącznie może 150 osobników. Powinniśmy zrobić, co się da, by chronić miejsca ich bytowania. Ale LP na to nie patrzą i tną, nawet 30 m od gawr. Leśnicy patrzą na las dość jednowymiarowo — głównie przez pryzmat zdrowych drzew tzw. gatunków lasotwórczych, takich jak sosna, świerk czy dąb. Drzewa takie jak graby, które są mniej przydatne gospodarczo, to dla nich „leśne chwasty”. Inni mieszkańcy lasu są drugoplanowi, czasem wręcz są szkodnikami. W tej wizji próżno szukać całościowego spojrzenia na las jako najbardziej złożony ekosystem na ziemi. Leśnik prof. Kazimierz Rykowski mawia, że drzewostan przysłania leśnikom las. To dlatego leśnicy i przyrodnicy nie mogą się dogadać, bo rozmawiając o lesie, rozmawiają na dwa różne tematy.

Co się dzieje z drewnem pozyskanym przez Lasy Państwowe?

— Większość trafia na krajowy rynek. Po 2017 r. eksport zaczął odgrywać większą rolę, ale to nadal domieszka. Ówczesny dyrektor Konrad Tomaszewski — kuzyn braci Kaczyńskich — podjął fatalną w skutkach decyzję o sprzątaniu drewna po huraganie w Borach Tucholskich. W zamian za awaryjną pomoc w uprzątaniu drzew zagraniczne firmy uzyskały większy dostęp do naszego rynku. Zaczęliśmy więcej eksportować, a krajowi przedsiębiorcy zaczęli narzekać na dostępność surowca. Ale nawet wtedy sprzedaż na rynki zagraniczne stanowiła tylko ok. 15 proc.

Jednak w jaki dokładnie sposób jest wykorzystywane polskie drewno, nie wie nikt. Wiele wskazuje na to, że ostatecznie lwia część kończy w piecach — w domach, elektrociepłowniach czy elektrowniach. To nie jest ekologiczne wykorzystanie, państwo powinno dążyć do jego ograniczenia. Najbardziej zrównoważony jest przemysł meblarski — w końcu dobrze wykonane meble mogą nam służyć przez dziesięciolecia.

Zdarzają się też kuriozalne sytuacje — w jednym ze śledztw Greenpeace’u wykazaliśmy, że bieszczadzkie buki trafiają do fabryki międzynarodowego koncernu na Słowacji, gdzie są przerabiane na tekturę. Coś, co jest bezcenne przyrodniczo, zamienia się w produkt jednorazowego użytku.

Zaskoczyło mnie, że drewna nie pozyskują leśnicy. Robią to zatrudniani z zewnątrz pilarze.

— Na początku lat 90. Lasy Państwowe wypchnęły te usługi do tzw. ZUL, czyli zakładów usług leśnych. Panuje tam wolnoamerykanka: bardzo rozpowszechniona jest szara strefa, pilarze często pracują bez umów.

Do tego można znaleźć internetowe „kursy” na drwala i tacy ludzie po kursie za kilkaset złotych też są zatrudniani. I to mimo że to jeden z najniebezpieczniejszych zawodów — od 2018 r. do końca 2023 r. przy wycince drzew zginęło ponad 140 osób. Dla porównania, w tym samym okresie w górnictwie, które jest uważane za ryzykowną branżę, zginęło 88 osób, choć górników jest znacznie więcej niż pilarzy.

Do wypadków najczęściej dochodzi w pierwszym tygodniu pracy — nie dlatego, że ludzie są niedoświadczeni, ale dlatego, że to wtedy dopisuje się daty do wcześniej podpisanych in blanco umów, żeby ukryć nielegalne zatrudnienie. Państwo właściwie nie kontroluje tego sektora, a Lasy Państwowe nie biorą odpowiedzialności za sytuację ludzi, którzy wykonują dla nich najcięższą pracę.

Wyłania się z tego obraz samowolki. Wspomniał pan, że społeczeństwo zaczyna to dostrzegać. Przełomem były wycinki w Puszczy Białowieskiej w 2017 r.?

— Już w latach 90. działały kampanie w obronie Puszczy Białowieskiej, a na początku drugiej dekady XXI w. widać było, że ludzie zaczynają kwestionować działania LP — na przykład w lasach trójmiejskich czy w Puszczy Bukowej pod Szczecinem. Wraz z rosnącym dobrobytem zmieniły się nasze oczekiwania wobec lasów — chcemy w nich odpoczywać, obcować z przyrodą, a nie traktować je tylko jako fabrykę drewna.

To jednak nie był jeszcze bunt o takiej sile jak potem. Punktem zwrotnym rzeczywiście był rok 2017 i masowe wycinki zaordynowane przez duet Szyszko — Tomaszewski. Lasy przegrały tę batalię propagandowo — ponad 80 proc. Polek i Polaków uznało wtedy, że cała Puszcza Białowieska powinna być parkiem narodowym. Równie ważny był moment pandemii. Wtedy wielu ludzi zobaczyło, że Białowieża jest za płotem — że las, który znamy z codziennych spacerów, też jest zagrożony.

Ten proces pogłębiła działalność organizacji społecznych. Ogromne znaczenie miała publikacja map planowanych wycinek przez Fundację Lasy i Obywatele. Dzięki nim ludzie po raz pierwszy mogli łatwo sprawdzić, co LP zamierzają robić w ich okolicy. To był przełom, bo konsultacje społeczne prowadzone przez Lasy Państwowe są fasadowe.

Myśli pan, że działalność obecnego rządu coś zmieni? Koalicja obiecywała, że 20 proc. najcenniejszych przyrodniczo terenów leśnych zostanie wyłączonych z wycinki.

— Rząd, który w kampanii dużo mówił o ochronie przyrody, prawie dwa lata po objęciu władzy wyraźnie stracił zapał, więc wątpię. Wprowadzono trochę reform, ale generalnie Polska Rzeczpospolita Leśna trzyma się mocno. Przy obecnym tempie zmian szanse na to, że obietnica o 20 proc. zostanie spełniona, są praktycznie zerowe. Rząd oddał kontrolę nad tym procesem LP, a te robią wszystko, żeby go rozmyć. Owszem, po latach impasu udało się utworzyć ponad sto rezerwatów, ale obejmują one zaledwie 0,2 proc. powierzchni Lasów Państwowych — sto razy mniej, niż obiecano. Promykiem nadziei jest nowa subwencja ekologiczna dla samorządów, na których terenie są obszary chronione. To długofalowo może odmienić postrzeganie parków czy rezerwatów przez ­samorządowców.

Mimo że sytuacja wygląda beznadziejnie, pan stara się walczyć, nagłaśniać problem. Dlaczego lasy są dla pana tak ważne?

— Las to przestrzeń, która mnie ukształtowała. Dorastałem w Jaworznie — przemysłowym mieście, gdzie powietrze było ciężkie od smogu, a śnieg czerniał po kilku dniach, ale wystarczyło przejść ulicę, żeby znaleźć się w lesie. Tam uczyłem się świata — bawiłem się, włóczyłem z przyjaciółmi, obserwowałem przyrodę.

Potem zrozumiałem, że ten las z mojego dzieciństwa nie był dziki — był zaprojektowany i kontrolowany przez człowieka. Prawdziwą dzikość zobaczyłem dopiero w Białowieży czy w Karpatach i to było dla mnie przełomem. Sędziwe, potężne drzewa, wielkie kłody zalegające na dnie lasu, pełno gęstwin. Chaos, brak porządku — to wszystko, co wcześniej uznawałem za zaniedbanie, okazało się oznaką zdrowego lasu.

Przez lata działań odwiedziłem w Polsce dziesiątki miejsc, które już dawno powinny być należycie chronione, a nie są. Nie potrafię obok takich sytuacji przejść obojętnie. Historie bohaterów mojej książki pokazują, że dopóki nie godzimy się na to, dopóty istnieje nadzieja, że te miejsca uda się ochronić. Taka postawa wymyka się schematom, według których działają Lasy Państwowe. Ale to kropla, która drąży leśny beton.

Okładka książki „Polska Rzeczpospolita Leśna, czyli jak Lasy Państwowe stały się państwem w państwie”

Foto: materiały prasowe/Wydawnictwo W.A.B

WIĘCEJ W NUMERZE
nr
44

26.10.2025

undefined

Udział Facebook Twitter LinkedIn Telegram WhatsApp Email

Czytaj dalej

Co ukrywa Tomek? Tę książkę powinien przeczytać każdy rodzic. Opowiada o dziecięcym bólu

Co ukrywa Tomek? Tę książkę powinien przeczytać każdy rodzic. Opowiada o dziecięcym bólu

Tajemnicze zgony w Szpitalu Południowym? Prokuratura bada te sprawy

Tajemnicze zgony w Szpitalu Południowym? Prokuratura bada te sprawy

Mechanizm głodu i sytości łatwo rozregulować. To prosta droga do poważnych problemów

Mechanizm głodu i sytości łatwo rozregulować. To prosta droga do poważnych problemów

Czy Adam Bielan kłamie w sprawie afery NCBiR? Ujawniamy treść SMS-ów, które wymieniał z biznesmenem

Czy Adam Bielan kłamie w sprawie afery NCBiR? Ujawniamy treść SMS-ów, które wymieniał z biznesmenem

Polska zbuduje trzeci terminal LNG. Możliwości importu gazu wzrosną do 50 mld m3

Polska zbuduje trzeci terminal LNG. Możliwości importu gazu wzrosną do 50 mld m3

Między kulturą a biznesem
Festiwal Filmów-Spotkań NieZwykłych i Dzień Mecenasa Kultury

Między kulturą a biznesem Festiwal Filmów-Spotkań NieZwykłych i Dzień Mecenasa Kultury

Feministyczna rewolucja w filmach dla dorosłych. Erica Lust zmieniła branżę

Feministyczna rewolucja w filmach dla dorosłych. Erica Lust zmieniła branżę

To była jedna z największych rzezi w historii USA. Świadkiem był Polak

To była jedna z największych rzezi w historii USA. Świadkiem był Polak

Kolejne stowarzyszenie w PiS. Marek Suski sięga do jądra partii

Kolejne stowarzyszenie w PiS. Marek Suski sięga do jądra partii

Add A Comment

Leave A Reply Cancel Reply

Wybór Redaktora

Trzaskowski do dymisji? Nowy sondaż. Polacy wydali werdykt – Wprost

Trzaskowski do dymisji? Nowy sondaż. Polacy wydali werdykt – Wprost

25 czerwca, 2026
Promocja na kawę w Aldi. Lavazza i Jacobs 60 proc. taniej – Biznes Wprost

Promocja na kawę w Aldi. Lavazza i Jacobs 60 proc. taniej – Biznes Wprost

25 czerwca, 2026
Wenezuela. Potężne trzęsienie ziemi. Wielu poszkodowanych

Wenezuela. Potężne trzęsienie ziemi. Wielu poszkodowanych

25 czerwca, 2026
Polska i Tajwan zacieśniają współpracę. Chiny mogą się wściec

Polska i Tajwan zacieśniają współpracę. Chiny mogą się wściec

25 czerwca, 2026

Najnowsze Wiadomości

Ruch Białorusi po ultimatum Ukrainy. „Przestały działać”

Ruch Białorusi po ultimatum Ukrainy. „Przestały działać”

25 czerwca, 2026
Spotkanie liderów E5 w Berlinie. Donald Tusk zaapelował o „więcej wysiłku”

Spotkanie liderów E5 w Berlinie. Donald Tusk zaapelował o „więcej wysiłku”

25 czerwca, 2026
Upały w Polsce zmierzają w kierunku apogeum. Alert IMGW w 10 województwach

Upały w Polsce zmierzają w kierunku apogeum. Alert IMGW w 10 województwach

25 czerwca, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
© 2026 Razy Dzisiaj. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.