Close Menu
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Modne Teraz
Grecja. Tragedia podczas pokazów lotniczych, myśliwiec runął na ziemię

Grecja. Tragedia podczas pokazów lotniczych, myśliwiec runął na ziemię

5 września, 2026
Kolejne zatrzymanie w sprawie Zondacrypto. Prokuratura potwierdza

Kolejne zatrzymanie w sprawie Zondacrypto. Prokuratura potwierdza

5 września, 2026
Żubry w Polsce coraz częściej atakują. Profesor PAN je tłumaczy

Żubry w Polsce coraz częściej atakują. Profesor PAN je tłumaczy

5 września, 2026
Iran. Eksplozje w pobliżu wyspy Kharg. Media: USA zaatakowały tankowiec

Iran. Eksplozje w pobliżu wyspy Kharg. Media: USA zaatakowały tankowiec

5 września, 2026
Andrzej Poczobut wraca na Białoruś. Wskazał na pradopodobny termin

Andrzej Poczobut wraca na Białoruś. Wskazał na pradopodobny termin

5 września, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Popularność
  • Grecja. Tragedia podczas pokazów lotniczych, myśliwiec runął na ziemię
  • Kolejne zatrzymanie w sprawie Zondacrypto. Prokuratura potwierdza
  • Żubry w Polsce coraz częściej atakują. Profesor PAN je tłumaczy
  • Iran. Eksplozje w pobliżu wyspy Kharg. Media: USA zaatakowały tankowiec
  • Andrzej Poczobut wraca na Białoruś. Wskazał na pradopodobny termin
  • Zakaźna choroba zbiera żniwo. W Azji umarło już tysiąc dzieci
  • Recz. Trzy osoby ranne podczas dożynek. Wichura poderwała namioty
  • Nepal. Dziesięć dni po tragedii odnaleźli żywych
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami
Historie Internetowe
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Biuletyn Zaloguj Sie
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Strona Główna » Żubry w Polsce coraz częściej atakują. Profesor PAN je tłumaczy
Żubry w Polsce coraz częściej atakują. Profesor PAN je tłumaczy
Klimat

Żubry w Polsce coraz częściej atakują. Profesor PAN je tłumaczy

Pokój WiadomościPrzez Pokój Wiadomości5 września, 2026

W ostatnim czasie doszło do kilku przypadków poturbowania ludzi przez żubry. W jednym z nich turysta podszedł do zwierzęcia, żeby zrobić sobie zdjęcie, w innym okoliczności nie były już tak oczywiste. Czy coś się zmieniło? Żubry tracą lęk przed człowiekiem, robią się bardziej agresywne?

Prof. Rafał Kowalczyk: – Żubry nie staja się bardziej agresywne. I na pewno powodem takich zdarzeń nie jest to, że żubrów jest za dużo. W zdecydowanej większości przypadków żubry na widok człowieka odchodzą albo uciekają. Jest jednak pewna grupa osobników, przede wszystkim dorosłych samców, które przebywają w pobliżu miejscowości i na terenach otwartych, gdzie mają częsty kontakt z ludźmi, są obserwowane i fotografowane, więc ich poziom lęku jest niższy i na widok człowieka niekoniecznie uciekają.

Problem zaczyna się wtedy, gdy człowiek uznaje, że skoro zwierzę stoi spokojnie, można podejść jeszcze bliżej. Z naszych badań wynika, że krytyczny dystans to 50 metrów. W ciągu mniej więcej 30 lat udokumentowaliśmy 45 przypadków bliskich interakcji żubrów i ludzi. W 35 przypadkach żubr podbiegał w stronę człowieka, ale zatrzymywał się i nie dochodziło do tzw. rogowania. W dziesięciu doszło do poturbowania. W około 90 proc. przypadków przyczyną było zbyt bliskie podejście, dłuższe niepokojenie albo celowe płoszenie zwierzęcia.

Czyli żubr nie atakuje dlatego, że „ma taki charakter”?

– Nie. To przede wszystkim reakcja obronna. Pamiętajmy, że żubr jest największym lądowym zwierzęciem Europy, dorosły samiec może ważyć ponad 800 kilogramów. Podchodzenie do niego na kilka czy kilkanaście metrów tylko dlatego, że spokojnie się pasie, jest skrajnie nieodpowiedzialne.

Zdarza się również, że mieszkańcy próbują przeganiać żubra z sadu czy ogródka, traktując go trochę jak dużą krowę. Tymczasem zwierzę, jeśli poczuje się zagrożone, może ruszyć w stronę człowieka. Szczególną ostrożność trzeba zachować w okresie rui, czyli przede wszystkim w sierpniu i wrześniu. Byki są wtedy bardziej pobudzone i mogą silniej reagować na niepokojenie.

W dyskusji o żubrach coraz częściej pada argument, że problemem nie jest ich liczba w całej Polsce, lecz nadmierne zagęszczenie w niektórych miejscach. Mówi się wręcz o przekroczeniu „pojemności środowiska” w danych lokalizacjach.

– Określenie „pojemność środowiska” jest raczej określeniem myśliwskim, w ekologii jest rzadko używane. Wyznaczenie jednej konkretnej liczby zwierząt, które mogą bytować na danym terenie bez nadmiernej szkody dla środowiska jest niezwykle trudne. Trzeba uwzględnić strukturę siedlisk, ich produktywność, rodzaje gleb, wilgotność, warunki klimatyczne, dostępność pokarmu i liczebność innych roślinożerców. Jeden rok może być mokry, następny suchy, a to zmienia ilość dostępnej biomasy.

Do tego dochodzą drapieżniki. Obserwujemy, że wilki coraz częściej zabijają żubry, także w Puszczy Białowieskiej. To jeden z naturalnych czynników wpływających na dynamikę populacji.

Tego nie da się więc sprowadzić do stwierdzenia: tutaj może żyć 300 żubrów, a 301 to już o jeden za dużo.

Ale skoro zimą żubry wychodzą z Puszczy Białowieskiej na pola, to chyba jednak oznacza, że w lesie nie wystarcza dla nich pokarmu?

– Tyle że problemem nie musi być liczba żubrów. Problemem może być to, że umieściliśmy je w środowisku, które nie odpowiada w pełni ich potrzebom.

Przez lata traktowaliśmy żubra jako gatunek leśny, bo ostatnie dzikie populacje przetrwały właśnie w lasach. Dziś wiemy, że był to błędny wniosek. Żubr jest ewolucyjnie i morfologicznie przystosowany przede wszystkim do terenów otwartych. Do lasów został w przeszłości zapędzony przez człowieka – przez polowania i rozwój rolnictwa. Tereny otwarte tworzone przez wypalanie i wyrąb lasów były zajmowane przez pola uprawne i pastwiska dla bydła.

Latem w Puszczy Białowieskiej pokarmu jest bardzo dużo. Problem pojawia się zimą. Tak duży roślinożerca potrzebuje ogromnej ilości pokarmu objętościowego – dorosły byk może zjadać nawet 50 kg dziennie. W lesie zimą jest go niewiele, więc żubry wychodzą na tereny otwarte, gdzie znajdują ozime uprawy zbóż i rzepaku czy pozostałości kukurydzy na skoszonych polach. Robią dokładnie to, do czego są przystosowane, czyli preferują tereny otwarte, które są obecnie zdominowane przez grunty rolne.

Część dzisiejszych konfliktów żubry vs. rolnicy sami sobie zafundowaliśmy?

– W pewnym sensie tak. Jeśli wprowadziliśmy żubry do siedlisk, które nie zapewniają im odpowiednich warunków przez cały rok, musimy dziś za ten błąd płacić. Przykładem jest Puszcza Knyszyńska, zdominowana przez uboższe drzewostany iglaste, gdzie znaczna część populacji żubra wychodzi na tereny rolnicze zimą.

Podobnie jest w innych kompleksach leśnych. Możemy żubry zimą intensywnie dokarmiać, ale jeśli w pobliżu mają atrakcyjne tereny rolnicze, prędzej czy później zaczną z nich korzystać. Tymczasem kolejne populacje nadal tworzymy przede wszystkim w lasach, choć od kilkunastu lat wiemy, że żubr nie jest zwierzęciem wyłącznie leśnym.

Jednak szkody w uprawach są realne. Trudno oczekiwać od rolnika, że będzie się cieszył na widok stada żubrów w rzepaku.

– Oczywiście, że szkody się zdarzają i nie można ich lekceważyć. Tyle że potrzebujemy wiedzy, jaka jest ich rzeczywista skala i jak sobie z tym problemem radzić. Mamy narzędzie do łagodzenia konfliktów w postaci odszkodowań wypłacanych za szkody powodowane przez gatunki chronione. To oczywiście nie do końca rozwiązuje problem.

W ostatnim czasie monitorowaliśmy za pomocą drona pola rzepaku, na których żerowały żubry, i porównywaliśmy je z polami, na które te zwierzęta nie wchodziły. Późną zimą różnice w ilości i jakości biomasy roślinnej były wyraźne. Zdarzały się miejsca, gdzie rzepak był bardzo mocno zgryziony. Kiedy jednak wróciliśmy tam w maju, w okresie kwitnienia, różnic między tymi uprawami już nie było. Rośliny się zregenerowały.

To wskazuje, że wpływ żubrów na ostateczny plon może być mniejszy, niż sugeruje obraz bezpośrednio po ich wizycie. Nie twierdzę, że problemu nie ma. Twierdzę, że powinniśmy go dokładnie zbadać, zamiast opierać zarządzanie na przekonaniach.

Co więcej, nieumiejętne przepłaszanie żubrów może czasem powodować większe straty niż samo żerowanie. Jeśli stado liczące sto zwierząt jest przez kilka kilometrów gonione przez pola, szkody mogą być znacznie większe, niż gdyby pozwolono mu spokojnie żerować i odejść.

To jak w takim razie zarządzać żubrami? Tworzyć kolejne stada i rozpraszać populację?

– W tej chwili bardzo ostrożnie podchodziłbym do tworzenia nowych stad w Polsce. W Europie mamy już blisko 50 miejsc, w których żyją żubry, ich liczebność rośnie. Najpierw powinniśmy uporządkować zarządzanie populacjami, które już mamy.

Nie ma sensu tworzyć kolejnego stada tylko po to, żeby powiedzieć, że powstało. Trzeba wcześniej odpowiedzieć na pytanie, czy środowisko odpowiada wymaganiom gatunku i czy pozwoli mu funkcjonować przez cały rok oraz w dłuższej perspektywie czasowej. Takie są również zalecenia IUCN dotyczące reintrodukcji zwierząt.

Trzeba też pamiętać, że populacja licząca 40 czy 50 osobników nie jest rozwiązaniem na zawsze. Małe populacje nie gwarantują stabilności demograficznej ani zachowania zmienności genetycznej. Jeśli chcemy sztucznie utrzymywać je na określonym poziomie, skazujemy się na ciągłe ingerowanie – odłowy albo odstrzały.

Pana oponentka w tej dyskusji, prof. Wanda Olech, uważa, że kontrolowana selekcja jest konieczna, a część żubrów można odstrzeliwać i wykorzystywać ich mięso. Pan mówi nie?

– Jestem przeciwnikiem odstrzału jako sposobu regulowania liczebności żubrów, bo moim zdaniem nie rozwiąże on problemów, o których mówimy. Jeśli na polach mamy stado liczące 150 żubrów i odstrzelimy 20 czy 30, nadal pozostanie tam ponad sto zwierząt, które będą korzystać z tego samego środowiska i mogą wychodzić na pola.

Żubr jest ponadto gatunkiem chronionym. Ustawa o ochronie przyrody określa przesłanki, które muszą zostać spełnione, aby można było odstąpić od ochrony, a wcześniej należy wyczerpać rozwiązania alternatywne.

Jestem też przeciwnikiem komercyjnego odstrzału żubrów. Moim zdaniem obniża on status i wyjątkowość tego gatunku. Podobnie jak pomysł, żeby serwować „kotleta z żubra”. Jeśli możemy na żubra polować za pieniądze, a potem zjeść go w restauracji, trudno jednocześnie przekonywać społeczeństwo, że jest to wyjątkowy, rzadki gatunek wymagający szczególnej ochrony.

Tylko czy przy ponad 10 tys. żubrów żyjących na wolności na świecie nadal możemy mówić o rzadkim gatunku?

– Na koniec 2025 r. na wolności żyło ponad 10,6 tys. żubrów. To ogromny sukces ochrony gatunku, ale nie oznacza, że stał się on pospolity. Dla porównania: czarnych nosorożców, które są symbolem gatunków skrajnie zagrożonych jest około 6 tys., a niedźwiedzi polarnych, które są kolejna ikoną w ochronie przyrody, jest 20-30 tys. Sam fakt, że liczebność żubra rośnie, nie oznacza więc, że możemy powiedzieć: misja wykonana, gatunek jest całkowicie bezpieczny i możemy redukować ich liczebność.

Dochodzi jeszcze kwestia chorób. W Bieszczadach mieliśmy wśród żubrów gruźlicę, a kolejnym zagrożeniem może być choroba niebieskiego języka, która kilkanaście lat temu rozprzestrzeniła się w jednym z niemieckich ośrodków hodowli. Wraz z ocieplaniem się klimatu przesuwa się zasięg owadów przenoszących tę chorobę, więc ryzyko jej pojawienia się także u nas rośnie.

Dlatego bezpieczeństwo gatunku zwiększa nie tylko jego liczebność, lecz także istnienie wielu rozproszonych populacji. Jeśli w jednej z nich pojawi się groźna choroba, nie zagrozi ona całemu gatunkowi. Ale nie możemy tworzyć kolejnych stad ignorując problemy, które będą z tym związane. Celem ochrony nie jest wyłącznie tworzenie jak największej liczby stad.

Skoro nie odstrzał, to co?

– Zarządzanie oparte na wiedzy. Monitoring populacji, znakowanie części zwierząt obrożami telemetrycznymi, żebyśmy wiedzieli, gdzie znajdują się stada i jak się przemieszczają, reagowanie na sytuacje konfliktowe, właściwe przepłaszanie, działania edukacyjne, a tam, gdzie jest to potrzebne – odpowiednio prowadzone dokarmianie.

To wymaga ludzi, sprzętu i pieniędzy. Tymczasem ochrona żubra jest często finansowana projektowo: instytucja dostaje pieniądze na trzy lata, projekt się kończy i nie wiadomo, co dalej. Tak nie można zarządzać populacją dużego ssaka – potrzebny jest stały system finansowania.

Dobrym przykładem jest populacja zachodniopomorska. W ciągu około 20 lat wzrosła z 25 do około 450 osobników, a poziom konfliktów pozostaje stosunkowo niski. To pokazuje, że przy odpowiednim zarządzaniu żubry mogą funkcjonować w mozaice lasów, pól i innych terenów otwartych.

Taki system będzie jednak kosztował, ale żeby trzymać się faktów: w 2023 r. państwo wypłaciło ok. 43,5 mln zł odszkodowań za szkody wyrządzone przez bobry, a za szkody powodowane przez żubry – około 4,2 mln zł.

– Na tym tle widać, że nie mówimy o ogromnych pieniądzach. Żubr jest symbolem polskiej ochrony przyrody, a na Polsce spoczywa szczególna odpowiedzialność za ten gatunek, bo właśnie u nas rozpoczęła się jego odbudowa po wyginięciu na wolności. Nie możemy finansować jego ochrony od projektu do projektu i liczyć, że jakoś to będzie.

Dobrze prowadzone zarządzanie powinno zresztą służyć właśnie temu, żeby zapobiegać konfliktom i ograniczać szkody, zamiast jedynie je rekompensować.

Czy za pomocą edukacji ekologicznej można zmienić nastawienie ludzi, którym pod domem chodzi kilkusetkilogramowe zwierzę i wyżera rośliny z pola czy z ogrodu?

– Można – i mamy na to dane. W ramach projektu LIFE „Kraina żubra” wspólnie z Białowieskim Parkiem Narodowym prowadziliśmy warsztaty dla mieszkańców terenów, na których występują żubry. Sprawdzaliśmy nastawienie uczestników przed zajęciami i po nich. Spośród osób nastawionych wcześniej negatywnie aż 70 proc. zmieniło nastawienie na neutralne albo pozytywne po zdobyciu wiedzy o żubrach i możliwości zobaczenia ich w terenie.

Ludzie muszą również wiedzieć, jak zachować się przy spotkaniu z żubrem. To nie jest kudłata krowa, do której można podejść blisko z telefonem komórkowym, żeby zrobić zdjęcie. Jeżeli chcemy żyć obok dużych dzikich zwierząt, musimy nauczyć się respektować pewne zasady.

Ale co właściwie mamy z żubra poza pięknym widokiem i rachunkiem za odszkodowania?

– Żubr nie jest wyłącznie kosztem. Jest gatunkiem charyzmatycznym i w wielu regionach staje się motorem rozwoju turystyki przyrodniczej. Widzę to codziennie w Puszczy Białowieskiej: ludzie przyjeżdżają specjalnie po to, żeby zobaczyć żubra. W niektórych miejscach całe strategie promocji regionu wykorzystują jego obecność.

Ale znaczenie żubra nie kończy się na turystyce. Powrót największego lądowego ssaka Europy oznacza odtwarzanie ważnego elementu ekosystemu. Żubry przenoszą nasiona, wpływają na różnorodność roślin, a poprzez zgryzanie roślinności mogą ograniczać dominację niektórych gatunków. Z naszych badań wynika również, że mogą hamować zarastanie terenów otwartych przez drzewa i krzewy.

Nawet martwy żubr jest częścią ekosystemu. W Puszczy Białowieskiej na padlinie żubrów stwierdzono prawie 40 gatunków ptaków i ssaków. Dochodzą do tego owady. Odchody żubrów są z kolei pokarmem dla wielu bezkręgowców i źródłem składników odżywczych dla gleby.

Ciągle wiemy zbyt mało o roli żubra w ekosystemie, ale właśnie dlatego potrzebujemy więcej badań, a nie prostych recept sprowadzających się do ustalenia liczby zwierząt, które należy odstrzelić.

Samorządy nie zawsze jednak chcą żubrów. Boją się szkód, konfliktów i kosztów. Jak przekonać ludzi, że warto mieć takie sąsiedztwo?

– Samo mówienie o korzyściach przyrodniczych nie wystarczy. Trzeba stworzyć mechanizmy, dzięki którym obecność żubra będzie przynosiła mieszkańcom również wymierne korzyści.

Już podczas projektu LIFE „Kraina Żubra”, realizowanego w latach 2006-2010, zabiegaliśmy o dopłaty do łąk wykorzystywanych przez żubry, podobne do płatności związanych z ochroną niektórych rzadkich gatunków ptaków. Wtedy nie spotkało się to z zainteresowaniem administracji, ale uważam, że do tego pomysłu warto wrócić.

W ramach projektu wprowadziliśmy kontraktację łąk wykorzystywanych przez żubry. Wcześniej zwierzęta były z nich przepędzane. Kiedy rolnicy zaczęli otrzymywać pieniądze za to, że żubry mogą na tych łąkach przebywać, nastawienie zmieniło się diametralnie. Niektórzy zaczęli nawet zostawiać im siano. Żubry z intruzów stały się częścią krajobrazu, wręcz „naszymi żubrami”.

To pokazuje, jak ważne jest włączanie lokalnych społeczności w ochronę gatunku. Nie da się skutecznie chronić dużego zwierzęcia wbrew ludziom, którzy żyją obok niego.

Czyli zamiast pytać, ile żubrów należy odstrzelić, powinniśmy zapytać, jak nauczyć się z nimi żyć?

– Przede wszystkim powinniśmy odejść od zarządzania opartego na subiektywnych opiniach na rzecz zarządzania opartego na wiedzy naukowej. Mamy problemy z żubrami, tego nie neguję, tyle że trzeba właściwie zdiagnozować ich przyczyny.

Jeżeli w przeszłości wprowadziliśmy żubry do niewłaściwych środowisk, dzisiaj ponosimy tego konsekwencje. Jeżeli chcemy ograniczać konflikty, potrzebujemy badań, monitoringu, odpowiednich metod zarządzania, współpracy z rolnikami i samorządami oraz stałego finansowania.

Nie chodzi o to, żeby powiedzieć: żubrów jest za dużo albo za mało. Trzeba odpowiedzieć na znacznie trudniejsze pytanie: gdzie te zwierzęta żyją, dlaczego właśnie tam pojawiają się problemy i co zrobić, żeby ograniczyć konflikty. Dopiero wtedy możemy mówić o zarządzaniu opartym na wiedzy, a nie na opiniach. Musimy nauczyć się współistnieć z dzikimi zwierzętami, co nie oznacza braku konfliktów.

Na koniec coś mniej wojennego, choć też będzie o walce. Trwa ruja żubrów. Byki biją się o samice tak jak jelenie?

– Walczą, ale znacznie rzadziej. Wśród byków istnieje hierarchia związana m.in. z wiekiem i wielkością zwierzęcia, dlatego słabszy samiec zwykle unika konfrontacji z silniejszym. I ma ku temu powody, bo starcie dwóch tak potężnych zwierząt może skończyć się ciężkimi obrażeniami, a nawet śmiercią jednego z nich. Takie przypadki w Puszczy Białowieskiej notowaliśmy.

Sam zajmuję się żubrami od około 20 lat, bardzo dużo czasu spędzam w terenie, a prawdziwej walki dwóch byków właściwie nie widziałem. Często odbywa się to gdzieś w lesie, poza zasięgiem naszego wzroku. Ale kiedy już do takiego starcia dochodzi, musi być spektakularne.

Udział Facebook Twitter LinkedIn Telegram WhatsApp Email

Czytaj dalej

Zakaźna choroba zbiera żniwo. W Azji umarło już tysiąc dzieci

Zakaźna choroba zbiera żniwo. W Azji umarło już tysiąc dzieci

Najbardziej trujący grzyb w Polsce. 30 gramów to dawka śmiertelna

Najbardziej trujący grzyb w Polsce. 30 gramów to dawka śmiertelna

Badania polskich drapieżników. Będą określać „problematyczność” osobnika

Badania polskich drapieżników. Będą określać „problematyczność” osobnika

Rekiny wielorybie w wodach koło Nowego Jorku. Nie powinny tu być

Rekiny wielorybie w wodach koło Nowego Jorku. Nie powinny tu być

„Antyjaskółcze” prawo krajowym absurdem. UE nie ma z tym nic wspólnego

„Antyjaskółcze” prawo krajowym absurdem. UE nie ma z tym nic wspólnego

Strzał, który ma odstraszyć niedźwiedzia. Gumowe kule już w użyciu

Strzał, który ma odstraszyć niedźwiedzia. Gumowe kule już w użyciu

Tysiące dodatkowych zgonów we Francji. Minister wskazała zaskakujący powód

Tysiące dodatkowych zgonów we Francji. Minister wskazała zaskakujący powód

Masz jeża w ogrodzie? To wielkie szczęście, jest niezwykle pożyteczny

Masz jeża w ogrodzie? To wielkie szczęście, jest niezwykle pożyteczny

Rzadkie ptaki wracają do polskich lasów. Wielki sukces

Rzadkie ptaki wracają do polskich lasów. Wielki sukces

Add A Comment

Leave A Reply Cancel Reply

Wybór Redaktora

Kolejne zatrzymanie w sprawie Zondacrypto. Prokuratura potwierdza

Kolejne zatrzymanie w sprawie Zondacrypto. Prokuratura potwierdza

5 września, 2026
Żubry w Polsce coraz częściej atakują. Profesor PAN je tłumaczy

Żubry w Polsce coraz częściej atakują. Profesor PAN je tłumaczy

5 września, 2026
Iran. Eksplozje w pobliżu wyspy Kharg. Media: USA zaatakowały tankowiec

Iran. Eksplozje w pobliżu wyspy Kharg. Media: USA zaatakowały tankowiec

5 września, 2026
Andrzej Poczobut wraca na Białoruś. Wskazał na pradopodobny termin

Andrzej Poczobut wraca na Białoruś. Wskazał na pradopodobny termin

5 września, 2026

Najnowsze Wiadomości

Zakaźna choroba zbiera żniwo. W Azji umarło już tysiąc dzieci

Zakaźna choroba zbiera żniwo. W Azji umarło już tysiąc dzieci

5 września, 2026
Recz. Trzy osoby ranne podczas dożynek. Wichura poderwała namioty

Recz. Trzy osoby ranne podczas dożynek. Wichura poderwała namioty

5 września, 2026
Nepal. Dziesięć dni po tragedii odnaleźli żywych

Nepal. Dziesięć dni po tragedii odnaleźli żywych

5 września, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
© 2026 Razy Dzisiaj. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.