-
Rezerwat leśny w Nadleśnictwie Oborniki jest zamknięty dla turystów i charakteryzuje się obecnością powalonych, wielowiekowych dębów.
-
Obszar rezerwatu to część dawnego ogrodu pałacowego ze starym lasem grądowym, gdzie zachowało się wiele chronionych gatunków roślin i rozwijają się charakterystyczne dla tego środowiska organizmy.
-
W związku z niedoborem opadów ostatnich lat, także w innych rejonach Nadleśnictwa obserwuje się upadki drzew z powodu braku wody, a leśnicy planują utworzenie rezerwatu Mokrz.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Upadłe giganty z obwodem po kilka metrów. Tajemniczy rezerwat z ogromnymi powalonymi dębami ukryty jest w Nadleśnictwie Oborniki. Dla dobra przyrody teren jest zamknięty dla zwiedzających, choć widoki zapierają dech.
„Szacujemy, że te drzewa mają około 400 lat. To jest niezwykłe siedlisko, bo rozwija się tu szereg roślin niemających szans w borach sosnowych” – uważa Jacek Szczepanik, nadleśniczy w Nadleśnictwie Oborniki.
Widać to szczególnie wiosną, gdy na ziemi pojawia się kwietny dywan kokoryczy pustej.
„Taki aspekt wiosenny, jak to nazywamy – zaczynają zakwitać te rośliny runa, które wykorzystują chwilę słońca, zanim rozwiną się liście na drzewach” – mówi Marcin Kubiak z Nadleśnictwa Oborniki.
Dziki ogród pełen gigantycznych drzew
Rezerwat Promenada ma bardzo ciekawą historię, bo to w rzeczywistości część zdziczałego ogrodu pałacowego ze starym lasem grądowym, czyli liściastym, w którym rosną głównie graby i buki. Te giganty przewróciły się w naturalny sposób.
„Martwe drewno nie jest martwym polem. Ono żyje swoim odrębnym życiem – innym, ciekawym, pełnym różnych organizmów, często niewidocznych dla zwykłego człowieka” – dodaje Jacek Szczepanik.
Do tej przyrodniczej perełki reporterzy mogli wejść tylko dzięki uprzejmości leśników. Żadna telewizja jeszcze się tu nie zapuściła, a szkoda nie pokazać tego miejsca.
Wyjątkowe odwiedziny
Marcin Kubiak, leśniczy Danieli, Nadleśnictwo Oborniki: 'Rezerwat został utworzony w połowie lat 80. na blisko trzech hektarach, aby ochronić te cenne siedliska środkowoeuropejskich grądów’.
Kiedyś grądy były w całej Polsce, ale wycięto je pod uprawy. Wszystko przez to, że zajmowały żyzne gleby. Zostały więc tylko tam, gdzie nie mogły wjechać maszyny. Właśnie to ocaliło ten teren. Teraz jest rezerwat zamknięty dla turystów.
Co innego Mokrz – równie urokliwy fragment Puszczy Noteckiej. Tutaj brutalnie wychodzi na jaw gorzka prawda.
„O tej porze roku powinniśmy brodzić po wodzie. Przechodziliśmy przez stawek, który jest pusty” – mówi Adam Jóźwiak z Nadleśnictwa Oborniki.
W Mokrzu też największe wrażenie robią poprzewracane drzewa. Mogłyby dalej rosnąć, ale zabił je brak wody. „Ostatnie lata są tak ubogie w opady deszczu i śniegu. Drzewa cierpią, zamierają, są niestabilne. Same z siebie się przewracają” – dodaje Adam Jóźwiak.
Takie widoki dają do myślenia i pokazują, jak krucha jest równowaga w przyrodzie. Leśnicy z Obornik chcą, by Mokrz też został rezerwatem.












