Close Menu
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Modne Teraz
Morskie Oko. Fiakrzy zaskoczyli aktywistów. Pokrzyżowali im plany

Morskie Oko. Fiakrzy zaskoczyli aktywistów. Pokrzyżowali im plany

18 lipca, 2026
Tragedia w szwajcarskich Alpach. Piorun zabił 97 owiec

Tragedia w szwajcarskich Alpach. Piorun zabił 97 owiec

18 lipca, 2026
Bliscy Łukasza Litewki zabierają głos. „Nikt z nas nie miałby śmiałości”

Bliscy Łukasza Litewki zabierają głos. „Nikt z nas nie miałby śmiałości”

18 lipca, 2026
Katarzyna Kasia o polskiej polityce: nuda upiorna, ale groza niemniejsza

Katarzyna Kasia o polskiej polityce: nuda upiorna, ale groza niemniejsza

18 lipca, 2026
Finału mundialu nie będzie? Krytyczne doniesienia prosto z USA!

Finału mundialu nie będzie? Krytyczne doniesienia prosto z USA!

18 lipca, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Popularność
  • Morskie Oko. Fiakrzy zaskoczyli aktywistów. Pokrzyżowali im plany
  • Tragedia w szwajcarskich Alpach. Piorun zabił 97 owiec
  • Bliscy Łukasza Litewki zabierają głos. „Nikt z nas nie miałby śmiałości”
  • Katarzyna Kasia o polskiej polityce: nuda upiorna, ale groza niemniejsza
  • Finału mundialu nie będzie? Krytyczne doniesienia prosto z USA!
  • Polacy o przebranżowieniu się. Wyróżnia się jedna grupa – Biznes Wprost
  • Kolejne ostrzeżenia o pumie w Polsce. Ekspert ostro je skrytykował
  • Nowy regulamin prokuratur. Waldemar Żurek: nie brałem udziału w jego opracowaniu
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami
Historie Internetowe
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Biuletyn Zaloguj Sie
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Strona Główna » Wybitny bułgarski pisarz: Próbowałem przekonać babcię, że nie ma Boga, a usłyszałem, że w Bułgarii niczego nie ma. Nawet oleju i papryki
Wybitny bułgarski pisarz: Próbowałem przekonać babcię, że nie ma Boga, a usłyszałem, że w Bułgarii niczego nie ma. Nawet oleju i papryki
Aktualności

Wybitny bułgarski pisarz: Próbowałem przekonać babcię, że nie ma Boga, a usłyszałem, że w Bułgarii niczego nie ma. Nawet oleju i papryki

Pokój WiadomościPrzez Pokój Wiadomości18 lipca, 2026

— Kiedy miałem sześć czy siedem lat, co noc nawiedzał mnie ten sam koszmar. Nie mogłem opowiedzieć o nim babci, bo istniało przekonanie, że jeśli opowie się o koszmarze, on się spełni. Zapisałem go więc. I nigdy więcej się nie powtórzył — ale też nigdy o nim nie zapomniałem — mówi „Newsweekowi” Georgi Gospodinow, wybitny bułgarski pisarz.

Newsweek: Opowiadanie otwierające wydany właśnie u nas tom „I wszystko stało się księżycem” mówi o końcu świata. O tym, że za 8 minut i 19 sekund (tyle potrzeba, by światło słoneczne dotarło na Ziemię) możemy się dowiedzieć, że to już koniec, bo słońce zgasło. Czy to jest pana wielka trauma — że za chwilę może się okazać, że naszego świata już nie ma?

Georgi Gospodinow: Tak. Opowiem o źródłach tego lęku. Pochodzi oczywiście z dzieciństwa. To było w latach 70., mieszkałem z babcią. Czytała Biblię, a w czasach komunizmu Biblia była zakazana, więc zawijała ją w gazetę, która była organem rządzącej partii. I codziennie około godz. 18 zaczynała ją czytać. Siedzieliśmy w małym, ciemnym pokoju: ona przy oknie, ja obok niej. Wie pan, jak czytają starsi ludzie: po kawałku, szeptem. Pamiętam całą Apokalipsę dzięki szeptanemu głosowi mojej babci (Gospodinow szepcze): „Ziemia i niebo zniknęły. Nie było również morza…”. I do dziś ten głos jest w mojej głowie: sprawia, że dla mnie apokalipsa nie jest czymś głośnym i pełnym fajerwerków. To coś niezwykle spokojnego. I dzieje się każdego dnia.

A jak pan sobie wyobraża koniec świata?

— To pandemia samotności. Szczyt samotności to koniec świata. Wyobrażam sobie, że nie ma z nami rzeczy ani ludzi, których kochamy. Jesteśmy sami. Nie wiemy, gdzie są nasze dzieci, nasi rodzice, żony, przyjaciele. Dla mnie apokalipsa to sprawa bardzo osobista. Próbuję to rozgryźć w jednym z opowiadań: „Twarze w ostatnich dniach”. Doskonale pamiętam, kiedy wpadł mi do głowy ten pomysł o twarzach z ostatnich dni. Przyjechałem do Krakowa. Była niedziela i poszedłem do jednego z kościołów. Trwała jesień, wokół stali ludzie — byli tam bezdomni, były rodziny. Te twarze wyglądały, jakby pochodziły z innej epoki — pełne jakiegoś napięcia. Było w tym coś, co sprawiło, że pomyślałem: „Gdyby coś się nagle wydarzyło, to będą ostatnie twarze, jakie ujrzałem”. Jako dzieci wyobrażaliśmy sobie, że apokalipsa będzie pełna krwi i ognia. Ale tak naprawdę to koniec czasu. W jednej chwili zobaczymy wszystkie twarze z naszej przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. I ja tak o tym myślę: apokalipsa opiera się na swego rodzaju schizofrenii, kiedy przeszłość, teraźniejszość i przyszłość dzieje się jednocześnie. To jeden wielki bałagan.

Ian McEwan powiedział mi, że ludzkość przetrwa, ale ocaleje tylko część i za 100 lat jej życie będzie znacznie gorsze niż nasze. Ludzie z przyszłości będą nam zazdrościć wielu rzeczy: od restauracji z dobrym jedzeniem i księgarni po loty transatlantyckie. Bo tego wszystkiego już nie będzie. A pan jak myśli o przyszłości ludzi? Czego będą nam zazdrościć?

— Zastanawiałem się nad tym często. I dlatego w „Fizyce smutku” jest instrukcja, co koniecznie trzeba przekazać ludziom, którzy przyjdą po nas. Brzmi tak: jeśli spotkasz kogoś, kto przeżył, powinieneś natychmiast go przytulić. A przytulanie polega na rozstawieniu nóg i utworzeniu kręgu z rąk (Gospodinow pokazuje, na czym polega przytulanie). Chłopiec w mojej książce wyjaśnia szczegółowo choreografię przytulania. I kiedy teraz o tym mówię, przypomina mi się mój ojciec, który niedawno umarł. Zostawił wskazówki, jak dbać o ogród. Opublikowałem ten notes ojca ze wskazówkami, co należy robić niemal każdego dnia roku w ogrodzie. I ludzie wysyłali do mnie wiadomości: „Dzisiaj jest taki a taki dzień lutego, pana ojciec sadził wtedy ziemniaki — ja też zasadziłem”.

Bohater opowiadania o końcu świata zadaje pytanie: „Kto właściwie podejmuje decyzję?”. Kto podejmuje decyzję w dzisiejszym świecie?

— W moim opowiadaniu jest swego rodzaju mroczna ironia. Politycy mówią: „No dobrze, koniec świata nadejdzie. Ale odłóżmy to na później” (śmiech). Myślę, że zmierzamy w kierunku takiej sytuacji, kiedy nikt już nie będzie w stanie podjąć decyzji. To jest najniebezpieczniejsze: kiedy osiągniemy punkt, w którym to nie będzie zależało od żadnego z nas. Ani od polityków, ani od nikogo. I właśnie dlatego w obliczu osobistego lub globalnego końca świata zawsze chodzi o rodzaj człowieczeństwa. Albo miłości, albo empatii, albo innych staroświeckich rzeczy. Staroświeckie rzeczy, takie jak uściski, pamiętanie o tym, że jesteśmy ludźmi, nawet gdy umieramy, to jedyne, co nam tak naprawdę zostaje.

Jeden z pana bohaterów chce upolować jakąś „świeżutką historię”. Jego technika jest taka: kupuje gazetę „Pszczelarz”, zasiada w kawiarni i czeka, aż coś upoluje. Jaka jest pana technika polowania na historie?

— Bardzo ważne jest, by historia nie wiedziała, że na nią polujesz. Dla pisarza najważniejsze jest po prostu tu być. To jest właśnie ta technika. Powinieneś tu być, ale nie po to, żeby dużo mówić. Musisz być w pewnym sensie niewidzialny. Nie mieć zapachu, twarzy — być częścią stołu, tak jak cukier czy filiżanka kawy. Jeśli rozmawiam z kimś i chcę wysłuchać jego historii, powinienem milczeć. Jestem kimś, kto po prostu chce wysłuchać historii drugiej osoby, nie oceniać jej, nie przerywać — bo wie pan, jak to jest, kiedy sobie przerywamy i mówimy: „Nie, nie, znam lepszą historię na ten temat”. Technika polega na tym, żeby po prostu słuchać z sercem i uchem. To wystarczy. Uwielbiam słuchać opowieści innych ludzi.

„Prymusi z matematyki wyjeżdżali, a prymusi z literatury zostawali” — pisze pan o sytuacji po upadku komunizmu. Był pan jakoś rozgoryczony, że inni wyjeżdżają, a pan musi zostać w Bułgarii?

— W latach 90. nie przetrwałbym za granicą. Miałem tylko swoje opowiadania, wiersze. To była okropna dekada, ale była też bardzo ważna dla mojego pokolenia. Kocham lata 90. Oczywiście dlatego, że byłem młody. Dlatego że uczyliśmy się prostych rzeczy, które wcześniej były nam zabronione — jak mówić nowym, codziennym językiem, odmiennym od socjalistycznych frazesów. Ale kocham je też dlatego, że byliśmy tacy naiwni. Teraz już nie jest łatwo być naiwnym. Wierzyliśmy, że od tej ­chwili wszystko będzie inaczej. Razem z kolegami brałem udział w protestach. Myśleliśmy, że zmiana zajmie dwa, trzy miesiące, a potem w Bułgarii wszystko będzie w ­porządku. Ojciec jednego z kolegów powiedział, że powinniśmy się liczyć z tym, że może to potrwać pół roku. A my na to: „Jak mamy tyle czekać? To za długo”. I teraz, 35 lat później, czasami spotykam dawnych kolegów ze studiów na ulicach podczas kolejnej demonstracji przeciwko kolejnemu rządowi. Mamy dzieci w wieku, w którym byliśmy wtedy. Ale znowu chodzimy na demonstracje na tej samej ulicy.

Okładka książki „I wszystko stało się księżycem”

Foto: Materiały prasowe

W Polsce jest inaczej. My protestujemy tylko wtedy, gdy prawica jest u władzy. Gdy rządzą „nasi”, jesteśmy tylko bardzo rozczarowani. Co straciliśmy, jeśli chodzi o wiedzę o czasach komunizmu? Czego nie da się wyjaśnić tym, którzy tego nie doświadczyli?

— Mieliśmy w czasach komunizmu deficyty wielu rzeczy. Zachodnich książek, oleju, pomarańczy, papieru toaletowego. Kiedy jako dziecko próbowałem przekonać swoją babcię, że Boga nie ma, mówiła mi: „Och, w Bułgarii niczego nie ma. Nawet oleju do smażenia i papryki”. Ale poza brakiem przeróżnych towarów mieliśmy też deficyt prawdy, intymnych rozmów, wolności i deficyt erotyki. Pamiętam nawet doskonale, jak wycinaliśmy żyletką słynną stronę nr 27 z książki „Ojciec chrzestny”, ponieważ Puzo szczegółowo opisywał tam scenę seksu. Każdy z nas próbował odnaleźć erotykę w wielu dziwnych miejscach. Jak o tym wszystkim opowiedzieć?

Poprzez osobiste historie: te, które zostały opowiedziane, i te, które nie zostały opowiedziane. Ja wierzę w osobiste historie i osobiste opowiadanie. Uważam, że jeśli będziemy próbowali wyjaśniać komunizm jako wielki projekt z monumentalnymi strukturami, z tym głupim oficjalnym bełkotem, to nic nie zrozumiemy. Powiemy: „No dobrze, tak, to jest swego rodzaju monumentalny projekt”. Ale najgorsze było to, że był to projekt niszczący ludzkie życie, który wkraczał w naszą codzienność. I to się składało z niezliczonych ilości rzeczy. Na przykład: miałem jakieś 10 lat i wiedziałem, że mój ojciec zamyka się w kuchni i słucha zakazanych stacji radiowych. Wiedziałem, co on i mama myślą o partii komunistycznej etc. Ale wiedziałem też, że nigdy nie powinienem o tym mówić, gdy zapytają mnie o to w szkole czy gdzieś indziej. I to jest obrzydliwe: uczysz się od dzieciństwa, że w domu możesz myśleć w jeden sposób, ale musisz mówić co innego, gdy jesteś wśród ludzi. To niszczy poczucie, że jesteś wolną osobą. A to tylko jedna z wielu rzeczy zakazanych.

Kiedy dostał pan Nagrodę Bookera, bułgarskie media porównały to do chwili, gdy w 1994 r. drużyna narodowa zdobyła czwarte miejsce na piłkarskim mundialu. A jak to jest być bułgarskim pisarzem, zanim zdobyło się sławę?

— Nie jest łatwo. Nikt nic nie wie o twoim kraju ani nie jest go ciekawy. Gdy „Fizyka smutku” ukazała się w Szwecji, był to pierwszy przekład z bułgarskiego od 47 lat. Z drugiej strony pojawiły się pewne stereotypy na nasz temat — kiedy w latach 90. mówiło się „Bułgar”, ludzie mówili: „Pochodzisz z tego kraju, w którym wszyscy są skorumpowani i rządzi mafia”. Nienawidzę tych stereotypów. Doskonale pamiętam swój pierwszy wieczór autorski w Niemczech. W Berlinie czytałem fragment „Powieści naturalnej”, której styl jest dość postmodernistyczny. I ktoś z publiczności powiedział mi: „Nie spodziewaliśmy się po tobie tego rodzaju historii”. Zapytałem: „Dlaczego?”. I usłyszałem: „Pochodzisz z Bałkanów. Spodziewaliśmy się jakichś historycznych wątków, walk, noży”. Odpowiedziałem: „Ale przecież widzisz, że wyglądam całkiem normalnie. Nie jestem kimś z wielkimi zębami, rogami albo ze skrzydłami nietoperza. W Bułgarii ludzie czasem się zakochują, rozwodzą, czasem nawet umierają śmiercią naturalną. A nie z nożem w piersi. Czego od nas oczekujecie?”. Byłem naprawdę zły.

Znowu pana zacytuję: „Czasami lepiej jest zachować pewne duchy na całe życie”. Do jakiego stopnia pisanie pozwala pozbyć się traum? A do jakiego je utrwala? Bo w pewnym sensie, pisząc, wystawiamy pomnik tej traumie.

— Kiedy miałem sześć czy siedem lat, co noc nawiedzał mnie ten sam koszmar. Nie mogłem opowiedzieć o nim babci, bo istniało przekonanie, że jeśli opowie się o koszmarze, on się spełni. Zapisałem go więc. I nigdy więcej się nie powtórzył — ale też nigdy o nim nie zapomniałem. Taka jest cena. I jeszcze jedno: motywacja stojąca za pisaniem tego sześcioletniego chłopca jest taka sama jak moja dzisiaj. Piszę, bo się boję.

Moja najnowsza książka „Ogrodnik i śmierć” opowiada o umieraniu mojego ojca. Wiem, że ona nie zakończy mojego bólu związanego z tą śmiercią, ale sprawiła, że ból i smutek stają się czymś, z czym można się pogodzić. Można z tym żyć. Nie miałem pomysłu, żeby pisać o tym książkę. Mój ojciec umierał, wiedzieliśmy, że pozostało mu bardzo mało czasu. Sprowadziłem go do swojego mieszkania w Sofii i tak rozpoczął się nasz ostatni wspólny miesiąc pełen rozmów i ciszy.

Siedziałem obok ojca i zapisywałem w notatniku wszystkie tabletki, które mam mu podać, wszystkie te przeciwbólowe sztyfty z fentanylem, bo ból był naprawdę potworny. Zapisywałem jego słowa i to, co wtedy czułem. Robiłem to dla siebie, a sześć miesięcy później zdecydowałem, że chcę o tym opowiedzieć. Powiedziałem sobie, że muszę napisać tę książkę, bez względu na to, jak trudne to będzie. Ponieważ opisywanie śmierci bliskiej osoby oznacza ponowne przeżywanie tej śmierci. Chciałem opowiedzieć historię o gasnącym życiu, o tych ostatnich dniach, popołudniach i nocach, o ostatnich rozmowach. To nie jest książka o śmierci. To książka o odchodzeniu mojego ojca.

Chciałem też opowiedzieć zabawne historie, które ojciec powtarzał do samego końca — „pierwszorzędne historie na wypadek nagłej potrzeby”. I tak narodziła się ta książka.

Może to paradoksalne, ale pisanie tej książki to był najszczęśliwszy okres w czasie tego roku po śmierci ojca. To było jak rozmowa z kimś, kto jest tutaj ze mną i razem ze mną pisze tę książkę. I nigdy nie dostałem tak wielu listów ani tak wielu osobistych historii z całego świata, jak po ukazaniu się tej książki. Ludzie w bardzo osobisty sposób opowiadali swoje historie o ojcach i ich umieraniu. Jakby nagle obudziła się jakaś niewidzialna społeczność, niewidzialne bractwo… Ktoś mi napisał: „Nigdy nie udało mi się płakać po swoim ojcu, ale teraz płaczę po twoim ojcu. A poprzez to również po swoim”.

Dla mnie ta książka była niezwykle bolesna. Mój ojciec też był ogrodnikiem, też nie mógł znaleźć miejsca w komunizmie, też miał kłopoty z wyrażaniem uczuć. Przerywałem jej czytanie wielokrotnie. Twierdzi pan, że o wiele trudniej jest pisać o ojcu niż o matce. Dlaczego?

— Nie potrafię tego do końca wyjaśnić. Czuję, że nasi ojcowie nie zawsze byli przy nas w dzieciństwie. Nie byli tacy jak nasze matki, które zawsze były obecne. Interesowały się tym, czego uczymy się w szkole, jak się zachowujemy, co jemy. Nasi ojcowie byli trochę jak Odyseusz, który wyruszył w podróż. Albo Józef, ziemski ojciec Jezusa, którego w ewangeliach właściwie nie ma. Byli ojcami, których brakowało.

W tym patriarchalnym społeczeństwie bułgarskiego komunizmu nigdy nie udawało nam się porozmawiać o najbardziej intymnych sprawach z naszymi ojcami. Uważano wtedy, że nigdy nie powinno się całować dzieci. Jedynie kiedy śpią. Bo całując, rozpieszczamy je. Nie powinny wiedzieć, że je kochamy. To jest całkowicie głupie, ale oni tacy właśnie byli. Nikt nie uczył naszych ojców ani dziadków, jak wyrażać emocje. Patriarchalne normy i wzorce męskości na to nie pozwalały. Ale jednocześnie oni naprawdę byli silnymi ludźmi. Nigdy nie słyszałem, żeby mój ojciec na coś narzekał.

Pana ojciec żył na marginesie, nie mógł znaleźć swojego miejsca w komunistycznej Bułgarii. Ale jakoś się z tym godził. Pana przyjaciel Iwan Krastew powiedział kiedyś coś, co zapadło mi w pamięć: że w czasach komunizmu poczucie klęski nie było ostateczne, bo mówiłeś sobie, że to wina systemu. A dziś obwiniasz wyłącznie siebie. Czy wydaje się panu, że życie pana ojca było pod pewnymi względami lepsze od pańskiego?

— On żył w zupełnie innym świecie. I ten świat był pod wieloma względami ograniczony. Ale to dawało mu pewną swobodę. W malutkim kręgu wolności mógł się zachowywać, jak chciał. Mógł mieć swoje skromne wygrane. Ludzie go kochali, bo nie był typowym produktem systemu komunistycznego. Miał dwie supermoce, które ratowały go w obliczu wszystkich porażek: talent do opowiadania historii oraz ogrodnictwo. W czasach komunizmu w pewnym sensie wymyślił świat, którego nigdy nie odwiedził. Uwielbiał opowiadać o krajach, w których nigdy nie był. Kiedy po raz pierwszy byłem w Paryżu, zadzwoniłem do niego i powiedziałem: „Wiesz, nie żałuj. To nic specjalnego. To po prostu wielki bulwar”. Powiedziałem mu tak, żeby tego nie żałował. A on był na mnie zły. Powiedział: „Jak możesz coś takiego mówić? Jesteś tam i tak mówisz”. Nasi rodzice wyobrażali sobie ten świat jako o wiele piękniejszy, niż był w rzeczywistości.

Ale było w tym też nieszczęście, bo on nie wierzył, że coś się zmieni. Ludzie z jego pokolenia myśleli, że komunizm będzie trwał wiecznie. Nie wierzyli, że można, zwłaszcza w Bułgarii, obalić reżim. Nie spodziewali się tego, co wydarzyło się w 1989 r. Prawdę mówiąc, ja też w to nie wierzyłem.

Późny komunizm był czasem bez przyszłości, bo nikt nie wierzył w zmianę. I pod tym względem przypomina obecne czasy — nie mamy już przyszłości. To jest powracający u pana wątek: „przyszłość została odwołana”. Ma pan poczucie, że ten deficyt przyszłości nieustannie się zwiększa?

— Myślę, że ten deficyt staje się coraz większy. Próbujemy zamienić przeszłość w przyszłość. Jesteśmy jak to plemię w Andach, które kiedy mówiło o przyszłości, wskazywało za siebie. A kiedy mówiło o przeszłości, wskazywało przed siebie. Być może miało ku temu dobry powód, ale my nie mamy powodu, by sprzedawać naszą przeszłość jako przyszłość z second-handu. Te wszystkie obietnice, że znów będziemy wielcy, silni, tacy jak w odległej przeszłości… To jest strasznie męczące, a przede wszystkim głupie, bo to po prostu nie działa. I myślę, że w dzisiejszej sytuacji nie mamy tego luksusu, by rozmawiać o tym, jak będzie za 10, 50 czy 100 lat. Powinniśmy walczyć o przyszłość krok po kroku.

Nie wierzę w odległą przyszłość — to coś pustego i zimnego. Nie chcę mieszkać na Marsie tak jak Elon Musk. Wierzę natomiast w przyszłość naszych córek i synów. Chciałbym walczyć o przyszłość na ludzką miarę. Powinniśmy rozmawiać o tym, co stanie się z tymi dziećmi za kilka lat. Kiedy w moich książkach mówię o przeszłości, nazywam ją „przeszłością wojenną”. Ale jest również przeszłość na miarę człowieka. Istnieje też przyszłość na ludzką skalę. Skupmy się na niej.

Georgi Gospodinow (ur. 1968) jest bułgarskim poetą, pisarzem, krytykiem. Laureatem wielu nagród, w tym Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus i Nagrody Vilenica. W 2023 r. uhonorowany International Booker Prize za powieść „Schron przeciwczasowy”. Jego inne książki to m.in. „Powieść naturalna”, „Fizyka smutku”, „Ogrodnik i śmierć”. W Polsce ukazał się właśnie zbiór jego opowiadań „I wszystko stało się księżycem”

Udział Facebook Twitter LinkedIn Telegram WhatsApp Email

Czytaj dalej

Katarzyna Kasia o polskiej polityce: nuda upiorna, ale groza niemniejsza

Katarzyna Kasia o polskiej polityce: nuda upiorna, ale groza niemniejsza

Varga: Oto największa wartość filmu Nolana. Oby nie umknęła purystom i wszelkiej maści specom

Varga: Oto największa wartość filmu Nolana. Oby nie umknęła purystom i wszelkiej maści specom

Daria myślała, że mąż kogoś ma.  „Myliłam się. Zniszczyła nas codzienność”

Daria myślała, że mąż kogoś ma. „Myliłam się. Zniszczyła nas codzienność”

„Nie można codziennie jeść rolady”. Szymon Bracik zdradza sekrety śląskiej kuchni

„Nie można codziennie jeść rolady”. Szymon Bracik zdradza sekrety śląskiej kuchni

Stankiewicz: To koniec PiS, jakie znamy? Kaczyński nie może się cofnąć

Stankiewicz: To koniec PiS, jakie znamy? Kaczyński nie może się cofnąć

„Dojne krowy” Donalda Trumpa. Prezydent się denerwuje, ale obywatele nie chcą go słuchać

„Dojne krowy” Donalda Trumpa. Prezydent się denerwuje, ale obywatele nie chcą go słuchać

To jeden z najbardziej kuriozalnych aktów w dziejach Polski. „Lekcja, jak nisko może upaść państwo”

To jeden z najbardziej kuriozalnych aktów w dziejach Polski. „Lekcja, jak nisko może upaść państwo”

Udar w bardzo młodym wieku. Magda miała tylko 30 lat. „Bardzo długo uczyłam się chodzić” [TEKST ARCHIWALNY]

Udar w bardzo młodym wieku. Magda miała tylko 30 lat. „Bardzo długo uczyłam się chodzić” [TEKST ARCHIWALNY]

Zadzwonił do matki, była „jakaś dziwna”. Później zrozumiał, właśnie była okradana [TEKST ARCHIWALNY]

Zadzwonił do matki, była „jakaś dziwna”. Później zrozumiał, właśnie była okradana [TEKST ARCHIWALNY]

Add A Comment

Leave A Reply Cancel Reply

Wybór Redaktora

Tragedia w szwajcarskich Alpach. Piorun zabił 97 owiec

Tragedia w szwajcarskich Alpach. Piorun zabił 97 owiec

18 lipca, 2026
Bliscy Łukasza Litewki zabierają głos. „Nikt z nas nie miałby śmiałości”

Bliscy Łukasza Litewki zabierają głos. „Nikt z nas nie miałby śmiałości”

18 lipca, 2026
Katarzyna Kasia o polskiej polityce: nuda upiorna, ale groza niemniejsza

Katarzyna Kasia o polskiej polityce: nuda upiorna, ale groza niemniejsza

18 lipca, 2026
Finału mundialu nie będzie? Krytyczne doniesienia prosto z USA!

Finału mundialu nie będzie? Krytyczne doniesienia prosto z USA!

18 lipca, 2026

Najnowsze Wiadomości

Polacy o przebranżowieniu się. Wyróżnia się jedna grupa – Biznes Wprost

Polacy o przebranżowieniu się. Wyróżnia się jedna grupa – Biznes Wprost

18 lipca, 2026
Kolejne ostrzeżenia o pumie w Polsce. Ekspert ostro je skrytykował

Kolejne ostrzeżenia o pumie w Polsce. Ekspert ostro je skrytykował

18 lipca, 2026
Nowy regulamin prokuratur. Waldemar Żurek: nie brałem udziału w jego opracowaniu

Nowy regulamin prokuratur. Waldemar Żurek: nie brałem udziału w jego opracowaniu

18 lipca, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
© 2026 Razy Dzisiaj. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.